Ameryka Przewodniki USA

Wyjazd do USA. Przewodnik praktyczny

image

Deszczowy, listopadowy dzień. Szaro, zimno i mokro. Stałem w na ulicy Stolarskiej w Krakowie w oczekiwaniu na mojego amerykańskiego profesora, z którym miałem omówić kilka kwestii związanych z  pracą magisterską. Stałem, patrzyłem, i nie mogłem przestać dziwić się tym ludziom, którzy w urągających warunkach, na ulicy, oczekiwali w kolejce na rozmowę z konsulem. Tylko po to, aby dostać się do USA – najwspanialszego kraju na świecie – przynajmniej według nich.

Nie minęło wiele czasu, gdy stałem tam i ja. Na szczęście latem, słońce przynajmniej pięknie grzało. Do tego dnia powtarzałem sobie, że nie polecę do Stanów dopóki nie zniosą wiz. Dumnie brzmi, prawda? Jakże patriotycznie! Tak naprawdę chodziło o to, że nie czułem potrzeby, by tam się w ogóle wybierać. Nadal w duszy grała mi Azja, z której niedawno wróciłem, i ostatnią rzeczą, której pragnąłem, to wyjechać w objęcia wujka Sama. Ale życie ma to do siebie, że narzuca nieraz dynamikę zupełnie niespodziewaną. I tak na początku 2009 roku poznałem Magdalenę. W połowie tegoż roku kazała mi wyrobić sobie amerykańską wizę, zaś pod koniec tego ciekawego roku jadłem wigilijny barszcz z jej rodzicami w Hartford, Connecticut. I tak sobie teraz myślę, jaka by to była szkoda, gdybym do tych Stanów jednak nie pojechał! Życie wydawało by się bez nich jakoś tak nie do końca pełne.

Temat wiz do USA jest chyba trochę obciążony negatywnymi emocjami związanymi z historiami cioci wujka kuzynki naszego dziadka, która nie dostała wizy. Znacie kogoś takiego? Ja nie. Owszem, tego pięknego słonecznego dnia, gdy czekałem na swoją kolej pod amerykańskim konsulatem, otaczała mnie niemała grupa ludzi obgryzających paznokcie i nerwowo potrząsających nogami. Będąc w środku też widziałem zapłakane osoby, które odchodziły od okienka ewidentnie niezadowolone. Tak to chyba jest, że jak się bardzo chce, to czasami się nie może. Mi kompletnie nie zależało. Jak się uda, będzie super, jak nie, świat się nie załamie. Przyszedł w końcu czas na mnie, więc podchodzę do okienka, patrzę na konsula, a ten pyta uparcie po polsku, gdy ja właśnie pragnę pochwalić się swą płynną angielszczyzną, jaki jest mój cel podróży do USA – najwspanialszego kraju na świecie – według niego oczywiście. Tak więc odpowiadam, że zaręczyć bym się chciał w Nowym Jorku, co nie do końca było prawdą, bo to mi przyszło dopiero do głowy dwa lata później i dwa miesiące za wcześnie. Nowy Jork się moich zaręczyn nie doczekał koniec końców, bo Włochy okazały się na to miejscem odrobinę lepszym, ale konsul historię polubił, pieczątkę przybił i po wielu dniach oczekiwania, dziesięcioletnia promesa wizowa dotarła do mnie w sam raz na czas, abym mógł wyruszyć w podróż po Ukrainie. Co ważne, zanim polubił tą historię, zapytał się, czy ta, której chcę się oświadczać, jest Amerykanką czy Polką? Polką! Dobrze! A mieszka tam, czy tu? Tu. Dobrze! A co robi? Studiuje prawo. Dobrze! Gdyby przyszło Wam do głowy mówić, że jedziecie się zaręczać z Amerykanką, szczerze radzę się zastanowić!

Taki komentarz odnośnie wiz. Gdy to, co napisałem zobaczyła Magdalena, skomentowała to w następujący sposób:

„Bardzo mi się nie podoba fragment o wizach. (Temat) jest chyba nie do końca dobrze zrozumiany mężu przez Ciebie, patrzysz na to ze swojego krzesła pomarańczowego i dziwi Cię historia wujka i cioci, a właśnie Ci wszyscy obgryzający paznokcie od 7 rano i stojący jak na odstrzał przeżywają całe swoje życie, żeby zobaczyć swoich bliskich po latach. To takie traktowanie trochę tematu po łepkach, więc wolałabym aby tego fragmentu nie było, niż to co przeczytałam. Jestem rozczarowana. Ot, tyle. Ja nigdy z wizą problemów nie miałam, ale znam tych którzy mieli, znam tych którzy nie dostali, te ciotki., tych wujków, płacz, żal, smutek i wielokrotnie zwyczajny wkurw.”

