Ostatnio zamieszczone

_DSC1131

#SztukaPodróżowania: Skąd masz pieniądze na swoje podróże?

Pieniądze, moi Drodzy, lubią ciszę. To pierwsza prawda, którą należy znać i raz na zawsze zapamiętać. To, że pieniądze szczęścia nie dają, to z kolei pierwsze kłamstwo, które wciska się tym, którzy ich nie mają. Może i pieniądze szczęścia nie dają, ale chyba trochę pomagają, a z pewnością nie przeszkadzają. Pieniądze, a szczególnie mówienie lub pisanie o nich, zawsze były drażliwym tematem, nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach rozrzuconych na wielu kontynentach świata. Nie, nie będę dziś ujawniać mojego zeznania podatkowego, nie powiem Wam, ile na podróże wydawaliśmy, bo nic to w ogólny dyskurs nie wniesie, poza tanią sensacją dla niektórych, dla innych zaś uśmiechem politowania, że i tak tanio. Perspektywa na sprawę jest różna, wedle powszechnie znanej zasady: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jednocześnie zupełnie rozumiem wszystkie te pytania, które wynikają z normalnej, ludzkiej ciekawości, oraz często, chęci powtórzenia podobnego modelu podejścia do podróżowania. Czytaj dalej

#SztukaPodróżowania: Podróże na etacie. Jak co roku spędzać pięćdziesiąt dni w podróży?

Poniekąd lubię zimę. Z jednej strony, przez wszystkie minione lata, spędzałem ją poza Polską. Czasami śniegu nie widziałem tak długo, że w 2014 musiałem polecieć na Arktykę, aby przypomnieć sobie jak wygląda. Z drugiej strony, jeśli już spędzam ją w kraju, jest to czas, gdy z przyjemnością zasiadam do swojego biurka, gdyż za oknem panuje jedna, wielka, wszechogarniająca czerń. To stan, który sprawia, iż bez wyrzutów sumienia, które pojawiają się w okresie letnim, człowiek czyta, pisze, pije wino, znów pisze i czyta. Bo cóż lepszego ma do zrobienia? Ten czas pchnął mnie w kierunku pomysłu na nową serię, w której chciałbym opowiedzieć Wam o praktycznej stronie naszego podróżowania. Myśl o tej serii to nie tylko wynik zimy, ale także statystyk z prywatnych wiadomości, które otrzymywałem w ciągu ostatnich kilku lat. Te, bardzo cenne rzeczy, jakimi są maile od czytelników, uświadomiły mi, że coś, co jest oczywiste w świecie intensywnie podróżujących, lub też świecie podróżników po prostu, nie musi koniecznie być tak samo oczywiste dla ludzie spoza, nazwijmy to, „towarzystwa”. Czytaj dalej

snapseed-1

Co zjeść w Baku? Mini przewodnik po kuchni Azerbejdżanu

Z pisaniem o jedzeniu mamy podwójny problem. Pierwszy to taki, że na jedzeniu w podróży skupiamy się tak bardzo, że zanim dotrze do nas, iż fajnie byłoby zrobić jakieś zdjęcie dla czytelników i potomnych, przed nami leżą już brudne i puste talerze, zaś barwy smaków roznoszą się po naszych zadowolonych organizmach. Drugi problem polega na tym, że nie uważam się za blogera kulinarnego, toteż o jedzeniu zwykle nie piszę. Tym razem jednak, po kilku wiadomościach prywatnych oraz mailach z pytaniem, co tak naprawdę można zjeść w Azerbejdżanie, stwierdziłem, iż dopiszę ten jeden, niewielki rozdział, który da odpowiedź na te, jakże częste pytania. Nie znajdziecie w nim wymuskanych zdjęć jedzenia, które fotografowałbym pół godziny przy odpowiedniej maszynerii naświetleniowej, by potem zjeść to na zimno, za to dowiecie się po prostu, co w tym kraju można zjeść. I za ile. Czytaj dalej

