Armenia Azja

Armenia. Kraina Boga naznaczona cierpieniem

Poznaj drugą, trudną twarz Armenii nim zachwycisz się jej piękną, wierzchnią warstwą.

Armenia. Kiedyś ogromny kraj sięgający od morza do morza, dziś ubogi i momentami depresyjny skrawek świata o pięknej, powierzchownej twarzy. Miejsce, w którym Bóg postanowił pozwolić odbudować się ludzkości, a którego mieszkańcy okrzyknęli się niemalże dziećmi Stwórcy, dziś sprawia wrażenie, jakby Bóg o nim zapomniał.

Wody ustępowały z ziemi powoli, lecz nieustannie, i po upływie stu pięćdziesięciu dni się obniżyły. Miesiąca siódmego, siedemnastego dnia miesiąca arka osiadła na górach Ararat. (…) Noe wyszedł więc z arki wraz z synami, żoną i z żonami swych synów. Wyszły też z arki wszelkie zwierzęta: różne gatunki zwierząt pełzających po ziemi i ptactwa, wszystko, co się porusza na ziemi.

Te słowa ze starotestamentowej Księgi Rodzaju lokują Armenię na mapie najbardziej uświęconych ziem kultury chrześcijańskiej. Stojąc w zielonych polach tuż przed prastarym klasztorem Khor Virap, za którym rozpościera się majestatyczny szczyt Araratu, w wyobraźni człowieka, niczym w przyspieszonym filmie, przetacza się cała masa migawek sięgających mitologii, historii dawnej i tej zupełnie najnowszej.

Można spojrzeć na Armenię jako krainę pięknych krajobrazów, urzekających klasztorów i przeciętnych miast, lecz będzie to spojrzenie zupełnie niepełne.

Armenia to kraina Boga, która sprawia wrażenie, że została przez niego zupełnie zapomniana i porzucona.

Przylatując do Armenii w ciepły, czerwcowy dzień, można odnieść wrażenie, że w porównaniu do gwarnej i niezwykle popularnej wśród turystów Gruzji, przybyło się do krainy wszechogarniającego spokoju, do kameralnego, zamieszkałego przez niewielką liczbę ludzi, skrawka świata, który żyje w swoim spokojnym rytmie. Przylatuje się w końcu do ziemi Noego, do nowego Edenu, na którym na nowo rodziła się ludzkość po niszczycielskim, biblijnym potopie. Kraina Noego to jedno z marketingowych określeń używanych w turystycznych materiałach tego małego, zakaukaskiego kraju.

Armenia.jpg

Jest też opowieść o stworzeniu świata, która w różnych wersjach przetacza się przez ludy Kaukazu Południowego, a którą warto posłuchać, gdy nasi rozmówcy zaczynają ją opowiadać. W wersji gruzińskiej wygląda ona tak: Bóg spoczął po stworzeniu świata i rozdaniu wszystkich ziem różnym narodom świata. Wtenczas przybiegli do niego spóźnieni Gruzini i też poprosili o ziemię dla siebie. Bóg odpowiedział, że jedyne, co mu pozostało, to najpiękniejszy skrawek ziemi, raj, który pozostawił dla siebie. Postanowił go jednak Gruzinom oddać i tak otrzymali oni krainę piękną, w której mieszkają do dzisiaj. Ta sama wersja opowiadana przez Ormian wspomina o tym, iż po tejże sytuacji przybiegli do Boga jeszcze właśnie oni i także poprosili o kawałek ziemi dla siebie. Bóg załamawszy ręce odrzekł, że jedyne, co mu pozostało to kraina pełna gruzów i kamieni, gdzie absolutnie nic nie ma. Ormianie przyjęli ją od Boga i uczynili krainą mlekiem i miodem płynącą, co osiągnęli swoją ciężką pracą i sprytem, z którego słyną w regionie.

Współczesna Armenia to jednak kraina daleka od obrazu edenu mlekiem i miodem płynącego.

