Europa Malta Przewodniki wyspy

Valletta, Malta. Przewodnik po kameralnej stolicy wyspy

Malta to jedna z najciekawszych europejskich wysp, a jej maleńka stolica to miejsce kameralne i fascynujące

Valletta, najmniejsza stolica Europy, sobotni poranek szóstego grudnia. Jest wiele powodów by świętować. Święty Mikołaj wprawdzie nie dotarł, ale z drugiej strony nie rozwiedliśmy się, wręcz przeciwnie, zbliżamy się do siebie coraz bardziej. Na Malcie rozwody są legalne dopiero od 2011 roku. Taliban? Niekoniecznie. W tym małym wyspiarskim kraju nic tak bardzo nie definiuje krajobrazu i mentalności, jak Kościół Katolicki. To państwo wyznaniowe z religią wpisaną do konstytucji, które zaskakuje na każdym kroku. W przeciwieństwie do Polski Kościół zdaje się jednak bardziej konstruktywny i łączący, aniżeli tworzący podziały, jest częścią życia codziennego, czymś zupełnie naturalnym, a także czymś, z czego ludzie są naprawdę dumni.

Dumnie nad zatoką króluje Valletta, stolica malutkiego kraju, którego trudno w ogóle zlokalizować patrząc na basen Morza Śródziemnego. Do miasta trafiamy zupełnie niezauważenie. Ledwo wysiedliśmy z samolotu, dopiero co przekroczyliśmy progi lotniska i załadowaliśmy się do samochodu, a tu dosłownie po chwili, staliśmy na schodach stromej ulicy Triq San Gwann, jednej z tych pięknych, charakterystycznych uliczek miasta. Kilka sekund później doszliśmy już do naszego hotelu – Luciano Valletta Boutique Hotel.

Sypialnia dla mieszkańców, ale także dla większości turystów, mieści się po drugiej stronie portu Marsamxett, w mieście zwanym Sliema. Jeśli się dobrze trafi, można codziennie rozpoczynać dzień od spojrzenia na piękną linię zabudowy Valetty, jednolite miasto z kamienia z charakterystyczną kopułą kościoła Karmelitówi wieżą anglikańskiej katedry św. Pawła. Nam ten widok z Sliemy dany był dopiero przed wylotem do Polski, w dodatku w deszczu, który zaczął padać tuż przed odlotem.

Niestety tego zachwytu nie mogą niestety wyrazić mieszkańcy północnej części Valletty. którzy otwierając okiennice swoich pięknie ozdobionych balkonów, widzą jedynie wielkie budowle z betonu, wieżowce zbudowane dla spełnienia marzeń turystów i lokalnej klasy średniej.

My na tą jedną noc zamieszkaliśmy w ścisłym centrum. Mając niewiele czasu, szkoda nam było marnować go na przemieszczanie się. Wybraliśmy również pokój z balkonem i widokiem na katedrę św. Jana, bo czy może być coś piękniejszego niż poranna kawa z widokiem oraz w pełni grudniowego maltańskiego słońca? Nie minęła nawet godzina od lądowania, gdy oczekiwaliśmy już na śniadanie w restauracji Luciano’s. Przybytek ten bardziej przypominał restaurację z dodatkiem hotelu, aniżeli hotel z restauracją, coś zupełnie identycznego jak il Sole w Bergamo. Widać było, że główny akcent stawia się tutaj na jedzenie.

O jedzeniu na Malcie słyszałem więcej złego niż dobrego. Ale po tym weekendzie, który też po części uczyniliśmy kulinarną orgią, myślę, że z powszechnymi opiniami się nie zgadzam. Gdybyśmy poprzestali na Luciano’s i kilku podobnych przybytkach, może rzeczywiście szału by nie było. Jednak postanowilośmy poszukać, cierpliwie poczekać na właściwy moment, a potem zanurkować łyżką, nożem i widelcem, w talerze pełne prawdziwych maltańskich smaków. Najlepsze kulinarne nurkowanie odbywa się wieczorem. Ceniące się lokale otwierają swe drzwi tylko i wyłącznie na wieczorny serwis. Znaleźliśmy więc nasz kulinarny cel, wybraliśmy dogodną godzinę, i ze spokojem ducha ruszyliśmy na zwiedzanie miasta.