wojazer-azerbejdzan

Jak zostałem premierem Azerbejdżanu. Opowieść niepoprawna politycznie

Gdybym wyjawiał Wam prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, powiedziałbym, że mój ojciec był wysoko postawionym urzędnikiem struktur Związku Radzieckiego. Dziadek walczył z Hitlerem i doszedł aż do Berlina, potem zajął się budowaniem monstrualnych tam na największych rzekach Rosji, lecz to nie przez niego wyschło jezioro Aralskie, wybaczcie. Ojciec brylował na salonach Moskwy, ale zawsze czuł, że serce bije mu na Kaukazie, a właściwie na Zakaukaziu. Gdy więc upadał powoli ów słoń na glinianych nogach, jakim był ZSRR, tato bardzo szybko upewnił się, że Moskwę sprawnie zamieni na Baku, a syna, czyli mnie, nauczy jak uprawiać politykę, która sprawi, że jego geny będą wiecznie żywe, nie tylko fizycznie, ale także politycznie. Gdybym to wyjawił, zrozumielibyście, dlaczego tak łatwo przejąłem premierowską tekę w tym pięknym, nadkaspijskim kraju. Problem jednak w tym, że, jak mawiał ksiądz Józef Tischner, na świecie są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda. To, co właśnie przeczytaliście, to jest gówno prawda jakich mało! Czytaj dalej

Jacy są Azerbejdżanie? Normalni, tacy sami jak my

Ludzie. To oni tworzą historie miejsc, które się odwiedza. Bardziej od budynków, starych miast, czy lśniących, nowych wieżowców. Bez tych istot, które przemijają szybciej aniżeli wzniesione przez nich konstrukcje, tkanki miejsc, do których docieramy, byłyby martwe niczym ukraińska Prypeć. To tych ludzi, czasami nieśmiałych, a czasami zupełnie otwartych, najbardziej próbuje rozgryźć Magdalena, z którą przemierzam na co dzień świat. Otwiera ich za pomocą obiektywu. Podchodzi i pyta, czy może zrobić zdjęcie. Otwiera ich na przypadkowe rozmowy, czasami zaś na zupełnie większe zwierzenia. To moc kobiety o ciepłym, dobrym sercu, która pomaga w podróży poznać historie przybliżające nas w choćby najmniejszym stopniu do zrozumienia świata i jego różnorodności, pomaga potem opisywać to, co chce się przybliżyć tym, którzy są ciekawi świata. Czytaj dalej

Nowy Kraków. Szlakiem nowoczesnej architektury i współczesności

On zawsze po prostu był. Klejnot szlifowany przez wieki, który w minionym, dwudziestym wieku, uniknął losu większości polskich miast. Przetrwał wojnę, a przetrwawszy ją opierał się potem architektonicznej fantazji Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, jednocześnie pozwalając jej na rozwój nowego organizmu poza swoją główną, zabytkową tkanką. Tak dotrwał Kraków do czasów szalonej wolności lat dziewięćdziesiątych, której ledwo się opierał. Udało się i oczyściwszy niedawno ścisłe z centrum z nachalnej, reklamowej zarazy, dotarł do czasów współczesnych w stanie prawie idealnym. Stanąwszy przed nowymi wyzwaniami, musi teraz ciągle odpowiadać na pytania: dokąd pójść, na co sobie pozwolić, jak ingerować w tą swoją cenną tkankę, a jak nie, aby się za nadto nie uszkodzić. Czytaj dalej

Baku. Przewodnik po futurystycznej architekturze stolicy Azerbejdżanu

Futurystyczne. Takie jest dzisiejsze Baku i na takie Baku czekałem najbardziej. Taką też stolicę państwa chciałem Wam pokazać, gdyż w myśleniu o tym kraju nadal pokutuje przekonanie, że to miejsce biedne i niebezpieczne, z pewnością nie kreatywne i nowoczesne. Baku było futurystyczne już sto lat temu, gdy obok niewielkiego starego miasta wyrastały szyby wiertnicze wydobywające ropę, czarne złoto, które uczyniło ten kraj niezwykle bogatym. Futurystyczne będzie też w przyszłości, gdy ukończone zostaną wszystkie założone i rozpoczęte projekty urbanistyczne. Choć przybywający do miasta mieszkańcy Dubaju mówią, że stolica Azerbejdżanu wygląda dziś jak ich miasto dwadzieścia lat temu, prawda jest taka, że przyszłość dzieje się tutaj już dzisiaj, jak w mało której części tego regionu świata. Czytaj dalej

