Słowacja

Lewocza, Kieżmark i okolice, czyli wycieczka na słowacki Spisz

Lubowla, Kieżmark, Lewocza. Atrakcje i zwiedzanie Spiszu

Świat jest skomplikowany. Zawsze był. Do czasów pandemii mawialiśmy, że wszystko w świecie jest proste. Proste są podróże, bo szybkie. Proste są relacje międzyludzkie, bo łatwiej się je nawiązuje. Prosty jest świat – wskakujesz, lecisz i jesteś. W sferze przemieszczania się, przypomnieliśmy już sobie, że sprawy potrafią być trudne. W miejscach, do których przybywamy, zaczyna do nas docierać, że złożone czy skomplikowane, jest prawie wszystko wokół nas. Wszystko posiada bowiem wiele warstw, do których docieramy dopiero po jakimś czasie, odkrywając je jedna po drugiej.

Tak jest trochę z Europą Środkową. Przywykliśmy myśleć że trudna to może jest Kambodża albo Chiny, że Afryka w zrozumieniu także jest skomplikowana. Jednocześnie patrzyliśmy na nieróżniące się wiele krajobrazy serca starego kontynentu i generalizując, zakładaliśmy swoistą homogeniczność – uparcie wierzyliśmy, że to wszystko wokół jest jednym i tym samym i nie ma się czym zachwycać. Od zachwycania się jest orient – ot wakacje na Zanzibarze, kajty na Mauritiusie czy kulinarne tripy po Malezji. Jednak przychodzi taki moment w życiu wielu z nas, że, niezależnie czy to przez pandemię czy przez znużenie wiecznym pragnieniem orientu, zaczynamy się zachwycać czymś, co jest blisko. I powoli zaglądamy w przeróżne warstwy naszego świata, odkrywając fascynujące wątki i historie.

Tak bywało u mnie ze Słowacją. Każdy zna ten żart – jaka tam zagranica!? Niefajny i nie powtarzajcie go. Mi także się zdarzało. Nie powielajcie tego oklepanego tekstu, że Słowacja jest dla nas jak kolejne województwo. To tak jakbyście usłyszeli od Rosjanina, że kurica nie ptica, Polsza a nie zagranica.

Dawno nie spoglądałem na Słowację z tej niby śmiesznej perspektywy. Był to dla mnie kraj za granicą, tą fizyczną. Gdy bowiem spędzałem długie tygodnie na wakacjach w Piwnicznej, to ona była za miedzą, odgrodzona konkretną barierą, do przekroczenia której potrzebny był paszport. Podobnie jak do Sądecczyzny, tak i do Słowacji, został mi więc ogromny sentyment. O ile jednak przez lata zachwycałem się tam przede wszystkim delikatną, spokojną, piękną naturą, o tyle z czasem zacząłem zgłębiać rozliczne wątki i starać się bardziej zrozumieć to, na co teraz tak często spoglądam.

Słowacja, obok południowych województw Polski, to mój ulubiony obszar na wycieczki skuterowe. To na tym obszarze odnajduję swój spokój w samotności przetaczając się przez malownicze, górskie krajobrazy. To czas na bycie sam ze sobą, na porządkowanie myśli i cieszenie się jednymi z najpiękniejszych tras wycieczkowym w naszej części kontynentu.

Podczas niedawnej do naszych południowych sąsiadów wziąłem na warsztat Spisz, przygraniczny region, który dzieli między siebie Polska i Słowacja, a którego większość terytorium znajduje się tuż za naszą południową granicą. Odnosząc się do komentarzu wielu czytelników odnośnie publikowanych ostatnio tekstów, zaznaczę na samym wstępie – tak, to kolejna podróż, której nie odbędziecie komunikacją publiczną. Na tym obszarze właściwie nie ma o tym jakiejkolwiek mowy. I tak – bez samochodu, motocykla, skutera lub rowera, niestety nie da rady!

