Turcja

Balat i Fener. Hipsterski i kolorowy Stambuł dla każdego

Balat i Fener - piękna, kolorowa, pełna charakteru i uroku, dzielnica Stambułu położona lekko poza utartym szlakiem, to miejsce, do którego warto zajrzeć.

Stambuł to ogromna metropolia z setką różnych twarzy. To miasto, w którym przeszłość ściera się z teraźniejszością, obie zaś walczą o przetrwanie w nieuchronnym starciu z przyszłością, która na nowo definiuje niegdysiejszą stolicę imperium. Energia, jaką daje tej metropolii jakieś dwadzieścia milionów mieszkańców, to coś, co trudno na początku objąć wyobraźnią. Różnorodność raz po raz podrzuca historie, tematy, wątki, które chciałoby się dalej eksplorować. Dlatego też warto spoglądać na to miejsce z wielu różnych perspektyw. Szczęśliwi zaś ci, którzy, jak autor, mogą do owego miasta wracać dosyć często i regularnie, odkrywając za każdym razem coś zupełnie nowego. Jak chociażby Balat i Fener, o których opowiadam w tym tekście.

Tym razem podróż do Stambułu minęła jakby niezauważenie. Na dzień przed wylotem Netflix zafundował bowiem autorowi nie lada przygodę, filmową i historyczną. Kilka odcinków miniserii „Ottoman – narodziny imperium” podarowały mi kilka godzin w zupełnym oderwaniu od faktu, że przemieszczam się między Polską a Stambułem. Gdy wylądowałem i odebrany przez kierowcę kierowałem się w kierunku centrum miasta, seria kończyła się właśnie na upadku Konstantynopola. Gdy podniosłem głowę znad małego ekranu telefonu i spojrzałem na zachowane do dziś części wielkich fortyfikacji Konstantynopola, zupełnie inaczej spojrzałem na coś, co do niedawna wydawało mi się tylko nudnymi murami miasta, jakich wiele. Jak się okazało, takich jak w Konstantynopolu, na świecie było bardzo niewiele. Gdy dotarłem do pokoju hotelowego nie opuszczała mnie jedna myśl – jak wyglądał czas, gdy Konstantynopol przemieniał się w Stambuł. Co dokładnie zrobił Mehmet Zdobywca po tryumfalnym wejściu do miasta? Rzuciwszy się na łóżko zacząłem czytać.

Przejęcie władzy przez Osmanów to kluczowy punkt, na który należy zwrócić uwagę przyjeżdżając do Stambułu, ponieważ historycznie Osmanie tolerowali różne narodowości i religie już od czasów zaraz po inwazji na Konstantynopol, ponieważ populacja zmalała do wyjątkowo niskiego poziomu. Dlatego też wiele dzielnic miasta stało się domem dla dużych i różnorodnych społeczności: żydowskiej, armeńskiej i greckiej.

I tak, gdy w niedzielny poranek obudziły mnie głosy muezzinów nawołujących do modlitwy z położonych wokół meczetów, doszedłem do wniosku, że pora ruszyć w poszukiwaniu dawnych greckich, żydowskich i innych mieszkańców, którzy na równi z Turkami tworzyli niesamowitą mozaikę wielokulturowego Stambułu. Tak właśnie, odkrywając kolejne wątki, trafiłem na dzielnicę, do której podczas wcześniejszych pobytów w Stambule, jeszcze nie dotarłem – Balat i Fener miały się stać kolejną odsłoną tego fascynującego miejsca.

Kawiarnia jak wiele innych, które spotkać można w Stambule. Proste krzesła i stoły były lekko nadszarpnięte przez ząb czasu jednak smak herbaty i baklawy był jak zawsze bezbłędny. Patrzyłem na ruchliwą drogę po której zawsze pędzi tłum do Eminönü i dalej na most Galata. Było pusto. Niedzielne poranki mają to do siebie, że pozwalają zobaczyć Stambuł, jaki trudno doświadczyć przez wszystkie pozostałe pory dnia i tygodnia. Zastanawiałem się, którędy pójść w kierunku dzielnicy Balat. Możliwych tras jest wiele. Choć Stambuł posiada wiele świetnych rozwiązań komunikacyjnych, ten zakątek zdaje się być z dala od głównych węzłów komunikacyjnych. Najlepiej pójść tam pieszo lub szybko przemieścić się tramwajem wodnym.

W kierunku mojej nowej, odkrytej dopiero dzielnicy, ruszyłem więc pieszo, aby nasiąknąć leniwą, niedzielną atmosferą miasta. Na chwilę wpadłem do jednego z moich ulubionych meczetów, by potem ruszyć przez nadszarpnięte zębem czasu ulice. Raz po raz za rogiem kolejnej ulic oczom ukazywał się jakiś bałagan, gdzie indziej przerośnięte winorośle zwisały chaotycznie z budynków plątając się z masą przewodów elektrycznych. Wszędzie pełno, o tej porze pozamykanych, sklepów, hurtownie i wszelkiej maści miejsc sprzedających buty, akcesoria samochodowych, garnki, patelnie, zabawki czy literaturę religijną.

Droga z Sultanahment, starego, historycznego miasta do Balat, tradycyjnie żydowskiej dzielnicy i jednej z najstarszych dzielnic Stambułu, to spacer przez zupełnie oryginalną tkankę miejską i społeczną. Nie ma w niej żadnego udawania, żadnego upiększania. Jest jak jest. Czasem brzydko, czasem całkowicie ujmująco. Te rozpadające się budynki, zabite deskami sklepy i popękane fasady sprawiają wrażenie, jakbyśmy wyruszyli poza utarty, turystyczny szlak Stambułu. Jednak stosunkowo mało znana, żydowska dzielnica Balat oraz sąsiedni, grecki Fener, to dziś jedne z najbardziej gorących i hipsterskich adresów w mieście.

Docierając do nich rano można mieć wrażenie, że odkryło się coś, czego nie znają inni, że mamy to miejsce dla siebie. To jednak tylko ułuda. Już w okolicach południa bajkowe, kolorowe kawiarnie i ulice zapełniają się głodnymi instagramowych miejscówek, mieszkańcami miasta oraz turystami. Urok najpiękniejszych części Balat i Fener powoli nie różnią się już niczym od innych, modnych obszarów miasta, jednak wystarczy zatopić się w boczne, wąskie i pochyłe uliczki, aby naprawdę zobaczyć i doświadczyć inną stronę Stambułu.

Balat to dzielnica, która przez wieki była domem dla różnych mniejszości religijnych w mieście, szczególnie żydowskiej i grekokatolickiej. Oszałamiająca, ogromna grecka szkoła średnia Fener wciąż działa i można ją zobaczyć z wielu różnych stron – jej ogromna struktura dominuje nad całą okolicą. Wzdłuż wybrzeża znajdziecie z kolei bułgarski kościół z żelaznymi odlewami wyprodukowanymi w Wiedniu i dzwonnicą, która była prezentem przywiezionym z Rosji. Spacerując po okolicy raz po raz napotykać będziemy mnóstwo kościołów, a nawet nadal funkcjonującą synagogę.

Kilka lat temu Balat i Fener, dzielnice, których historia sięga początków panowania osmańskiego, przeżył renesans zyskując na popularności tak wśród mieszkańców jak i przyjezdnych. Jest to jednak także pewien punkt kolizyjny dla dwóch różnych „Turcji” – tej religijnej oraz liberalnej. Na miejscu pojawiają się napięcia między tymi, którzy mieszkali tam od wieków a tymi, którzy właśnie przybyli – znacznie zamożniejszymi i wpływającymi na przemiany dzielnicy, której problemem staje się postępująca gentryfikacja.

Starożytne mury i często zrujnowane kamienice rozciągają się wzdłuż wybrzeża Złotego Rogu by potem krętymi uliczkami piąć się ku górnej części dzielnicy. Podziwianie ich w zimnym, styczniowym świetle słonecznym przypomina huzun opisany przez pisarza Orhana Pamuka w jego pamiętniku. Stambuł to poczucie melancholii zmieszanej z nostalgią, która przenika miasto. Choć fasada dawnych czasów pozostała i dziś cieszy oczy turystów zmierzających w ten zakątek miasta, dawnej Balaty już nie ma, podobnie jak nie ma już Stambułu sprzed stu lat.

Mimo wyzwań współczesności i przemian, które dotknęły Balat i Fener, to nadal wspaniałe dzielnice Stambułu, do których warto zajść z kilku powodów: wspaniałych kawiarni, świetnych sklepików, niezwykle przyjaznych, otwartych ludzi, plastyczności miejsca i jego spokoju. Zapuszczam się więc w te niezwykle ciekawe okolice i przyglądam się miastu na nowo.

Nieopodal synagogi Ahrida, jednej z najstarszych synagog w Stambule, znajduje się wiele modnych kawiarni. Przy ulicy Cumbalı Kahve mawiają, że są najlepsze. Kürkçü Çeşmesi i Vodina Caddesi to kolejny pas kawiarni, butików, galerii sztuki i sklepów vintage. Gdy spędzi się chwilę w hipsterskim świecie Balaty, bardzo szybko można z niego uciec ponownie go odchodząc od okolic zatoki do dzielnicy mieszkalnej wznoszącej się na wzgórzach powyżej. Tam właśnie spotykam ekipę filmową, która kręci jakiś turecki film. Jest ich wiele w tych okolicach, tak jakby stały się nieodłącznym elementem krajobrazu tej dzielnicy.

Kolejnym nieodłącznym elementem krajobrazu tej dzielnicy są świątynie. Nieopodal miejsca, gdzie właśnie kończyłem moją turecką kawę, znajduje się kamienne ogrodzenie strzegące wejścia do kościoła oraz ruin świątyni Panagia Paramythia. Kawałek dalej, nad brzegiem zatoki Złotego Rogu, stoi zaś bułgarski kościół św. Szczepana. Obecność tych budynków, oraz lokalnych meczetów, sprawiają, że trudno znaleźć tutaj coś mocniejszego niż kawa i herbata. Przepisy ograniczają bowiem sprzedaż alkoholu w pobliżu miejsc kultu religijnego. Liczba kościołów, meczetów i synagog w okolicy oznacza, że ​​trudno znaleźć tutaj miejsca na imprezę. I dobrze, bo te spokojnie znajdziemy w Karakoy czy w okolicach Taksim oraz wieży Galata.

Herbata jest za to wyborna. Mocna, aromatyczne, podawana jest w delikatnych szklankach z dopasowanymi łyżeczkami i kolorowymi spodeczkami. Jednak nie tylko rozwijająca się scena kawiarniana zachęca ludzi do odkrywania Balat i Fener.

Obie dzielnice były niegdyś kwitnącymi obszarami gospodarczymi, które w ostatnim stuleciu przeżyły ogromne zmiany polityczne i kulturowe, zwłaszcza od pierwszej wojny światowej, upadku imperium osmańskiego i po utworzeniu republiki. Trzęsienia ziemi i pożary pod koniec XIX wieku, które pochłonęły wiele budynków, także odcisnęły swoje piękno na okolicy. W 1955 r. stambulska społeczność grecka była celem ataków podczas zamieszek, które wybuchły w mieście. Po tym czasie większość niemuzułmańskich mieszkańców tego obszaru opuściła Balat i Fener.

Piękna architektura zaczęła popadać w ruinę, ponieważ mieszkańcom brakowało pieniędzy na utrzymanie tradycyjnych, drewnianych domów. Jednak ponieważ dzielnice znajdują się na terenie wpisanym na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, w ostatnich latach podjęto znaczne wysiłki, aby odrestaurować niegdyś eleganckie budynki. Po 1985 roku, kiedy burmistrz Stambułu rozpoczął programy mające na celu odnowienie wybrzeża i oczyszczenie Złotego Rogu, wiele miejsc nabrało blasku. W latach 1998-2000 Unia Europejska sfinansowała kolejny projekt rehabilitacji w Balat, który z powodzeniem przyłożył się do odrestaurowania wielu budynków. Doprowadziło to do ponownego rozwoju dzielnicy, pojawiły się kawiarnie, butiki i przestrzenie sztuki. Jednocześnie cała okolica nabrała na wartości. Nieruchomości sprzedane w 1996 roku, są dziś warte co najmniej dwa razy tyle.

Rezultatem tych przemian jest też to, że Balat i Fener znalazły się na mapie instagramowych szlaków Stambułu. Chcesz odnaleźć te piękne kamienice – podążaj za młodymi Chinkami wpatrującymi się w ekrany swoich smartfonów. W sumie – spoglądając na miejsca, które odwiedzałem, trudno dziwić się, że przyciągają one coraz więcej osób znudzonych utartymi szlakami Sultanahmet.