A może miasto to za dużo powiedziane? Może lepiej mówić miasteczko? Całą Vallettę przejdziecie w pół dnia. Ja sam, gdy wyszedłem w niedzielę rano na poranny spacer, po lekko ponad godzinie okrążyłem ją i wróciłem do punktu wyjścia. Długość całej stolicy to mniej więcej kilometr, szerokość zaś sześćset metrów. Dosłownie dwie główne ulice i kilkanaście pomniejszych, urokliwych uliczek, z których część to po prostu strome schody. Niech Was jednak nie zmylą rozmiary tego miejsca. Valletta trafiła na listę światowego dziedzictwa UNESCO, ponieważ w żadnym praktycznie miejscu nie znajdziecie takiego skoncentrowania architektury stworzonej 400 lat temu, która do tej pory w zasadzie nie zmieniła swego oryginalnego kształtu.

W pełnym słońcu wybornie smakuje Merchant Street. To na tej ulicy znajdziecie sklepy, sklepiki, jubilerów i stragany, które rozkładają się na dzień by potem zniknąć na noc. Schodzimy tą ulicą w dół i po kilkunastominutowym spacerze docieramy do krańca Valletty, który wyznacza Fort St. Elmo. Tuż obok fortu znajduje się także muzeum wojny, do którego jednak nie poszliśmy, gdyż po prostu nie byliśmy nim szczególnie zainteresowani. Ci, którzy chcieliby zgłębić temat wojny, dowiedzą się, że Malta odegrała bohaterską rolę w drugiej wojnie światowej. Jako przyczółek brytyjskiej armii będący dokładnie w połowie drogi między Sycylią a Afryką, wyspa ta miała strategiczne znaczenie. Niestety z racji swojego położenia była także jednym z najbardziej bombardowanych miejsc w Europie.

Z tego wschodniego krańca miasta wkraczamy w główną ulicę – Republic Street. Idąc nią pod górę trafimy na Plac Republiki, gdzie znajdują się dwie perły miasta – Grand Master’s Palace oraz Katedra św. Jana, która z pewnością jest najbogatszym kościołem Malty. Złoto dosłownie kipi z sufitów, zaś cała posadzka to zbiór marmurowych grobowców pod którym pochowano 375 zasłużonych rycerzy zakonu. Kościół uważany jest za jeden z najpiękniejszych przykładów barokowej architektury sakralnej w Europie. Wnętrze odwiedziliśmy w niedzielę rano, gdy wybraliśmy się na chwilę na mszę koncelebrowaną przez wielu księży. Bogate wnętrza, sporych rozmiarów chór oraz msza po łacinie, sprawiały, że miejsce nabierało niezwykle magicznej atmosfery.

Jednak miejscem, w którym spędziliśmy sporo czasu, i które uważamy za jedno z najpiękniejszych w stolicy Malty, były górne ogrody Barrakka. Te publiczne ogrody miejskie oferują każdemu nie tylko zacienione miejsca, idealne na gorące dni, ale przede wszystkim widoki, które zapierają dech w piersiach. Stojąc w głównym punkcie widokowym po prawej stronie podziwiamy południową stronę miasta z widokiem na Grand Harbour, zaś po drugiej stronie portu widzimy maltańskie Trójmiasto – Vittoriosa, Senglea i Cospicua. W samym parku dzieje się wiele – ludzie popijają kawę, poddenerwowany Amerykanin czeka, aż wynajęci ludzie ułożą z kwiatów słowa jego oświadczyn, fotograf nerwowo wygląda przyszłej pani młodej. Kilka metrów dalej siostry zakonne fotografują się na tle zatoki, a stojący obok nas Anglik mówi, że nie warto mieć dzieci, bo nasi znajomi mają ich wystarczająco dużo. Bądźcie dla nich dobrymi wujkami i ciotkami, to Wam w zupełności wystarczy. I choć nie do końca zgadzam się z jego słowami, rozmowa klei się nad wyraz dobrze. Atmosfera sobotniego popołudnia sprawia, iż postanawiamy tam na chwilę zostać. Siadamy w słońcu i popijając kawę cieszymy się zapewne ostatnimi promieniami słońca w tym roku. W Krakowie od listopada do marca słońca nie ma. Kraków to planeta smogu. Nie dziwcie się więc, że uciekamy z niego ile się tylko da.

