Polska

Gdańsk. Przepis na idealny weekend – atrakcje i przewodnik

Gdańsk to jedno z najwspanialszych miast w Polsce na weekend

W Krakowie, kiedy rozmawiamy o tym mieście, mówimy, że jest to jedyne miejsce w Polsce, w którym ktoś ze stolicy Małopolski mógłby zamieszkać. W istocie historyczna tkanka perły północy, częściowo odbudowana po prawie całkowitym zniszczeniu w marcu 1945 roku, nadaje temu miejscu klimatu, który ludzie z południa cenią. Jest dla nich czymś bliskim, naturalnym. Jednocześnie, obok tego pięknego starego miasta, które mozolnie odbudowywano przez dekady, istnieje Gdańsk, który dla ludzi z południa jest inny. To miasto, w którym nadal istnieje cała masa przestrzeni, na której powstawać może coś nowego. To część metropolii, która przywodzi na myśl mieszankę Amsterdamu i Hamburga. Jak każde portowe miasto, daje także wyjątkowe poczucie wolności i świeżości, które poszukuję za każdym razem, kiedy tam docieram.

Docierałem do niego wielokrotnie – czasami służbowo, najczęściej prywatnie, czyniąc z tego miasta część większej wizyty obejmującej z reguły całe Trójmiasto. Co ciekawe, nie przypominam sobie zbyt wielu wizyt na tym krańcu Polski w okresie letnim. Z reguły była to wiosna, była to jesień, zdarzała się nawet zima. Aż do minionego weekendu, gdy wybrałem się na 3 dni do Gdańska tylko i wyłącznie po to, aby popatrzeć na niego od strony zwykłego turysty – pospacerować, dobrze zjeść a wieczorem dobrze się zabawić. I o tym właśnie, o przyjemnej, turystycznej i weekendowej wizycie w Gdańsku chciałbym opowiedzieć Wam w dzisiejszym tekście.

Gdańsk to miasto o ponadtysiącletniej historii. Jego tożsamość na przestrzeni wieków kształtowana była przez wiele różnych kultur.Był on największym miastem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, miastem królewskim i hanzeatyckim a także wielkim ośrodkiem handlu, do którego spływały zbiory z całego królestwa, które następnie zaopatrywały zachodnią Europę w żywność. Gdańsk osiadał prawo do uczestnictwa w akcie wyboru polskiego króla zaś w XVI wieku był najbogatszym ośrodkiem miejskim w Rzeczypospolitej. Jego historia to przynależność do Królestwa Polskiego, Księstwa Pomorskiego, Zakonu krzyżackiego, Korony Królestwa Polskiego, Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Królestwa Prus, Cesarstwa Niemieckiego przez okres Wolnego Miasta Gdańska po przynależność do III Rzeszy Niemieckiej i w końcu Polski Ludowej i współczesnej. Gdańsk uznawany jest za symboliczne miejsce wybuchu II wojny światowej oraz symbol początku upadku komunizmu w Europie Środkowej.

O historii Gdańska, o tym, kto go tworzył, jak upadało i jak zostało odbudowane a potem jak przyczyniło się do polskiej walki o wolność przeczytacie tutaj w tekście Gdańsk – polski biegun wolności. Warto do niego zajrzeć po to, aby zrozumieć miejsce, które odwiedzamy. Z taką paczką wiedzy możemy już ruszać w drogę, aby przyjemnie spędzić tutaj weekend.

Z pogodą to jest tak, że albo ona jest, albo jej nie ma. Potrafi bywać kapryśna i jest jednym z niewielu elementów, nad którymi nie mamy żadnej kontroli podczas podróży. Dlatego święcie wierzę, że – jak często mawiają inni – nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. Nastawiony na każdy wariant aury nie przejmowałem się zbytnio tym, co zastanę na miejscu. Mimo to, czas w którym dotarłem do Gdańska okazał się jednym wielkim i jakże pozytywnym zaskoczeniem jeśli chodzi o panującą tam aurę. Na końcówce polskiego lata natura podarowała mi upalną, niezwykle zachęcającą do zwiedzania pogodę.