Kolorowe domy, których turyści poszukują z mapami Google w rękach, z reguły chowają się w labiryncie bardzo nietypowych ulic. Aby je odnaleźć, wybierzcie się na ulice Merdivenli Ykş, Kiremit Cd lub Sancaktar Ykş. I tak – piękne domy, osobliwe kawiarnie, interesujące dzieła sztuki, sprzedawcy niosący tace z chlebem simit na głowach, kobiety idące ulicą z zakupami, mężczyźni popijający herbatę na chodniku – tak wyglądają obrazki ze spacerów po Balat i Fener. Spacer tam oznacza zagubienie się w melodiach przeszłości i teraźniejszości, a przy tym owszem, jest z reguły bardzo fotogeniczny.

Ci, którzy trafią do tego położonego odrobinę na uboczu, obszaru Stambułu i którzy poza wizytą w monumentalnej Hagia Sofia, chcieliby dalej odkryć dawne elementy utraconego już Konstantynopola, polecam rzucenie okiem na ocalałe tu i ówdzie dawne mury stolicy cesarstwa rzymskiego oraz wizyta w przepięknym kościele Chora, który znajduje się nieopodal Balat i Fener, kilkanaście minut spacerem od najsłynniejszych kolorowych domów przy Kiremit Cd. Zobaczycie tam jedne z najwspanialszych bizantyjskich mozaik – coś, czego absolutnie nie można przeoczyć!

Kościół św. Zbawiciela na Chorze to bizantyński kościół usytuowany w dystrykcie Edirnekapı. W 1511 roku został on zamieniony na meczet, a od 1948 znajduje się tutaj muzeum. Kościół posiada bogatą kolekcję mozaik i fresków, odkrytych pod warstwą wapna, którym przykryto mozaiki, gdy zamieniano kościół na meczet. Pierwszy kościół w tym miejscu wybudowano w IV w. Znajdował się on poza murami miejskimi, stąd jego nazwa: „Kościół za murami” lub „Kościół na wsi”, czyli właśnie Chora.

Po wspaniałych estetycznych doznaniach i wybornych, niespiesznych spacerach, przyszła pora opuścić Balat i Fener. Tym razem zamiast powrotnego spaceru do Sultanahmet, z którego wcześniej przybyłem, postanawiłem wsiąść na pokład promu, jednego z najlepszych środków transportu w Stambule, i udać się na azjatycką stronę, do pełnego życia i gwaru Uskudar, o którym przeczytacie tutaj. Tam czekała mnie na mnie kolejna przygoda i całe multum opowieści moich znajomych, którzy tam się wychowali.

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

6 komentarzy dotyczących “Balat i Fener. Hipsterski i kolorowy Stambuł dla każdego

  1. ale tu pięknie, muszę to zobaczyć na żywo 🙂

  2. pannafru

    Odkąd widzę u Ciebie zdjęcia ze Stambułu bardzo zapragnęłam odwiedzić to miasto. A poza tym pięknie napisany wstęp. Uwielbiam czytać takie przemyślane konstrukcje i dobrze ułożone zdania 🙂

  3. Stambuł to jeden z moich potencjalnych celów na ten rok. Po tym artykule jeszcze bardziej! Przepięknie!!

  4. sekulada.com

    Dotąd pomijałem Stambuł na mojej liście podróżniczej, ale widzę że całkiem niesłusznie. Gdyby nie to, że cały mój wolny czas poświęcam Francji, jednym z kolejnych kierunków byłaby Turcja. Wracając do tekstu, podoba mi się przedstawiona przez Ciebie kolorowa architektura. Zastanawia mnie jednak, jakim cudem robiłeś zdjęcia wnętrza cerkwi, skoro niemal zawsze to zakazane. 🙂

  5. Na zdjęciach i z opisu wygląda bardzo zachęcająco. Jak oceniasz, ile czasu mniej więcej potrzeba na zwiedzenie Balat i Fener? A i jeszcze pytanie o serial, czy warto zobaczyć? 🙂

  6. Żałuję, że w Stambule byłam jak na razie tylko raz. Spędziliśmy tam kilka dni, ale na tak duże i różnorodne miasto jest to stanowczo za mało. Bo jest tam co oglądać i co odkrywać.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.