Jak przestałem gonić za szczęściem i czym ono naprawdę jest

Jak przestałem gonić za szczęściem | Marcin Wesołowski
Esej · Szczęście i sens

Jak przestałem gonić za szczęściem. I czym ono naprawdę jest.

Przez dwadzieścia lat biegłem za czymś, co miało być dalej i wyżej. Potem ktoś zadał mi pytanie, na które nie chciałem odpowiedzieć grzecznie.

Marcin Wesołowski Czas czytania: 10 minut

Przez dwadzieścia lat biegłem. Nie zawsze świadomie, ale biegłem.

Wyszedłem z normalnej, prostej, dobrej rodziny. Takiej, w której nie brakowało niczego ważnego, a brakowało wszystkiego, co dopiero miało się pojawić. Bo kiedy obaliliśmy socjalizm, ja akurat zaczynałem szkołę. I razem z elementarzem dostałem coś jeszcze, coś, czego nikt nie wpisał do programu nauczania. Dostałem obietnicę.

Kultura zachodu zaczęła dawkować nam ją powoli, kęs po kęsie, najpierw w reklamach, potem w katalogach, w filmach, w pierwszych zagranicznych wyjazdach, w słowie „kariera”, które jeszcze nie brzmiało wtedy podejrzanie.

Obietnica była prosta. Tam, dalej, wyżej, jest szczęście. Wystarczy biec.

Więc biegłem. I trzeba przyznać uczciwie, że ten bieg coś dał. Osiągnąłem wiele rzeczy, których chłopiec z początku lat dziewięćdziesiątych nie umiałby sobie nawet wyobrazić.

Ale jest taki moment, którego nie da się zaplanować ani odwołać. Moment, w którym przestajesz patrzeć przed siebie i zaczynasz patrzeć na siebie. I wtedy padło pytanie.

Ludzie pytają o to rzadko. Naprawdę rzadko. Możesz przez lata nie usłyszeć tego pytania od nikogo, kto pyta serio. Czy jesteś szczęśliwy?

I kiedy w końcu ktoś je zadał, poczułem, że nie chcę odpowiedzieć grzecznie. Chciałem odpowiedzieć szczerze. A żeby odpowiedzieć szczerze, musiałem najpierw zrozumieć, za czym właściwie biegłem przez te dwadzieścia lat.

Pułapka pościgu

Bo z gonieniem za szczęściem jest pewien kłopot, którego długo nie widziałem. Już sama gramatyka tego zdania zdradza problem.

Gonisz za czymś, czego nie masz. Pościg zakłada brak. Zakłada, że szczęście jest gdzieś indziej, nie tutaj, nie teraz, nie w tym, co już mam, lecz w następnym etapie, następnym celu, następnym zakupie.

A skoro tak, to każdy osiągnięty cel jest z definicji rozczarowaniem. Bo w chwili, gdy go dotykasz, on przestaje być tym dalekim światłem, które ciągnęło cię przez ciemność. Staje się zwykłym punktem, z którego widać już następne światło.

Kierat hedonistyczny

Biegniesz, a bieżnia przesuwa się pod tobą z tą samą prędkością. Wkładasz cały wysiłek w ruch i zostajesz w tym samym miejscu. Im więcej osiągasz, tym wyżej przesuwa się poprzeczka tego, co uznasz za wystarczające.

To nie wada charakteru. To mechanizm.

I dopóki go nie rozpoznasz, będziesz myślał, że problemem jest zbyt wolny bieg, podczas gdy problemem jest sam bieg.

Pewnego dnia zadałem sobie inne pytanie. Nie „jak biec szybciej”, tylko „a co, gdyby przestać”.

Szczęście, którego nie czuć

I tu trafiłem na myśl, która początkowo wydała mi się ponura, a po namyśle okazała się wyzwalająca. Najmocniej wyłożył ją Artur Schopenhauer, filozof, którego mało kto zaprasza na imprezy.