Upper Barrakka Gardens znajdują się powyżej fortu Lascaris, i dopiero zjeżdżając zupełnie na dół, dociera do nas, jak wysoko są one położone, a tym samym jak dobrze ufortyfikowanym miastem jest stolica Malty. Nie musicie schodzić na dół pieszo. Ogrody Barraka z dolną częścią miasta skąd odchodzi prom do Trzech Miast, łączy winda Barrakka. Trochę to wszystko przypomina Lizbonę i tamtejszy Elevador de Santa Justa. W ogóle Valletta, gdybyśmy mieli ją opisać, byłaby dla nas połączeniem zubożałej wersji Lizbony, ciasnego włoskiego miasteczka na górze oraz jakiejś grecko-sycylijskiej mieściny. Warto zjechać na dół i poczekać na prom, który w ciągu piętnastu minut przewiezie nas na drugą stronę portu. Widoki po drodze są naprawdę pocztówkowe.

Te trzy równie mocno ufortyfikowane miasteczka przeniosły nas w zupełnie inną rzeczywistość. Łodzie pozostawione w porcie spokojnie bujały się na wodzie, pojedyncze luzzu, maltańskie tradycyjne łodzie, szukały jeszcze swojej szansy wśród turystycznych niedobitków, które postanowiło przybyć na wyspę po sezonie. A gdy tylko wyszliśmy z pięknej zatoczki w górę Senglei, trafiliśmy do cichego, zamkniętego, prawie pustego świata wąskich ulic, na których trudno kogokolwiek spotkać. Przemawiały do nas jedynie obecne wszędzie figurki Jezusa, Maryi i setek świętych, których nie byliśmy nawet  w stanie rozpoznać.

Vittoriosa, do której docieramy, była kiedyś drugą stolicą Malty. Pierwszą była Mdina. Valletta to trzecia stolica Malty. Jest to jedno z nielicznych miejsc, które zbudowane zupełnie od zera i według z góry założonego planu. Kamień pod budowę miasta położono w 1566 roku. W 1980 roku miasto dodano do listy światowego dziedzictwa UNESCO, a w 2018 roku nosić będzie tytuł europejskiej stolicy kultury.

Wszystkie te fakty są ciekawe, ale dla mnie najciekawsza jest rola Zakonu Maltańskiego w życiu tego państwa i tego miasta. Każdy, kto przybywa na Maltę, usłyszy w pewnym momencie słowo „knight” albo „knights” – rycerz, rycerze. Suwerenny Rycerski Zakon Szpitalników Św. Jana, z Jerozolimy, z Rodos i z Malty – to pełna nazwa tej „organizacji”, która odegrała niezwykle istotna rolę na przestrzeni dziejów. Co ciekawe, zakon ten jest uznawany przez wiele krajów za suwerenny podmiot prawa międzynarodowego, zaś jego nieruchomości na Malcie mają status eksterytorialności. Krzyż maltański, symbol tego zakonu a także flaga zakonu, która przypomina flagę duńską, są symbolami, które przewijają się przez każdą uliczkę tego miasta i każde miejsce w tym kraju. Na początku XVI wieku okręty zakonu, który na dobre zakotwiczył na Malcie, nękały siły morskie imperium osmańskiego. Tak rozpoczyna się historia Valletty, gdyż w 1565 roku Sulejman Wspaniały postanowił ukrócić potęgę zakonu i zarządził blokadę Malty. Aby umocnić obronność wyspy podjęto decyzję o rozpoczęciu budowy Valetty w roku 1566. Nazwa miasta pochodzi od nazwiska ówczesnego wielkiego mistrza zakonu – Jeana de la Vallette.

