Gruzja Mój Kraków Polska

Tbilisuri. Skrawek Tbilisi przeniesiony do Krakowa

Tbilisuri znaczy "tibiliski". Nowa gruzińska restauracja w Krakowie, którą otwiera Gruzin, Zviad Omiadze, to miejsce, w którym doświadczycie tbiliskich smaków, kultury i masy miłości. Polecam!

A wszystko zaczynało się tak. Rok 2013, dosłownie chwilę po powrocie z Afryki, siedzieliśmy z Magdaleną w Tbilisi. Od dłuższego czasu przebywała tam już moja siostra oraz jej przyjaciółka, które w kraju walczącym wtedy o większe prawa kobiet, postanowiły dołożyć swoją cegiełkę w postaci swojej pracy dla jednej z najbardziej znanych gruzińskich organizacji zajmujących się tematyką. Już pierwszego dnia w stolicy Gruzji, jak wielu rodaków, poczułem, że gdzieś w głębi serca rodzi się jakieś dziwne uczucie do tej krainy, do jej mieszkańców, do ich kultury wina i kuchni. I choć w tle wiał już wiatr przemian, który niebawem miał zdmuchnąć nielubianego w szerokich kręgach Miszę Saakaszwilego, dobrze znanego wszystkim Polakom, prezydenta Gruzji, bardzo zgrabnie przeskakiwaliśmy w rozmowach z narzekania na tłumienie protestów, na temat aksamitnego smaku wina, które właśnie wjeżdżało na stół w akompaniamencie aromatycznych szaszłyków.

I to właśnie o kuchni, o jedzeniu, piciu i wspaniałych ludziach, nie zaś polityce, chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć, a przy okazji, zaprosić do miejsca, do którego z chęcią, nie raz, wrócicie.

Dziś, cztery lata od tych pierwszych chwil na gruzińskiej ziemi, więź, która połączyła mnie, moją rodzinę i moich przyjaciół z tym krajem, zdaje się być najlepszym przykładem tego, że w Polsce, a szczególnie w Krakowie, dobrze się ma, czasami zapominana, kultura otwarcia, tolerancji, ciekawości świata, i ciekawości różnych smaków.

Za Kraków, za miasto, które stwarza miejsce dla każdego i z otwartymi rękoma wita ludzi różnych kultur – był to jeden z ostatnich toastów, które jako tamada, wygłosiłem wczoraj, gdy w grupie przyjaciół świętowaliśmy wydarzenie dla nas wszystkich istotne. Ważne, bo pokazujące, że, cytując Janka z bloga Stay Flay, „żeby odnieść sukces nie musisz być genialny, odkrywczy, ani nawet ładny. Wystarczy, że będziesz wytrwały”. Wytrwałość połączona z miłością do jedzenia, wybornym smakiem oraz dobrą naturą, zaprowadziła moich przyjaciół – Zviada, Wojtka i Sabinę, do punktu, w którym znaleźliśmy się wczoraj. Do otwarcia ich pierwszej, prawdziwej, własnej, gruzińskiej restauracji – Tbilisuri.

Jak wiele w życiu, miejsca ocenia się przez pryzmat ludzi oraz historii, które się za nimi kryją. Poznawszy ich koleje losu, gdy wejdziecie w progi nowego miejsca, o którym Wam właśnie opowiadam, oprócz świetnie przyprawionego jedzenia, zasmakujecie tam także zwykłej ludzkiej dobroci i atmosfery rodzinnej restauracji. Do tego wczorajszego momentu droga była jednak długa.

Z ziemi gruzińskiej do polskiej, przez food truck do własnej restauracji

Pamiętam bardzo dobrze pierwsze wspólne szaszłyki przy twierdzy Ananuri, które Zviad przygotowywał w warunkach polowych. Gdy, już jako mąż Sabiny, sprowadził się do Krakowa, swoje pierwsze, polskie, zawodowe kroki stawiał w jednej z sieciowych, gruzińskich restauracji, jednak jako doświadczony kucharz od początku marzył o czymś swoim. Przedsiębiorcza natura oraz dusza człowieka, który po prostu kocha jedzenie i dobre wino, sprawiły, że rok temu Zviad z Sabiną otworzyli dobrze znany, i szczerze kochany w Krakowie, food truck o nazwie Gruzja na Kółkach. Bardzo szybko pojawiły się świetne recenzje krytyków kulinarnych, blogerów, ale przede wszystkim, ciągle i niezmiennie, ludzi, gości, którzy wpadali do nich regularnie na słynną już lulę czy szaszłyk.

Gdy, jako przyjaciel rodziny i wielki fan kuchni Zviada, rozmawiałem z nim o tym, co najbardziej go trapi, zawsze tracił ten swój uśmiech i wspominał, że chciałby móc podawać ludziom więcej, więcej dań, których nie jest w stanie przygotować w trucku, a które zrobiłby w swojej restauracji, gdzie, niezależnie od pogody, mógłby codziennie gościć swoich stałych klientów oraz tych, którzy odwiedzając Kraków, chcieliby na chwilę przenieść się do Gruzji. Po kilku takich rozmowach usłyszałem – Martin, będzie restauracja! 