Jego teza brzmi tak. Szczęście nie jest stanem pozytywnym, tylko negatywnym. Nie czujemy braku bólu, czujemy ból. Nie czujemy sytości, czujemy głód. To, co rzeczywiste i odczuwalne, jest zawsze cierpieniem, brakiem, pragnieniem. A to, co nazywamy szczęściem, jest tylko chwilą, w której cierpienie ustało.

Brzmi smutno, dopóki nie wyciągniesz z tego praktycznego wniosku.

Miarą udanego życia nie jest suma doznanych przyjemności, lecz ilość uniknionego zła.

Dzień, w którym nic złego się nie wydarzyło, jest z tej perspektywy dniem przeżytym dobrze. Nie spektakularnie. Dobrze.

Korzeń tej myśli sięga jednak znacznie głębiej, aż do Epikura. I tu czeka nas niespodzianka, bo wbrew temu, co mówi obiegowe znaczenie słowa „epikurejczyk”, nie był to żaden apostoł rozpusty. Epikureizm był nauką o spokoju. Najwyższą przyjemnością była dla Epikura przyjemność statyczna, ta, która nie potrzebuje bodźca. Brak bólu w ciele i brak niepokoju w duszy. Nie ekstaza, lecz cisza. Dokładnie to, czego nie umie nam sprzedać żadna reklama, bo cisza nie ma ceny i nie da się jej zapakować.

Druga warstwa tej intuicji, ta o codziennym rozrachunku, ma posmak stoicki. Seneka opisywał wieczorny rachunek sumienia. Każdego dnia przed snem stawał przed sobą i rozliczał miniony dzień. Nie chodziło o triumfy, o to, ile udało się zdobyć. Chodziło o to, czy w tym dniu nie było czegoś, czego należałoby żałować. Szczęście jako spokojny bilans wieczoru, a nie jako wielkie wydarzenie w samo południe.

Mamy też swój polski trop, bo to akurat nasz klasyk. Władysław Tatarkiewicz w monografii „O szczęściu” definiował je jako pełne i trwałe zadowolenie z całości życia. To ujęcie jest szersze niż dzień bez nieszczęść, mówi o całości, nie o pojedynczej dobie. Ale dzieli z tamtą intuicją to, co najważniejsze. Szczęście to rozległy, spokojny stan zadowolenia, a nie błysk euforii, który gaśnie, zanim zdążysz go nazwać.

Na koniec rzecz, która całej tej filozofii daje twardy grunt. Psychologia opisuje zjawisko zwane negativity bias, czyli to, że zło działa na nas silniej niż dobro. Klasyczny artykuł Baumeistera i współpracowników z 2001 roku nosi tytuł mówiący wprost, że złe jest silniejsze od dobrego. Jedno przykre zdarzenie potrafi przeważyć kilka przyjemnych.

I tu domyka się cała logika tej myśli. Skoro zło waży więcej, to dzień bez zła jest realnym osiągnięciem, a nie tylko pustą kartką w kalendarzu.

Druga strona tej idei

Muszę jednak być uczciwy, także wobec siebie. Bo ta idea ma drugą stronę i nie chcę udawać, że jej nie widzę.

Życie sprowadzone wyłącznie do unikania cierpienia jest życiem zachowawczym. Można przeżyć dzień, w którym nic złego się nie stało, i być pustym jak nieużywany pokój. Sens, rozwój, bliskość, te chwile, w których czujesz, że żyjesz pełnią, rodzą się zaskakująco często właśnie z dyskomfortu. Z podjętego ryzyka. Z trudnej rozmowy, której wolałbyś uniknąć.

I właśnie to napięcie, między „nie wydarzyło się nic złego” a „wydarzyło się coś, co miało wartość”, jest dla mnie dziś najciekawszym miejscem całej tej rozmowy. Nie wybrałem między tymi biegunami. Nauczyłem się żyć w napięciu między nimi.