Spisz to region historyczny, położony w Centralnych i Wewnętrznych Karpatach Zachodnich. Na północnym zachodzie Spisz sąsiaduje z Podhalem, na północy z ziemią sądecką, na wschodzie z Szaryszem, na południu z Abovem i Gemerem, na południowym zachodzie z Liptowem. Obecnie Spisz jest podzielony granicą państwową na części należące do Polski i Słowacji. Powierzchnia całego Spisza wynosi ok. 3,7 tys. km², części słowackiej – ok. 3,5 tys. km², części polskiej – 195,5 km². W polskiej części Spisza znajduje się 14 wsi: Czarna Góra, Dursztyn, Falsztyn, Frydman, Jurgów, Kacwin, Krempachy, Łapszanka, Łapsze Niżne, Łapsze Wyżne, Niedzica, Nowa Biała, Rzepiska i Trybsz. Na Słowacji zaś najbardziej znane miejscowości Spisza to Poprad, Kieżmark, Nowa Wieś Spiska, Lewocza, Spiskie Podgrodzie wraz ze Spiską Kapitułą oraz Stara Lubowla.

I to właśnie od Starej Lubowli zaczniemy tą podróż po Spiszu. Już od granicy w Mniszku nad Popradem obok Piwnicznej wkraczamy w krainę spokojną, w drogi pustawe i góry niepokryte domostwami. Kocham ten kawałek drogi, którą jednośladami wspinałem się przez lata, aby po wjechaniu na szczyt podziwiać rozległe doliny ukryte między górami. W oddali zaś majestatyczne Tatry ukazywały swą potęgę. Zjeżdżając w dół z owego punktu widokowego po lewej stronie ukazywał się majestatyczny Zamek starostów spiskich w Lubowli – dawnej stolicy polskiego Spisza. Ale jak to polskiego? Spójrzcie w lewy dolny róg poniższej mapy Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Jeśli pamiętacie z lekcji historii tę mapę, przypomnicie sobie lądowy archipelag wysp grodzkich i wiejskich należących do wielkiego kraju, ale będących de facto eksterytorialnymi obszarami na terenie Królestwa Węgier. Jak to możliwe?

8 listopada 1412 roku król Władysław Jagiełło, który po zwycięstwie nad Zakonem Krzyżackim był w posiadaniu najwyżek gotówki, pożyczył Zygmuntowi Luksemburskiemu mającemu wielkie potrzeby finansowe w związku z prowadzonymi przez siebie konfliktami, 37 000 kop szerokich groszy praskich czyli jakieś siedem ton czystego srebra. Pożyczkę zabezpieczono zastawem, w którego skład weszły miasta i miasteczka należące wcześniej do ziemi sądeckiej (i później wydzielone jako odrębna jednostka): Lubowla, Podoliniec i Gniazda (w miastach tych utworzono starostwo grodowe z siedzibą w Zamku Lubowelskim) oraz 13 miast spiskich: Biała, Lubica, Wierzbów, Spiska Sobota, Poprad, Straże, Spiskie Włochy, Nowa Wieś dziś Spiska Nowa Wieś, Ruszkinowce, Wielka, Spiskie Podgrodzie (ale nie Zamek Spiski), Maciejowce, Twarożne. Węgry kilkadziesiąt lat później podjęły próbę odzyskania zastawionych miast, ale wyrokiem sądu papieskiego, który odbył we Wrocławiu w końcu XV w., tereny te zostały przyznane na stałe Polsce i pozostały w jej granicach aż do 1769 roku.

Ta i wiele innych historii pokazuje dobitnie jedną rzecz: Spisz to kraina historycznie, kulturowo i narodowościowo różnorodna. Przed wybuchem pierwszej wojny światowej tereny te zamieszkane były w połowie przez Słowaków, w trzydziestu pięciu procentach przez Niemców, prawie czternastu procentach Rusinów oraz resztę Węgrów. Sprawy narodowościowe zaczęły mieć istotne znaczenie od połowy XIX w. gdy doszło do słowiańskiego przebudzenia narodowego i intensywnej madziaryzacji. Na Spiszu, acz nieco słabiej niż w zachodniej i środkowej Słowacji, zaczął się rozwijać narodowy ruch słowacki. Do tego czasu w spiskich miastach dominowali Niemcy i Węgrzy, na wsiach zaś Słowacy. Wszystko miało się zmienić przez następne burzliwe wojny i okres socjalizmu.

