Felietony

Kim jest Wojażer? Historia bardzo prywatna

Wszystko, co sprawiło, że jestem kim jestem.

Wojażer (wg słownika języka polskiego Witolda Doroszewskiego, 1958-1969): przestarzałe, ten, kto odbywa wojaże, podróżuje, podróżnik, turysta. Słownik języka polskiego online dodaje zaś, iż wojaż to podróż, zwłaszcza za granicę, a tym samym wojażer to ten, który często podróżuje właśnie poza kraj.

Ale nie o tym miało być.

Ostatnio na fejsbukowym fanpejdżu (patrzcie na nasz współczesny język polski!), zauważyłem, iż jest ich kilka dobrych tysięcy! Kogo? Czytelników, osób, które polubiły profil w mediach społecznościowych po to, by wiedzieć co się dzieje, co nowego się pojawia, gdzie jestem i co publikuję. Jeszcze bardziej cieszy to, iż ogromna liczba tych, którzy polubili Wojażera, wchodzi z nim w interakcję. Lajkują (lubią), szerują (dzielą) i komentują treści przeze mnie publikowane. I chwała im (Wam!) za to! Jest dobrze, jest motywacja, widać, że robi się to dla kogoś i ten ktoś, czy go znam, czy nie, zatrzyma się na chwilę i przeczyta, a na deser poprzegląda fotografie. Kilka tysięcy fanów na Facebook’u to dużo czy mało? Trudno powiedzieć. Gdy zaczynałem pisać, wiedziałem, że wchodzę w niszę. Przy całym ogromnym wzroście mobilności rodaków, przy rosnącej popularności stron podróżniczych, w mojej opinii, z małymi wyjątkami oczywiście, nie robi się na tym ogromnych pieniędzy, zaś o zostaniu krezusem można tylko pomarzyć. Podróżnicze blogowanie to kraina niesamowitych pasjonatów, wspaniałych ludzi, współczesnych wagabundów. Poznałem ich wielu.

Pojawiały się więc w ostatnim czasie sugestie, iż niektórzy z tych, do których docierają owe treści, nie do końca wiedzą, kim jest ten cały Wojażer, który w realu przedstawia się jako Marcin Wesołowski. A jeśli ludzie nie wiedzą, z kim tak naprawdę mają do czynienia, zastanawiają się nad jego autentycznością, kreują w głowach swoje opinie, może nie do końca bliskie rzeczywistości.

Dlatego też postanowiłem Wam co nieco o sobie opowiedzieć, a tym samym skrócić dystans, pokazać, kim jestem i dlaczego robię to, co robię.

Gdy piszę te słowa siedzę w całkiem przyjemnym pokoju hotelowym w górskiej Krynicy. Sprawy służbowe rzuciły mnie tutaj na weekendowe, intensywne i długawe szkolenie. Nie ma czasu zwiedzać, a i pogoda jest totalnie do niczego. Hotel jest zaś na tyle wygodny i schowany na uboczu miasteczka, że nieszczególnie chce mi się go opuszczać. Za to po raz pierwszy od długiego czasu mam chwilę dla siebie, taką ciszę, pustkę, moment, aby usiąść i pomyśleć. Siedzenie na balkonie i spoglądanie w góry w kompletnej ciszy zawsze wzmaga myśli, na które nie ma czasu w wiecznie zabieganym życiu. Jedyne, czego naprawdę mi brakuje w tej niby idealnej chwili samotności, to obecność Magdaleny i chrapanie naszego buldoga francuskiego. Chyba oduczyłem się samotności.

Kilka miesięcy temu, jakoś w czasie naszych intensywnych weekendowych wypadów na południe Europy, znajoma autorka bloga podróżniczego powiedziała mi: Napisz kiedyś o tym, jak podróżujesz, bo przecież nie jeździsz stopem, nie jesteś backpackerem, to nie o jak najtańsze koszta chodzi w tym, co robisz. Podróże z klasą – to taka Twoja marka. 

W polskiej blogosferze podróżniczej nadal dominuje paradygmat taniego podróżowania. Jak za 100 złotych objechać świat? Jak za 30 złotych przejechać z Polski do Hiszpanii, jak podróżować za darmo? – to tylko niektóre wyimaginowane hasła, które biją z wielu tytułów. A już najbardziej irytuje mnie slogan Quit your job and travel on – Rzuć pracę i podróżuj! Jedna z najgłupszych rzeczy, jakie w życiu słyszałem. Praca jest niezwykłą wartością w życiu i jeśli nie masz firmy, która łączy pracę z podróżami, jeśli nie pracujesz w IT (często na odległość i gdziekolwiek na świecie), jeśli nie jesteś milionerem, to ja mówię – Nie rzucaj pracy, a przy okazji podróżuj! Bo życie w podróży to nie jest prawdziwe życie.