baku-stare-miasto-azerbejdzan-wojazer

Baku, przeszłość w cieniu przyszłości. Przewodnik po starym mieście

Baku. Miasto, którego nazwa brzmi tak pięknie, że dla samego tego brzmienia pragnie się do niego przyjechać. Zanim ta najszybciej rozwijająca się stolica Zakaukazia stała się tym, czym jest dzisiaj, wydarzyły się szalone lata dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Wolność przyszła do wszystkich byłych republik Związku Radzieckiego, w tym do tej, położonej nad pięknym Morzem Kaspijskim. Przed tym, gdy Azerbejdżanie na krótko poczuli smak wolności, zaraz po deklaracji niepodległości, kraj utracił sporą część swojego terytorium na rzecz Armenii, z którą stoczył krwawą i brutalną wojnę. Zanim wybuchła wojna, Azerbejdżanie i Armeńczycy, tak samo uciskani przez Moskwę, żyli pod sowieckim panowaniem ze stłumioną, choć wrodzoną nienawiścią do siebie. Przed nadejściem Sowietów, najpiękniejsze lata młodości przeżywał w Baku Cezary Baryka, bohater Przedwiośnia, dla którego nadkaspijska stolica jawiła się rajem, aż do przyjścia Bolszewików. Przed Bolszewikami , przez tereny kraju oraz przez jego miasta,  przetaczały się największe potęgi regionu – Rosja i Persja, które raz po raz wymieniały się władzą nad regionem. Tak spojrzawszy na historię kraju w zupełnie ekspresowym tempie, przenosimy się do dalekiej przeszłości, do czasoprzestrzeni odległej i pełnej sentymentów, do krainy, którą możemy wyobrazić sobie spacerując po bakijskiej starówce. Czytaj dalej

Azerbejdżan. Krótki przewodnik po tym, co warto wiedzieć, zanim się pojedzie

Azerbejdżan. Marzyłem o tym kraju od bardzo długiego czasu. Z jednej strony dlatego, iż odwiedziłem już wcześniej Gruzję i Armenię, dwa pozostałe kraje Zakaukazia. Z drugiej strony mało jest takich miejsc na świecie, których nazwy dźwięczą w głowie od najmłodszych lat. Tak było z Baku, stolicą Azerbejdżanu, z miastem, którego nazwa brzmiała w moich myślach i planach bardzo wyraźnie i bardzo długo. Siedzę więc w ciepły, listopadowy wieczór, w środku pełnego życia centrum, w największym mieście Zakaukazia, nad szumiącym Morzem Kaspijskim, i piszę ten pierwszy tekst prosto z błyskawicznie rozwijającej się, posowieckiej republiki, która nie grzeszy jednak demokracją. W tej pierwszej historii postanowiłem opisać kilka rzeczy, które warto wiedzieć, zanim przyleci się do tego niezwykle interesującego kraju. Dopiero w następnych, pojawiających się w nadchodzących tygodniach, napiszę o tym, dlaczego, choć jest tu kolorowo, nie jest do końca aż tak kolorowo. Jedno jest pewne: warto tutaj przyjechać. Dlatego też, wierząc mocno w to, co właśnie napisałem, postanowiłem zebrać kilka informacji, które powinniście poznać, zanim przyjedziecie do tego kraju. Czytaj dalej

mille-miglia-brescia

Mille Miglia i lombardzka Brescia. Na starcie i mecie najbardziej fascynującego rajdu Włoch

Bardzo rzadko zmieniam swoje wcześniej założone cele, swoje plany i ścieżki, którymi podążam. Lubię swój porządek, ale chyba jeszcze bardziej lubię pewien kojący spokój miejsc, do których czasami docieramy. Owego spokoju w ogóle nie spodziewałem się w Wenecji, która miała być jednym z wielu punktów naszego ostatniego pobytu we Włoszech. Dlatego też, aby zachować święty spokój, atmosferę powolnego, słodkiego życia, zmieniłem cele, plany i ścieżki. Wszystko zmieniłem, po czym trafiliśmy do uroczego lombardzkiego miasteczka nieopodal dobrze wszystkim znanego Bergamo, do Brescii, do miejsca, które ujęło nas pod każdym względem i sprawiło, że zostaliśmy na dłużej aniżeli tylko na krótką, przelotną chwilę. Czytaj dalej