Jeszcze jeden widok na ufortyfikowaną Vallettę mieliśmy w drodze powrotnej z Trzech Miast. Przepływając zatokę spoglądaliśmy przez dłuższą chwilę na nieziemską panoramę miasta, by potem zanurzyć się w jednej z ostatnich kąpieli słonecznych w tym roku.

Gdy wracamy do miasta, nieubłaganie zbliża się sobotnie popołudnie, czas, kiedy wiele biznesów zamyka swoje progi, by otworzyć je dopiero w poniedziałek. Weekend jest czasem dla rodziny, a niedziela ma status dnia naprawdę świętego. Nie tylko przeznacza się go na chwałę Boga, ale także dla swoich bliskich, z którymi po niedzielnej mszy, idzie się na wielogodzinny obiad. Spotkanie kontynuuje się potem przy drinkach lub winie, często winie maltańskim, które ku naszemu zaskoczeniu, smakuje naprawdę dobrze.

Dobrze, a nawet wybornie, smakowała nasza kolacja, rzec by można, druga kolacja rocznicowa, albo po prostu mikołajkowa. Cóż, każda okazja jest dobra, żeby wyśmienicie zjeść. Na naszą ucztę wybraliśmy Guze Bistro, lokal numer jeden według Tripadvisora. Najlepsza restauracja w mieście miała dobre recenzje i w zupełności możemy potwierdzić – zasłużyła na nie. W sezonie warto zarezerwować miejsce, szczególnie w godzinach, kiedy przychodzi najwięcej osób (20-21). Lokal, jako jeden z tych najlepszych, otwiera się o 18:00 na wieczorny serwis. Gdy wchodzimy do środka, od razu słyszymy pytanie o rezerwację. Mówimy, że nie mamy, więc zapytano nas, czy wystarczą nam trzy godziny do 21:00. Jeśli tak, zapraszają do najlepszego stolika przy oknie. Nieprzyzwyczajeni do naprawdę długiego przesiadywania nad jedzeniem, mówimy, że owszem, w zupełności wystarczą nam trzy godziny! Jak się okazało, dwie i pół to minimum. Odstępy czasowe między daniami są na tyle wystarczające, iż pozwalają naszym żołądkom przygotować się na następne pyszności. Zaczęliśmy od czekadełka. A tutaj panna cotta z karczochów, lokalne pieczywo, galareta z oliwy oraz suszone pomidory. Na przystawkę zamawiamy zupę rybną z  grissini farbowanego tuszem ośmiornicy oraz makaron z rakiem. Do tego towarzyszy nam wyborne, czerwone wino maltańskie – Melqart. Ukoronowaniem kolacji są dania główne – najbardziej tradycyjne danie Malty, czyli królik, a w przypadku Magdaleny, risotto z grzybami. Maltańczycy jedzą 3 miliony królików rocznie, a jest ich tylko lekko ponad 400 tysięcy, więc spokojnie można zakładać, że sztukę przygotowania tego dania mają opanowaną do perfekcji. Mięso było niezwykle delikatne, genialnie przyprawione i podane na aromatycznym musie oraz w towarzystwie pieczonej marchwi. Nawet pięć ręcznie wykonanych, bardzo grubych frytek, miało smak wprost idealny; tak idealny, że zastanawiałem się, czy są lepsze od frytek belgijskich. Z deserem nie daliśmy rady i po wypiciu espresso wybraliśmy się na mały spacer kończący naszą mikołajkowo-rocznicową sobotę.