Na co dzień spełniam ludzkie marzenia, sprzedaję ludzkie marzenia o cudownym pobycie w Krakowie. Sam będąc osobą podróżującą wiem, że najważniejsze jest doświadczenie od momentu wyjścia z domu do powrotu z podróży. Chcę, aby goście zatrzymujący się w obiektach, które prowadzę w Krakowie, wracali ze wspaniałymi wspomnieniami z podróży, podobnie jak oczekuję tego, gdy sam wyjeżdżam. Jestem w tym świecie z dwóch stron – jako podróżujący i jako członek branży turystycznej, która jak powszechnie wiadomo, jest największą gałęzią współczesnej, światowej gospodarki.

Aby zrozumieć kogo czytają czytelnicy tej strony, pozwolę sobie na małą podróż w czasie.

Czasy analogowe, czyli dlaczego nienawidzę borówek? 

W listopadzie 1985 roku, gdy przyszedłem na świat, w Polsce panowała mroźna zima a szara rzeczywistość PRL-u była naprawdę przygnębiająca. Jednak pokolenie naszych rodziców, którzy w tym czasie bez internetu, kablówki a czasami nawet prądu, nudzili się i produkowali nas na potęgę tworząc jeden z największych boomów w powojennej historii Polski, wykonali świetną robotę i wychowali niesamowitych ludzi. Uwielbiam tych urodzonych w latach 80. Uwielbiam nas za to, że pamiętamy czasy przed internetem a jednocześnie świetnie odnajdujemy się w czasach internetu. W czasach analogowych byliśmy zwykłą rodziną. Ojciec pracował, mama nas wychowywała, czasami (materialnie) bywało lepiej, czasami gorzej. Jedyne podróże, które wtedy odbywałem to wakacyjne wyjazdy do górskiego domu naszej babci w położonej nieopodal miejsca, z którego teraz piszę, Piwnicznej. Rodzice już za młodu nauczyli nas z siostrą, jaka jest wartość pieniądza i że w życiu na przyjemności trzeba zapracować.  I tak przez dwa tygodnie zbieraliśmy w górach borówki (dla osób spoza Małopolski, borówka = jagoda), by potem sprzedać je na skup i zarobić na kolejne dwa tygodnie wakacji, gdy jeździliśmy sobie po okolicy, jadaliśmy lody i przekraczaliśmy z niebieskimi paszportami granicę ze Słowacją, żeby kupić coś dobrego. Do tej pory nienawidzę borówek. Nie za to, że musiałem je zbierać, by zarobić pieniądze, tylko za to, że w przeciwieństwie do dorosłych, nie miałem rafki, narzędzia do szybkiego czesania krzaków. Po całym dniu oni mieli wielkie kubły, ja małe wiaderko.

Czasy rozwoju, czyli dlaczego uważam, że mam w życiu szczęście.

Gdy rozpoczynałem szkołę średnią wszyscy myśleli, że jestem metalem. Nie byłem. Czarne ubrania były skutkiem tego, że kilka dni wcześniej straciłem ojca. Zamiast młodzieńczego szaleństwa, zwyczajowego okresu buntu przeciw rodzicom, stałem się mężczyzną w wieku lat szesnastu. Bez Lucyny, mojej mamy, zapewne nie stałbym się tym, kim jestem. Bez mojej siostry, Joanny, zapewne dom byłby za smutnym miejscem do życia. Bez naszej wielkiej rodziny też nie byłoby łatwo. Bez profesor Grotowskiej, mojej licealnej wychowawczyni i mentorce, nie zrozumiałbym siebie. Miałem szczęście do ludzi, zawsze mam do nich szczęście, i niech tak pozostanie.

Skupiałem się na nauce. Najpierw liceum i nauka języków obcych, bo wiadomo, przydają się w życiu, potem studia i naukowe wybory, które niekoniecznie uważam za najmądrzejsze z perspektywy czasu.

Czasy rewolucji, czyli dlaczego kocham świat. 

