Europa Felietony Słowacja

Emerik Feješ. Myśli o sztuce naiwnej podróżniczego blogowania

Emerik Feješ, austro-węgierski malarz pochodzący z serbskiego Nowego Sadu, którego poznałem w słowackim Dolnym Kubinie, sprowokował mnie do kilku myśli.

Tak wygląda opowiadanie o świecie: weź piękny krajobraz, wzgórza falujące aż po kres horyzontu, soczystą, wiosenną zieleń i spokojny błękit nieba przecięty gdzieniegdzie przez białe, puchowe baranki.

Sielanka, którą kiedyś zapamiętywały jedynie oczy i umysł nasz w swej wspaniałej doskonałości, dziś zapisywana jest w najmniejszym szczególe, cyfrowo zapamiętana, a następnie poprawiona, udoskonalona, upiększona za pomocą filtrów, korekty i słów zachwytu.

Dobrze jest w podróży, choćby najmniejszej, poznawać świat przez pryzmat sztuki. Zaprzyjaźniać się z choćby najmniejszymi galeriami po to, aby wejść w sytuację prowokacji. Po to, aby sprowokować umysł do dalszego drążenia. I tak, gdy w ten weekend przemierzałem arcyciekawe, idealne krajobrazy Orawy, gdy już pewny byłem, że o tej właśnie historycznej krainie chciałbym tekst następny napisać, wpadłem przypadkiem na Emerika Feješa, który, jak to już ze sztuką bywa, przedefiniował moje zainteresowanie i sprowokował do myślenia.

Jak bardzo my, autorzy stron podróżniczych, różnimy się od tego, co Emerik Feješ tworzył w nurcie sztuki naiwnej? 

Było to w Dolnym Kubinie, tuż po krótkiej wizycie w Zamku Orawskim, gdy zajechałem pod senny rynek niewielkiego miasteczka i wzrok mój od razu skierował się ku Galerii Orawskiej, jednej z najważniejszych instytucji kulturalnych na Słowacji.

Jak wszystko w tym górzystym kraju, także i galeria sprawiała wrażenie, jakby nikogo wokół nie było. Samotnie przemierzałem sala po sali, sam zapalając i gasząc światła. Podziwiałem dzieła orawskiej sztuki, ale ciekawość moja podążyła w kierunku pewnych znajomych mi obrazków. Czy to Nikifor? – pomyślałem przez chwilę, gdy gdzieś w kącie ujrzałem album, który zwrócił moją uwagę. Przez następne pół godziny zatopiłem się w kolorowych, niemalże idyllicznych obrazkach, które przeniosły mnie w różne zakątki świata tak samo jak my, autorzy, przenosimy naszych czytelników, w miejsce im znane lub nieznane. W tych pięknych, miejskich pejzażach, które bezbłędnie rozpoznawałem i przyporządkowywałem do konkretnych miejsc, coś jednak się nie zgadzało. Obraz był niby prawdziwy, ale chyba za bardzo cukierkowy, za bardzo bajkowy.

Emerik Feješ nawet z wyglądu przypominał Nikifora. Nie dzielił wprawdzie z nim podobnych ułomności, ale dzielił fakt zamieszkiwania w CK Monarchii Austro-Węgierskiej, dzielił multikulturowy pejzaż tychże ziem, koniec końców dzielił także z Nikiforem jeden nurt, prymitywizm, naiwną sztukę, w której zakochałem się już dawno. Emerik Feješ urodził się na terenie dzisiejszej Chorwacji jako obywatel Cesarstwa Austro-Węgier, w mieszanej rodzinie serbsko-węgierskiej. Zmarł zaś w serbskim Nowym Sadzie na terenie, już wtedy, socjalistycznej Jugosławii.

EF

Swoje malowanie rozpoczął w 1949 roku po tym, jak powrócił do Nowego Sadu po zawieruchach II wojny światowej. Początkowo malował portrety i sceny z podmiejskiego życia, aby potem zająć się tylko i wyłącznie krajobrazami miejskimi, które tworzył od 1954 roku. Na pierwszych wystawach jego prace pojawiły się w 1955 roku, by w 1956 roku pojawić się na pierwszej, dedykowanej tylko jemu.

Na czym polegała jego sztuka ukazywania miejskich krajobrazów? To jest właśnie myśl przewodnia, która pojawiła się w mojej głowie gdzieś między jednym miastem które rozpoznałem po charakterystycznych kształtach a drugim, które może nie do końca było podobne, ale jednak przypominało to, co autor chciał, aby przypominało.

Cała, ta najbardziej rozpoznawalna sztuka Emerika Feješa polegała na tym, iż przedstawianą przez siebie rzeczywistość traktował bardzo umownie, może nie do końca prawdziwie, ale w sposób, który po dziś dzień czaruje odbiorców.

Brał czarno białą pocztówkę, która wpadła w jego posiadanie – z Belgradu, Wenecji, Londynu, Moskwy, Stambułu czy dalekich Indii, następnie kopiował i powiększał to, co na niej widział i wreszcie, dodawał do tego to, co podpowiadała mu wyobraźnia artysty, w tym kolory, które także pojawiały się na nich wedle uznania. Pragnienie jego było zacne – uczynić szary, choć przecież niezwykle interesujący świat, kolorowym obrazem przemawiającym do ludzkiej wyobraźni.

Stałem więc po środku opustoszałego centrum Dolnego Kubina, naładowany dziesiątkami obrazów artysty, którego właśnie poznałem i w głębi ducha zastanawiałem się, czy

my autorzy blogów podróżniczych nie jesteśmy jak ten Emerik Feješ, który bierze niby znany wszystkimi świat i koloruje go na nowo, czasami domalowując od siebie coś, co niekoniecznie istnieje?

Koniec końców, nie jesteśmy przecież Wikipedią. Jesteśmy małymi artystami, którzy może i naiwnie, a czasami prymitywnie, ukazują świat. W najlepszy sposób jaki potrafimy. Jak Nikifor Krynicki czy Emerik Feješ.

PS: to jest wstępniak do dłuższych przemyśleń, które pojawią się niebawem.

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

1 comment on “Emerik Feješ. Myśli o sztuce naiwnej podróżniczego blogowania

  1. Zaczytuje się w twoich wpisach od kilku miesięcy, ale ten jest szczególnie bliski mojemu sercu. Pierwsze słowo które przykuło moja uwagę to Nikifor. Czy można nie kochać Nikifora? It makes you smile, It makes you happy! Emerik Feješ przykuł moja uwagę obrazem z dworca kolejowego w Antwerpii ( od kilku lat z przymiotnikiem – najpiekniejszy na swiecie) i rynku z ratuszem w Brukseli. Jestem przewodnikiem po Flandrii i te miejsca są gwoździem programu. Serdeczne dzięki, mam kolejna ‚wymówkę’ na wyjazd do Słowacji, a konkretnie do Galerii Orawskiej.

    Polubienie

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s