Panorama Gdańska. Skąd spojrzeć na miasto z góry

Już przyjeżdżając do Gdańska możecie zachwycić się jego panoramą. Jeśli nie zdążycie, zróbcie to tuż przed wyjazdem, ot tak, na pożegnanie. Na tyłach remontowanego teraz ale jakże charakterystycznego i niezmiennie pięknego dworca, znajduje się wzniesienie, na które zdecydowanie warto wejść.

Góra Gradowa to miejsce popularne wśród rodzin z dziećmi, nie tylko ze względu na spacerowy charakter miejsca ale także dlatego, iż położony jest tam kompleks Hevelianum. Skoro już go wspomnieliśmy, jest to miejsce znajdujące się na terenie dawnego Fortu Góry Gradowej, które łączy w sobie ideę interdyscyplinarnego miejsca edukacji oraz historii, kultury i rekreacji. Po prostu – zabierzcie tam dzieciaki to wszyscy spędzicie czas miło a przy okazji się czegoś nauczycie.

Wracamy jednak do kwestii widoków, gdyż z tego właśnie powodu wybieram się na strome schody prowadzące w kierunku głównego punktu widokowego przy Krzyżu Millenijnym. Szybko uświadamia sobie człowiek, jak niezwykle jest to miasto gdy spogląda na nie stojąc plecami do krzyża: po lewej stronie industrialny obszar Stoczni Gdańskiej, po prawej zaś linia zabudowy gdańskiego starego miasta. Wszędzie gdzie oko nie sięgnie charakterystyczne żurawie przypominają o tym, że jesteśmy w mieście portowym i stoczniowym. Spojrzawszy na Gdańsk z góry, dosłownie z góry, możemy ponownie przejść przez tunel gdańskiego Dworca Głównego i ruszyć w kierunku serca miasta.

Tam właśnie, w sercu serca, po środku Długiego Targu, nad przestrzenią dominuje Ratusz ze swoją charakterystyczną, smukłą wieżą – kiedyś najwspanialsza świecka budowla miasta. To na nią wybierzemy się po to, aby spojrzeć bliżej na charakterystyczną zabudowę miasta, na piękne kamienice oraz największy ceglany, gotycki kościół Europy.

Ratusz Głównego Miasta

Skoro już popatrzyliśmy na miasta w góry, tak z tej Gradowej, jak i z punktu widokowego wieży ratuszowej, poświęćmy także chwilę czasu na sam ratusz. Ta wspaniała świecka budowla, siedziba władz miasta, budowana była od 1379 do 1492 roku. Ukończoną ją w czasie, gdy Europejczycy odkrywali Amerykę. Doszczętnie zniszczony w 1945 roku odbudowywany został do 1970 roku. Dziś znajduje się w nim Muzeum Historycznego Miasta Gdańska. W środku możecie podziwiać wnętrza w stylu manieryzmu niderlandzkiego. Wielka Sala Rady zwana również Salą Czerwoną uważana jest za jedno z najbogatszych nowożytnych wnętrz ratuszowych i odwiedzającym przypomina przepych pałaców weneckich dożów. Wszystko to pozwala nam wyobrazić sobie jak majętnym miastem był Gdańsk na przestrzeni wieków.

Gdańsk. Miasto najpiękniejszych kamienic

Ci, którzy lubią wić się wąskimi uliczkami miast, patrzeć na budynku i kamienice, zaglądać do okien, zastanawiać się kto tu mieszka albo kiedyś mieszkał, z lubością zapuszczą się w gdańskie stare miasto raz po raz spoglądając w niebo, wodząc ciekawskim wzrokiem po wysokich, charakterystycznych kamienicach.

Ów specyficzny, gdański styl kamienic to rezultat wieków wpływów Hanzy w całym regionie bałtyckim oraz Morza Północnego. Odwiedzającym najczęściej kojarzą się one z budynkami w Amsterdamie.