Okres studiów to piękny czas, ale jego uroki musiałem dzielić z początkami życia zawodowego. I z perspektywy czasu myślę, że najmądrzejszą decyzją, jaką podjąłem na początku studiów było właśnie to, że chciałem pracować. Z domu wyjeżdżałem przed siódmą rano, wracałem po dwudziestej trzeciej, spałem, następnego dnia to samo. Mając dwadzieścia dwa lata nie byłem jeszcze na żadnych wakacjach zagranicznych, za to miałem dwa lata doświadczenia zawodowego. W 2007 roku, obroniłem pierwszy dyplom i postanowiłem, że czas coś zmienić, czas zrobić coś szalonego. Może nie wszyscy pamiętają, ale w 2007 roku Polska była nadal świeżo po wejściu do Unii, kolejne dziesiątki tysięcy ludzi wyjeżdżało do Anglii i innych europejskich destynacji w poszukiwaniu lepszego życia. W Polsce panowało 20% bezrobocie, ale gdzieś na horyzoncie była nadzieja na lepsze jutro. Po kilku miesiącach formalnych przygotowań odszedłem z pracy i wyjechałem do Chin, gdzie pracowałem jako nauczyciel języka angielskiego. Minęło osiem lat od tej chwili i niesamowite jest to, jaka zmiana mentalna dokonała się na przestrzeni tego czasu. Ilość krytyki, z jaką się spotkałem w tamtym czasie, że jadę do komunistów, do kraju trzeciego świata, że co mi odbiło, była nie do pojęcia. Przez rok mieszkałem w pięknej prowincji Zhejiang na południe od Szanghaju, zarabiałem trzy razy więcej niż w Polsce za trzy razy mniej pracy, zaś na życie wydawałem 1/10 tego, co zarabiałem. To był pierwszy moment, w którym pomyślałem – Mam niewiele, potrzebuję niewiele, zarabiam więcej, co z tym zrobię? Zarobione pieniądze wydam na przyjemności życia, na podróże, na poznanie kraju, na cudowne jedzenie, na przeżycia! – pomyślałem. Klasyczny, do tej pory czysto teoretyczny dla mnie, wybór między „być a „mieć” materializował się na moich oczach.

Czasy ewolucji, czyli jakich dokonałem wyborów. 

W sekcji „O mnie” na tej stronie przeczytacie jak się nazywam i w ilu miejscach byłem w ciągu ostatnich lat. Te lata, które tak intensywnie spędzałem, są czasem, kiedy ludzie podejmują większość wielkich, życiowych decyzji. Dla mnie ostatnie lata były czasem wspaniałych chwil i niesamowitych doznań. Przejeżdżając szmat świata czułem, że robię to, co robić chcę, i nie miało dla mnie znaczenia to, co mógłbym sobie kupić za pieniądze, które na to wydałem. Podróże to nie tylko poznawanie świata, ale także biznes, w którym ludzie kupują spełnione marzenia. Kupowałem sobie spełnienie swoich marzeń. Dlatego też nie podróżuję budżetowo w klasycznym, polskim rozumieniu tego słowa. Nie wyznaczam celu pt „przeżyć w Indiach miesiąc za 50 zł”. Znam cenę, jaką jestem w stanie zapłacić za spełnianie marzeń i ją płacę, bo pieniądze, które zarabiam teraz są, a kiedyś może ich nie być. Istotą jest to, żeby cena była jak najbardziej atrakcyjna i zgodna z tym, co chcę wydać.

Potrafię oszczędzać na wielu rzeczach. Bilety lotnicze zawsze zdają się być najtańszą składową naszego budżetu. Hotele, często bardzo dobrej jakości, rezerwuję z wyprzedzeniem, a podróżując często poza sezonem, nie trzeba się specjalnie namęczyć, by znaleźć świetną okazję. Jedyne, na czym nie oszczędzam to zabytki oraz jedzenie. Nie potrafię, nie chcę, odmawiać sobie przyjemności smakowania kuchni świata, regionalnych specjałów, dobrych knajp i restauracji.

Ludzie pracujący nie chcą mieć wyboru pod tytułem „biuro podróży” albo „rzuć pracę i podróżuj”. Zawsze jest jakaś inna droga. Moja droga. Robię, co chcę.

Co dalej z Wojażerem? 

Nie do końca wiem. Za trzy tygodnie ruszamy z Magdaleną do Izraela, cztery miesiące po tym na Islandię. Dalej w planach nie wybiegamy, cieszymy się chwilą i polską piękną porą. Istotnie po wielu intensywnych latach uspokoiłem się odrobinę i po czasie tęsknoty za „normalnym” życiem, postanowiłem odrobinę bardziej skupić się na tej właśnie „normalności” dnia codziennego, na ludziach, którzy mnie otaczają, na miejscu, z którego pochodzę. Podróże są piękne, jeśli dawkowane są w odpowiednich ilościach.

A co najważniejsze, przeżyłem, czy też przeżyliśmy z Magdaleną, tak wiele w ostatnich latach, że chciałbym móc o tym wszystkim napisać, zanim zacznę o tym zapominać.

Co więc dalej z Wojażerem? Będzie pisał, a może kiedyś z wirtualnych treści przeniesiemy się na papier?

