Arktyka Norwegia

Norwescy bohaterowie polarnego świata

O największych Norweskich odkryciach polarnych i o tym, czego mogą nas nauczyć

Mija dokładnie czwarty rok od dnia, kiedy poczułem się bohaterem swojego domu. I nie ma to nic wspólnego z pracami remontowymi, bo w czasach wynajmowanego, małego krakowskiego mieszkanka, naszym najważniejszym domem był świat, do którego raz po raz uciekaliśmy. Wtedy, w roku czternastym tego stulecia, zaszyliśmy się w jednym z najbardziej odległych zakątków naszego globalnego domostwa. Dotarliśmy na Arktykę, do jednego z ostatnich, prawie niezdobytych bastionów współczesnej turystyki.

Po kolei padały w tym czasie ostatnie, dalekie, północne rubieże świata. Nordkap przeżywał oblężenie, Islandia doświadczała pierwszych symptomów turystycznego zadeptywania, ale Arkyka i jej majestatyczny archipelag Svalbardu, tkwiły jeszcze w  elitarnym spokoju, odwiedzane przez garstkę pasjonatów i zapaleńców, dla których ta nieprzyjazna ludziom kraina, okazywała się być spełnieniem najskrytszych marzeń.

Do tej pory padają pytania, co sprawia, że najgorętszą miłością darzę jedno z najzimniejszych i najtrudniejszych dla człowieka, miejsc na ziemi. Trudno do końca wyjaśnić ten fenomen ludziom, którzy z majowych upałów wylatują do krain jeszcze gorętszych i z niedowierzaniem kręcą głową, gdy słyszą, iż można odczuwać przyjemność z wyjazdu z trzydziestu do minus dwunastu stopni Celsjusza. A jednak.

Ciszę, która tam panuje, trudno opisać słowami. Ten dziwny stan dezorientuje tak samo, jak brak innych bodźców. Powietrze nie pachnie kwiatami ani też nie śmierdzi, jest czyste, tak zupełnie nowe dla każdego, kto przybywa z świata naładowanego bodźcami. Trudno jednoznacznie zdefiniować, co najbardziej przyciąga do tego miejsca – czy jest to fakt, iż były to do niedawna ostatnie, zupełnie dzikie dla człowieka białe plamy na naszej planecie. Czy może Arktyka i Antarktyka, są miejscami na swój sposób najbardziej orientalnymi dla nas, współczesnych ludzi, którzy prawie wszystko już widzieli? A może po prostu człowiek odnajduje tam coś, o co trudno już we wszystkich innych, łatwo dostępnych miejscach – spokój duszy i izolację od normalnego życia, cokolwiek jest tym normalnym życiem? Kiedyś nazwałem to chorobą swalbardzką, syndromem tęsknoty za daleką polarną ziemią, do której ciągle pragnie się wracać.

Pomimo spartańskich warunków panujących na tych ziemiach, nie jest ona dzisiaj pozbawiona życia ludzkiego, choć jeszcze lekko ponad sto lat temu nikt na stałe nie mieszkał na tych rubieżach świata.

Wręcz przeciwnie. Malutki ułamek procenta ludzkości zamieszkujący dzisiaj czubek naszej Ziemi, to ludzie wybitnie specyficzni i ciekawi. Czy ktoś postanawia przyjechać tutaj na tydzień, czy też zamieszkać na kilka lat i poświęcić się bądź pracy w sektorze turystycznym lub badaniom naukowym, z reguły w każdym i każdej z nich znajdziemy tę dziwna sympatia do polarnej, lodowej krainy.

Svalbard, polarny archipelag przylegający do lodowej zmarzliny Arktyki, obszar położony lekko ponad tysiąc kilometrów od Bieguna Północnego to dziś administracyjnie terytorium Norweskie administrowane przez norweskiego gubernatora na podstawie Traktatu Spitsbergeńskiego podpisanego w 1920 roku.

Jak to się stało, że młode państwo, które odzyskało pełną niepodległość od Szwecji dopiero w 1905 roku, zostało głównym administratorem tych strategicznych, i jak dziś wiadomo, bogatych w ropę obszarów arktycznych?

Kto, jeśli nie zdeterminowani, oswobadzający się spod kilkusetletniej dominacji Szwecji, ludzie dalekiej północy, w których żyłach płynie krew Wikingów, mógł być bardziej predestynowany do tego, aby odkryć dla ludzkości te niezbadane i trudne obszary?