I muszę tutaj przyznać mojej żonie rację. Z mojej perspektywy, czy też perspektywy moich znajomych, wiza to po prostu jedna z wielu spraw formalnych, które trzeba załatwić. Dla wielu innych jest to podróż przez mękę, jakiej nie jestem w stanie sobie wyobrazić, naładowana emocjami i tęsknotą. I to z myślą o tych właśnie ludziach, mam nadzieję, że pewnego dnia, władze USA w końcu zniosą wizy dla obywateli Polski.

Promesa wizowa? Ha! No właśnie! Bo to, że wiza amerykańska jest droga, zapewne już słyszeliście, prawda? Owszem, niemała kwota opuszcza portfel, by zasilić amerykańską gospodarkę i gdy już myślisz, że zasilisz ją jeszcze bardziej, gdy dotrzesz na miejsce, ja Ci mówię –  nie bądź taki szybki Bill! Wiza amerykańska jest de facto promesą wizową. Ostateczną decyzję o tym, czy na terytorium USA wjedziesz, czy też pocałujesz klamkę i trafisz do aresztu deportacyjnego, podejmuje urzędnik imigracyjny na lotnisku. I wiedz, że nie masz z nim żadnych szans, gdyż ich decyzje są niezawisłe i nikt ich nigdy ani nie zweryfikuje, ani nie podważy.

Dlatego wszystkim udającym się do Stanów, proponuję profilowanie urzędników imigracyjnych. Jak wiecie, profilowanie to rzecz normalna. Masz brodę, mówisz z arabskim akcentem, nosisz dziwne ciuszki z Bliskiego Wschodu, masz szansę na specjalną kontrolę. Oczywiście chwilę później, dla dobra politycznej poprawności, ten sam urzędnik poprosi na bok 99 letnią staruszkę, której ojciec prowadził stację benzynową przy Route 66, tak więc wszystko będzie w porządku! Dlaczego więc my nie możemy profilować ich? Gdy lądowaliśmy z Magdalenę na JFK w Nowym Jorku, wielka kolejka do immigration ciągnęła się w nieskończoność. W pewnym momencie dochodziło się do punktu, w którym de facto mogliśmy wybrać, do której ostatecznej kolejki się ustawimy. A wtedy szybki przegląd urzędników. Oooo, ten ma dobry humor, stoimy do niego!

  • Jaki jest Państwa cel wizyty w USA?
  • Przyjechaliśmy wspierać waszą gospodarką. Na zakupy znaczy się. I wakacje.

Kilka uderzeń tu i tam i pieczątka na pół roku wbita. Nigdy te pół roku się nie zatrzymujemy, ale też nigdy wspomnianego urzędnika nie oszukujemy. Bo jakby na to nie patrzeć, my naprawdę przyjeżdżamy tam wspierać ich gospodarkę! To, czy spotkamy się z rodziną i znajomymi, nie powinno dla nich być problemem. Przyjeżdżamy z pustymi walizkami, posiedzimy dwa, trzy tygodnie, po czym wracamy do Polski z przeładowanymi walizami.

Przyzwyczaiłem swoich znajomych, że podróżuję, by poznawać kulturę, kraj, ludzi, by zwiedzać zabytki i spędzać całe dnie na odkrywaniu ciekawych miejsc. Ze Stanami jest zupełnie inaczej. Ponieważ wiem, że w zasadzie co roku będę je odwiedzać, mam do nich inny stosunek. Z niczym mi się nie spieszy. Identycznie jak z Włochami, gdzie lubię wracać ot tak po prostu. Najpierw ludzie, których tam mamy, potem rzeczy, które tam kupujemy, i na końcu miejsca, które przy okazji zwiedzamy – tak się mają sprawy z tym rejonem świata. Jak na razie w ogóle nie wykroczyłem poza wschodnie wybrzeże. Poznałem Nowy Jork, Boston i Waszyngton, do tego Hartford i kilka mniejszych miast w okolicach. Taki ogrom jeszcze pozostaje do odkrycia, a ja nie mogę się nacieszyć tymi trzema miejscami, które znam z filmów oglądanych od dzieciństwa. Więc wracam bez przerwy.