______________________________________________

Chcesz usłyszeć Wojażera i jego myśli o podróżowaniu? Zobacz nagranie z Wachlarza podróżniczego w Poznaniu (czerwiec 2015)

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

47 comments on “Kim jest Wojażer? Historia bardzo prywatna

  1. Zaczęłam pisać swojego bloga w chwili w której pierwszy raz wybrałam się w samotną podróż. Z misiem przypiętym pasem na miejscu pasażera udałam się do Rumunii. Chwilę wcześniej rozstałam się z mężem z którym taki wyjazd, tylko bardziej offroadowy, planowaliśmy. Pojechałam tam głównie po to żeby jemu i sobie coś udowodnić. Blog stał się dla mnie krzykiem rozpaczy. Chciałam, żeby mój mąż mnie docenił, zauważył, zawalczył a jednocześnie pisząc czułam się mniej samotna. Takich wyjazdów tylko z moim misiem było więcej i wszystkie opisałam. Męża nie odzyskałam, wątpię żeby przeczytał chociaż jeden wpis. Jednak z tego bloga powstał pomysł na promocję pasji i pasjonatów. Na pokazywanie ludziom, że warto wyjść z domu, zrobić coś fajnego, że świat nie gryzie a za płotem sąsiad robi coś niesamowitego ale woli się tym nie chwalić bo powiedzą „dziwak”. Powstała audycja w lokalnym radiu, którą realizowałam ale radio młode nie bardzo umiało mnie wesprzeć, mi chyba zabrakło warsztatu, budowa domu, praca i nie dałam rady ze wszystkim. Pańskiego bloga czyta się wyjątkowo. Pan nie krzyczy. Jest tu taki spokój, ciepło i dojrzałość. Dawno niczego tak chętnie nie czytałam. Dziękuję, że chce się Panu pisać pomimo wielu zajęć. Dziękuję za ładny język, przejrzystość, formę. Trzymam kciuki za formę papierową. Pozdrawiam serdecznie Ania

    Lubię

  2. Dziękuję za tak szczery wpis, zwłaszcza, że taka narracja należy do rzadkości na blogach, również podróżniczych, gdzie przeważają teksty „kocham podróżować, więc podróżuję, a robię to na tyle często, że postanowiłam/-em założyć blog”. Jest Pan wspaniałą inspiracją, zwłaszcza dla mnie, tj. osoby lubiącej raczej wygodę niż twarde łóżko w 10-osobowym pokoju, byle tanie; lubiącej dobrze zjeść i naoglądać się widoków/zabytków/sztuki jak najwięcej się da, nawet jak drogo; i wreszcie – chcącej założyć blog 🙂 Może będzie kiedyś okazja wymienić doświadczenia podróżnicze! Pozdrawiam ze stolicy 😉

    Liked by 1 osoba

    • Dziękuję Moniko (pozwalam sobie na formę bezpośrednią, gdyż sam nie przepadam, gdy jestem „Panem”) 🙂 Bardzo dziękuję za komentarz i cieszę się, że z wieloma osobami mogę nadawać na tych samych falach. Liczę więc na wymianę podróżniczych doświadczeń kiedyś w przyszłości! 🙂 Pozdrawiam z Azerbejdżanu!

      Lubię

  3. Ciekawy wpis, daje do myślenia. Jednak dla tylu ludzi to wciąż tylko sfera marzeń… a szkoda..

    Liked by 1 osoba

    • Dziękuję. Zdaję sobie sprawę z tego, że podróże to w Polsce nadal, powiedzmy to tak, produkt luksusowy. A jednak coraz więcej ludzi podróżuje i odkrywa świat, co jest, koniec końców, naprawdę fajne! 🙂

      Lubię

  4. magda posadzy

    Witam,
    spędziłam dziś całe popołudnie czytając Twojego bloga – świetnie napisany tak wiec czytanie go to sama przyjemność. Głównie skupiłam sie na Iranie w którym byłam w kwietniu tego roku na wyjeździe zorganizowanym( 17 dni i przejazd ca 6 tys km). Kraj i ludzie fantastyczni , chciałabym przekonac męża na wspólny wyjazd na przyszła wiosne. Jestem z pokolenia Twoich rodziców ale staram sie unikać typowych biur turystycznych i organizować wyjazdy samodzielnie ( z uwagi na pewne ograniczenia dotyczy to raczej Europy). W Iranie byłam z Wytwórnia Wypraw a więc tez nie z takim typowym biurem turystycznym. Sądze że samodzielne zorganizowanie wyjazdu do Iranu jest w zasięgu moich mozliwości. Mam niedosyt po moim pobycie i chciałabym raz jeszcze spotkać sie z niezwykłymi ludźmi i niesamowita historią. Spotkania z ludźmi i rozmowy z nimi ( wiele spotkanych osób mówiło dobrym angielskim) to najwieksza wartosc mojego wyjazdu

    Liked by 1 osoba

    • Cześć Magda! Strasznie mi miło słyszeć te słowa, dzięki! 🙂 Cieszę się też, że podobał Ci się Iran, to naprawdę fascynujący kraj, więc nie dziwię Ci się, że chcesz polecieć ponownie, więc trzymam kciuki, żeby był to w 100% niezależny wyjazd! Wtedy będziesz mieć zupełną pełnię decydowania o tym, co robić i kogo spotykać! Powodzenia i pozdrawiam! 🙂

      Lubię

  5. Trafilam na Twojego bloga dzisiaj – dzieki Cieszynowi i Kami (and the rest of the world). Pisz dalej. Twoj ton, spojrzenie na swiat, wywazenie slow sprawiaja ze jest to jak dla mnie najlepszy blog o wojazowaniu w sieci. Inspirujace. Wrocilam do marzen o Ukrainie, czytajac Twoje teksty o Lwowie & Kijowie. Tez sie tam wybieram latem. Bo oni naprawde potrzebuja tego, zeby swiat o nich w tej chwili nie zapomnial.