Lubię jednak skręcać we wszystkie boczne uliczki, które, każda z nich, mają swój niepowtarzalny klimat oraz ciekawe miejsca, do których można wpaść. Kramarska, Piwna, Kozia, Świętego Ducha – na wszystkich tych znajduje coś dla siebie i raz po raz na nie wracam – rano, w dzień czy wieczorem.

Choć czasami bardzo podobne, różnią się często stylami – jedne są gotyckie, inne renesansowe, wiele to współczesne adaptacja. Wszystko to – historia i współczesność – w dosyć udany (dla turystycznego oka) łączą się w całość.

Ulica Długa i Długi Targ tworzące Trakt Królewski to oczywiście aorta Głównego Miasta na której znajdziecie zbiór najpiękniejszych i najbardziej reprezentatywnych kamienic z różnego okresu historii miasta.

Układ przestrzenny Długiego Targu różni się od typowego w średniowieczu rozplanowania głównego placu miejskiego, takiego jak chociażby nasz przestronny Rynek Główny. Styl ten jest znany w miastach położonych na brzegach Bałtyku, które tworzone były na prawie lubeckim. Ciąg ulic usytuowany jest na osi zachód-wschód i biegnie w kierunku pobrzeża Motławy, podobne jak większość ulic Gdańska. Od zachodu plac zamknięty jest Ratuszem Głównego Miasta oraz kamienicą Schumannów zaś od wschodu Zieloną Bramą.

Nasyciwszy wzrok pięknymi kamienicami, człowiek może zastanawiać się, jak wyglądają one w środku. To, jak wyglądały kiedyś możemy poczuć odwiedzając jedną z gdańskich atrakcji – Dom Uphagena.

Ten położony przy ul. Długiej 12 budynek jest jedyną w Gdańsku odtworzoną wraz ze swym oryginalnym wystrojem kamienicą mieszczańską. Kamienica ma swój początek w XV wieku lecz w roku 1775 zakupił ją i przebudował Johann Uphagen, kupiec i historyk. W następnych wiekach budynek pozostał w rękach rodziny i przetrwała w niemal niezmienionym stanie do początków XX wieku.

Mariacka. Najpiękniejsza ulica w Polsce

Jeśli już mówimy o kamieniach, budynkach, fasadach, opowiedzmy sobie o pewnej ulicy. Ulica Mariacka ma dla mnie wiele wymiarów. To tam zatrzymywałem się z żoną podczas naszego pierwszego, wspólnego wyjazdu. To tam wpadło nam w oko pierwsze mieszkanie, o którym pomyśleliśmy, że moglibyśmy je kupić. Lubię tam wracać nie tylko z powodu tych subiektywnych czynników ale także z zupełnie prostej przyczyny – Ulica Mariacka to po prostu najpiękniejsza ulica w Polsce.

Ulica Mariacka prowadzi od kościoła Mariackiego do Długiego Pobrzeża gdzie zamyka ją średniowieczna gotycka Brama Mariacka. Jest bajkowym wręcz przykładem dawnej zabudowy gdańskiej z charakterystycznymi przedprożami zdobionymi rzygaczami nad którymi unoszą się wąskie i pięknie dekorowane fasady kamienic. Ulica ta przez większość swojej historii pozostawała w rękach bogatych kupców, złotników i innych przedsiębiorców. Przyciągała także swoją malowniczością pisarzy i malarzy.

Bazylika Mariacka

Spacerując po najpiękniejszej ulicy w Polsce zajrzyjmy także do najwspanialszej świątyni Gdańska. Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny to największa ceglana, gotycka świątynia w Europie, której stworzenie zajęło 159 lat w kilku etapach między 1343 a 1502 rokiem. Zupełnie inaczej myśli człowiek o uniwersalizmie i trwałości współczesnej architektury, jeśli zda sobie sprawę z tego, że nikt już tak nie buduje, że żadne miejsce nie powstaje już tak długo. Bryła kościoła zachowała przez wieku swój oryginalny kształt zaś zniszczenia wojenne nie powaliły świątyni w sposób całkowity. Po dekadach prac, napraw i remontów możemy podziwiać ją w całej swojej okazałości a dzięki działaniom mającym na celu przywrócenie oryginalnych dzieł na wnętrz, możemy zachwycać się doskonałymi dziełami sztuki średniowiecznej i barokowej.

Motława. Najpiękniejsza rzeka Gdańska

Wychodząc z bazyliki wracamy na ulicę Mariacką i kierujemy się w jej dół w kierunku rzeki. Nie Wisła, ale Motława to najpiękniejsza rzeka Gdańska. To w jej kierunku otwierają się piękne fasady starych budynków a także tych, które stworzono niedawno. To nad nią spacerują tłumy turystów, nad nią rozbrzmiewa muzyka na żywo i przy niej siedzą dziesiątki zakochanych par lub osób swej miłości poszukujących. Cudownie spaceruje się tutaj, gdy tłumy wylewają się nad wodę, jeszcze cudowniej wczesnym porankiem, kiedy mamy to miejsce całkowicie dla siebie.

Najbardziej charakterystycznym elementem krajobrazu nad Motławą jest gdański Żuraw – największy dźwig portowy średniowiecznej Europy. Przez wieki był on bramą do miasta i służył on do przeładunku towarów oraz prac na masztach statków. Jego obecny kształt pochodzi z lat 1442-1444.

Spacerując wzdłuż niej zauważymy wiele ciekawych punktów wartych odwiedzenia – Centralne Muzeum Morskie, wraz z cumującym obok SS Sołdek, pierwszym w Polsce powojenny statkiem handlowym. Nad wodą znajduje się także Filharmonia Bałtycka zaś dochodząc do kolejnej nowej kładki nad rzeką dojdziemy do charakterystycznej bryły Muzeum II Wojny Światowej, o którym więcej przeczytacie w artykule tutaj.

Wyspa Spichrzów. Kiedyś ruina, dziś nowe życie miasta

Jeśli coś zaskoczyło mnie w sposób totalny podczas ostatniej wizyty w Gdańsku oraz właśnie podczas spaceru nad Motławą, była to totalna transformacja, jaką przeszła Wyspa Spichrzów.

Zawsze kojarzyłem to miejsce jako ruiny w centrum miasta. Cóż, nie wszystko da się odbudować, nawet wiele dekad po zakończeniu wojny. Już podczas ostatnich wizyt coś zaczynało się dziać a gdy byłem tam poprzednio, działo się już sporo. Dziś przybyłem do zupełnie innego miejsca – połączonego z historyczną tkanką wspaniałym, technologicznym mostem otwierającym się na statki, pełnego nowych budynków, restauracji, knajp. A to jeszcze nie koniec.

Jedyną stałą cechą Gdańska zdaje się być ciągła zmiana – myślę sobie. Wszystkie te apartamenty – owszem, w większości niedostępne dla zwykłego człowieka – nadają całej okolicy zupełnie nowego ducha, odmieniają miasto i pozwalają mu nabrać wiatru w żagle.

Stocznia Gdańska. Kiedyś praca, później rewolucja, dziś impreza

W przytaczanym przeze mnie wcześniej tekście, który powstał w przeszłości, odnajdziecie wiele informacji na temat Stoczni Gdańskiej oraz jej roli w obalaniu poprzedniego ustroju w Polsce. Warto zapoznać się z tym wątkiem naszej historii, szczególnie wybierając się do położonego tuż za legendarną bramą, Europejskiego Centrum Solidarności.

Jednak podczas tego pobytu w Gdańsku stocznię postanowiłem odkryć inaczej i na nowo. Od jakiegoś czasu przewijało się to miejsce w rozmowach i relacjach. Ot – wielka zmiana – mawiają Ci, którzy do Gdańska jeździli wielokrotnie. Wieczorami miasto nie zamiera, wszyscy nie wyjeżdżają do Sopotu, życie toczy się tu i teraz, w swoim mieście – spodoba Ci się – dodawali.