Spisz. Zwiedzanie i atrakcje regionu

Moja weekendowa trasa po tych niezwykle interesujących terenach rozpoczynała się w Piwnicznej, do której dotarłem z Krakowa z samego rana. Przebiegała następnie przez Lubowlę, Podoliniec, Białą Spiską, Kieżmark, Wierzbów, Spiski Czwartek, Nową Wieś Spiską, Lewoczę, Spiskie Podegrodzie aż do Żehry. I to właśnie do tych miejsc i atrakcji, które w nich znajdziecie, chciałbym Was dziś zabrać.

Jeśli przejechalibyście tę trasę tam i ponownie do Piwnicznej, zrobilibyście 230 kilometrów i być może przejechalibyście to w cztery godziny. Mówię o tym tylko po to, aby pokazać odległości. To idealny obszar do eksplorowania podczas mini wypraw około weekendowych.

Zamek i skansen w Lubowli

Zamek w Starej Lubovni to jeden z tych, które prezentują najwyższą klasę i najpiękniejsze karty historii nie tylko Rzeczypospolitej, ale także innych narodów, które władały tą częścią naszego regionu.

Mający ponad siedemset lat zamek powstawał pod koniec XIII wieku na zlecenie króla węgierskiego Andrzeja III. Przez długi czas swojej historii, między 1412 a 1772 rokiem, pozostawał on w zastawie u polskich władców po tym jak Władysław II Jagiełło pożyczył Zygmuntowi Luksemburskiemu, władcy Węgier, 37000 kop groszy czeskich. Hrad Lubowla pozostawał w polskich rękach przez 360 lat, by pod koniec XIX wieku ponownie wrócić w polskie ręce – tym razem w posiadanie magnackiej rodziny Zamoyskich, którzy władali na zamku do końca wojny w 1945 roku, kiedy nowo utworzona Republika Czechosłowacka przejęła majątek i uczyniła z niego muzeum.

W tym ogromnym zamku mieszają się style od gotyku przez renesans aż po barok. Idąc wzdłuż starych murów w niespodziewany sposób wchodzi się nagle do eleganckich komnat, w których przez wieki toczyło się zamkowe życie. Kawałek dalej element sakralny – barokowa kaplica św. Michała Archanioła a ponad nią charakterystyczna, wysoka wieża gotycka – bergfried, z której roztacza się niesamowity widok na okolicę, a także na Tatry. Jeśli odwiedzający mają wystarczająco szczęścia, mogą trafić, jak w naszym przypadku, na polską husarię, polskiego hrabiego, a nawet polską księżniczkę, jadących na koniach przez dziedziniec główny.

Skansen w Lubowni to jeden z najmłodszych tego typu obiektów na Słowacji, a jednak kompletnie nie umniejsza to uroku tego miejsca. Jego chlubą jest drewniana cerkiew grekokatolicka z Matysowej zbudowana w 1833 roku i ozdobiona niezwykle pięknym ikonostasem. W ważne święta odbywają się w niej uroczystości prowadzone w języku starocerkiewnosłowiańskim, najstarszym literackim języku Słowian. Wokół cerkwi rozrzucone są pozostałe, bardzo dobrze zachowane, budynki: domy rolników, dom pasterza z Litmanowej, zagroda chłopska z Udola, stolarnia, szkoła ludowa z okresu międzywojennej republiki Czechosłowackiej, a także wiele innych budynków, każdy z nich opisany z osobna.

Ta położona u podnóża zamku, odtworzona de facto, słowacka wioska, wpędza człowieka w bardzo miły nastrój. Zapach drewna i starej izby przypomina dzieciństwo u babci w górach, zaś zupełnie niezatłoczona, turystyczna Słowacja, pozwala na niespieszne podróżowanie i odpoczynek w najlepszym stylu.

Podoliniec


Z Lubowli kierujemy się na zachód główną trasą prowadzącą do Kieżmarku. To jedna z najbardziej malowniczych tras, która raz po raz otwiera przed nami widok na niezwykłą panoramę Tatr.

Warto na chwilę zatrzymać się na rynku w Podolincu, który swego czasu był ważnym polskim ośrodkiem należącym do ziemi sądeckiej. Stojąc na przyjemnym rynku rzucamy okiem na Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z końca XIII wieku, piękną renesansowa dzwonnicę z 1659 z dzwonem oraz dawny klasztor pijarów z połowy XVII wieku. Po szybkim rzucie okiem na ten urokliwy plac ruszamy w kierunku naszego pierwszego punktu na mały spacer.