    Pozdrawiam serdecznie, byla Krakowianka i dziecko lat 80tych w PRL 🙂

    Lubię

  6. Pingback: FILM: Jedna Sekunda z każdego dnia 2015 roku | Wojażer | relacje i reportaże ze świata

  7. Pingback: Czego nauczył i co mi podarował rok 2015 | Wojażer | relacje i reportaże ze świata

  8. Zwykle nie komentuję na blogach, fejsbukach czy innych portalach. Chyba, że coś bardzo mnie poruszy.
    Między nami jest 10 lat różnicy, mimo to myślę, że odnalazłam wspólną nić porozumienia. Twój stosunek do podróży i pracy jest podobny do mojego, z tym, że u Ciebie to wszystko jest organizowane tak z rozmachem. To świetne, że pokazujesz jak podróżować rozsądnie i nie chwalisz się ile kilometrów przejechałeś za darmo, ile kasy na jedzenie wyciągnąłeś od przypadkowych kierowców. W dzisiejszych czasach, „tanio” nabrało zupełnie nowego znaczenia, znaczy „lepiej” – ale czy na pewno?
    Blogi pseudo obieżyświatów emanują zajebistością podróżowania na czyjś koszt. Fajnie, że w blogosferze jest jeszcze ktoś, kto mówi „pracujmy na podróże!”. Gdzieś dzisiaj przeczytałam hasło (możliwe, że nawet tutaj) „dream big, work hard”. To jest właśnie esencja tego, co sobą reprezentujesz i czego sama jestem wyznawcą.
    Prawda jest taka, że wystarczy chcieć i w miarę rozsądnie dysponować budżetem, by móc raz na kilka miesięcy wyskoczyć na weekend za granicę. Wiem, co mówię (piszę), bo sama jestem studentką III roku technicznego kierunku. Pracuję dorywczo i w ciągu ostatnich 12 miesięcy byłam w Hiszpanii, zjechałam Bałkany, poleciałam na jeden dzień do Londynu (gdzie przekoczowałam przez pół nocy na lotnisku – potraktowałam obniżenie kosztów noclegu do zera jako challenge), a za dwa tygodnie lecę do Paryża. Czy to jest dużo? Trudno powiedzieć. Póki co dostosowuję miejsca do możliwości finansowych – zdrowy rozsądek przede wszystkim. Myślę, że na inne kontynenty przyjdzie jeszcze pora. W końcu prawdziwie życie zaczyna się po trzydziestce…

    Zapomniałabym. Postanowiłam wszystkie dotychczasowe podróże małe i duże opisać na blogu. Myślę, że dzięki Twoim tekstom odkryłam conieco, co chciałabym zmienić u siebie. Mimo, że tekstu jak na obecne czasy jest dość sporo, to przyjemnie się je czyta kiedy dzielisz się z czytelnikami poniekąd prywatnością. Blog jest zdecydowanie subiektywnym opisem wrażeń i emocji, co pochłania się w ekspresowym tempie w odróżnieniu od jednakowych, suchych wpisów przyklejonych jakby żywcem z przewodnika.

    Liked by 1 osoba

    • Natalia, tym bardziej dziękuję za komentarz. Skoro ktoś, kto normalnie nie komentuje, daje chwilę swojego czasu na to, by to zrobić, robi to na mnie, jako autorze, duże wrażenie!

      Po tym, jak pierwszy raz zobaczyłem Twój komentarz, postanowiłem rozprawić się z tym współczesnym paradygmatem „taniego podróżowania”, wpisałem to na listę tematów i czekam, aż napiszę wszystko to, co zaplanowałem wcześniej, i potem wrócę do tego własnie.

      Pozdrawiam serdecznie i do usłyszenia! 🙂

      Lubię

  9. Pingback: Rodzina w rozjazdach. Historie prywatne | Wojażer | relacje i reportaże ze świata

  10. Świetny blog i masa praktycznych informacji. Moją pasją są również podróże i najtrudniejsze jest pogodzenie tego z systemem (czyli narzuconem limitem urlopu). W Polsce i tak nie jest źle, bo ustawowo macie chyba 26 dni, a w USA…. szkoda gadać.

