Europa Mołdawia

Kiszyniów. Przewodnik po mieście nieoczywistym

Stolica Mołdawii, Kiszyniów, to miejsce specyficzne, ale także na swój sposób ujmujące.

Ranny i wielce strudzony Stefan udał się w góry, do zameczku wzniesionego na stromej, czarnej skale, gdzie na czas wojny schroniła się jego młoda żona pod opieką teściowej. Obie stały nocą przy okienku nad bramą, nasłuchując, czy jakiś posłaniec nie przyniesie wieści z pola walki.

Wiatr tylko zawodził, deszcz zacinał. Nagle usłyszały, że ktoś dobija się do ciężkiej, dębowej bramy. Kto tam? – zapytała matka hospodara, wychylając się, by rozpoznać w ciemnościach człowieka okrytego fałdzistą opończą.
To ja, twój syn nieszczęśliwy. Los okrutnie obszedł się z nami. Turcy rozproszyli moją nieliczną armię. Ledwo uszedłem z życiem. Młoda kobieta chciała zbiec ze schodów i otworzyć mężowi, lecz jego matka powstrzymała synową żelazną dłonią. Zostań tutaj – sama pójdę.

Stąpała wolno po krętych kamiennych schodach. Stanęła pod wysoką, z bierwion dębowych zbitą bramą. Donośnym głosem twardo zapytała:Coś powiedział, wędrowcze? Stefan jest daleko. Miecz jego sieje śmierć wśród nieprzyjaciół. Jam jest jego matką, lecz jeśli niebiosa duszę mego syna miłego odmieniły, jeśliś naprawdę jest moim Stefanem, zwyciężonemu wejść tu nie pozwolę. Wróć do żołnierzy, zgiń na polu chwały, a grób twój zawsze będzie ukwiecony!

Stefan odjechał na zmęczonym koniu. Zwołał żołnierzy rozproszonych w lasach. Dowiedział się z radością, że twierdze na północy kraju – Neamt, Suczawa i Chocim – nadal opierały się Turkom. Głód i choroby osłabiły armię turecką. Nadeszły wreszcie dawno oczekiwane posiłki węgierskie. Stefan ruszył do ataku. W połowie sierpnia Turcy zaczęli niechlubny odwrót. Mołdawia spustoszona wojną zachowała jednak niepodległość, a Stefan utrzymał się na tronie i panował jeszcze lat dwadzieścia osiem. Zdobył sławę nieśmiertelną, przekazał następnym pokoleniom przykład walki o silne, niezawisłe państwo.

Stefan Wielki Kiszyniow.JPG

Ta opowieść historyczna odnaleziona w starej książce z 1987 roku „Opowieści z Wołoszy, Mołdawii i Siedmiogrodu” wraca w pamięci, gdy podróżny staje przed pomnikiem Stefana Wielkiego, największego mołdawskiego przywódcy, który dumnie stoi na początku reprezentacyjnej arterii Kiszyniowa także noszącej jego nazwę. Stolicą niezależnego Hospodarstwa Mołdawii w XV i XVI wieku nie był jednak Kiszyniów, ale położona we współczesnej Rumunii Suczawa. To tam, oraz na ziemiach dziś będących częścią rumuńskiego państwa, znajdują się największe skarby mołdawskiej kultury, łącznie z grobem ich największego przywódcy.

W Kiszyniowie nic nie ma – słyszałem wielokrotnie od tych, którzy stolicę Mołdawii odwiedzili.

Stosunkowo niewielkie swego czasu miasto, gubernialna stolica jednej z prowincji carskiej Rosji, nie może się poszczycić powalającą ilością zabytków, jednak tym, którzy przybywają do niej na moment, lub którzy czynią z niej punkt wypadowy do odkrywania innych zakątków Mołdawii, zaproponować może szczególnego rodzaju doświadczenia.