Bo przestać gonić za szczęściem nie znaczy przestać żyć. Znaczy tylko przestać szukać go tam, gdzie go nie ma. Przed sobą. I zacząć zauważać tam, gdzie jest. Pod sobą, w tym konkretnym dniu, który właśnie się kończy.

Co możesz zrobić dla siebie

Nie lubię list, które obiecują szczęście w dziesięciu krokach, bo to dokładnie ta logika pościgu, od której próbuję się uwolnić. Więc potraktuj to nie jak instrukcję montażu, tylko jak dziesięć rzeczy, które sam sobie powoli przyswajam. Niektóre wyjdą ci od razu. Inne, jak u mnie, zajmą lata.

  1. Zrób wieczorem rachunek dnia, ale odwróć pytanie

    Nie pytaj, co osiągnąłeś. Zapytaj, czy w tym dniu wydarzyło się coś, czego naprawdę żałujesz. Jeśli nie, to był dobry dzień. To ćwiczenie Seneki, starsze od nas o dwa tysiąclecia, a wciąż działa.

  2. Naucz się nazywać to, co już masz

    Negativity bias sprawia, że dobro jest dla nas przezroczyste, a zło krzyczy. Przeciwwagą nie jest sztuczny optymizm, tylko uwaga. Raz dziennie zatrzymaj się przy czymś zwykłym, co jest na swoim miejscu. Zdrowie, dach, bliska osoba w drugim pokoju.

  3. Rozpoznaj swój kierat

    Wypisz rzeczy, o których jeszcze rok temu myślałeś, że gdy je zdobędziesz, będziesz wreszcie spełniony. A potem sprawdź, ile z nich już masz i jak szybko przestały cię cieszyć. To nie ma cię zniechęcić. Ma ci pokazać mechanizm, żebyś następnym razem go rozpoznał.

  4. Oddziel cele od źródła wartości

    Cele są dobre, dają kierunek. Ale jeśli twoja wartość jako człowieka wisi na następnym osiągnięciu, to skazujesz się na pościg bez końca. Możesz dążyć do rzeczy i jednocześnie nie uzależniać od nich tego, czy wolno ci dziś odetchnąć.

  5. Chroń ciszę

    Epikurejska ataraksja, spokój duszy, nie pojawia się sama. W świecie, który dosłownie sprzedaje niepokój, cisza wymaga decyzji. Wyznacz w dniu kawałek czasu bez ekranu, bez bodźca, bez celu. Na początku będzie ci jej brakować jak nałogu. Potem stanie się najcenniejszą częścią dnia.

  6. Inwestuj w relacje, nie w wrażenia

    Najdłuższe badania nad ludzkim życiem są tu zaskakująco zgodne. Nie majątek ani sukcesy, lecz jakość bliskich relacji najmocniej przewiduje, czy w późnym wieku będziesz zadowolony. Jeden szczery wieczór z kimś bliskim waży więcej niż dziesięć imponujących wyjazdów.

  7. Nie myl spokoju z pustką

    To pułapka odwrotna. Jeśli twój dzień bez nieszczęść jest też dniem bez sensu, to coś jest nie tak. Spokój ma być tłem dla rzeczy ważnych, nie ich zamiennikiem. Pytaj nie tylko „czy nie wydarzyło się nic złego”, ale i „czy wydarzyło się coś, co miało wartość”.

  8. Wchodź czasem w dyskomfort świadomie

    Najgłębsze poczucie życia rodzi się często z ryzyka, z trudnej rozmowy, z rzeczy, której się boisz. Nie chodzi o szukanie cierpienia. Chodzi o to, żeby nie uciekać od dyskomfortu, który ma sens, tylko dlatego, że jest niewygodny.