Biała Spiska i Stražky


Miejscowość ta w swoim centrum nie wyróżnia się niczym specjalnym, ale już na jej uboczu, w miejscowości Stražky, znajdziemy trzy perły architektury. Dzisiaj Strażki są dzielnicą Spiskiej Białej, ale do 1971 roku były odrębną miejscowością o bogatej historii. Wspaniały, renesansowy kasztel wraz z fortyfikowanym kościołem św. Anny i gotycko-renesansową dzwonnicą tworzą wyjątkowy, jednolity układ architektoniczno-urbanistyczny, przy którym warto się zatrzymać.

Kieżmark

Droga z Białej Spiskiej prowadzi nas dalej do jednego z dwóch głównych miast Spisza – Kieżmarku. Podtatrzańskie i spiskie miasto od wieków stanowiło bramę tak do regionu jak i do Wysokich Tatr. Jest to miasto o bogatej i wspaniałej historii.
Średniowieczny Kieżmark powstał w 1269 roku, kiedy uzyskał prawa miejskie, a już w 1348 roku chroniły go potężne mury obronne.

Zwiedzanie miasta zacząłem od budynku Ratusza Kieżmarskiego, który góruje nad rynkiem by potem ulicą Zamkową dojść do pięknie zachowanego Zamku Kieżmarskiego. Ta rozległa forteca w centrum miasta swój renesansowy wygląd zawdzięcza rozległej przebudowie dokonanej w latach od 1572 do 1624.

Na uwagę zasługuje też Bazylika Św. Krzyża, która została wzniesiona w XIV wieku na miejscu starszej kaplicy romańskiej. W jej sąsiedztwie stoi od 1568 roku renesansowa dzwonnica, najstarsza i najpiękniejsza na Spiszu.

Dumą Kieżmarku jest także drewniany kościół ewangelicki. Dobudowano go w 1717 roku do starszej kamiennej budowli o charakterze sakralnym z 1593 roku, która dziś tworzy jego zakrystię. Ta wyjątkowa drewniana budowla z cisu i modrzewia została wzniesiona bez użycia choćby jednej części metalowej. Barokowe wnętrze kościoła także sporządzono z drewna. Wielką wartość artystyczną mają w szczególności kościelne organy z drewnianymi piszczałkami.

Vrbov


Malownicza trasa motocyklowa wiedzie lokalną drogą z Kieżmarku w kierunku Spiskiego Czwartku. Tuż za Kieżmarkiem wjeżdża się w miejscowość Wierzbów, która słynie z kąpieliska termalnego i niewielkiego jeziora z pięknym widokiem na Tatry. To świetny punkt na chwilowy postój i podziwiania krajobrazów Spisza zanim dotrze się do Spiskiego Czwartku.

Spiski Czwartek


Jadąc wspomnianą drogą prowadzącą z Popradu do Lewoczy przez Kieżmark, mniej więcej w połowie drogi, pośród falowanych pól wyrasta nagle majestatyczna wieża kościoła zwieńczona charakterystyczną iglicą. Skąd w takim miejscu, pośród rolniczych pól wziął się taki skarb? Jest to pozostałość po istniejącej tu kiedyś miejskiej osadzie, dziś jedynie wsi – Spiskim Czwartku.

Spiski Czwartek istniał już w 1263 roku, o czym opowiadają zachowane dokumenty, w których wymieniona jest nazwa wsi. Obecna nazwa pochodzi dopiero z 1927 roku. Targi, które odbywały się tu od XIV wieku w każdy czwartek. Stąd nazwa tego miejsca. W Spiskim Czwartku handlowali wszyscy mieszkańcy regionu. Polacy sprzedawali konie, Węgrzy natomiast wino.

Kościół Św. Władysława, charakterystyczna budowla tego miejsca, wzniesiono w XIII wieku w stylu wczesnogotyckim. Najcenniejszym jego elementem jest dobudowana do niego gotycka kaplica rodu Zápolya z 1473 roku. Stefan Zápolya, ówczesny żupan spiski zbudował ją jako kaplicę grzebalną dla swojej rodziny. Uznawana jest ona za arcydzieło sztuki gotyckiej i najpiękniejszą kaplicę na Słowacji.