    Liked by 1 osoba

  11. Pingback: Krynica-Zdrój i Stara Lubownia, czyli kolejny weekend na polsko-słowackim pograniczu | WOJAŻER | relacje i reportaże ze świata

  12. Świetnie napisane- w polskiej blogosferze im taniej, w większym syfie i możliwie jak najdalej cywilizacji tym lepiej. Cenię Twojego bloga za to, że odrywa się od tego schematu. 🙂

    Lubię

  13. Mnie kusi długa podróż, taka właśnie oderwana od rzeczywistości, bo póki co, po każdym powrocie mam niedosyt. Chociaż z drugiej strony… Może właśnie o to chodzi? Żeby wciąż chciało się więcej? 🙂

    Lubię

  14. Na początek pozdrawiam prawie rówieśnika. Grudzień 85 się kłania 😉
    Ja jednak nadal mam tęsknotę za podróżami. Niby jeżdżę dużo, jak podliczyć wszystkie wyjazdy małe i duże to często wychodzą dwa miesiące na wakacjach czy w podróży. Ale jest tyle miejsc do zobaczenia, tyle do poznania, że ciągle tego czasu jest mało. I ciągle siedzi mi w głowie, że mając dwa, trzy, cztery miesiące, etc… Nie jestem też do końca przekonana czy podróż to nie prawdziwe życie. Bo czym jest prawdziwe życie? Dla jednego prawdziwym życiem jest praca od 8-16, dwójka dzieci, żona i pies. Dla innych praca od 6 do 23, a dla innych praca cztery godziny i pięć godzin sportu dziennie. Itd. Nie ma czegoś takiego jak jedna definicja prawdziwego życia i myślę, że jeżeli ktoś się w tej podróży odnajduje, albo jest wręcz nomadem, to dla niego jest to właśnie to prawdziwe życie. Nie wiem czy byłoby dla mnie, bo mam w sobie coś z pracoholika. Ale nie mogę ocenić nie doświadczając 🙂

    Pozdrawiam!

    Lubię

    • Ja także pozdrawiam, tak jak mówiłem, roczniki 80. są super, a 85, wiadomo, najlepszy! 🙂
      Widzisz, mi też wychodzi coś koło 2 miesięcy w podróży w każdym roku i wydaje mi się, że to dobra proporcja. Z jednej strony wiadomo, życia jest tyle, a miejsc do zobaczenia tyle. Raczej trudno założyć, że zobaczy się wszystko, choć bardzo by się chciało!
      Ja też nie wiem, czym jest prawdziwe życie. Wydaje mi się, że to, co chciałem przekazać, to fakt, iż każdy ma jakąś swoją definicję normalności i prawdziwego życia i piękne jest to, jak wiele jest różnorodności w podejściu do tego tematu.
      Pozdrawiam!

      Lubię

  15. Osobiście napisane… Pięknie napisane 🙂
    W pełni się zgadzam, że zdrowy balans pomiędzy pracą a podróżami jest konieczny.
    Bo czy można w pełni docenić podróż, jeśli całe życie jest podróżą przez nieznane? I czy można docenić osiadłe, stałe życie tu i teraz, jeśli nie ma się porównania z tym, co było w podróży?
    Osobiście uwielbiam chwilę, kiedy przylatuję na Okęcie, kiedy wiem, że do DOMU jest chwila drogi. Że za moment przekręcę klucz w zamku i będę u siebie.
    Odpalę ekspres do kawy, usiądę na balkonie z kubkiem i powspominam to, co wydarzyło się dosłownie nawet kilka godzin wcześniej.
    Wrócę do wspomnień z podróży i zacznę planować kolejną.
    A wcześniej umówię się na piwo ze znajomymi. Bo to są moje korzenie, do których wracam.

    Liked by 1 osoba

    • Osmól, dobrze powiedziane 🙂

      Lubię

    • Czasami przytrafiają się takie osobiste wpisy, chyba każdy tak ma. Skraca to dystans między piszącym a czytelnikami a przy tym pozwala zobaczyć, z kim się ma do czynienia. To chyba się udało.
      Trafiasz w sedno tego co myślę pisząc o tym, jak fajna jest chwila, gdy wraca się do swojego. Dla mnie ta chwila jest równie fajna jak ta, gdy to miejsce opuszczam.
      Co do piwa ze znajomymi, cieszę się, że już pojutrze będziemy mieli możliwość takiego spotkania w Warszawie! Pozdrawiam i do zobaczenia!

      Lubię

  16. Fajowy tekst, moje podejście do podróżowania jest trochę inne, ale przecież właśnie o poznawanie różnych ludzi i ich wizji świata w podróżowaniu chodzi.

    Lubię

  17. Są i tacy, co sprzedali lodówkę i zaczęli podróżować… teraz są milionerami.

    Różnica między polskimi, a zachodnimi blogami polega na tym, że u nas nadal jeszcze podróżowanie jest czymś niedostępnym (albo takim się ludziom wydaje). Wobec tego najczęściej spotykany komentarz to: skąd wziąłeś na to kasę? A na zachodzie nikt o takie rzeczy nie pyta. Jak ktoś się uprze pojedzie na koniec świata za 10 zł dziennie.