W kierunku stoczni ruszyłem więc po piątkowym obiedzie i niespiesznym krokiem wychodziłem z pięknego starego miasta w kierunku coraz to bardziej otwartych przestrzeni, czasami chaotycznych, czasami zakurzonych. W oddali majaczyły charakterystyczne, stoczniowe dźwigi a ja, za każdym razem spoglądając na puste działki, których tak pełno wokół centrum, zastanawiałem się, co w tym mieście jeszcze powstanie.

Zatrzymajmy się tu na chwilę. Wspominałem wcześniej o wojennych zniszczeniach Gdańska. Kraków miał to chyba największe szczęście w wojennej zawierusze – przetrwała cała historyczna tkanka miasta. To sprawia, że niewiele innowacji da się w nią wprowadzić w obszarze centrum miasta. Dlatego też Gród Kraka rozrasta się na wszystkie strony pozostawiając historyczne centrum niczym skansen.

W Gdańsku jest inaczej i nie trzeba być specjalistą ani urbanistą aby dostrzec te zmiany. Powojenna odbudowa skupiła się na odtworzeniu najcenniejszej tkanki w centrum oraz rozbudowie nowej, mieszkaniowej tkanki miasta, dlatego też każdy kto wyjdzie poza obszar ścisłego starego miasta, zanim dotrze do dalszych jego części, zauważy, że sporo w nim jeszcze pustych działek. Na nich z pewnością coś powstanie.

Sporo już powstaje w drodze do Stoczni Gdańskiej. W niej z kolei przeszła największa przemiana od czasów, które zapamiętałem. Otóż jest to przemiana kulturalno-społeczna. Otóż nagle okazuje się, że jest gdzie w Gdańsku, nazwijmy to wprost, poimprezować.

Tak odkryłem dwa kultowe już miejsca – ulica Elektryków oraz 100cznia – o których śmiało można mówić, że zazdrościmy, iż są tam a nie tu – gdziekolwiek jest osoba, która to czyta. Stocznia, którą zapamiętałem z przeszłości to zamknięty i ogrodzony teren, na który wstęp miały tylko osoby tam pracujące lub posiadające odpowiednie wejściówki. Dziś te tereny, otwarte na mieszkańców oraz przyjezdnych, zapraszają do spędzenia w nich czasu. Czas ten upływa tam z kolei iście przyjemnie.

Wszystko potoczyło się bardzo szybko kilka lat temu. Na placu Solidarności powstawał kompleks Europejskiego Centrum Solidarności zaś w hali B90 otwarto klub muzyczny i zaczęto organizaować festiwale muzyki alternatywnej. W 2015 roku powstała z kolei pierwsza wersja Ulicy Elektryków. Na miejscu stanęły foodtrucki a miejsce zaczęła żyć swoim życiem.

Kilka kroków od Elektryków, znajdziemy kolejne miejsce, które współtworzy tę niesamowitą miejską przestrzeń – to 100cznia, w której także zjemy, wypijemy ale również wejdziemy w kontakt z szeroko pojętą sztuką uliczną.

Pierwsze pytanie, jakie zadałem barmanowi w jednym z miejsc, w którym zacząłem sączyć moje piątkowe wino, było to, czy Elektryków i 100cznia przetrwa? Nie chodzi tu o ich popularność – ta zdaje się być niezagrożona. Każdy, kto pochodzi z Krakowa, nauczony doświadczeniem Dolnych Młynów – wspaniałej przestrzeni w centrum miasta, w której mieszkańcy i turyści spędzali wieczory i noce – wie, że dziś może tu być zabawa i kultura, jutro hotel lub ekskluzywne mieszkania ogrodzonego szczelnym płotem osiedla.

Na razie nic nie zapowiada, że miejsca te znikną, jednak bądźmy szczerzy – żyjąc w kraju dzikiej deweloperski trudno założyć, że kiedyś te niezwykle atrakcyjne tereny nie staną się nową, wspaniałą dzielnicą dla wybranych. Póki co, cieszmy się jednak tym, że istnieją i przybywając do Gdańska – wpadajmy tam, gdyż naprawdę warto.

Morze. A może Plaża Stogi?