W niedzielę rano, tuż przed wyjazdem w dalsze rejony wyspy, postanowiłem wybrać się na mały spacer po mieście. Ponieważ słońce schowane było mocno za chmurami, miasto przybrało zupełnie nową twarz. Stojąc na rogu Republic Street oraz South Street, warto wejść w tą drugą ulicą i pójść w kierunku Sliemy. Po drodze mijamy uliczki, z których świetnie widać dominującą nad miastem kopułę kościoła Karmelitów. Na końcu tejże ulicy znajduje się z kolei parkingu samochodowy, z którego świetnie widać północną stronę miasta z charakterystyczną wieżą i kopułą.

 Valletta – malutkie miasto z około dziesięcioma tysiącami mieszkańców, a tyle bogactwa w sobie!

W kolejnym poście jedziemy dalej po Malcie! Zapraszam!

Plan Valletty, źródło: http://www.snapadministration.com/maltaattraction/wallpapers/map_large.jpg
Plan Valletty, źródło: http://www.snapadministration.com/maltaattraction/wallpapers/map_large.jpg

Druga część opowieści z Malty znajduje się tu: Malta w 8 godzin autem

58 comments on “Valletta, Malta. Przewodnik po kameralnej stolicy wyspy

  1. croatiaholidays

    W zeszłym roku wycieczka promem z Sycylii na Maltę i jednodniowe zwiedzanie w tym Valletty i jej najważniejszych zabytków, kosztowało 180 euro od osoby. Nie skusiliśmy się 😉

    Polubienie

  2. Pingback: Wasze podróże - moje inspiracje. Lista miejsc do zobaczenia.

  3. Pingback: Malta - położenie, jaka pogoda i kiedy jechać, plaże, co można zwiedzić i zobaczyć | Atlantyda Travel - najlepsze miejsca na wypoczynek

  4. kamilanapora

    o jak dobrze, że wróciłam do tego wpisu, pomału zaczynam o mojej Malcie październikowej myśleć i zdecydowanie mi się przyda, żeby zaplanowac co i jak tam! z tym że ja ciut więcej czasu będę miała. przygotuj się na pytania, bo pewnie bliżej terminu będę ich sporo miała!

    Polubienie

  5. Pingback: Weekend na Malcie | cz. 2 | w 8 godzin dookoła wyspy | WOJAŻER

  6. Pingback: Wasze podróże | W RÓŻNE STRONY

  7. Bardzo rzeczowy i interesujący opis, nie zanudza :), zdjęcia mi się bardzo podobają

    Polubienie

  8. Właśnie ogrody Barakka zapadły najbardziej w mojej pamięci z wizyty w stolicy. Malta bez Gozo? Oj, oj! Ale jak na dwa dni, to naprawdę nie mieliście opcji, żeby i tam pojechać. Za to zawsze macie powód, aby tam wrócić. Bez powodu także warto wrócić na Maltę.

    Polubienie

  9. Pingback: 2014. Rok niesamowitości | WOJAŻER

  10. Niesamowicie lubię wasze nagromadzenie zdjęć w poście. Faktycznie Valletta sprawia wrażenie bardzo portugalsko-lizbonowej. Muszę się wybrać, bo nawet mam tam znajomych blogerów. A to w końcu w czasach ryanwizzerowych żaden problem.

    Polubienie

    • Dziękuję 🙂 Myślę, że ładne zdjęcia zawsze odpowiednio dopełniają dobrze napisaną relację. Żyjemy w czasach przekazu obrazkowego, a poza tym sam lubię ładne zdjęcia jako uzupełnienie historii, często wtedy postanawiam, że gdzieś pojadę, bo akurat mi się spodobało. Jeśli masz tam znajomych, zdecydowanie jedź! 🙂 z lokalnymi zawsze raźniej!

      Polubienie

  11. Valletta wydaje się być bardzo fotogeniczna, a takie wyjazdy są super, pozwalają odpocząć i nacieszyć się sobą 🙂

    Polubienie

  12. Ładna ta Malta 🙂 Dwójka znajomych ją odwiedziła jakiś czas temu i mieli bardzo skrajne opinie (od zachwytów do „nuda, nie warto”), więc z tym większym zainteresowaniem czytałam. Cóż, po oglądaniu zdjęć i przeczytaniu posta mogę na pewno stwierdzić, że prezentuje się bardzo ciekawie 🙂 Swoją drogą piękny zwyczaj z tymi zaręczynami, ślubem i rocznicami gdzieś daleko 🙂

    Polubienie

    • Hej Zuza. Ja myślę, że kluczową rolę odgrywa tutaj czas. Gdybym miał spędzić tydzień na Malcie, chyba bym się zanudził, to fakt. Jak dla mnie jest to wyspa idealna na bardzo krótki wypad. Chyba przez to, że byliśmy tam dosłownie 48 godzin, nasz odbiór jest tak świetny, bo po prostu było intensywnie. PS: przyznam, że bardzo lubię tą naszą romantyczną część podróżowania. Mam nadzieję, że uda nam się tak co roku aż do końca… 🙂 Pozdrawiam!

      Polubienie

      • Zanudzić ?? O co, to nie 🙂 Ja byłam na Malcie 10 dni i jeszcze nie wystarczyło 🙂 Ta wyspa ma wiele nieodkrytych miejsc do wędrówek i każda strona wybrzeża jest inna. Nie mówiąc już o „młodszej siostrze” Malty czyli Gozo i Comino. Cudowne widoki, bogata architektura i dzika przyroda.

        Polubienie

        • Kompromisowo – myślę, że 4-5 dni by mi wystarczyło, tydzień, dalej się tego trzymam, to dla mnie na Maltę za długo 🙂 Ale masz rację, tam jest masa pięknych miejsc i zakamarków, to fakt!

          Polubienie

      • Spędziłam na Malcie dwa tygodnie i wcale się nie nudziłam. Ale fakt, bazowaliśmy na komunikacji publicznej (he, he…) oraz własnych nogach a co więcej wyskoczyliśmy ze dwa razy na Gozo. Szczerze rzekłszy, jeszcze nam trochę zostało do zobaczenia…

        Polubienie

  13. Dzień Dobry, pewnie wiele osób pyta, jaki koszt takiej 2 dniowej wycieczki? Od A do Z. Marzę od kilku lat, by pojechać i w ten sposób spędzać weekend, a nawet kilka weekendów. Pozdrawiam

    Polubienie

    • Dzień dobry! Trudne pytanie, bo o pieniądzach raczej mówić nie lubię 🙂 Ale powiedzmy, że się przekonam i orientacyjnie sprawę przedstawię. Nadmienię tylko, że te ceny mogą być dla jednych „za duże”, dla innych „za tanie”, bo kwestie takie jak noclegi czy jadanie w restauracjach to sprawy bardzo indywidualne:

      1. lot: 260 zł RT / osobę
      2. nocleg: 140 zł / osobę
      3. 2 kolacje w dobrych restauracjach, lunche, przekąski, picie: 250 zł / osobę
      4. taxi z lotniska: 30 zł / osobę
      5. wynajęcie taxi na 8 godzin objazdówki po wyspie: 150 zł / osobę

      830 zł za osobę. Tak więc dla wielu będzie to bardzo dużo, dla innych nie, to sprawa bardzo subiektywna.

      Dyskomfort w pisaniu o kasie wynika z tego, iż mam wrażenie, że aby być „fajnym” w blogosferze podróżniczej, trzeba wydawać jak najmniej, podróżować jak najtaniej, zaś u mnie najważniejszą walutą jest czas. Mam go bardzo mało i bardzo go sobie cenię. Co ważne, mam inne priorytety, nie mam kredytu na głowie, nie mam dzieci, nie wydaję pieniędzy na nowe auta i inne materialne rzeczy. Wychodzę więc z założenia, że na podróże mnie stać.