  9. Przestań porównywać swój środek z cudzym efektem

    Większość pościgu, który odziedziczyliśmy po latach dziewięćdziesiątych, to porównywanie. Ale widzisz tylko cudzy efekt końcowy, nigdy ich środek, ich lęki, ich nieprzespane noce. Porównanie zawsze będzie nieuczciwe i zawsze wyjdzie na twoją niekorzyść.

  10. Zadaj sobie to pytanie sam, zanim zrobi to ktoś inny

    Czy jesteś szczęśliwy. Nie czekaj, aż ktoś zapyta raz na dekadę. Zadaj je sobie spokojnie, bez paniki i bez pościgu za odpowiedzią. Bo samo zatrzymanie się przy tym pytaniu jest już krokiem w stronę odpowiedzi.

Nie przestałem gonić za szczęściem dlatego, że zwolniłem. Przestałem, bo w końcu się obejrzałem i zobaczyłem, że przez większość drogi biegłem od niego, nie do niego.

A ono czekało tam, gdzie zawsze. W zwykłym dniu, który się kończy, i w którym nie wydarzyło się nic, czego trzeba by żałować.

Bibliografia

  • Schopenhauer A., Aforyzmy o mądrości życia, przeł. J. Garewicz, Czytelnik, Warszawa.
  • Epikur, List do Menoikeusa, w: Diogenes Laertios, Żywoty i poglądy słynnych filozofów, PWN, Warszawa.
  • Seneka L. A., O gniewie oraz Listy moralne do Lucyliusza, przeł. W. Kornatowski, PWN, Warszawa.
  • Tatarkiewicz W., O szczęściu, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa.
  • Baumeister R. F., Bratslavsky E., Finkenauer C., Vohs K. D., Bad Is Stronger Than Good, „Review of General Psychology”, 2001, vol. 5, nr 4, s. 323–370.
  • Brickman P., Coates D., Janoff-Bulman R., Lottery Winners and Accident Victims: Is Happiness Relative?, „Journal of Personality and Social Psychology”, 1978, vol. 36, nr 8, s. 917–927.
  • Waldinger R., Schulz M., The Good Life: Lessons from the World’s Longest Scientific Study of Happiness, Simon & Schuster, New York.

Jeśli coś w tym tekście cię poruszyło albo rozpoznałeś w nim siebie, chętnie porozmawiam.

Pracuję jako mentor i doradca z ludźmi, którzy są w ważnym momencie: zmiany, decyzji, poszukiwania większej klarowności w tym, co robią i jak żyją. Jestem w trakcie szkolenia psychoterapeutycznego w nurcie Gestalt, więc terapii jeszcze nie prowadzę. Ale rozmowy, które łączą doświadczenie biznesowe z uważnością na to, co dzieje się w środku człowieka, to jest dokładnie moje miejsce pracy.

Napisz do mnie
Marcin Wesołowski
Kilka słów o autorze

Nazywam się Marcin Wesołowski i lubię rozumieć, jak działają ludzie i światy, które budujemy.

Ten tekst jest częścią czegoś, co piszę od kilkunastu lat. Zaczęło się od podróży i opowieści o świecie. Z czasem doszły teksty o decyzjach, przywództwie, zmianie i o tym, co dzieje się między ludźmi.

Na co dzień doradzam firmom i pracuję z ludźmi w momentach zmiany i ważnych decyzji. Jestem w procesie stawania się psychoterapeutą a w wolnym czasie rysuję. Jeśli któryś z tych światów Cię zaciekawił, poniżej znajdziesz kilka drzwi.

A może po prostu napisz

O współpracy, o rozmowie, o tekście, który właśnie przeczytałeś, albo o sztuce. Nie trzeba mieć gotowego pytania.

Odpowiadam osobiście, zwykle w ciągu dwóch dni. Administratorem danych jest Marcin Wesołowski. Polityka prywatności.

Wolisz od razu? Napisz na marcin@wesolowski.co

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Odkryj więcej z Marcin Wesołowski konsulting . mentoring . doradztwo biznesowe

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej