Felietony TOP

Dlaczego warto podróżować z kimś, czyli o pięknie moich podróży z Magdaleną

Krótka historia o tym, jak dobrze nam się żyje z Magdaleną

Listopad – miesiąc przemyśleń. To chyba przez tę aurę krakowską, wielce niesprzyjającą, przez ten fakt, iż nie wolno wychodzić, bo smog nas zabije, i przez to, że tylko czekam na kolejną, ostatnią już w tym roku podróż poza kraj. Siadam więc wieczorami w domu i myślę, a gdy coś wymyślę, zaczynam pisać. Nie tylko przyznałem się ostatnio do tego, iż mam predyspozycję do uzależnienia od podróży, ale także zdałem sobie sprawę z tego, że bywam czasem małym egocentrykiem. Wszystko ja, ja i tylko ja. Tak jakbym podróżował zupełnie sam przez te wszystkie lata i zupełnie sam wszystkiego doświadczał. A przecież nie jest to prawdą. W większości przypadków, poza może kilkoma samotnymi wypadami, w świat wyruszam z kimś. Ten ktoś mógłby być drugim autorem tego bloga, mógłby przynosić Wam zupełnie inne, równie ciekawe obserwacje, mógłby mnie krytykować za takie, a nie inne opisywanie rzeczywistości, jednak tego nie robi. Bo ten ktoś jest osobą skromną i nielubiącą wychodzić na scenę. To swoista szara eminencja tej strony, która jednakże przewija się przez prawie wszystkie opowiadane przeze mnie historie.

Tym kimś, o kim dziś myślę i piszę, jest Magdalena, moja żona.

Kilka lat temu do Polski zawitało lato, które zapamiętałem jako niezwykle gorące i słoneczne, po prostu idealne. Po kilku miesiącach ciągłej pracy myślałem wtedy tylko o tym, by uciec gdzieś oczyścić umysł i opalić ciało. Padło na Ukrainę, miejsce wtedy sielskie i przewidywalne, choć pełne wschodniego polotu. I  tego właśnie ciepłego, słonecznego lata, zaledwie kilka miesięcy po tym, jak się poznaliśmy, postanowiłem, iż na wakacje pojadę sam! Bo przecież wiele rzeczy do tej pory robiłem sam i nie myślałem jeszcze w liczbie mnogiej. Ten dzień. Pociąg do Odessy już stał na peronie. Odprowadziła mnie pod sam wagon, pocałowała, pomachała. Nie wyglądała na nieszczęśliwą, tak przynajmniej wtedy myślałem. Przejechałem kawał kraju, jednak gdy już byłem we Lwowie, stwierdziłem, że może ją zaskoczę i wrócę wcześniej do domu. Wróciłem, zaskoczyłem, a jakiś czas potem dowiedziałem się, że tego dnia na dworcu miała przy sobie paszport i była gotowa w każdej chwili wsiąść do pociągu i ruszyć ze mną w pierwsze wspólne wakacje. Wakacje, których wtedy nie potrafiłem zorganizować dla nas, bo myślałem tylko o sobie.

Więcej tego błędu nie powtórzyłem. I tak od kilku lat, jedynie z małymi wyjątkami, które uzgadniamy wspólnie, przemierzamy razem ten cały nasz interesujący świat. Każde z nas jest totalnie inne i każde odpowiada za coś zupełnie innego. Jest wiele prawdy w tym, że przeciwności się przyciągają, a pary się wzajemnie dopełniają. Ona – nerwowa, impulsywna, pełna życia, otwarta, pełna improwizacji. Ja – flegmatyczny, opanowany, wiecznie zorganizowany i zaplanowany. Gdy podróżujemy razem, każde z nas przejmuje odpowiednie role i zadania. Ja organizuję wszelkie sprawy techniczne: przejazdy, noclegi, loty, zwiedzanie. Na miejscu jestem jak chodząca Wikipedia. Ona czasami zapomina, gdzie leci za tydzień, ale gdy dotrze na miejsce, zawsze zwróci uwagę na coś, czego ja nawet nie zauważę.