Choć Kiszyniów znacznie różni się temperamentem od prowincjonalnej i spokojnej reszty kraju, jest on zarazem stosunkowo kameralny w porównaniu do większości innych europejskich stolic. Choć żyje swoim szybkim tempem jeśli spojrzy się na niego z perspektywy mołdawskiej wsi, w zderzeniu z europejskimi standardami, jest miastem spokojnym, przynajmniej w centrum, gdzie spędzają większość czasu ci, którzy tu docierają. Poza ścisłym centrum rozlewa się miasto, zdawałoby się, w nieskończoność. Najpierw blokowiska, potem wille nowobogackich, wszystko to połączone dziurawymi drogami, o jakich w Polsce zdaje się, że już zapomnieliśmy.

Architektonicznie miasto to jest czystego sortu portretem dziewiętnastowiecznej, rosyjskiej architektury, dosyć standardowej dla gubernialnych stolic imperium. Ta klasycystyczna architektura uzupełniona jest przez sowiecką architekturą czasów powojennych i wszelki misz-masz współczesności. Do pełnego zrozumienia specyficznej, architektonicznej tkanki miejskiej , należy wiedzieć, iż było to jedno z najbardziej zniszczonych podczas II wojny światowej, miast Europy. Największym skarbem stolicy Mołdawii, co podróżni odczują szczególnie wiosną i latem, jest jednak wszechobecna zieleń, która pokrywa miasto. Kiszyniów dosłownie pachnie. Dzięki stosunkowo niewielkiemu ruchowi samochodowemu oraz zasilanej elektrycznie komunikacji miejskiej, da się w nim oddychać głęboką piersią.

Do roku 1812 Kiszyniów był w zasadzie nic nie znaczącą osadą, jednak tenże rok przyniósł ogromną zmianę dla tych ziem, gdy tereny Besarabii włączone zostały do carskiej Rosji. Będąc położonym w centralnym punkcie nowej guberni, Kiszyniów stał się jej stolicą. Naturalną konsekwencją nadania wyższego statusu miastu było ufundowanie zbudowanie między 1830-1836 rokiem katedry według projektu petersburskiego architekta, Aleksandra Mielnikowa.

Początek XIX wieku stał się okresem największego rozwoju miasta, gdy powstawały w nim gmachy administracyjne, parki, teatry, czy w końcu położone w centralnym punkcie Katedra Narodzenia Pańskiego i łuk Łuk Triumfalny. Architektem odpowiedzialnym za urbanistyczną przemianę stolicy Mołdawii był Aleksander Bernadazzi, którego nazwisko z dumo przytaczają przewodnicy po mieście. Ducha tych czasów odczujemy spacerując po ścisłym centrum stolicy, od katedry w kierunku gmachu urzędu miasta oraz kontynuując spacer dalej, spokojnymi i schowanymi w cieniu drzew ulicami. Ulice te miały układ szachownicy, będąc równoległe i prostopadłe do siebie, w większości brukowane i posiadające niskie, piętrowe zabudowania.

Radziecka tkanka miasta rozwinęła swoje skrzydła po zakończeniu wojny. Większość miasta leżała w gruzach, dziewięćdziesiąt procent starego Kiszyniowa bezpowrotnie znikło z odmętach wojny, w tym wiele wspaniałych gmachów, które powstały przed konfliktem. Obok rządowych gmachów, miasto nabywało coraz to nowsze blokowiska, z czego najbardziej rozpoznawalne są te, które dziś turyści znają jako Brama Kiszyniowa – dwa bliźniacze, ogromne mieszkaniowce, między którymi znajduje się szeroka arteria łącząca lotnisko z miastem.

Ducha sowieckiego miasta najlepiej odkrywać spacerując od Gmachu Rządowego znajdującego się na wprost Łuku Tryumfalnego i kontynuując Bulwarem Stefana Wielkiego w kierunku najstarszego hotelu stolicy – Chisinau Hotel.

Mimo długiego, radzieckiego epizodu w swojej intensywnej historii, do stolicy kraju wróciła na dobre religijność i także w tym temacie Kiszyniów oferuje przyjezdnym godne uwagi świątynie. Poza wspomnianą Katedrą Narodzenia Pańskiego, warto także odwiedzić sobór św. Teodory z Sihli o niebieskich kopułach, cerkiew św. Pantelejmona wybudowaną w bizantyjskim stylu, czy przepiękny, błękitny Monastyr Ciuflea. W każdym z tych miejsc znajdziemy niewyobrażalny spokój i atmosferę sacrum potęgowaną przez zapach kadzidła i nieustannie palących się świec.