Już od VIII wieku Wikingowie odbywali grabieżcze ekspedycje po wielu obszarach Europy, ze szczególnym upodobaniem dzisiejszych Wysp Brytyjskich. Pod ich panowanie weszły takie wyspy jak Szetlandy, Wyspy Owcze czy Orkady. Z czasem dotarli oni i skolonizowali Islandię, w której stworzyli dobrze zorganizowane i świetnie zarządzane państwo. Już w X wieku słynny Eryk Rudy odkrył z kolei Grenlandię, z której następnie, na długo przed Kolumbem, północni zdobywcy wyprawiali się do wybrzeży Ameryki. Kilkaset lat później, w XVII wieku, rozpoczęto eksploracje obszarów polarnych w poszukiwaniu fok i wielorybów, które wytworzyły prężną gałąź gospodarki.

Wyprawy wielorybnicze i coraz lepsza technologia wytwarzania statków wpłynęła nie tylko na rozwój coraz dalszych ekspedycji, ale także stała się zaczątkiem dla prac nad pierwszymi poważnymi mapami obszarów polarnych.

Choć nie posiadali jeszcze swojego zupełnie niezależnego państwa, Norwegowie szybko stali się elitą polarników. Ludzie żyjący w pełnej symbiozie z naturą, zahartowani od dziecka, przyzwyczajeni do trudnych warunków klimatycznych oraz życiowych, dla których narty i łodzie to dwie wzajemnie uzupełniające się narzędzia do życia i pracy, szybko stali się bohaterami ostatnich wielkich ekspedycji epoki wypraw odkrywczych.

Gdy dotarłem na Arktykę i pewnego dnia wraz z Magdaleną wsiedliśmy na pokład sześćdziesięcioletniej łajby dziarsko pokonującej wzburzone Morze Grenlandzkie, przez chwilę pomyślałem, co mogli czuć ci, którzy dla nas, współczesnych ludzi, zupełnie niedawno, odkrywali te najbardziej niedostępne i nieprzyjazne krańce naszej ziemi.

 

 

Pierwszy, jeden z dwóch najbardziej znaczących norweskich odkrywców polarnych, Fridtjof Nansen, już w swoich czasach, w drugiej połowie XIX wieku, był legendą. Jak przystało na prawdziwego norweskiego polarnika, spędził długie lata na trenowaniu i doskonaleniu technik narciarskich. To, w połączeniu z umiejętnościami morskimi, stanowiło największą przewagę Norwegów nad innymi rywalizującymi w odkryciach nacjami. Będąc prawdziwie ambitnym człowiekiem, piął się po akademickiej i badawczej drabinie, aż dokonał pierwszego wyczynu, który zapisał go na kartach historii. Jako pierwszy człowiek przebył on w 1888 roku Grenlandię w poprzek. W głąb tej niezwykle surowej wyspy nie zapuszczali się w tym czasie nawet rdzenni Eskimosi.

Processed with VSCO with a2 preset

W kolejnych latach aż do 1896 roku realizował kolejne projekty badawcze, w tym próbę pierwszego dotarcie do Bieguna Północnego. Legendarnym już statkiem Fram próbował za pomocą dryfu, niesiony przez prądy Oceanu Arktycznego, dotrzeć jak najbliżej Bieguna, do którego planował wyruszyć z ekspedycją. Choć misja się nie udała, zaś ekipa musiała być później ratowana przez brytyjską ekspedycję, Nansen udowodnił, że rejsy przez Ocean Arktyczny są możliwe. Jego dokonania, oraz kariera akademicka, zapewniły mu należne miejsce w historii oraz estymę, którą cieszył się do końca życia.

Człowiekiem, którego życie, determinacja oraz dokonania, a także przywiązanie do szczegółów, szczególnie w zakresie organizacji, wywarły na mnie największe wrażenie, był jednak Roald Amundsen. Jego biografią można by obdzielić kilka osób, jednak najważniejsze jest to, jak wiele można się od niego nauczyć. Nie tylko w tematyce odkryć, czy podróży polarnych, ale także małych, jakże ważnych, życiowych rzeczy.