Pomimo wspaniałej historii, której najważniejszym punktem był chrzest kraju w 301 roku po Chrystusie, który uczynił Armenię pierwszym chrześcijańskim krajem świata, pomimo wielkiego daru dla całej cywilizacji zachodniej, jakim była ogólna idea kościoła jako budynku w formie, jaką znamy do dnia dzisiejszego, Bóg zdaje się nie pamiętać o swoim pierwszym prawdziwie oddanym kraju i obciąża go ciężarami, które niejeden naród na ziemi przyprawiłyby o zbiorowe szaleństwo.

jezioro sewan

Trudno z turystycznej perspektywy, szczególnie w przyjemny, słoneczny dzień, pomyśleć o tym kraju w tych trudnych kategoriach, jednak nie sposób zrozumieć Ormian i ich kraju bez poznania historii ich cierpienia i trudów, przez które przeszła ta kraina, szczególnie na przestrzeni minionego, dwudziestego wieku.

Największe nieszczęścia Armenii, bez których nie zrozumiesz tego kraju.

Odwiedzając Armenię można odnieść wrażenie, że to w gruncie dosyć normalny kraj, jakich wiele na świecie. Jednak mając w pamięci pełną życia stolicę sąsiedniego Azerbejdżanu – Baku oraz pełne turystów szlaki zielonej Gruzji, można poczuć, nawet w stolicy kraju, Erywaniu, pewną dziwną pustkę i spokój, jaki nie jest udziałem dwóch sąsiednich, pędzących ku swoim celom, republik. W ten dziwny stan zawieszenia wpędziła Armenię historia, która brutalnie obeszła się z tym niewielkim krajem.

Trzy wydarzenia minionego, dwudziestego wieku, szczególnie uformowały drugą, nieturystyczną, bardzo depresyjną twarz kraju, który na zewnątrz zachwyca przybywających do niego podróżnych.

Ludobójstwo Ormian w 1915 roku

Za kilka dni od publikacji tego tekstu, minie sto dwa lata od dnia, który rozpoczął najbardziej tragiczną kartę armeńskiej historii. W chylącym się ku upadkowi Imperium Osmańskim, zamordowano między osiemset tysięcy a półtora miliona tureckich Ormian, których państwo przez wieki znajdowało się w granicach wszechpotężnego Imperium Ottomanów. Przez zawieruchę I wojny światowej, upadek Imperium Osmańskiego, potem Rewolucję Bolszewicką i przejęcie ziem współczesnej Armenii przez Związek Radziecki, historia zdawała się być stale zakopywana pod dywan historii aż do chwili, gdy po upadku ZSRR, nowo powstała Republika Armenii, rozpoczęła jednoznaczną kampanię na rzecz uznania tych wydarzeń na arenie międzynarodowej za ludobójstwo.

Turcja niezmiennie uznaje poległych Ormian za ofiary I wojny światowej i wewnętrznej zawieruchy panującej w rozpadającym się imperium. Stała nienawiść między oboma narodami oraz propagandowa walka o własną interpretację historii jest jednym z powodów, które sprawiają, że granica między oboma państwami pozostaje stale zamknięta od 1993 roku.

Co było przyczyną ludobójstwa Ormian? Współczesna Armenia to obszar jednej dziesiątej historycznej Armenii, która sięgała od mniej więcej połowy Turcji aż po Azerbejdżan, a która na przestrzeni wieków stała się częścią Imperium Osmańskiego. Problemy chrześcijańskiej wspólnoty Ormian w granicach Imperium zaczęły się sto lat przed wydarzeniami rzezi, gdy wielokulturowe i względnie tolerancyjne wobec innych wyznań, państwo osmańskie, zaczęło tracić kolejne bałkańskie kraje, gdzie chrześcijańskie narody walczyły o niepodległość. To sprawiło, że wielowyznaniowe imperium zaczęło coraz bardziej przekształcać się z imperium muzułmańskie. Na końcu swojej egzystencji, mocno okrojone imperium, pozostałość dawnej potęgi, która utraciła nie tylko Bałkany i Afrykę Północną, stało się krajem w zasadzie zdominowanym przez Turków. Nawet po upadku imperium, nowe, młodotureckie władze kraju, dalej stawiały na ideologię panturkizmu i planowały asymilację pozostałych wyznań i narodów. Narody, które nie chciały się temu podporządkować, jak dumni i prastarzy Ormianie, należało wyeliminować. Setki tysięcy ludzi w szczytowym okresie masakry, brutalnie wymordowano, reszta zginęła przy nieludzkich relokacjach całych mas ludzi, którzy wędrując z jednej części imperium do drugiej, umierali w drodze.