Poznanie i zobaczenie całych Stanów to rzecz praktycznie niemożliwe. Nie ma się co dziwić, że są Amerykanie, którzy przez całe swoje życie nie wyjadą z kraju choćby raz. Ba, są nawet tacy, którzy nie mają potrzeby opuszczać Nowego Jorku, bo cały świat mają tam podany na tacy! Ale czy Nowy Jork to w ogóle Stany? Nie do końca. W wielkim jabłku możesz się przeglądać bez końca, ale nie zobaczysz tam tej „prawdziwej” Ameryki. By ją odnaleźć, musisz pojechać w interior.

Jeśli jednak wybierasz się choćby na to wschodnie wybrzeże, zdobędziesz wizę do USA, przychodzi kilka spraw, które trzeba zorganizować: loty, spanie i przemieszczanie!

Latanie do USA to w tych czasach akurat najmniejsze zmartwienie. Nie chodzi nawet o to, że lotów jest dużo. Owszem, jest ich wiele! Chodzi bardziej o to, że bilety lotnicze do USA potrafią być naprawdę tanie! Rok temu doleciałem do Nowego Jorku za 1000 zł w dwie strony, dwa lata temu za 1250 złotych w dwie strony, w tym zaś dolecę za 750 złotych w dwie strony. Jeśli chodzi o wygodę, najszybciej poszło w 2009 roku, kiedy lecieliśmy z Warszawy LOT-em. Wtedy jednak za bilet płaciliśmy normalną cenę. Równie wygodny był lot za 1250 zł, bo miał w sobie tylko jedną przesiadkę – w Londynie. Najmniej fajny był ostatni lot – Alitalią za 1000 zł. Za dużo przesiadek. Nadchodzący lot zapowiada się ciekawie, tutaj zaszaleliśmy z ilością lotów. Żeby dotrzeć do Stanów wylecimy z Warszawy do Frankfurtu, z Frankfurtu do Kanady, w końcu z Montrealu do Newark koło Nowego Jorku. Takie okazje lotnicze bez problemu znajdziecie przeglądając najpopularniejszy portal łowiący błędy lotnicze lub promocje – Fly4Free. Wystarczy w oknie szukaj wpisać „tanie loty do USA”, żeby zobaczyć, jaka ilość tego typu okazji miała do tej pory miejsce. Jeśli tylko mamy elastyczność co do wyboru terminu, nie będzie najmniejszego problemu ze znalezieniem czegoś odpowiedniego.

Z przemieszczaniem się po USA, samolotem oczywiście, tak pięknie już nie jest. Przyjemności tej jeszcze nie doświadczyłem, bo gdy płaci się 230 dolarów za lot z Polski za ocean, to trudno potem wydać 250 dolarów za lot np. z Nowego Jorku do Waszyngtonu. Nie znaczy to, że nie ma opcji taniego latania po USA. Są, tylko nie tak dużo jak w Europie. Ja po moich Stanach podróżuję na dwa sposoby:

AMTRAK – amerykańskie PKP. Jest fajne, czyste, ma ciche wagony (tak, nikt Cię tam nie zmusi do słuchania jakie ktoś ma denne życie!). Warto kupować bilety z wyprzedzeniem i na ich stronie. Dla przykładu – pociąg jadący 6 godzin z Hartford do Waszyngtonu kosztował 100 dolarów w dwie strony. Taki sam dystans jak Kraków – Gdańsk można więc przejechać za 300 złotych w dwie strony, czyli tyle samo ile w Polsce. Ten sam bilet, jeślibym go kupił w dniu wyjazdu w Kasie, kosztowałby mnie drugie tyle.

