Norwegia

Letnia, norweska utopia. Myśli z wyspy Sandøya

Dlaczego Norwegia jest taka bogata i dlaczego nawet ideał nie jest idealny?

Nie ma chyba lepszego miejsca, które można by wybrać na rozważania o tym, jak ciężkie jest życie w Norwegii. Letnie słońce południowej Skandynawii rozpieszczało tych, którzy przybyli na norweską riwierę. W powietrzu unosił się intensywny zapach trawy, a w oddali słychać było krzyki bawiących się nad wodą dzieci.

Wakacje to okres, kiedy kraj rusza w drogę. Jedni udają się do swoich hytte – domków wakacyjnych rozrzuconych po całym kraju, inni zasiadają za sterami swoich luksusowych kamperów, które zapełniają kręte i wąskie drogi kraju. Jeszcze inni wypływają z Oslo luksusowymi łodziami, aby dopłynąć na południe, do swoich z pozoru skromnych chat z dala od miejsca zamieszkania.

W tychże letnich okolicznościach przyrody postawiłem stopę na niewielkiej wyspie Sandoya, jednej z wielu położonych wzdłuż wybrzeży Norwegii. To jedno ze słynnych miejsc na norweskiej riwierze, które chwali się swoim odizolowaniem od zmotoryzowanego, pędzącego świata. Dociera się do niej łodzią, zaś po wyspie przemieszcza się pieszo bądź rowerem. Jednocześnie odbywa człowiek podróż wgłąb swoich myśli, wycieczkę, podczas której ciągle stawia sobie jedno pytanie – czy to, co widzę, to sen na jawie?

Sandoya 1.jpeg

Jakże lepiej mógłbym zobrazować sobie idyllę – pomyślałem spacerując obok urokliwych domostw nad brzegiem morza. Życie zdawało się polegać jedynie na przesiadywaniu na patio, popijaniu kawy, od czasu do czasu wsiadaniu na łódź, lub przejażdżce rowerem do piekarni na drugim końcu wyspy.

Gdzieś niedaleko przystani, przy której zacumowaliśmy, rodzina zbierała się na rejs łódką. Tuż obok nas starsza pani na emeryturze właśnie wyłoniła się z wody przepłynąwszy kilkadziesiąt metrów w urokliwej zatoczce. Im bardziej zapuszczaliśmy się w głąb, tym więcej słychać było dzieci. Jedne pogrywały w piłkę na schowanym w środku wyspy boisku, inne woziły się na z lekka za dużych rowerach, jeszcze inne wesoło plumkały w wodzie w malutkiej zatoczce, których pełno w tym miejscu. Tylko od czasu do czasu spotykało się dorosłych zajętych w gruncie rzeczy nie wiadomo czym.

Mieszka ich tu na stałe lekko ponad dwieście osób. Najpiękniejsze czasy przeżywało to miejsce w dziewiętnastym wieku, gdy wyspę zamieszkiwało prawie tysiąc osób żyjących z pracy na morzu. W dwudziestym wieku to urokliwe miejsce zaczęło się wyludniać, aby dziś ponownie wkroczyć w okres renesansu. Odbudowa społeczności skupiła się wokół idei ‚made on Sandoya’ – twórcy, rzemieślnicy i artyści sprzedają swoje dzieła w różnych punktach wyspy. Jest komu to kupować, gdyż wyspa znajduje się tuż obok turystycznych klejnotów południowej Norwegii takich jak wioska Lyngor czy miasteczko Tvedestrand. W miesiącach letnich na wyspę przybywają masy spacerowiczów, którzy wspierają ideę kupując produkty od lokalnych wytwórców.

Jakże beztroskie jest życie Norwega – pomyślałem wchodząc do drewnianego pawilonu po środku łąki, w którym sprzedawano ręczne robione szale, poduszki i inne wyroby materiałowe.

Wyspa to jednak nie tylko zakupy, ale także uczta dla podniebienia. Znajdziemy tutaj sezonową restaurację, piekarnię z świeżą kawą a nawet lokalnego wytwórcę kiełbas. Sandøya stara się, jak cała Norwegia, być niezależna i przeżyć z tego, co stworzone na wyspie. To piękna idea, jednak jak w każdej pięknej idei, ideał to ideał, zaś życie to życie. Mieszkańcy wyspy posiadają na stałym lądzie swoje samochody, które stoją na wyznaczonych dla siebie miejscach parkingowych w porcie, z którego pływa tramwaj wodny na ich wyspę. W taki sposób, aby zapewnić sobie to, czego brakuje na ich idyllicznej wyspie, komunikują się ze światem, od którego niejako świadomie uciekają żyjąc na tym skrawku ziemi.