Przytłaczająca większość Mołdawian, bo prawie 97 procent według spisu z 2014 roku, wyznaje chrześcijaństwo obrządku prawosławnego, zaś 0,5 procenta populacji to rzymscy katolicy.

Jest i także sztuka, bo dla niektórych poznanie i próba zrozumienia kraju bez sztuki, to jak wizyta w kraju bez wyjścia z lotniska. Sztukę, tę zmuszającą do myślenia, znaleźć można w Muzeum Sztuk Pięknych, gdzie w odnowionych wnętrzach prezentowane są dzieła tak mołdawskie, jak i zagraniczne.

Gmach muzeum, które dziś jest dumą stolicy, odnowiony został dzięki grantom przyznanym przez rząd Rumunii. Oryginalnie było to gimnazjum dla dziewcząt ufundowane przez żonę gruzińskiego księcia pragnącą promować edukację wśród kobiet. Po dojściu do władzy przez komunistów, budynek ten pełnił przez dwadzieścia lat funkcję centrum partii.

Kiszyniów – informacje praktyczne

Jak dolecieć?

Kiszyniów jest obecnie połączony z Polską bardzo wygodnym połączeniem LOT-u z Warszawy.

Na jak długo?

Jeden dzień wystarczy, aby poczuć klimat miasta, jeden weekend pozwoli zaś dobrze się z nim zaprzyjaźnić. Uczynienie z niego bazy do dalszych wypadów po kraju, może przerodzić się w całkiem mocne uczucie.

Dlaczego?

Mołdawia to jeden z największych producentów wina na świecie, której winnice zachwycają i kuszą wspaniałym smakiem swoich win. Tak Kiszyniów, jak i cały kraj, to mały (i niezwykle tani) raj dla wszystkich amatorów kultury wina.

O mołdawskich winnicach więcej przeczytacie tutaj.

Najważniejsze atrakcje Kiszyniowa:

Poza wspomnianymi w tekście, głównymi zabytkami stolicy Mołdawii, poniższa mapa prezentuje wszystko, co zobaczyć można podczas przyjemnego spaceru po mieście.

***

Wpisy o Mołdawii powstają dzięki zaproszeniu prasowemu ze strony Mołdawskiej Organizacji Turystycznej przy wsparciu amerykańskiego programu USAID oraz Królestwa Szwecji.

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

8 comments on “Kiszyniów. Przewodnik po mieście nieoczywistym

  1. No nie kręci mnie ta Mołdawia, nie kręci – czytam o niej teraz u was wszystkich i ciągle stwierdzam, że jednak nie dla mnie i nie za szybko. 😉 Ale nie można lubić wszystkiego.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Pingback: Casa Parinteasca. Mołdawskie slow life z historią i społecznością w tle – wojażer

  3. Oj nabrałam ochoty na wizytę w tym mieście. Bardzo 🙂 Niby nic specjalnego, a kusi. Piękny tekst i zachwycające zdjęcia.

    Polubienie

  4. Niby nic nie ma, a na zdjęciach tego „nic” uzbierało się całkiem sporo 😉

    Polubienie

  5. Świetny tekst. Jak zawsze. Uwielbiam legendy i opowieści, bo one najlepiej kojarzą się z miejscami. Daty mało kto pamięta… Znam Mołdawian z Italii, ale o ich kraju tak naprawdę mam tylko mgliste wyobrażenie. Nie wiem czy słusznie czy nie ale patrząc na Kiszyniów przypomniały mi się ukraińskie Czerniowce.

    Polubienie

  6. Na początku pomyślałem, że zmieniłeś charakter bloga i od tej pory będzie tak jakoś „lirycznie”. A tu zaskoczenie. Mołdawia jak najbardziej spoko. Prawie nie ma tam turystów, chyba w zeszłym roku było ich aż… 20 tys. Drogie bilety lotu?

    Polubienie

  7. Kiszyniow na Twoich zdjęciach wygląda bardzo zachęcająco. No i jeszcze ta kultura winogrodnicza! Zdecydowanie fajne miejsce na weekend albo krótsze wakacje.

    Polubienie

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s