Blog Wojażer objął patronatem medialnym książkę Stephena Bowna – Amundsen. Ostani Wikingktóra w niezwykle sprawny i interesujący sposób opowiada pasjonujące dzieje norweskiego odkrywcy.

Wojazer patron medialny Amundsen ostatni wiking

Początki kariery tego ambitnego odkrywcy zdawały się być tyleż śmieszne, co i niezwykle skomplikowane. Młodzieńcze, nieudane wypady przez norweski, zimowy interior bardzo szybko pokazały Amundsenowi, iż podchodząc do czegokolwiek w życiu w sposób amatorski i bez należytego przygotowania, nic nie osiągnie.

Roald Amundsen, chcąc poświęcić się badaniom obszarów polarnych, wiedział, iż przede wszystkim musi zdobyć uprawnienia kapitańskie. Długie lata spędzone na morzu sprawiły, iż w 1897 roku rozpoczął on swoją karierę dołączając do Belgijskiej Wyprawy Antarktycznej Adriana de Gerlache, tej samej, w której uczestniczyli Polacy, Adrian Arctowski oraz Antoni Dobrowolski. Cała trójka bez swoich ojczyzn, pochodząca z dumnych narodów bez swojego kraju. Wyprawa ta, niezwykle źle przygotowana, zaciążyła na późniejszym życiorysie Amundsena. Wszystko to, czego jako polarnik nie powinien robić, nauczył się właśnie podczas belgijskiej ekspedycji.

Prawdziwym, i pierwszym wielkim celem Amundsena, było przepłynięcie Przejścia Północno-Zachodniego z Atlantyku do Oceanu Spokojnego. Obszary, o których zdobywaniu myślał, pozostawały jednymi z ostatnich nieodkrytych i niezbadanych obszarów ziemi. Choć od długiego czasu debatowano o tym, iż przejście takie istnieje, do tej pory jednak nikomu się to nie udało. Jak bardzo nieudane były to próby, niech świadczy historia dumnej, brytyjskiej ekspedycji statków Terror i Erebus pod dowództwem kapitana Francisa Croziera, która wraz z całą ponad stuosobową załogą zaginęła bez słuchu w 1848 roku.

Amundsen intensywnie konsultował plan swojego pierwszego, wielkiego podboju ze wspomnianym wcześniej Nansenem, aż w końcu w 1903 roku postanowił przepłynąć ową trasę na specjalnie przygotowanym kutrze rybackim Gjoa. Mała jednostka wyposażona w niewielki silnik oraz przewożąca siedmioosobową załogę, ruszyła w niezbadane tereny z zapasami na pięć lat. Podczas wyprawy prowadzono badania północnego bieguna magnetycznego, zaś Amundsen skupił się przede wszystkim na poznawaniu kultury Innuitów, co miało znacznie pomóc mu w zrozumieniu rzeczywistości polarnej i planowaniu kolejnych wypraw.

Pierwsze chwile chwały dla Amundsena i zarazem początek jako sławy nadeszły, gdy w 1906 roku Gjoa dopłynęła do Nome w Alasce. Przy okazji dzielni odkrywcy dowiedzieli się, że Norwegia uzyskała niepodległość.

Zrzut ekranu 2018-05-22 o 23.08.18

Prawdziwą obsesją Amundsena stało się jednak zdobycie Bieguna Północnego, miejsca, do którego powoli przymierzała się już niejedna ekspedycja. Jego plany pokrzyżowały jednak nagłe wiadomości o tym, żw biegun został już zdobyty przez Amerykanina, Roberta Perry. Choć wsparcie młodego państwa norweskiego oraz wielu prywatnych sponsorów skierowane było na zdobycie tego właśnie celu, piękno umysłu i osobowości Amundsena polegało na tym, iż po prostu zmieniał cele.

Nie mogąc być pierwszym, który zdobędzie Biegun Północny, Amundsen zdecydował, że zdobędzie Biegun Południowy. Ostatnie niezdobyte miejsce na ziemi czekało na norweskiego odkrywcę.

Robert Falcon Scott, kolejny dumny i zbyt pewny siebie Brytyjczyk, również planował zdobycie Bieguna Południowego, jednak doświadczony trudnymi ekspedycjami Norweg, miał nad nim znaczną przewagę. Obserwowanie błędów w dowodzeniu oraz logistyce podczas belgijskiej wyprawy, pozwoliło mu uniknąć problemów z załogą i organizacją. Czas spędzony z Innuitami nauczył Amundsena więcej na temat rzeczywistości polarnej, aniżeli wszystko inne. Przede wszystkim zdecydował on, że Biegun zdobyć będzie za pomocą sań ciągniętych przez psy. Był to jeden z kluczy do sukcesu ekspedycji.