Ponad wszystko jednak, Magdalena przejawia niesamowity talent do przyciągania ludzi. Chyba przy nikim w swoim życiu nie wyzbyłem się swojej aspołeczności tak, jak przy niej. Może i zwierzęciem towarzyskim nie jestem, ale odkąd ją znam, wśród ludzi przebywać lubię. Do tej pory pamiętam, jak podczas naszej pierwszej wspólnej podróży, gdy przemierzaliśmy wąskie uliczki marokańskiego Fezu, Magdalena zauważyła nieco zagubionego i niewyglądającego najlepiej podróżnika z Zachodu. Zagadała ot tak po prostu. Po chwili wiedzieliśmy, że czymś się zatruł, przeszliśmy się z nim do hotelu, a Magdalena od razu podała mu niezbędne leki. No właśnie, bo moja ukochana małżonka w innym wcieleniu musiała być farmaceutą albo przynajmniej magikiem. Uwielbia leki i wie o nich prawie wszystko, co zresztą często ratuje niejednemu życie. Uratowały Edwarda, z którym jakoś tak się stało, że pozostajemy w kontakcie. Przez lata wymienialiśmy się mailami, aż w końcu w zeszłym roku ponownie spotkaliśmy się – najpierw w Polsce, potem w Lizbonie, a wkrótce być może na Islandii. Choć na co dzień jest daleko, stał się dalekim przyjacielem rodziny.

Nie mogę też pominąć pewnej kwestii technicznej. W stopce bloga piszę, że zdjęcia zamieszczane na nim są własnością autora. A powinno być de facto własnością „autorów”. Prawie zawsze podróżujemy z dwoma aparatami. Magdalena dzielnie nosi na szyi lustrzankę Nikona, podczas gdy ja fotografuję wyglądającym na analoga aparatem Fujifilm X100, za którym ona nie za bardzo przepada. Gdy wracamy i zgrywamy zdjęcia na komputer, okazuje się, jak bardzo różne sprawy przyciągają naszą uwagę. Ja kieruję obiektyw na rzeczy martwe, na architekturę, na zabytki, na piękne widoczki i pocztówkowe ujęcia. Magdalena spogląda w stronę człowieka, w stronę mieszkańców, obserwuje ich radości i smutki, a czasami po prostu fotografuje tę brzydszą stronę odwiedzanych przez nas miejsc. Wiele pięknych zdjęć na blogu to po prostu jej dzieło.

Kiedyś zasłyszałem lub też przeczytałem opinię, iż prawdziwe podróżowanie realizuje się tylko w pojedynkę. Niby tak, ale jeśli podróżowanie jest równie przyjemne jak seks lub jedzenie w restauracji, to wiadomo – samemu to nie to samo!

Jest kilka powodów, dlaczego jeżdżenie razem jest dla mnie lepsze od jeżdżenia w pojedynkę.

1. Podróże cementują związki (lub je rozwalają) – jeśli przeżyjecie ze sobą podróże, przeżyjecie wszystko

Podróżowanie ma to do siebie, że stanowi niesamowity test relacji międzyludzkich. Zagrożenia związane z wyjazdami z przyjaciółmi to temat osobny, ale w związku jest podobnie. Albo się umocni, albo się rozpadnie. Przeszedłem przez oba etapy. W przeszłości rozpadł się jeden związek, gdyż w podróżniczo-emigracyjnej rzeczywistości okazało się, że nie jesteśmy najwidoczniej takimi ludźmi, za jakich się uważaliśmy. Dla odmiany, z Magdaleną nasz związek w podróżach się umocnił. Nie tylko dlatego, że podczas wyjazdów jestem lepszym człowiekiem aniżeli w życiu osobistym, ale także dlatego, że wyjazdy to czas dla nas samych, czas, kiedy możemy ze sobą długo porozmawiać i nikt nam nie przeszkadza.