Kwestia rzezi Ormian pozostaje współcześnie częścią geopolitycznej gry, w której część krajów świata jednoznacznie rozpoznaje to jako ludobójstwo, inne zaś skłaniają się ku tureckiej interpretacji „zawieruchy wojennej” lub w ogóle nie zabierają głosu. Wydarzenia te żyją jednak w praktycznie każdej ormiańskiej rodzinie, która, każda z nich, ma historię jakiegoś przodka dotkniętego przez okrucieństwa, które stały się holocaustem owego zakaukaskiego narodu.

Inną sprawą, która wydarzyła się niejako w tle ludobójstwa, a która powiązaną była z późniejszym przejściem spod wielowiekowego panowania osmańskiego do rosyjskiej orbity wpływów jest fakt, iż święta góra Ormian, Ararat, ich symbol narodowy i coś, do czego wzdycha każdy Ormian, pozostała, już w zasadzie na zawsze, na terytorium Turcji, tuż za zamkniętą na stałe granicą. Symbol kraju, na który spoglądać może każdy mieszkaniec stolicy, który jest tak blisko, a zarazem tak daleko, przypomina o trudnych dziejach i tragicznych konsekwencjach jeszcze dosyć świeżej, bo osadzonej w minionym wieku, historii.

Trzęsienie ziemi w 1988 roku

7 grudnia 1988 roku dwa trzęsienia ziemi uderzyły Armenię zabijając sześćdziesiąt tysięcy osób i niszcząc pół miliona budynków w całym kraju. Wstrząsy odczuwalne były także w Gruzji, Turcji i Iranie. Epicentrum znajdowało się nieopodal niewielkiego miasta Spitak. Pierwszy wstrząs nastąpił o 11:41 przed południem, drugi zaś cztery minuty później dopełniając niszczycielskiego dzieła.

Miasto Spitak zostało prawie całkowicie zniszczone, co było spowodowane było przez nędzne, radzieckie budownictwo, które rozwijano z zupełnym pominięciem faktu, że Armenia znajduje się na obszarze aktywnym sejsmicznie. W Leninakan, drugim największym mieście kraju zamieszkałym przez trzysta tysięcy ludzi, osiemdziesiąt procent zabudowy legło w gruzach. Skala zniszczeń zupełnie przytłoczyła kraj i sparaliżowała jego zdolność do rekacji.

Trzęsienie ziemi dotknęło prawie połowę obszaru kraju i wpłynęło na ogromne straty w niewielkiej, ormiańskiej populacji, zahamowanie jakiegokolwiek rozwoju i przyczyniło się do znacznego zubożenia armeńskiego społeczeństwa.

Wojna o Górski Karabach w latach 1988-1994

Podczas niedawnej wizyty w Baku, stolicy Azerbejdżanu, czuć było napięcie w powietrzu, zaś młodzi Bakijczycy zastanawiali się, czy pójdą ponownie walczyć za krainę, którą uważają za swoją, ale za którą chyba niekoniecznie chcieliby ginąć. Inaczej wygląda bowiem chęć oddawania życia z perspektywy szklanych domów Baku, inaczej zaś ze strony Ormian, którzy Górski Karabach uważają za swoją kolebkę i istny raj na ziemi.

W opinii obserwatorów regionu, długotrwałe napięcie w Górskim Karabachu uzyskało swoisty status zamrożonego konfliktu. Napięcia, które na nowo pojawiły się w tym roku i które skończyły się śmiercią kilkudziesięciu żołnierzy po obu stronach, zagrażają stabilności całego regionu.