_MG_0312_HDR.jpeg

Ależ tutaj pięknie – powtarza każdy, kto wpada na spacer na wyspę Sandøya. Dzisiejsza Norwegia, kraina będąca przez wieki pod duńskim i szwedzkim butem, nie sprawia wrażenia kraju, który kiedykolwiek borykał się z biedą charakterystyczną dla peryferiów bogatej Europy. Do tejże Europy, klubu najbogatszych, nie chciała wstępować dwa razy. Najpierw w 1972 roku referendum zdecydowało o nieprzyłączaniu się do wspólnego, europejskiego rynku, potem, w 1994 roku, społeczeństwo obaliło myśl o przyłączeniu do struktur Unii Europejskiej. Norwegia została poza, szczęśliwa, prosperująca, wolna i bogata. Głównym źródłem wielkiej przemiany było połączenie ropy ze stosunkowo mądrą polityką wewnętrzną norweskich rządów.

Wszystko rozpoczęło się w 1969 roku, kiedy na Morzu Północnym odkryto złoża ropy, które uczyniły z Norwegii ósmego największego eksportera tego surowca, zaś przychód z niego stanowi dziś jedną trzecią norweskiego budżetu. Dzisiejsza Norwegia to dla jednych czysty socjalizm, dla innych zaś kolejny przykład państwowego kapitalizmu. Ropa dała Norwegii rozwój i społeczną szczęśliwość, jednak im bardziej wgłębić się w rozmowy z tymi, którzy w Norwegii żyją, tym bardziej alternatywny obraz kraju pojawia się przed naszymi oczyma zamglonymi bajkowymi widokami kolorowych, norweskich domków.

Norwegia – bezproblemowy kraj bogatych i szczęśliwych ludzi. Czy naprawdę?

W Norwegii trudno doświadczyć biedy w takim rozumieniu, w jakim widzimy ją u siebie. Ropa pozwoliła Norwegom na komfort życie, jakie trudno znaleźć na świecie. Posiadanie swojej nieruchomości jest normą, zarobki należą do największych na świecie. Tak, to prawda, jednak w czasie, gdy przez Europę przechodził niedawno wielki, ekonomiczny kryzys, Norwegowie ledwo zauważali, że coś jest nie tak. Wraz z cenami ropy pozostającymi na wysokim poziomie, Norwegowie, pomimo kryzysu, nadal kupowali nieruchomości i napędzali rynek. Ceny domów i mieszkań wzrosły o połowę od roku 2008, zaś poziom zadłużenia domostw należy do jednego z najwyższych w Europie.

_MG_0288.jpg

Mogłoby się wydawać, że nie ma to znaczenia, gdyż protestancka etyka pracy uchroni Norwegów przed wszelkimi przeciwnościami losu. Sprawdzała się ona w innych krajach Skandynawii, w Niemczech, w Stanach Zjednoczonych, dlaczego miałaby się nie sprawdzić także w Norwegii?

Cóż, ciężka, fizyczna praca, nie jest już czymś, co stanowi dla Norwega atrakcyjną perspektywę zawodową. Choć w norweskiej filozofii życia żadna praca nie hańbi, faktem jest, iż przez minioną dekadę prace niższego szczebla wykonywali Szwedzi, powoli już ubożejący bracia zza skandynawskiej miedzy, zaś w minionych latach coraz większą część norweskiego rynku pracy fizycznej zapełniali przybysze z Europy Wschodniej, głównie z Polski. Dlaczego? To proste. Norwegom się już nie chce. Wolą tę samą ciężką pracę jednak w biurze. Lub wypoczynek. Ciągły, permanentny wypoczynek.