Lewocza


Uwieńczeniem pierwszego dnia podróży jest miasteczko, do którego pragnąłem wybrać się od dawna. Spiska Lewocza pojawia się po raz pierwszy w historii pisanej w dokumencie z 1249 roku. Majętna osada, idealnie położona na szlaku handlowym szybko się rozrastała aż stała się miastem z wieloma przywilejami. Wkrótce Lewocza stała się głównym ośrodkiem niemieckiej kolonizacji na Spiszu zaś w 1271 roku stała się stolicą Związku Sasów Spiskich. W 1323 roku nadano Lewoczy rangę wolnego miasta królewskiego.

Handel był główną siłą napędową rozwoju Lewoczy. Mieszczanie z Lewoczy handlowali z Krakowem, miastami Hanzy oraz z Wenecją. Tutejsi rzemieślnicy zaopatrywali targi i jarmarki w ówczesnych Węgrzech i w Polsce. Wkrótce zaś Lewocza stała się jednym z naważniejszych ośrodków renesansu we współczesnych Węgrzech.

Dzisiejsza Lewocza to holistyczny kompleks zabytków kulturalno-historycznych w obrębie dobrze zachowanych murów miejskich. Prostokątny rynek stanowi serce miasta zaś rzymskokatolicki farny Kościół pod wezwaniem św. Jakuba z XIV wieku to jedna z najcenniejszych budowli sakralnych na Słowacji. Cenne jest także wnętrze kościoła, które jest swojego rodzaju muzeum średniowiecznej sztuki sakralnej. Późnogotycki drewniany ołtarz główny św. Jakuba, mierzący prawie 19 metrów wysokości jest najwyższym tego typu ołtarzem na świecie. Wykonano go z drewna lipowego w latach 1507 – 1517 w pracowni Mistrza Pawła z Lewoczy.

Obok kościoła położony jest budynek dawnego Ratusza z charakterystycznymi arkadami, wzniesionego w 1550 roku. Jest on jednym z najważniejszych zabytków świeckiej architektury renesansowej na Słowacji.

Na rynku tuż obok ratusza położona jest tak zwana klatka hańby z XVI wieku, która w przeszłości wykorzystywana była do publicznego karania winnych przekroczeń prawa. Rynek otaczony jest ponad pięćdziesięcioma kamienicami, które same w sobie, reprezentują niezwykłe piękno architektury. Wysoko nad miastem, na wysokości 781 metrów, góruje z kolei Góra Mariańska, jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych Słowacji. W 2009 roku miasto Lewocza zostało wpisane do Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO i jest ciekawym punktem, z którego można eksplorować cały Spisz.

Zamek Spiski


Wycieczka na Spisz nie byłaby pełna bez chociażby rzucenia okiem na zamek spiski, jedną z największych warowni Europy, monumentalną budowlę górującą nad regionem. Docieram do niej o poranku dnia następnego, po przyjemnej nocy w towarzyskie słowackiego wina w Lewoczy. Początki budowy średniowiecznego grodu na charakterystycznym wzgórzu sięgają początku XII wieku. Najstarsza wzmianka pisemna o zamku pochodzi z 1120 roku. Pełnił on początkowo funkcję twierdzy granicznej na północnej granicy wczesnofeudalnego państwa węgierskiego. Potem przez kilka wieków był siedzibą żupana spiskiego, stanowił więc centralny punkt władzy świeckiej na Spiszu. W drugiej połowie XV wieku przebudował go władca Štefan Zápoľský, który pragnął stworzyć w tym miejscu reprezentacyjną siedzibę szlachecką. W zamku wybudował pałac, salę rycerską i kaplicę świętej Elżbiety. Na zamku urodził się jego syn Jan, który stał się później królem Węgier. W osiemnastym wieku zamek strawił pożar, po czym stał się on jedynie majestatycznymi ruinami górującymi nad regionem.