Ciepłe dni, tłumy ludzi, gwar miasta – przyjemnie było doświadczyć tego, co pandemia odebrała nam na kilkanaście miesięcy. Mimo to człowiek nauczył się, że jest chwila na gwar i jest chwila na odpoczynek. Zapragnąłem więc morza. Nie w wydaniu sopockim, nie na gdyńskiej plaży Orłowo, chciałem gdzieś blisko. Niecałe pół godziny i jeden tramwaj numer 9 z centrum Gdańska dzielił mnie od niezwykle urokliwej plaży Stogi.

Sama pętla tramwajowa i otaczające ją zabudowania dosyć przyjemnie zapraszają do wejścia na plażę. Pomimo gorącego, wrześniowego dnia, na miejscu panował gwar ale jednak nie tłum. Po prawej stronie ciągnęły się przyjemnie niewielkie wydmy zaś po lewej dominowały industrialne konstrukcje stoczni. Charakterystyczne, słone, morskie powietrze połączone z przechodzącą nieopodal burzą, przyjemnie wietrzyły myśli i pozwoliły na relaks przed powrotem do miasta.

Wracając do centrum nieuchronne stawało się to, co było już widać na niebie – burza coraz mocniej rozwijała się wokół, należało więc pomyśleć – gdzie jeszcze wejść, gdy już lunie? Opcji znów mamy kilka – każda – a jakże, warta rozważenia.

Muzeum Bursztynu

Jeśli ktoś zapytałbym mnie jakie jedno muzeum wybrać podczas odwiedzin w Gdańsku, wskazałbym na to. Początkowo biłbym się z myślami, czy może jednak nie Muzeum Narodowe, w którym znajdziemy najpiękniejszy obraz w Polsce, o tym później, ale jednak nie – wygrywa Muzeum Bursztynu. Nowe muzeum bursztynu – należy dodać.

Przed lat znajdowało się ono w innym miejscu – w Wieży Więziennej, gdzie najpierw podziwiało się narzędzia pracy kata by potem przejść do górnych sal, w których eksponowano słynny na cały świat, polski bursztyn. Bursztyn to niezwykle charakterystyczna rzecz dla północnych rejonów Polski, to takie nasze polskie złoto, więc dobrze, że dorobił się on należnej mu glorii i chwały.

W lipcu tego roku otrzymało ono nową siedzibę w odnowionym i przebudowanym w środku Wielkim Młynie – jednym z charakterystycznych budynków w centrum Gdańska. Sam w sobie jest czymś wyjątkowym – jest to średniowieczny zabytkowy młyn wodny napędzany wodami Kanału Raduni zbudowany na sztucznej wysepce obecnie znanej jako Wyspa Młyńska.

Co ciekawe – miejsce to jest tak ciekawie stworzono, że nawet laik zupełnie niezainteresowany tematem bursztyny, nagle wciągnięty zostanie w interesującą opowieść podczas której nie tylko pozna historię wydobycia oraz handlu tym skarbem, ale także w końcu nauczy się czym on jest, jak powstał i co czyni go tak cennym.

Najpiękniejszy obraz w Polsce

Gdy już mowa o muzeach, warto wyjść na chwilę z ścisłego starego miasta i minąwszy niezwykle ciekawą bryłę Tatry Szekspirowskiego skierować się do Muzeum Narodowego, w którym, oprócz wielu innych ciekawych dzieł, znajduje się obraz, który według mnie, zupełnie subiektywnie, nazwać mogę najpiękniejszym w Polsce.

Jest z pewnością jednym z dwóch najcenniejszych obok Damy z gronostajem w Krakowie. To, co go jednak wyróżnia to fakt, że dzieje się na nim o wiele więcej niż na słynnym, i jakże pięknym, portrecie pędzla Leonarda da Vinci.