2. Poznanie przyzwyczajeń i zachowań partnera

W życiu związkowo-randkowym ludzie projektują siebie. Pokazują drugiej połówce to, co chcą, aby ona zobaczyła. Dopiero w chwili, gdy zamieszkają razem, zaczyna się poznawanie partnera lub partnerki od tej najprawdziwszej strony. A w podróży to poznawanie wchodzi na jeszcze wyższy poziom. Obserwujemy swoich ukochanych w stresujących sytuacjach, w sytuacjach fajnych, w konfrontacji z innymi kulturami, w stosunkach z innymi ludźmi.

3. Co dwie głowy to nie jedna, ale cztery to już za dużo

Niby taka oczywistość, a jak ważna i prawdziwa. Tak w planowaniu, jak i realizowaniu ważne jest, aby dyskutować, wymieniać się pomysłami, zgadzać lub nie zgadzać się. Tak zwana burza mózgów z reguły kończy się najlepszymi rozwiązaniami.

Ta sama reguła w odniesieniu do podróżowania w grupie już nie działa. W mojej osobistej opinii, gdy jedzie się gdziekolwiek w więcej niż dwie osoby, zawsze w grupie powinien przewodzić wybrany lub samozwańczy, ale akceptowany, kierownik. Demokracja w wyjazdach się nie sprawdza, a w parze jest niemożliwa do wyegzekwowania.

4. Pamięć i współdzielenie pięknych chwil

W tym ogromnym natłoku podróży, które odbyliśmy w ostatnich latach, pojawia się jeden problem – jak to wszystko zapamiętać! Można prowadzić dzienniki, można notować większość ważnych chwil, można pisać bloga, ale zawsze coś nam z pamięci ucieknie. Szczególnie mnie. Moja kurza pamięć jest już prawie legendarna. Potrafię zapomnieć co mówiłem 10 minut temu. Na szczęście jest ze mną ktoś, kto ma pamięć absolutną. Gdy potrzebuję sobie coś przypomnieć, pytam ją. A jeśli ona nie wiem, wtedy dopiero zaczynam grzebać w notatkach, mailach i zdjęciach. Pamięć to jedno, ale wiecie, czasami po prostu miło usiąść wieczorem przy winie i powspominać te piękne, śmieszne albo nawet straszne chwile z naszych wspólnych wojaży.

5. Opieka nad drugim człowiekiem

Każde z nas zaliczyło jakiś moment słabości na wyjazdach. A to zatrucie żołądkowe, a to kontuzja nogi niepozwalająca praktycznie chodzić. Wiem, że w takich chwilach nie ma nic bardziej kojącego niż świadomość, że ktoś jest obok ciebie i po prostu ci pomoże.

7. Po co płacić za jednego, jak można zapłacić za dwóch

Może to kwestia zupełnie przyziemna w tym całym romantycznym poście, ale najzupełniej prawdziwa. Podróżowanie w dwójkę jest ekonomiczne, bo koszty dzielone są na dwie osoby. Często koszt noclegu dla jednej osoby nie różni się znacznie od ceny za dwójkę. Podobnie z jadaniem w restauracjach – będąc w Indiach czy w Chinach i wybierając się na wielką ucztę, nie da się zjeść wszystkiego samemu, nie wspominając już o tym, że na przykład w Chinach nikt nie chodzi sam na kolację do knajpy.

Najważniejsze jest jednak to, że podróżuję z Magdaleną, bo nie lubię tęsknić. Jak ktoś tęskni, to chyba bardzo kocha, prawda?

Jak widzicie, jest wiele powodów, by podróżować razem. A Wy jak lubicie podróżować? 