W książce czytamy:

„Plan dotarcia na biegun południowy był jasny i przejrzysty: „Metoda, jaką zastosowaliśmy, by zaatakować biegun, polegała na dzielonych wielodniowymi przerwami wypadach ze stałej bazy na południe celem zakładania składów, byśmy później mogli powrócić z bieguna, nie wożąc się z naszymi zapasami w obie strony”. Amundsen zorganizował te początkowe wypady także po to, by udoskonalić funkcjonowanie psich zaprzęgów i technikę jazdy na nartach, bo na tym polegała najważniejsza część jego planu: miał on stanowić wspólny wysiłek ludzi i psich zaprzęgów – to niezwykłe połączenie zapewniało wydajność i szybkość, które były niezbędne, by pokonać tak wielką odległość w niebezpiecznym, niepewnym terenie, na którym panują ekstremalne warunki. Przemieszczanie się na nartach z pomocą psich zaprzęgów po raz pierwszy zastosował Fridtjof Nansen na Grenlandii, później zaś metodę tę udoskonalił Otto Sverdrup podczas drugiej wyprawy na Framie. Sverdrup, który podarował Amundsenowi pierwsze psy przed ekspedycją na Gjøi, śmiało oświadczył: „Wyprawy polarne wymagają dwóch rzeczy: nart i psów”. Innymi słowy, załadowanych sań z psim zaprzęgiem i umiarkowanie szybkiego narciarza, którzy poruszają się z podobną prędkością. Zwykły biegacz bez nart jest zbyt wolny i męczy się szybciej od narciarza. Z kolei gdy ludzie jadą sańmi, jest im zbyt zimno, psy obarczone dodatkowym ciężarem szybko padają z wyczerpania, a ponadto można przewieźć mniej zapasów. W odpowiednim terenie psie zaprzęgi i narciarze dosłownie połykają kolejne kilometry, oszczędzając siły i przewożąc wielkie ilości sprzętu i prowiantu.”

Podobny obraz

14 grudnia 1911 roku Amundsen zdobył Biegun Południowy. Niestety, rywalizujący z nim Scott, który dotarł na miejsce kilka tygodni później, zmarł podczas powrotu z Bieguna wraz z całą swoją ekipą.

Historia życia Amundsena oraz przebieg przygotowywań do ekspedycji opisane w książce, której patronuję, to nie tylko pasjonująca opowieść, ale także podręcznik postępowania w planowaniu ekstremalnych wypraw, z którym warto się zapoznać.

A Wy w jaki najdalszy, północny lub południowy zakątek ziemi, dotarliście? 

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przez internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

6 komentarzy dotyczących “Norwescy bohaterowie polarnego świata

  1. Twoje połączenia podróży z historią są niesamowite. Nie lubię historii, ale u Ciebie wręcz na nią czekam 🙂 Książka zachęca, mam nadzieję, że nie będzie problemu aby ją zakupić.
    A cały post? No cóż, nawet ja – człowiek, który przy – 10 jest w stanie się rozpłakać – „bo mi zimno” – zapragnął ubrać puchową kurtkę i lecieć na te białe polany 🙂
    Pozdrawiam.

    Polubione przez 1 osoba

    • Przemycanie historii, którą bardzo cenię i lubię, ale jednocześnie wiem, że dla innych bywa nudna, to zawsze wymagające zadanie. I cieszę się, kiedy się udaje. Mam nadzieję, że kiedyś uda Ci się dotrzeć w tą część świata. Jest naprawdę pasjonująca!

      Polubienie

  2. „A Wy w jaki najdalszy, północny lub południowy zakątek ziemi, dotarliście?”

    Na Hel 😂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Wow! Jak zwykle przeczytałam jednym tchem. Wspaniała opowieść. Za 3 tygodnie ruszam na Islandię i pozostaje mi tylko „prawie” koło podbiegunowe. Ale może kiedyś… Kto wie…. Pozdrowienia z Łodzi

    Polubione przez 1 osoba

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.