Niezwykłe są jego losy – namalowany przez niderlandzkiego malarza Hansa Memlinga w drugiej połowie XV wieku obraz podczas transportu do Italii został zdobyty przez gdańszczanina Pawła Beneke, który ofiarował go gdańskiemu Kościołowi Mariackiemu. Za Napoleona trafił on do paryskiego Luwru jako zdobycz wojenna. Po klęsce Napoleona został rewindykowany trafił do Berlina aby potem znów powrócić do Gdańska. Pod koniec wojny obraz wywieziono do Rzeszy zaś po jej upadku trafił on w ręce Armii Czerwonej i jako zdobycz wojenna trafił do leningradzkiego Ermitażu. W 1958 roku ponownie powrócił do Gdańska.

Analiza wszystkich szczegółów obrazu to wspaniała zabawa z kulturą i historią. Polecam na dłuższą lekturę!

Muzeum Błękitny Baranek

Muzea archeologiczne bywają nudne jednak Błękitny Baranek wyłamuje się z tego schematu. Nie tylko za sprawą zupełnie nowoczesnej ekspozycji i ciekawej adaptacji wnętrz ale także i przede wszystkim dzięki odtworzeniu średniowiecznej uliczki miasta pełnej gwaru, dźwiękowymi efektów świetlnych. A ponieważ wiele z elementów gdańskiej historii oraz najlepszych czasów miasta prowadzi nas aż do średniowiecza właśnie, warto poczuć klimat miasta sprzed wieków. Całkiem interesujące doznanie!

***

Więcej o Gdańsku oraz o dwóch bardzo ważnych miejscach na jego mapie przeczytasz klikając w mój tekst sprzed trzech lat.

⬇️ ⬇️ ⬇️

Informacje praktyczne

Pomówmy więc o logistyce. Jeśli przybywamy do jakiegoś miasta z mocnym postanowieniem zwiedzania, warto sprawdzić, jakie rozwiązanie oferuje nam miejsce, do którego docieramy. Wyposażony w bagaż doświadczenia z niedawnej wizyty w Berlinie, gdzie do wszystkich atrakcji wchodziłem okazując specjalną kartę, z wielką radością przyjąłem fakt, że podobne rozwiązanie proponuje turystom także Gdańsk.

Karta Turysty, bo tak nazywa się ten produkt, w pakiecie zwiedzanie pozwala nam na wejście do wszystkich najważniejszych miejsc, które chcielibyśmy odwiedzić. Występuje w wariancie dobowym, dwudniowym i trzydniowym a wszystkie szczegóły znajdziecie tutaj. Wyposażeni w miniaturowy pakiet karta plus mapa możemy ruszać w miasto w poszukiwaniu jego najfajniejszych perełek.

Jeśli chodzi o podróż do Gdańska – dla wszystkich z południa kraju najlepszą opcją jest PKP. Podróż z Krakowa to lekko ponad 5 godzin i o ile możemy najczęściej dolecieć do Gdańska samolotem taniej niż dojechać tam koleją (żart, prawda?) o tyle godziny lotów średnio leżą weekendowym podróżnikom. Dlatego też wygrywa kolej – w dłuższej podróży warto chwycić za dobrą książkę a w porze obiadowej wybrać się do kultowego WARSu. Sądząc po tłumach w tym wagonie, ma on niezmiennie rzeszę fanów.

Przemieszczanie się po Gdańsku jest super proste – większość atrakcji mamy w zasięgu spaceru. Jeśli chcemy się sprawnie przemieścić z jednego miejsca do drugiego – tramwaj lub Uber będą najlepszą opcją.

Dwa i pół dnia spędzone w Gdańsku w końcówce lata 2021 roku tylko wzmocniły moje ciepłe uczucia w stosunku do tego miasta. Warto tu bywać, jest co tu robić, zobaczymy się wkrótce!

***

Wpis powstał dzięki zaproszeniu do Gdańska ze strony oficjalnego portalu turystycznego miasta Gdańska – Visit Gdansk.

Visitgdansk - Oficjalny portal turystyczny miasta Gdańska

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

4 komentarze dotyczące “Gdańsk. Przepis na idealny weekend – atrakcje i przewodnik

  1. Ulica Długa i Długi Targ tworzące Trakt Królewski to oczywiście główna aorta starego miasta – tu jest błąd, bo to aorta Głównego Miasta 😉

  2. JE