37 comments on “Dlaczego warto podróżować z kimś, czyli o pięknie moich podróży z Magdaleną

  1. Razem najlepiej! Uwielbiam ten wpis! ❤ pozdrowienia ode mnie i Tomka z Zieleńca! 🙂

    Polubienie

  2. Dobry post, fajnie się czyta! My w tandemie też już 8 lat… pisząc to zorientowałam się, że w tym momencie on jest w LA, a ja za kilka dni mam samolot do Lizbony. To chyba pierwszy raz, kiedy każdy solo. Tak wyszło, chyba potrzebujemy oddechu po wspólnym gap yerze. Takie wnioski na szybko 🙂

    Polubienie

  3. No no. Niesamowicie fajnie coś takiego przeczytać. Brawo Wy.

    Polubione przez 1 osoba

  4. „Podróżowanie jest równie przyjemne jak seks lub jedzenie w restauracji, to wiadomo – samemu to nie to samo!” – wygrałeś Internety dzisiaj! 🙂 Będę Cię cytować.
    A tak serio, to po latach samotnych włóczęg znalazłem kobietę, która chce łazić ze mną. I z jednej strony się bardzo cieszę, ale z drugiej – gryzę się straszliwie, co to będzie, co to będzie… Ale wpisy, takie jak ten, podnoszą mnie na duchu. 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  5. Smok Laurenty Gromczakiewicz

    Piękny wpis. Napisałeś to co siedzi w naszych głowach. Podróżujemy we dwójkę, teraz od pół roku ciągle w drodze i jest jak w tym przysłowiu: „radości mnożymy przez dwa, a smutki dzielimy przez dwa”.
    A przy okazji wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Czytelników bloga z okazji Nowego Roku 2072, bo w Nepalu jakoś tak inaczej czas się liczy 🙂
    Pozdrowienia z Bhaktapuru
    Dwugłowy Smok

    Polubienie

  6. Pingback: Sziraz. W mieście Hafeza, poezji i udanych zakupów | WOJAŻER

  7. Myślę, ze podstawą jest współdzielenie pasji 🙂 bo po co jechać z kimś kto będzie Ci cały dzień narzekał, ze jest brudny, zmęczony i głodny 🙂 wtedy to nawet Nowa Zelandia moze wydawać sie brzydka 😉
    Ja nie lubię podróżować sama, bo chyba mam zbyt duzego cykora, ze jak coś sie stanie to zginę i przepadnę, ale absolutie rozumiem tę potrzebę, bo mam świadomość, ze na końcu świata, samemu mozna złapać prawdziwy systans do rzeczywistosci.

    Polubienie

  8. Pingback: Inspirująca włoszczyzna z niewłoskich blogów #3Primo Cappuccino - Włochy z pilockiego życia wzięte

  9. Pingback: Inspirująca włoszczyzna z niewłoskich blogów! #3 - Primo CappuccinoPrimo Cappuccino - Włochy z pilockiego życia wzięte

  10. czym się zajmujesz za dnia zwykłego?

    Polubienie

  11. Generalnie tak, lepiej samemu. Ale przychodzi czas – głównie dla mężczyzn chyba – że chce się mieć czas, aby zerknąć w siebie. I w tedy inni przeszkadzają.

    Polubienie

  12. Podrozuje z synkiem (ktory podroze uwielbia) i mezem, ktory zanim mnie poznal, za granica byl RAZ (!) i to nie z braku funduszy 😉 To ja wszystko organizuje, a maz od jakiegos czasu przekonuje sie, ze podroze to jednak fajna sprawa 😉 Mimo, ze na pewno wiecej udaloby mi sie zobaczyc samej, to nie wyobrazam juz sobieteraz podrozy byz moich chlopakow!

    Polubione przez 1 osoba

    • Czyli zupełne odwrócenie ról! Ja też znam takie pary, gdzie facet kompletnie nic nie ogarnia i w ogóle zastanawia się o co chodzi z tym podróżowaniem i po co to robić? 🙂 ale zawsze po wyjeździe są mega zadowoleni! Pozdrawiam!