      Pozdrawiam! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  14. Piękne zdjęcia!!!
    Byłam na Malcie trzy lata temu, ale nie miałam okazji, żeby posiedzieć w stolicy dłużej. Twoja relacja tylko „zrobiła mi smaka”na powrót na tę wyspę 🙂

    Polubienie

  15. Nigdy na Malcie nie bylam, ale przypomina mi ona atmosfere Poludniwych Wloch. Zdjecia piekne!:)

    Polubienie

  16. Świetny język pisania. Dobrze się czyta, plastyka opisów działa na wyobraźnie. Good job! Oby tak dalej 😉

    Polubienie

  17. no i okazuje się, że i grudzień może być całkiem przyjemny na Malte, fajna relacja i fajne zdjęcia 🙂
    nie wiem jak to się dzieje, ale co rusz spotykam miłośników podróży z Krakowa, mamy tu chyba małe zagłębie wydobywcze tego typu osobistości 😀
    pozdrawiam z… Krakowa

    Polubienie

    • Dziękuję. Pracuję jeszcze nad drugą częścią, w której będzie kilka innych miejsc na wyspie. I rzeczywiście, jeśli ktoś chce uciec na chwilę od typowego grudnia, Malta zdaje się być ciekawym wyborem.

      Kraków zawsze był zagłębiem ciekawych ludzi, to fakt 🙂 Pozdrawiam!

      Polubienie

  18. Umiesz zachęcić do odwiedzenia miejsca. Malta póki co nie jest wysoko na mojej liście „do odwiedzenia” ale kiedyś pewnie się tam wybiorę. Rok temu miałam do wyboru Maltę lub Cypr (lub wyspy Kanaryjskie) i zwyciężył Cypr 🙂

    Polubienie

    • Dzięki! 🙂 Dla mnie Malta nigdy nie była wysoko na liście, ale chciałem nam znaleźć jakieś ciepłe i przyjemnie miejsce na rocznicę ślubu, a także takie, do którego można względnie tanio dolecieć. No i sprawdziło się! 🙂 Na wyspy Kanaryjskie lecimy za to za miesiąc i spędzimy na Teneryfie tydzień. W ogóle wyspy jakoś tak bardzo weszły mi do moich planów – były Spitsbergen, był Mauritius i teraz Malta, wkrótce Teneryfa i Islandia, ale plany dalej się rozwijają – marzę o Azorach, Maderze i Wyspach Owczych. 🙂

      Polubienie

  19. Kiedyś bardzo chciałam odwiedzić Maltę, ale później usłyszałam o niej niepochlebne opinie (że drogo, a nic ciekawego) i trochę zapomniałam o tym miejscu. Ale dzięki Twojej relacji stwierdzam, że wpiszę ją na listę miejsc do odwiedzenia 😉

    Polubienie

    • Ja też słyszałem tylko, że jest drogo, że nudno, że jedzenie jest do niczego. Jak widać, można się pozytywnie zaskoczyć. Prawdą jest jednak to, że na Maltę na tydzień bym nie poleciał. Nasze 2 dni to trochę za mało, gdyż nie mieliśmy czasu na Gozo, ale myślę, że 4 dni, aby zobaczyć wszystko, w zupełności by wystarczyły. 🙂

      Polubienie

      • To czekam na drugą część relacji z Malty 😉
        Takie miejsca, które można szybko zwiedzić, też się czasem przydają. Chociaż jest gdzie wyskoczyć na przedłużony weekend 😉