GREYHOUND / PETER PAN / MEGA BUS – amerykańskie Polskie Busy. Kupujesz bilet online, drukujesz bilet na papierze (tak, Amerykanie nadal lubią papier w autobusach!) i wyruszasz w drogę! Kupując odpowiednio wcześniej, możesz naprawdę zaplanować tanie przemieszczanie się. Przykłady? Nowy Jork – Hartford: 5$ za osobę w jedną stronę. Hartford – Boston: 7.5$ w jedną stronę (Peter Pan). Hartford – Nowy Jork w tym roku kosztował mnie 1.5$ za osobę. A sklecenie 3 dniowego długiego weekendu w NYC i Waszyngtonie, łącznie 30$ za osobę za trasę Hartford – Nowy Jork – Waszyngton – Nowy Jork – Hartord (Mega bus + Peter Pan).

A co z noclegami? Tutaj niestety nie jest kolorowo. Jeśli nie masz znajomych lub rodziny (jak my), to musisz pomyśleć o tym, gdzie spać. Jeśli jedziesz budżetowo i lubisz couchsurfing, to masz odpowiedź na pytanie „Gdzie spać?” Jeśli jednak chcesz mieć święty spokój i po prostu łóżko, do którego wskoczysz po całym dniu zwiedzania, Stany do najtańszych nie należą! Ja używam dwóch kanałów rezerwacji – Booking.com, bo przez nich rezerwują większość noclegów. Powód? Nie trzeba nic płacić do dnia przyjazdu, a jak wiadomo, wszystko może się wydarzyć, więc po co płacić z góry? Drugi kanał to Airbnb, które mocno reklamuje się na portalach publikujących lotnicze promocje. Z Airbnb sprawa jest taka, że wynajmujesz pokój / dom / mieszkanie / loft / dom na drzewie, cokolwiek co Ci przypadnie do gustu. Wchodzisz w relację gość – gospodarz, ale nadal płacisz, nie jesteś darmowym gościem. Airbnb ma ten minus, że rezerwując, płacisz z góry plus doliczana jest jakaś tam opłata manipulacyjna. Serwis ten sprawdził się podczas ostatniego pobytu w Nowym Jorku, gdy noclegi na Manhattanie dobijały swoimi kosmicznymi cenami, postanowiliśmy z Magdaleną zamieszkać w lofcie na Chinatown. To miejsce z duszą i cudowną właścicielką, totalnie nas urzekło. A noc kosztowała nas 1/3 ceny najpodlejszego hotelu w okolicy. Przez Airbnb zarezerwowałem jedną noc, a co do reszty dogadaliśmy się poza serwisem tak, abyśmy wszyscy wyszli na tym korzystniej. Jeśli jednak zdecydujesz się na rezerwację hotelu przez Booking.com, pamiętaj, że cena, którą widzisz w ichniejszej wyszukiwarce, nie jest ceną ostateczną! Do każdej kwoty należy powiem doliczyć odpowiedni dla każdego stanu podatek, dla przykładu, w Nowym Jorku czy Waszyngtonie wynosi on prawie 15%. I uwierzcie mi, przy ich cenach, 15% boli!

Podobnie sprawa ma się jeśli chodzi o zakupy w Stanach. Gdy idziecie do sklepu, cena, którą widać na metce, nie jest ceną ostateczną. Tak więc koszulka za 10 dolarów będzie w Nowym Jorku kosztować 10,90$ po dodaniu podatku od sprzedaży. Podstawy matematyki (procenty) i wiedza na temat podatków, przydają się zatem zdecydowanie! Wiedzą potoczną jest to, że w Stanach opłaca się robić zakupy. Dla niektórych może to być dziwne, ale jadąc do USA z pustą walizką i wracając z bagażem pełnym zakupów, można zaoszczędzić gigantyczne pieniądze. Zawsze opowiadam znajomym anegdotę o koszulach Hilfigera. Ile w Polsce trzeba zapłacić za jedną? Jakieś 300 złotych. Przy tym należy się cieszyć, że utrafiło się niezłą promocję. Na promocji w Stanach za tą samą kwotę można kupić od pięciu do dziesięciu sztuk. Nawet normalne, niepromocyjne ceny, gwarantują niezłą oszczędność.

A na koniec rzecz niezwykle ważna, a przy tym kompletnie ignorowana sprawa. Jadąc do USA, koniecznie wykup ubezpieczenie! Najprawdopodobniej nigdy Ci się nic nie stanie, nigdy też pewnie nie będziesz mieć potrzeby odwiedzin u amerykańskiego lekarza. Jeśli jednak pojawi się taka potrzeba, bez ubezpieczenia, słono za to zapłacisz! Jednodniowy pobyt w amerykańskim szpitalu może się równać prawie rocznej średniej polskiej pensji. Dlatego nie żałuj, wydaj te 150 – 300 złotych.