      Polubienie

  13. My też od lat jeździmy razem. Ciężko znaleźć kogoś, z kim da się wytrzymać tygodnie czy nawet miesiące 24/7, ale jak już się znajdzie to – przynajmniej dla mnie – podróżowanie razem jest o wiele przyjemniejsze niż samotne. Bo w końcu co mi po pięknym zachodzie słońca, jeśli nie mogę się nim z kimś podzielić…?
    Pozdrawiamy z Kambodży
    Ola i Paweł z 8 stóp
    (i pozostałe 4 stopy też pozdrawiają:)

    Polubienie

  14. Podpisuję się rękami i nogami pod tym co napisałeś! Uwielbiam podróżowanie we dwójkę, nie mniej, nie więcej. Dwójka jest magiczna 😉 Poza tym wszystkie Magdaleny to wyjątkowe dziewczyny 😉

    Polubienie

  15. Każda forma podróżowania ma swoje plusy i minusy. Choć od kilku lat przez większość czasu jesteśmy razem, nadal cenię samotne wypady, dla zebrania myśli.

    Polubienie

  16. Nigdy nie podróżowałam sama, w ogóle mnie do tego nie ciągnie, nie mam takiej potrzeby. Wystarcza mi samotny spacer lub kilka godzin spędzonych samotnie w domu. Gdy nie byłam w związku, to podróżowałam z kimś z rodziny lub znajomych. Ale teraz, gdy mam chłopaka, to właśnie z nim najlepiej mi się podróżuje. Nie znaczy to jednak, że podróże mijają nam całkiem bez spięć 😉

    Polubienie

  17. Jakiż to piękny post pochwalny dla Twojej żony. Musisz mieć na prawdę sporo przemyśleń, skoro dotarłeś aż do swojej drugiej połowy. Wydaje mi się, że często z egocentryzmu w życiu w pojedynkę dociera się do egocentryzmu w związku, kiedy po kilku latach bycia razem obecność drugiej osoby jest tak oczywista, że przestaje być dostrzegalna. Fajnie, że nie tracicie siebie z oczu. Pozdrawiam.

    Polubienie

  18. Piękne świadectwo wspólnej drogi!
    Ja niestety jeszcze nie wiem jaka droga mnie czeka. Do tej pory podróżowałam sama, czasem z koleżanką, która ma nie mniejszego travel buga. Jednak mój obecny partner ma zupełnie inne usposobienie. Jeśli więc na Teneryfie pojawimy się w pojedynkę, znaczy, że ktoś utonął, został wrzucony do Pico del Teide lub pożarły go kanarki. Nie wiem co będzie 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • No mam nadzieję, że jednak zastaniemy Was oboje! A tak w ogóle – updejt a propos Teneryfy, musieliśmy zmienić auto na większe, bo przylecą z nami jeszcze 3 osoby, więc nie damy rady już nikogo zabrać na pokład. Tak więc mam nadzieję, że będziecie zmotoryzowani i że wybierzemy się na ten wspólny wypad. Aha, mam już zarys planu, więc na priv możemy omówić!

      Polubione przez 1 osoba

  19. Podpisuję się pod wszystkim, o czym napisałeś. Jeśli podróż, to we dwójkę!

    Polubienie

  20. Też lubię podróżować z moim narzeczonym, bo właśnie te wspólne doświadczenia, przeżycia, wspomnienia cementują związek, pozwalają sprawdzić się w różnych sytuacjach. Ok, czasem są też powodem do różnych spięć, ale pozwalają też je wypracować. Podróże all alone też mają swój klimat, ale jednak mając ukochaną osobę przy sobie, człowiek czuje się bardziej bezpiecznie i tak ogólnie lepiej 🙂

    Polubienie

    • Mi się wydaje, że w zdrowym związku 9 na 10 podróży to wypady wspólne, a 1 na 10 to samotny. Czasami ludzie po prostu chcą oczyścić umysł ze wszystkiego. Choć w ostatnich latach te samotne wypady zastąpiła mi kolarka – wypedałowanie 2 czy 3 tysięcy kilometrów w sezonie to jednak długa chwila na samotność i przemyślenie wielu spraw 😉

      Polubione przez 1 osoba

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s