    Lubię

  18. I bardzo dobrze, że są ludzie na tym świecie, którzy pokazują, że niekoniecznie trzeba rzucić wszystko i wyjechać w azjatyckie Bieszczady, żeby odnaleźć satysfakcję z podróżowania i sens życia. Są w Polsce ludzie,którzy mają normalną pracę, ale wykorzystują swój urlop na maxa, tak żeby zobczyć jak najwięcej świata, ale niekoniecznie są równie widoczni w internecie, jak ci co odrzucili system, wyjechali na inny kontynent i prowadzą bloga o tym jak inaczej wygląda ich życie za granicą. Jak dla mnie, takie dwu-, trzytygodniowe wyprawy dają ogromną satysfakcję i mobilizację do kolejnych podróży. Kiedy wyjeżdżasz na dłużej, egzotyka staje się „new normal” i przestajesz się zachwycać kolejną świątynią, kolorowymi strojami, innością otoczenia. Też mieszkam w Krakowie, przez ostatnie lata wykorzystywałam mój przydział urlopu na podróże jak tylko mogłam. Ale jako, że przez ostatnie 10 miesięcy mieszkam w Indiach (taką mam pracę), cieszę się niezmiernie, że wracam do Krakowa już za miesiąc i będę w końcu mogła wyjść na zewnątrz bez tysięcy ludzi pytających się „which country ma’am?” i robiących mi zdjęcie! Także siekierka dla ludzi, którzy nie rzucają wszystkiego, chcą mieć w miarę normalne życie, normalną pracę i jednocześnie podróżować. Jak mówią anglosasi „have the cake and eat it too” 🙂

    Lubię

    • Cześć Iwona! Spodobało mi się to „new normal”, bo chyba odczułem to na sobie. Gdy dotarłem do Iranu, wiedziałem, że spełniam swoje kolejne marzenie, niektóre budowle były dla mnie naprawdę pasjonujące (jak wieża lodu na przykład), ale meczety, które widziałem wszędzie wokół, były czymś normalnym, podobnie jak perska architektura. Widziałem ich sporo w indyjskim Radżastanie. Rzeczy, o których wspominasz, pamiętam dobrze z Chin. Po roku tęskniło się za polskimi, głębokimi rozmowami przy wódce! 🙂 Pozdrawiam!

      Lubię

    • „Także siekierka dla ludzi, którzy nie rzucają wszystkiego, chcą mieć w miarę normalne życie, normalną pracę i jednocześnie podróżować.”
      Ale to co jest normalne dla większości nie musi być cele m dla każdego.
      ‚Rzuciłem wszystko’ w 2009 i siedze w Chinach/Azji, to jest dla mnie norma. Pracy chyba też nie mam ‚nienormalnej’. Każdy robi sobie dobrze, ale normalnośc i norma to względne pojęcia;)
      pzdr

      Lubię

      • Ja akurat siedze w Indiach i tez mam normalna (na ile praca w Indiach moze byc normalna!) biurowa korporacyjna prace wiec bynajmniej nie chce deprecjonowac ludzi, ktorzy wyjechali na dluzej 🙂 po prostu uwazam, ze fajnie jest tez podrozowac majac baze w Polsce i pokazywac to swiatu.

        Liked by 1 osoba

        • Cześć Iwona! Tak jak wspominałem – co innego wyjazd na dłużej do pracy, co innego wyjazd na dłużej dla wyjazdu. Nie chcę oceniać, pisałem po prostu o tym, jak ja to robię 😉

          Lubię

      • Cześć Piotr! A widzisz – „quit your job and travel on” a „quit your job and move to another country” to co innego. Ja też mieszkałem w CHRL, jak zapewne wiesz, i dla mnie to było akurat normalne. Bardziej w tym swoim tekście miałem na myśli podróżowanie bez miejsca zaczepienia, takie, że jesteś cały czas w drodze. Cóż, ważne, żeby robić rzeczy w zgodzie ze sobą! 🙂 Pozdrawiam!

        Lubię

  19. Podoba mi się, że fajnie mówisz o Magdalenie (często) i rodzinie (teraz). To takie trochę niemodne w dzisiejszych czasach, gdy wiele osób mówi wyłącznie o sobie – ja, moje cele, moje marzenia, moja wygoda itd. Fajnie też, że uważasz, że praca jest bardzo ważna, ale myślę, że każdy ma prawo mieć inne podejście do tego – niektórzy szukają swojej drogi zawodowej, jeśli praca Cię satysfakcjonuje – extra, gratuluję. Inni potrzebują wyjechać w świat, by poszukać siebie i to też jest ok. Słowo „tanio” jest dosć luźne i ogólne, ja uważam, że podróżuję raczej niedrogo (przeloty, przejazdy, noclegi i inne sprawy basic), ale wiele osób uważa, że jestem rozrzutna, bo wydaję sporo na lokalne produkty, na jedzenie – na to nigdy nie żałuję pieniędzy.
    Bardzo lubię czytać Twoje relacje i mam nadzieję, że to dopiero początek 🙂