O tym, jak najprzyjemniej dolecieć do USA bez przykrych kolejek i głupich pytań na granicy, pisałem w tekście jak dotrzeć do USA przez Kanadę, zapraszam!

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

19 comments on “Wyjazd do USA. Przewodnik praktyczny

  1. niestety ale mowi pan z perspektywy czlowieka ,ktory cos ma
    mi wizy na pewno by nie dali,praca dlugofalowa po studiach,ale wiele przerw -kasa wydana na podroze i bezrobocie potem praca w supermarkecie , niewazne wtedy jak dobrze znam jezyki i ile,i ze ukonczylam studia,i ze moja rodzina jest klasa srednia ale wiadomo ze wszystkiego matka na mnie nie przepisze ,wazne tylko staje sie to ze mam cos w pl na wlasnosc i jeszcze wyciag z konta,bo moj wiek po30 zaufania tez nie budzi
    na szczescie dowiedzialam sie bedac w londynie ze armator pracodawca daje papiery na wize tranzytowa-pracownicza i otrzymanie wjazdu u konsula to pestka nawet jak pracujesz w byle mcdonaldzie,a w pl. zapomnij nawet jesli masz papiery od litewskiego armatora zobaczenie karaibow jest niemozliwe bez odpowiedniego wstawiennictwa\utrudnione

    Lubię

  2. Z jakim kosztem muszę się liczyć jeżeli chciałbym wybrać się na dwa tygodnie do Stanów? Oczywiście mówię tu o najekonomiczniejszej wersji.

    Lubię

  3. Podróżowanie po USA tanimi liniami aż tak drogie nie jest:) raczej nie znajdziemy lotów za 5$, ale 35$ bez problemu. Za loty po Polsce oczywiście, płacimy mniej, ale spójrzmy jakie Stany są ogromne. Amerykańskie Polskie Busy mają swoje promocje, ale niejednokrotnie wychodzi to drożej niż lot, przynajmniej w tym roku. Oczywiście udało nam się również znaleźć autobusowe promocje np. na niedługiej trasie San Francisco-Los Angeles, ale nie zawsze 15 godzinny bilet za parę dolarów opłaca się bardziej niż wydanie wiecej na lot. Pozdrawiam!

    Liked by 1 osoba

    • Nie miałem niestety szczęścia jeśli chodzi o polowanie na tanie loty wewnątrz USA, bardziej udawało mi się z MegaBusem i Amtrakiem, ale muszę się postarać, bo przy następnej wizycie nie tylko będę odwiedzać teściów na wschodnim wybrzeżu, ale także siostrę na zachodnim. Absolutnie zgadzam się, że nie zawsze 15 godzinny przejazd opłaca się bardziej niż droższy lot, czas to pieniądz, ja to akurat bardzo rozumiem! Pozdrawiam!

      Lubię

  4. Zabawna z historia z tym wyjazdem do USA. Czasem poznanie kogoś potrafi zmienić najrozmaitsze plany. Swoją drogą… wydaje mi się, że zdobycie wizy irańskiej jest znacznie trudniejsze. Choć może patrzę z perspektywy samotnie podróżującej kobiety, która w kraju ajatollahów ma sprawę zdecydowanie utrudnioną. Nie mam jeszcze porównania ze Stanami, ale z tego co piszesz, byłoby dużo łatwiej niż w przypadku mojej przeprawy z Iranem.

    Liked by 1 osoba

    • Tak się zastanawiałem nad tym, co mówisz i rzeczywiście, gdy jest się samotnie podróżującą kobietą, pewnie jest odrobinę trudniej zdobyć wizę do Iranu. W naszym przypadku, w przypadku wspólnie podróżującego małżeństwa, było to dosyć bezproblemowe. Pozdrawiam!