Górski Karabach to historycznie obszar, gdzie dominowali Ormianie, jednak w 1922 roku przyłączony został przez sowieckie władze do Azerbejdżańskiej Republiki Rad decyzją Stalina, który w ten sposób rozgrywał konflikty między narodami, nad którymi roztaczał swoje brutalne panowanie. Sowieckie władze, tak długo jak panowały nad rozległym obszarem imperium, trzymały w ryzach wszelkie napięcia na linii azersko-ormiańskiej, jednak u schyłku Związku Radzieckiego pod koniec lat osiemdziesiątych, ówcześnie autonomiczny Górski Karabach, szukał możliwości połączenia się z Armenią. W lutym 1988 roku doszło do pogromu Ormian w mieście Sumgait, co podniosło temperaturę w regionie. W 1992 parlament Azerbejdżanu odebrał Górskiemu Karabachowi status autonomii, na co karabascy Ormianie odpowiedzieli ogłoszeniem w styczniu 1992 roku niepodległość Górskiego Karabachu. Otwarta wojna między Armenią i Azerbejdżanem trwała do zawieszenia broni w 1994 roku, w wyniku którego zwycięstwo odniosła Armenia. Choć nie wchłonęła ona terytorium Górskiego Karabachu, wspiera ona istnienie nieuznawanego na świecie państwa, z którym utrzymuje, jak można by przypuszczać, bardzo bliskie kontakty.

Najważniejszym skutkiem konfliktu, poza stratami wojennymi, utratą trzynastu procent terytorium przez Azerbejdżan, oraz zamknięciem granic i stosunków między państwami, było przesiedlenie ogromnych rzesz ludzi: wyrzucenie Azerów z Karabachu do Azerbejdżanu oraz Ormian z Azerbejdżanu do Armenii. Ogromna rzesza Ormian przesiedlona do ich własnego kraju, z którym do tej pory, poza mentalną i kulturową bliskością, nie mieli za wiele wspólnego, przemieszała tkankę społeczną niewielkiego państwa i przyczyniła się, obok tragicznego trzęsienia ziemi, do ogromnych problemów społecznych, z jakimi boryka się współczesna Armenia.

Jaka jest współczesna Armenia?

Z perspektywy turysty jest to kraina pięknych widoków, niesamowitych gór i czasami bardzo surowych krajobrazów, pośród których wyrastają najstarsze monastyry świata. To miejsce, do którego warto wybrać się podczas podróży po Zakaukaziu, jednocześnie wiedząc, że pustka, bieda i widoczne zaniedbania w infrastrukturze i architekturze, nie tyle wynikają z braku estetyki Ormian, ale z wszechogarniającej niemożności państwa i społeczeństwa, które wiek dwudziesty dotknął tak bardzo, że czasami trudno uwierzyć, że ktoś w tym kraju chce jeszcze mieszkać.

We współczesnej Armenii mieszka 2,5 – 3 milionów mieszkańców. Poza krajem mieszka 7 milionów Ormian.

Erywań (1).jpg

O Zakaukaskich liniach miłości i nienawiści, o problemach między sąsiadami i braku zaufania w regionie, przeczytacie w jednym z moich tekstów pisanych z Azerbejdżanu: kliknij tutaj.

Najlepszą książką na polskim rynku, która w wyczerpujący sposób opowie o Armenii w kontekstach przytoczonych powyżej jest zaś: Karawany śmierci.

 

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

13 comments on “Armenia. Kraina Boga naznaczona cierpieniem

  1. Ciekawy tekst, będący wprowadzeniem dla każdego, kto chciałby odwiedzić Armenię. Ja rowniez znajduję się na liście tych, co jeszcze tam nie byli, a chętnie by sie wybrali. Często ciężko zrozumieć jest jakiś kraj, jeśli nie zna się jego historii!

    Lubię

  2. Evi Mielczarek

    Absolutnie zgadzam się, że kraju w pełni nie pozna sie dobrze, nie znając jego historii. Chyba gdzieś najblizszym w mojej głowie przykładem są Bałkany, których bez znajomości historii nie da się w pełni zrozumieć.
    Co do samej turystycznej Armenii to będę się miała o niej okazję przekonać juz za miesiąc 🙂 Zobaczymy!