Tbilisuri – najlepsza gruzińska restauracja w Krakowie

Adres: Meiselsa 5, skwer na rogu z ulicą Krakowską – zapamiętajcie ten adres.

Choć oficjalne otwarcie restauracji odbędzie się za kilka dni, w czwartek 2 marca, w minioną sobotę spotkaliśmy się w sporym gronie przyjaciół i degustatorów, aby zrobić pierwsze, nieoficjalne otwarcie, testowy dzień i próbę dań, które podawane będą w restauracji. Zanim o jedzeniu, poznajcie samo miejsce.

Tbilisuri znajduje się w świetnym miejscu w sercu krakowskiego Kazimierza, kilka minut spacerem z Rynku Głównego. Wnętrza są proste, ciepłe i przyozdobione zdjęciami z Tbilisi. Bar z kolei to swoisty tbiliski balkon. Atmosfera w środku jest przyjemna, rodzinna i niezobowiązująca, w sam raz na spotkanie ze znajomymi, czy na rodzinne wyjście w weekend.

Najsilniejszą według mnie rzeczą w tym tbiliskim skrawku na naszej krakowskiej ziemi, będzie kombinacja trzech elementów: dobrego jedzenia okraszonego świetnym winem w bardzo dobrej cenie, serwowanego w obecności dobrych ludzi, którzy to miejsce założyli i poprowadzą – Zviada, Wojtka i Sabiny.

Całą magia w ich wykonaniu dzieje się zaś na zapleczu, w kuchni, z której dobywają się cudowne zapachy gruzińskich przypraw, kolendry, czosnku oraz gwar pracy. Towarzysząc im w kuchni widzę wszystko – pasję, serce wkładane do tego, co się robi oraz autentyczną radość, że to, co jest dobre, zaraz wyląduje na stole gości.

No właśnie – co wyląduje na stole gości? I tutaj spełnia się kolejne marzenie Zviada. Do tej pory, chcąc zaserwować swoim fanom chaczapuri bądź chinkali, musieli wraz z Sabiną przygotowywać specjalne eventy. Od teraz, zjecie u Zviada wszystko to, co przygotowałby dla Was, jakbyście byli gośćmi na uczcie w jego domu.

Dla mnie absolutnym hitem pierwszego obiadu w Tbilisuri, czymś, czego nie jadłem jeszcze w Krakowie, było mięsno-ziemniaczane Odżachuri w towarzystwie wytrawnego, czerwonego Saperavi. Gwarantuję Wam – oszalejecie!

Co oprócz mojego hitu, dla którego będę wracać regularnie? Pojawią się oczywiście ukochane przez Polaków chinkali, czyli gruzińskie pierożki wypełnione rosołem i mięsem, mięsa serwowane do tej pory w trucku, pyszne zupy i cała masa nowości, których wcześniej nie było nam dane spróbować. Zobaczcie menu:

Zapytacie – czy jest to reklama? Powiem Wam, że owszem, jest. Jeśli zapytacie, dlaczego na blogu, na którym o pojedynczych restauracjach raczej się nie pisze, pojawia się taki tekst, ja Wam powiem wprost, że pojawia się, bo przyjaciele są od tego, aby sobie pomagać.

To, co mogę dla Tbilisuri zrobić na początku, to powiedzieć światu, że istnieje. Resztą zajmą się kubki smakowe gości, którzy tutaj zawitają.

Nazwa: Tbilisuri

Adres: Kraków, ul. Meiselsa 5

Facebook: Tbilisuri

Oficjalne otwarcie: czwartek, 2 marca 2017

Koniecznie napiszcie jak było, gdy odwiedzicie! 🙂

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

13 comments on “Tbilisuri. Skrawek Tbilisi przeniesiony do Krakowa

  1. Pingback: Kiedy tracisz świat z pola widzenia. Trudna lekcja pokory – wojażer

  2. I chociaż niedawno po kilku latach pobytu w Krakowie przeniosłem się do Warszawy to na pewno przy kolejnej wizycie w najlepszym Krakowie zajrzę do nowej miejscówki na Kazimierzu. Dzięki za cynk 😉

    Polubione przez 1 osoba

  3. Oj, z pewnnoscia odwiedze jak bede w Krakowie! Brakuje mi tych gruzinskich smakow, zwlaszcza khinhkali i chaczapuri, no i wina.. ahhh

    Pozdrawiam,
    Aga
    http://www.worlderingaround.com

    Polubione przez 1 osoba

  4. Super news! Na pewno odwiedze, i to nie jeden raz! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Jak tu teraz dotrwać do środy! 😀

    Polubione przez 1 osoba

  6. Ja nadal pamiętam smak wszystkiego tego, co jedliśmy w Gruzji na kółkach, choć minął rok od tamtej wizyty! Już szukam w kalendarzu wolnej daty, by wyskoczyć do Krakowa na lulę, której cały czas nie spróbowałam!

    Polubione przez 1 osoba

  7. Mateusz Drożdż

    Chętnie odwiedzę to miejsce. I cieszę się, że takie w Krakowie powstają 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s