Kraj, który można uznać za mistrza zewnętrznego PR-u, kraj, który przyciąga coraz więcej podróżnych świetnymi kampaniami reklamowymi, wewnątrz przybiera czasem formy opresyjne, które zaczynają irytować jego mieszkańców. Znienawidzona przez imigrantów, ale także samych Norwegów, służba Barnevernet, urząd odpowiedzialny za dobro dzieci, nie tylko słynie z tego, że często za najmniejsze przewinienie odbiera rodzinom dzieci, ale także sprawia, że dzieci zdają się mieć pełną kontrolę nad rodzicami za pomocą prostego szantaży jednym słowem – Barnevernet. Państwo norweskie lubi kontrolować swoich obywateli, wszystko dla ich dobra, i tak na przykład, gdy ktoś za wiele wydaje na alkohol (co stwierdza się za pomocą transakcji na karcie płatniczej), w domu zjawia się policja, która sprawdza, czy obywatel na pewno radzi sobie w życiu dobrze i nie przesadza z alkoholem. Coś na dzikim zachodzie liberalnego świata, zupełnie nie do pomyślenia! – rzekłby niejeden z nas. Projekt zniesienia gotówki jako formy płatności w Norwegii to jeden z tych pomysłów, który pokazuje, jak daleko może posunąć się kontrola państwa nad obywatelem.

Jest jeszcze coś, czego nie można w kontekście Norwegii lekceważyć. Tym czymś jest klimat. Piękne, norweskie lato z riwiery południowej to miesięczny epizod w kraju, w którym to nie zimno jest problemem, ale wilgoć. Deszcz, Szanowni Państwo, zwykły deszcz. Zapytajcie kogoś, kto pochodzi z Bergen, trzysta dni w roku deszcz. Człowiek, gdyby nie wyjeżdzał, chciałby się zabić. Lub przynajmniej zapić.

Wpływ klimatu na człowieka to temat rzeka, to cała historia, którą można by opowiedzieć przyglądając się jednemu tylko państwu, takiemu chociażby jak Norwegia. Norwegia walczy z wielkim problemem narkotykowym, ale także, pomimo monopolu na alkohol, pomimo kampanii społecznych i pełnej kontroli nad dystrybucją, z nadużywaniem tegoż w społeczeństwie.

Alkohol to jedyne, co sprawia, że Norwegowie otwierają się na siebie i innych. To ucieczka od naturalnego stanu narodowego introwertyzmy.

To właśnie, w opinii tych, którzy do Norwegii przybyli z innych krajów, największy problem tego społeczeństwa. Kulturowe odizolowanie się od innych, pozorna otwartość na świat i tolerancja dla tego, co obce i inne, przy jednoczesnym zamknięciu się w swoim świecie, w swojej bańce idealnego świata. Spacerując po wyspie Sandøya, nie należy spodziewać się nagłego zaproszenia do domu, jak te, o których słyszymy w relacjach z podróży do Gruzji. Nikt nie zawoła nikogo na kawę, na lampkę wina, na ciasto. Nikt nie powie nic poza zwykłym dzień dobry. Nikt nawet nie zbiera porzeczek i jeżyn rosnących przed ich domami, nikt poza spacerowiczami przybyłymi na wyspę Sandøya.

Trochę to tak jest, że wakacje w Norwegii to odrobinę jakby spacer po krainie wyśnionej, gdzie obserwowany wokół świat zdaje się być nierealną baśnią, nowym, lepszym światem, do którego nie mamy dostępu, leczy który możemy obserwować pod warunkiem, iż nie będziemy w niego ingerować.

***

Wyspę Sandøya, a także całą norweską riwierę, odwiedziłem na zaproszenie  Nordtrip

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

11 comments on “Letnia, norweska utopia. Myśli z wyspy Sandøya

  1. Ciekawa relacja – jak zwykle:)
    Norwegia to trochę taki przesłodzony raj, pokazywany do tego bardzo zręcznie przez pryzmat fiordów, kolorowych domków i głownie fotografowany i filmowany podczas ładnej, letniej pogody. Z uwagi na bogactwo które jest na tacy, rząd nie bardzo ma pomysł na poprawę czegoś co i tak by funkcjonowało, stara się stworzyć społeczeństwo idealne, w którym trudno czuć się idealnie. Szwecja ma mimo wszystko dużo więcej luzu i myślę że na dłuższa metę to lepsze miejsce do życia, może mniej cukierkowo, może skromniej ale z pewnością swobodniej. Norwegii jakoś „nie czuję”, może też ze względu na ciężki, deszczowy i chłodny klimat i ludzi którzy są również chłodno uprzejmi, niespecjalnie chyba już umiejący nawiązywać relacje i patrzących się na cudzoziemców /głównie z Europy Wschodniej/ trochę jak na parobków którzy ochoczo wykonują najcięższe prace. Szczerze mówiąc jestem ciekaw jak w dłuższej perspektywie zachowa się społeczeństwo skanalizowane w dostatnie, ale mocno krępujące ramy.