    Lubię

  3. Tak na świeżo, po niedawnym powrocie, to Armenię uważam za bardzo smutny i biedny kraj, ale jednocześnie jest niesamowity i można się w nim zakochać od pierwszego wejrzenia. Ja się chyba zakochałam, szczególnie w tych miejscach, do których nikt nie zagląda.

    Lubię

  4. Pingback: Erywań. Przewodnik spacerowy po stolicy Armenii – wojażer

  5. OMG! Może i była to kraina Noego, ale teraz bardziej przypomina historię życia Hioba. Niesamowite, ile oni wycierpieli. Nie wiedziałam o tej rzezi w 1915 roku, a jestem historykiem. wstyd mi bardzo. Dziękuję za tę opowieść

    Lubię

  6. bardzo fajnie, że ten tekst nie jest „różowy”. Na Kaukazie (jeszcze) niestety nie byłem – ale obiecałem sobie, że w ciągu 3 lat pojadę (i właśnie do Armenii, ciekawi mnie ten kraj, chyba nawet bardziej, niż Gruzja)

    Lubię

  7. Świetny tekst, a zarazem trochę mnie zasmucił. Czy w Armenii jest bezpiecznie? Jak odnosiła się do Ciebie tamtejsza ludność?

    Liked by 1 osoba

    • Dziękuję bardzo 🙂 Niestety, w podróżowaniu jest tak, że nie wszystkie relacje mogą być różowe, bo też, czy muszą być? O Armenii bez tych wszystkich faktów dziwnie by się opowiadało. Co do bezpieczeństwa, jest tam absolutnie bezpiecznie. No chyba, że pojedzie się na Górskiego Karabachu w rejon konfliktu, gdzie od czasu do czasu jakieś kule ktoś wystrzeli. Ludzie są bardzo mili, ale stosunkowo bardziej wstrzemięźliwi aniżeli np. Gruzini. Polecam wyjazd! 🙂

      Lubię

  8. Pingback: Erywań, Armenia. Miasto, gdzie Allah wzrokiem nie sięga – wojażer

  9. Pingback: Armenia, Jezioro Sewan. Na granicy życia i śmierci – wojażer

  10. będąc właśnie ostatnio w Gruzji trzymałam w ręku przewodnik, który zdałby się mówić o wszystkich tych 3 krajach Zakaukazia – i jak nigdy – dział mówiący o losach i historii wszystkich tych krajów zajmuje sporą część przewodnika! już sam taki fakt wyostrza czujność w tej sprawie

    rok temu na Wachlarzu – pamiętam też prezentację o Armenii – i dokładnie te same uczucia miałam po niej jak teraz po Twoim tekście, taka smutna melancholia wdzierająca się każdą szczeliną, pustka, zapomnienie… to naprawdę straszne jak chwilę dłużej człowiek o tym myśli, jednocześnie taka totalna bezradność, bo co właściwie można zrobić poza wysłuchaniem, zobaczeniem, przeczytaniem? :-((

    statystyki zawsze do mnie przemawiają, dobijają tzw gwóźdź – 7 milionów poza krajem… okropny smutek, że ktoś kto kocha swój kraj musi z niego wyjeżdżać z powodów ekonomicznych i braku perspektyw i że takich osób jest tak zatrważająco dużo

    Lubię

  11. mojaaustraliaiswiat

    A Ja mam pytanie odnoście bezpieczeństwa w Armenii, czułeś się bezpiecznie? Piszesz, że ciężko uwierzyć, ze ktoś tam chce mieszkać. Wiesz, czym zajmują tam się ludzie?

    Lubię

  12. Bardzo przydatny dla nas tekst, do Armenii wybieramy się w listopadzie i pojedziemy na pewno trochę mądrzejsze. A poleconą książkę, mamy zamiar przeczytać w niedługim czasie, zwłaszcza, że pochodzi z ukochanego przez nas wydawnictwa.

    Lubię

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s