      Lubię

  5. A mnie do Stanów nie ciągnie. Byłam kilka miesięcy w Kanadzie i jeżeli miałabym wrócić na ten kontynent, to zdecydowanie do Meksyku lub właśnie Kanady 🙂

    Liked by 1 osoba

  6. Byłam kiedyś o włos o staranie się wizy J1 do USA 😉 Nowy Jork to dla mnie wciąż niespełnione marzenie, mam nadzieję, że nie na długo 😉
    A tak poza nawiasem to bardzo polecam Ci wpisy z NY Uli z adamantwanderer.com, naprawdę świetne zdjęcia 🙂

    Lubię

    • Znam i Ulę i jej wpisy 🙂 Po kilku razach w Nowym Jorku, muszę przyznać z przykrością… przejadł mi się. I to totalnie, chodzę po nim jak po Nowym Sączu i zmuszam się do zachwytu, ale nic z tego. Za to ciągnie mnie jak diabli to środkowych stanów, do tej tak zwanej „prawdziwej Ameryki” 🙂

      Lubię

  7. W USA jeszcze nigdy nie byłem, ale trochę przerasta mnie ich „samozajebistość”. Rozumiem, że sporo znaczą na świecie jako Kraj ale to ogromne mniemanie o sobie jest trochę straszne… Faktycznie lot w obie strony za 1000-1500zł to jest bardzo niewiele i daje mi to do myślenia… może chociaż na tydzień tam pojechać, tylko którą część kraju wybrać???

    Liked by 1 osoba

    • Wiesz, w sumie ciekawe jest to, co piszesz, bo jakby popatrzeć na sprawę w skali makro to fakt, jest takie przekonanie. Ale już w skali mikro, gdy poznaje się Amerykanów, to z reguły są naprawdę świetni ludzi. A co do odwiedzin na początek, to ja rekomendowałbym klasykę – Nowy Jork, który tak naprawdę nie daje obrazu „prawdziwej Ameryki”, oraz przy okazji Waszyngton, by poczuć atmosferę władzy i imperium, bo to akurat tam czuć! Pozdrawiam!

      Lubię

  8. Niestety, znam osobiście kilka osób, które jednak tej wizy nie dostały i nie mówię tu o osobach, które mogły by wzbudzać od razu podejrzenia o chęć zostania w USA na zawsze 😉 Różnie z tym wciąż bywa. Obowiązek wizowy dla Polaków jest generalnie nieporozumieniem, z drugiej strony jednak trudno się obrażać, że w takim razie moja noga nigdy tam nie postanie. Jest tak jak piszesz: bywa, że możemy sobie coś obiecywać, a to życie w końcu pisze za nas scenariusze. Pozdrawiam!

    Liked by 1 osoba

    • Ok, akceptuję, że może nie byłem w pełni obiektywny, ponieważ ja takich nie znam. Za to absolutnie się zgadzam, ze obowiązek wizowy jest po prostu uwłaczający. Największy sojusznik USA w tej części świata, emigranci, którzy zasiedlili całą Europę i naprawdę nie mają potrzeby ucieczki do USA, wszystko to zdaje się być mało ważne dla Amerykanów! Mimo to, z wieli powodów, do Stanów będę latać. Choćby po to, żeby pokazać Amerykanom, że każda taka wizyta to kolejne dolary dla amerykańskiej ekonomi. Pozdrawiam!

      Lubię

  9. Pingback: 2014. Rok niesamowitości | WOJAŻER

  10. Tez bym nie narzekała na taki miły obowiązek, choć mnie póki co Stany nie w głowie. Jest dużo innych kierunków, które spędzają mi sen z powiek i nie wiem dlaczego USA nigdy do nich nie należały. Przypuszczam jednak, że mogłoby mi się tam podobać – te bezkresne pustkowia. I przez wzgląd na „Przyjaciół” oczywiście. Udanego wyjazdu po raz kolejny.

    Lubię

  11. Zazdroszczę 🙂 Ja USA uwielbiam odkąd pamiętam i mogłabym tam wracać co roku – naprawdę super, że w Twoim przypadku coroczna wizyta w USA to „obowiązek” 😉 Rok temu zrobiliśmy tour the east side, teraz bardzo marzy mi się zachodnie wybrzeże…
    Pozdrawiam!

    Lubię

    • Chciałbym tylko dodać, że to bardzo miły „obowiązek” ! 🙂 No ja za każdym razem robię wschodnie wybrzeże i w końcu musi przyjść taki moment, że wybierzemy się na zachodnie. Szczególnie marzy mi się San Francisco! Pozdrawiam!

      Lubię

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s