    Polubienie

  2. W lecie to musi być sielanka. Ale w zimie? Spotykam wielu Norwegów na Wyspach Kanaryjskich, właśnie zimą przybywają tu tłumnie. Są potwornie spragnieni słońca, jedyne, co ich interesuje w hotelach, to nasłonecznione pokoje. Żeby słońce świeciło popołudniu na balkon.
    Ale fakt faktem, Norwegia to przepiękny kraj!

    Polubienie

  3. Ta architektura zachwycała mnie od zawsze. Przeniosłam się na moment do twojej sielanki, dziękuję.
    Czytając ten wpis wróciłam też myślami do mojego pobytu w Oslo. Poznałam tam dużo nieszczęśliwych ludzi. Zapijających się (nie tylko przez pogodę), mających problemy z pracą i kupnem pierwszego mieszkania. Takie wyzwania czekają ludzi na całym świecie, w Norwegii też.

    Polubienie

  4. Czyli co? Jednak da się coś wyrapować?
    Zabrali mi dzieci, popadłem w alkoholizm, przestałem płacić za dom?

    Polubienie

  5. Uwielbiam takie wyspy z dala od zgiełku i urocze domostwa, w którym można schować się i chillowac. Norweskie wsie idealne na taki scenariusz.

    Polubienie

  6. Piękna wyspa, chociaż zastanawiam się jak wyglądało to miejsce, zanim zaczęli tam przyjeżdżać turyści, no i co mieszkańcy sądzą o takim przekształceniu ich wysepki w miejsce przyciągające masy spacerowiczów. Jak jest się w takim miejscu jeden dzień, to wszystko jest piękne i zachwycające. Ciekawe jednak czy tubylcy, mieszkający tam na stałe, a niekoniecznie zaangażowani w rozwój lokalnego przemysłu turystycznego, też są tak zadowoleni z przyjezdnych. Ciekawe jest ostatnie zdanie Twojego artykułu – w pełni oddaje urok krótkich wyjazdów. Bo gdyby dłużej w tej Norwegii (i każdym innym miejscu na świecie) pobyć, to i spojrzenie na lokalną rzeczywistość byłoby bardziej realne. No ale to jest właśnie czar krótkich wypadów – możemy pozostać w naszej odrealnionej bajce i dalej żyć naszymi wyobrażeniami.

    Polubienie

  7. Bardzo fajną opcją jest to, że mieliśmy podczas wyjazdu do dyspozycji łódkę, dzięki czemu mogliśmy dotrzeć do takich fajnych miejsc, a poza tym zobaczyć wyspę od strony morza. To zawsze dodatkowa perspektywa.
    Miejsce jest bardzo fajne natomiast jak dla mnie tylko w wymiarze odwiedzin, spacerku na max weekend. Jeżeli miałbym tu spędzić całe wakacje, a nawet zamieszkać to chyba z dobrym abonamentem wykupionym u psychoanalityka. 🙂

    Polubienie

  8. Uwielbiam Twoje pisanie, ale ten wpis ….Hmmm. Oczywiście każdy ma i może mieć swoje zdanie. Na swojej stronie można pisać…..wszystko. I tutaj tego wszystkiego jest zbyt dużo.
    „Dzieci zdają się mieć pełną kontrolę nad rodzicami za pomocą prostego szantaży jednym słowem – Barnevernet”-uważasz, że dziecko wychowane w normalnych warunkach będzie w takowy sposób szantażować rodziców? Uważasz, że za małe przewinienia odbierane są dzieci? Tak, wiem….rozumiem. Opinie innych i pewnie lektura niedawno wydana w Polsce. Fakt Norwegowie są introwertykami, ale zarazem spędzają dużo czasu w kręgu rodzinnym…To źle, że chodzą na wycieczki z dziećmi do lasu, na plażę, a nie ucztują przy grillu z kolegami? A pogoda 🙂 Fakt !W wakacje często pada deszcz :), ale też jest gorąco, upalnie, że na taras nie chce się wyjść 🙂 Nie chcę, aby ten komentarz był na zasadzie -wiem lepiej. Tylko zerkanie na życie Norwegów, życie w Norwegii z trochę innej perspektywy, czasem przez różowe okulary….

    Polubienie

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s