Site icon MARCIN WESOŁOWSKI

Bleisure. Nie tak nowy, ale coraz mocniejszy trend w podróży

Processed with VSCO with a8 preset

W przeszłości, wyjazdy służbowe często kojarzyły się z intensywnym wypadem w jakieś miejsce, aby załatwić coś ważnego i potem, jak najszybciej wrócić do domu. Najpierw poranny samolot, laptop otwarty od siódmej rano, potem dzień spotkań dopchany do granic możliwości i pośpiech na wieczorny lot do domu. Sen i następnego dnia praca. Niewiele osób spoza podróżniczego towarzystwa lubiło te męczące wypady.

Wszystko się jednak zmienia. I o tych zmianach w sektorze podróży od czasu do czasu opowiadam na różnych konferencjach, na których mam przyjemność gościć i przemawiać.

Nie występuję na nich jako Wojażer. Spotkań podróżniczych, które polegają na opowiadaniu historii z wyjazdów raczej unikam. To, co mnie naprawdę pasjonuje, to tak zwany „bigger picture” – bardziej ogólny, umieszczony w określonej czasoprzestrzeni – obraz turystyki jako jednej z największych gałęzi współczesnej gospodarki. Rozmawiamy na branżowych spotkaniach o technologiach, które wpływają na nas i zmieniają nasze życie oraz sposób w jaki się przemieszczamy. Dyskutujemy o nowych trendach i kierunkach rozwoju. Staramy się przewidzieć przyszłość analizując przeszłość.

Skoro mowa o konferencjach, zwłaszcza zagranicznych, warto wspomnień o rosnącym na znaczeniu trendzie – bleisure – połączenie „business” (biznesu) oraz „leisure” (odpoczynku). To także jeden ze sposobów na moje podróżowanie. Jak to działa?

Jak wiele przemian we współczesnym świecie, i ten w dużej mierze zawdzięcza swój sukces millenialsom. Pokolenie, które zmienia współczesny biznes, przyczynia się także do przesunięcia akcentów w kwestii podróży. Do tej pory podróżnicze towarzystwo dzieliło się na z grubsza dwa segmenty – podróżnik biznesowy zatrzymujący się w Hiltonach i Mariottach oraz turystyczny, poszukujący najlepszej ceny. Jednak w chwili, kiedy do rynku dołączyli millenialsi, i co ważne, zaczęli udawać się na wyjazdy służbowe, rozpoczęło się zupełnie nowe planowanie podróży.

Dla przykładu. W sytuacji, gdy pracownik udaje się na konferencję lub ważne spotkania w czwartek lub piątek, bardzo często przedłuża swój pobyt, opłacając tę część oczywiście ze swoich środków, o weekend, który następuje po dniach roboczych. Dla firmy z reguły nie ma to znaczenia, czy bilet powrotny zostanie zakupiony na piątek wieczorem, czy też w niedzielę wieczorem. Podróżnik bleisurowy zostanie na miejscu dłużej, aby po zrobieniu swojego, doświadczyć także kultury i istoty miejsca, do którego dotarł.

Coraz bardziej otwarte na pracowników i ich potrzeby firmy, w większości przypadków patrzą przychylnie na takie łączenie dwóch zdawałoby się różnych aspektów podróżowania. W epoce rosnącej świadomości na linii pracodawca-pracownik, podejście takie sprawia, że wcześniej kłopotliwe i nielubiane „delegacje” stają się czymś przyjemnym, zadowalają pracownika, zaś zadowolony człowiek to dobre wyniki i obopólna korzyść.

Często, przy okazji takiego podejścia do tematu, krótki czas spędzony na miejscu bywa pełen doświadczeń. Na spotkaniach biznesowych oraz konferencjach często poznajemy osoby na stałe związane z miejscem, które odwiedzamy. Z tego rodzą się znajomości oraz przyjaźnie, które są efektem wspólnie spędzonego czasu. Te znajomości pozwalają także na poznanie miasta i kultury od zupełnie innej strony, czasami nieznanej turystom spacerującym po mieście z przewodnikiem. Taki wgląd w lokalny mikroświat miałem możliwość doświadczyć między innymi w Turcji czy Szwajcarii, wkrótce zaś w Grecji, Rosji, Włoszech, Jordanii i ponownie Turcji.

BBC w swoich badaniach nad trendem wskazuje, iż podróżnik bleisurowy bywa człowiekiem bardziej świadomym kultury, nastawionym na doznania kulinarnej i kulturalne, który intensywnie planuje swój czas w nowo odwiedzonym miejscu i wydaje sporo na maksymalne jego doświadczenie, co sprawia, że wspomniany segment staje się coraz ważniejszą pozycją w przychodach lokalnych firm i instytucji.

Na tej nowej fali korzystają firmy, które zajmują się organizacją zwiedzania w miejscach, do której docierają biznesowi podróżnicy. Chcąc doświadczyć jak najwięcej, często korzystają z ofert świetnie zorganizowanych jednodniowych wycieczek. Zarabiają także wszelkiego rodzaju aplikacje i strony pozwalające na rezerwowanie najlepszych restauracji w mieście i w końcu, same restauracje, do których docierają spragnieni kulinarnych doznań podróżni. Biznes się kręci i zadowolenie wszystkich rośnie.

Według badań przeprowadzonych przez Booking i opublikowanych w styczniu tego roku, jedna trzecia ludzi zatrudniających się w firmach robi to w związku z możliwościami podróżowania, które dana organizacja oferuje. Jeśli wziąć pod uwagę wyniki tych samych badań przeprowadzonych w grupie ludzi w wieku 18-34, liczba ta podnosi się do 46 procent. Tak właśnie dotarliśmy do czasów, kiedy podróże służbowe przestały być przykrym obowiązkiem.

Bardzo wiele zależy jednak w tej materii od firm. O ile dla jednego, wspomnianego wcześniej pokolenia, możliwości takie to po prostu jeden z elementów układu z pracodawcą, o tyle wciąż istnieje spora grupa ludzi, którzy nie przekraczają ten cienkiej linii między pracą a odpoczynkiem z powodu obawy przed tym, jak zareaguje na to pracodawca.

Raport Egencii mówi, iż 20 procent osób, które miało możliwość przedłużyć swój pobyt w obcym miejscu w celach prywatnych, zrezygnowało z takiej możliwości w obawie przed tym, co powie pracodawca. Gdy spoglądamy na te same badania dotyczące Azji, liczba ta rośnie do 30 procent.

Rosnąca ilość firm świadomych tego, jak ważne są proporcje czasu spędzanego w pracy i życia osobistego, wyznacza jednak nowe trendy w podejściu do tego tematu. Wiele z nich zachęca pracowników do takich rozwiązań, niektóre zaś (według raportu Bridgestreet – 14% firm) posiadają odpowiednią politykę dotyczącą bleisure.

Czy bleisure to zabawa zarezerwowana dla najbogatszych i dla pracowników najwyższego szczebla? Nim pojawi się taki zarzut, od razu warto wspomnieć, iż wegług przytaczanego już raportu Booking, dwie trzecie pracowników jakiegokolwiek szczebla przedłuża swoje pobytu na miejscu o pare godzin lub dzień/dwa.

Bleisure to po prostu nowa norma, coś zupełnie oczywistego i ważnego dla ludzi, wszak wszyscy wiemy, że podróże rozwijają. A rozwijający się pracownik, to dobry pracownik.

 

Przedłużacie swoje podróże służbowe? Wasze firmy regulują takie sprawy? Podzielcie się w komentarzach.

Exit mobile version