        Polubienie

  20. ale tam jest ładnie, zatkało mnie. serio taka malutka ta valetta? zupelnie nie wygląda u Ciebie.
    królika nigdy nie jadłam, sama chyba bym nie umiała, nie radzę sobie z krojeniem innego mięsa niz kurczak albo schab. już wiem gdzie musze pojechać żeby spróbować :d

    Polubienie

    • Ja myślałem, że Valletta jest mała. Ale dopiero następnego dnia jak objechaliśmy całą wyspę autem, zdałem sobie sprawę z tego, jak malutki to kraj. Na zdjęciach może i nie wygląda na małą, ale odbiór przestrzeni i granic miasta jak na Malcie dosyć zakłócony, ponieważ jedno miasto przechodzi płynnie w drugie. Patrzysz na coś, co wydaje Ci się jednym sporym tworem miejskim, a to okazuje się być zbitką wielu miast i miejscowości.

      Co do królika, mięso jest wyborne, naprawdę warto spróbować!

      Polubienie

  21. Maltę planuję na przyszły rok 😉 Więc sam zobaczę jak tam pięknie! 🙂

    Polubienie

  22. Zauważyłam trend wzrostowy – Malta w tym roku była popularnym kierunkiem wakacyjnym, niegdyś dostępna dla celebrytów oraz ludzi z większą kasą. Coś czuję, że kolejny rok będzie tak samo a nawet i lepiej zauważalna i widzialna w internecie. Sama miałam na nią chrapkę. I raczej spełnię sowoje zachcianki ale w trochę cieplejszym klimacie 😉
    Pozdrawiam

    Polubienie

    • Przepraszam, że odpisuję dopiero teraz, ale dziś znalazłem komentarz w spamie i przywróciłem go do należnego miejsca. W wiesz, że nie wiedziałem, iż było to miejsce dla ludzi z większą kasą? 🙂 Pozdrawiam!

      Polubienie

  23. Darzę tą wyspę gorąca miłością. Spędziłam na niej 2 bardzo intensywne tygodnie i jak na razie jest u mnie w pierwszej trójce. Chciałam tam nawet zamieszkać. Kto wie…

    Polubienie

  24. Karolina

    Cześć Marcin, piękny blog. Właśnie dotarłam, odkryłam i pozdrawiam kolegę po fachu 🙂

    Polubienie

  25. Przyjemne miejsce – na niektorych zdjeciach przypomina mi troche Dubrownik. Gdzies wyczytalam, ze Malta ma spory problem z emigrantami z Afryki, ktorzy docieraja tam prawie, ze „wplaw” (za pomoca lodek i tratw) – czy jest to widoczne?

    Polubienie

    • Jeśli chodzi o imigrantów z Afryki, praktycznie nie widać ich w centrum miasta, ale jak się wyjedzie poza, widać ich trochę. Fakt jest taki, że rząd Malty jest poirytowany brakiem działań ze strony UE, powoli nie radzą sobie bowiem z nielegalną emigracją.

      Polubienie

  26. Ładna ta Malta. Aż mi się na wakacje zachciało 🙂

    Polubienie

  27. Obczajam Twoją brodę (tak wiem, brzmi dziwnie). Faktycznie zadbana stylowy podróżniku 😉 A a propos Malty – wiesz, że w Australii jest bardzo dużo emigrantów stamtąd?

    Polubienie

    • Hahaha, owszem, brzmi dziwnie! 🙂 Dla niewtajemniczonych, wczoraj dostałem grzebień do czesania brody, żeby nawet w podróży wyglądała dobrze! 😉 Jak wspomniałaś, że w Australii jest wielu emigrantów z Malty, to od razu przyszła mi taka myśl do głowy, że po prostu zmienili małą wyspę na wyspę większą! 🙂 A tak serio, wiesz dlaczego jest ich tam tak dużo?

      Polubienie

  28. Pięknie tam! A Kraków chyba też nie jest taki zły 😉 Jeśli miałabym wybrać miejsce do zamieszkania w PL to byłby w ścisłej czołówce.

    Polubienie

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s