    Lubię

    • Ktoś kiedyś powiedział, że moje pokolenie to pokolenie dziwne. Trochę nieme, małe rozszczekane w porównaniu do obecnych ludzi po liceum czy na studiach, im bliżej trzydziestki, tym bardziej zdystansowane. Tak, uważam, że praca jest ważna a im bardziej ją lubimy, tym większe szczęście. Pisząc ten tekst nie miałem na myśli ludzi, którzy poszukują swojej drogi zawodowej a tym samym często wyjeżdżają poza kraj. Sam wyemigrowałem do Chin. Bardziej, gdzieś w tle, myślałem o kimś, kto zarabia średnią krajową, spłaca mieszkanie, ma rodzinę, i widzi na ścianie fejsbukowej te irytujące „quit your job and travel on”. Nie każdy może rzucić wszystko to ma i podróżować. Nie każdego na to będzie stać.

      To, co chciałem przekazać w swoim tekście, to odrobina mnie i mojego podejścia do spraw. Nigdy nie pisałem o tym, jak najtaniej przejechać taki a taki kraj, jak za darmo zjeść kolację w Paryżu albo jak za pięć złotych deskorolką przepłynąć Atlantyk. To mogło sugerować, że jestem lekkim bufonem, który zapewne wydaje pieniądze rodziców na hedonistyczne przyjemności. A co! Były też i takie głosy. Chciałem przekazać, że pracuję po to, by podróżować. Ale nie tylko.

      Ja osobiście uważam, że podróżuję racjonalnie, choć są rzeczy, na które mogę wydać wiele. I tak jak mówisz – jedzenie i produkty lokalne to jest to!

      Pozdrawiam serdecznie!

      Lubię

      • Marcin, też nie miałam na myśli ludzi wyjeżdżających do pracy a to, że czasem trzeba wyjechać na dłużej by po prostu poszukać siebie i przemyśleć swoje życie, decyzje i przyszłość. Tak myślę, ale mogę się mylić 🙂 Pozdrawiam!

        Lubię

  20. Fajnie kiedyś Przemek Skokowski powiedział na Wachlarzu, że pomimo tych wszystkich miejsc, które zobaczył i dni, które spędził w podróży poza domem, czuje się „domatorem” i lubi to. Wszyscy rozdziawili buzie skonsternowani, niepewni, szukający sensu w tym kontraście. A ja doskonale to rozumiałem 🙂

    Poza tym też rozumiem przesłanie, że życie w podróży to nie jest prawdziwe życie, dlatego praca zawsze będzie dla mnie numerem jeden. Choć już nie musiałaby być. Ale chcę, by była. <> to doskonałe przysłowie i bardzo plastyczne, które można ulepić również tak, by pasowało do kontekstu ze stylem życia. Powodzenia!

    Lubię

    • W „dzióbkach” powinno być przysłowie WSZĘDZIE DOBRZE, GDZIE NAS NIE MA, ale chyba kod wyrzucił 🙂

      Lubię

      • Cześć Marcin! I ja się tutaj z Przemkiem absolutnie zgadzam! Powrót do domu, chwila w domu, czas na książkę, pies siedzący obok, to wszystko jest częścią równie wspaniałego życia, jak to, które doświadcza się w podróży. Wydaje mi się, że Ty akurat jesteś bardzo dobrym przykładem odpowiednio work-life balance i łączenia tego, co się lubi z tym, co się robi! Pozdrawiam!

        Lubię

    • Dołączę do tych twierdzących, że praca + wakacje to jest prawdziwe życie…
      A ludzie tylko podróżujący po jakimś czasie są całkowicie oderwani od wszystkiego.
      Sama zresztą wczoraj pisałam na blogu o tym dlaczego długie podróże nie są dla mnie. Już po raz któryś z kolei bardzo się zgadzam z tym co pisze Wojażer 🙂

      Lubię

      • Mi też się wydaje, że Ci, którzy spędzili lata w podróży, a czasami miesiące, odrywają się od rzeczywistości. Nie oceniam, nie wartościuję, po prostu piszę, co myślę. Praca i wakacje to dobry balans, dla mnie, i dla wielu, którzy mogą myśleć, że są w jakikolwiek sposób gorsi, bo nie realizuję „quit your job and travel on”!

        Lubię

  21. Bardzo podoba mi się ten fragment, że nie trzeba rzucać wszystkiego, a prawdziwe życie jest tu, na miejscu. Dzisiaj większość o tym zapomina, ba sama to czasem robię. To bardzo ważna mądrość 😉

    Lubię

  22. Ciekawe!
    Powodzenia w pisaniu i podróżowaniu! 😀

    ——————-
    http://travelingrockhopper.com

    Lubię

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s