Spiska kapituła i Spiskie Podgrodzie


Miejscem w bezpośrednim sąsiedzkie zamku, które absolutnie urzekło mnie podczas tej podróży, jest Spiskie Podgrodzie oraz Spiska Kapituła, która nazywana jest słowackim „Watykanem“. Miasteczko kościelne Spiska Kapituła to punkt, z którego w dawnych czasach kler organizował życie kościelne całego regionu Spiszu. Miasteczko, wraz z innymi zabytkami znajdującymi się w okolicy Zamku Spiskiego, wpisane zostało także na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Najcenniejszym zabytkiem Kapituły Spiskiej jest późnoromańska Katedra św. Marcina.

Wyjeżdżając ze Spiskiej Kapituły i kierując się do ostatniego punktu na mapie tej podróży, do Żehry, warto zatrzymać się jeszcze przy małej, charakterystycznej, bo położonej na pojedynczym wzgórzu, kapliczce w miejscowości Baldovce. Obok kapliczki oraz tuż pod nią, z ziemi wybija charakterystyczna woda mineralna, po którą zjeżdżają się ludzi z całych okolic.

Żehra


Ostatnim punktem na mapie mojej spiskiej podróży jest Spiska wieś Žehra znana dzięki jednemu z symboli Słowacji – kościołowi Świętego Ducha. Sklepienie nad starym romańskim kościołem zbudowano w 1433 r. Wieża kościoła o cebulowatym kształcie, dobudowana została w 1769 roku. We wnętrzu kościoła zachowane zostały oryginalne średniowieczne malowidła ścienne, które powstawały od drugiej połowy XIII wieku do końca XV wieku. Wyróżniają się one wysokim poziomem artystycznym i ukazują różne historie oraz legendy biblijne.

Powrót lub dalej w drogę


Piękno tego miejsca polega na tym, że ową podróż możecie dowolnie rozciągnąć i odkryć kolejne wątki tak na miejscu jak i w całym regionie. Możecie na przykład ruszyć kawałek dalej na wschód do słowackiego regionu Szarysz, którego najwspanialszym grodem jest Bardejów. Z niego z kolei rzut beretem dzieli Was od eksplorowania naszego magicznego Beskidu Niskiego. Na całym tym obszarze możecie spędzić dzień, weekend, tydzień, dokładnie tyle ile potrzebujecie i pragniecie. Odkrywajcie to niesamowite pogranicze, bo to nie tylko kraina bajecznie piękna i interesująca, ale także bliska! A to, co za miedzą, nieraz trudno zauważyć!

PS: pamiętajcie! Jesienne poranki mają w sobie niesamowitą magię! Warto wstawać wcześnie:

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

3 komentarze dotyczące “Lewocza, Kieżmark i okolice, czyli wycieczka na słowacki Spisz

  1. Nigdy nie zwiedzałem Słowacji, zawsze było to tylko miejsce przejazdu granicznego, jednak oglądając te zdjęcia nabieram ochoty na wybranie się tam na dłużej. Miejsce tak bliskie, a jednak nigdy nie było czasu, aby bliżej je zobaczyć.

  2. Swietny tekst. Znam dobrze Spisz słowacki. Często tam jeżdżę. Levocza to nr 1 dla mnie…

  3. Fajnie napisany tekst. Oddaje trochę mój sposób pojmowania Słowacji. Nam z Galicji jest łatwiej ( jestem z Tarnowa ) bo mamy do Słowacji tak blisko. Lewocza, Bardejov, Poprad, Presov to rzut beretem od mojego domu. Warszawa jest daleko, Słowacja blisko. Lubię Słowaków, lubię ich miasteczka, miasta i wsie. Dobrze tam się czuję. Ten rok z powodu covid-u jest rzeczywiście trochę inni niż poprzednie. W lipcu wybrałem się na 4 dniowy wypad do Bratysławy ( super miasto ) i Nitry. Dwa tygodnie temu był jednodniowy wypad na rowerze do Bardejova, a w ubiegły piątek byłem tam z kuplami znowu. Dla mnie to miasto jest jakby Słowacją w pigułce. Wszystkiego jest tam pełno i to jest takie swojskie, takie moje. Mam na FB swoją grupę na której piszę o moich małych i dużych podróżach po terenach CK Monarchii.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.