Felietony

Przebiegunowanie. Czym się zajmujesz, gdy nie podróżujesz?

Każdy i każda z nas przeszło w minionym roku przez jakąś przemianę. Co zmieniło się u Wojażera?

Kiedy pod koniec lutego wracałem z tatrzańskich szlaków i na dosłownie chwilę wpadłem na Krupówki, jedyne, co chciałem zrobić, to odwiedzić ulubioną galerię, przywitać się, zamienić kilka słów i popatrzeć na sztukę. Ten krótki pobyt w miejscu, które gromadzi prace najsłynniejszych twórców z regionu, popchnął mnie do napisania tego tekstu. Dlaczego? O tym w dalszej części historii.

Długo mnie tu nie było. Od końca grudnia zafundowałem sobie autorską przerwę podczas której blog żył swoim życiem – klikał się i czytał – zaś ja, krążąc głównie po polskich górach, relacjonowałem moje eskapady w mediach społecznościowych i dzieliłem się z Wami fotorelacjami z zimy tysiąclecia – jak czasami o niej mawiają, choć dla innych to zaledwie zima pięciolecia. Ot, po prostu zima – taka, jaką zapamiętało moje pokolenie z czasów dzieciństwa.

To, czego nie relacjonowałem za często to opowieść o tym, co robi człowiek, który przez lata podróżował ponadprzeciętnie dużo, a którego pandemia zatrzymała na niezwykle długo. Zatrzymała teoretycznie, a faktycznie – sprawiła, że życie po prostu zwolniło.

Ta dwumiesięczna przerwa od pisania pozwoliła mi zebrać siły na ten nowy rok, ułożyć priorytety, przeczytać wiele książek, przestudiować wiele tematów i w końcu, przemyśleć wiele spraw. Wraz ze zbliżającą się wiosną, pora jednak wyjść z zimowego snu i chwycić za pióro, za którym już mi się odrobinę stęskniło.

Byle przed siebie. Czasami tyle potrzeba do szczęścia. W domu dobrze ale wszędzie najlepiej – mawiają niektórzy z moich znajomych. Jestem gdzieś po środku w tej całej debacie, od zawsze byłem – zakochany w świecie, ale jednocześnie przywiązany do swojej małej ojczyzny. Z tą większą, przyznam szczerze, mam już mały kłopot. Zdaje się bowiem, że miejsca w niej dla takich jak jak ja zbyt wiele nie ma – za mało jestem narodowy, za bardzo międzynarodowy i lokalny.

W świecie opanowanym przez pandemię pewne rzeczy nieustannie stają się ważniejsze, inne z kolei schodzą na drugi plan. Ot po prostu, następuje ciągłe przebiegunowanie. Gdy ktoś mówi o turystyce lub podróżach, o tęsknocie za nimi, o irytacji spowodowanej powszechnym zamknięciem – z automatu staje się przedmiotem krytyki. W przebiegunowanym świecie są bowiem inne priorytety. Zdrowie publiczne to coś, o czym w ostatnich czasach mówimy najwięcej. Szkoda, że ignorowaliśmy je na przestrzeni wszystkich dekad wolnej Polski. Zdrowie psychiczne, indywidualne, zdaje się. z kolei być tematem tabu. Niczym w krajach anglosaskich, zawsze ma być „great” lub chociażby „fine”. W Polsce człowiek nie ma prawa mieć problemów natury psychologicznej. Polska to nie jest kraj dla słabych ludzi. Mocno wierzę, że właśnie o zdrowie psychiczne chodzi w przypadku tych, którzy mimo wszystko, nawet w czasie pandemii, ciągle podróżują. Ot po prostu, dbają o higienę duszy próbując nie zwariować.

W domu spędziłem wiele czasu w minionym, pandemicznym roku. Ponadprzeciętnie więcej w porównaniu do całej dekady. Nie mogę jednak powiedzieć, że poczułem się więźniem czterech ścian. To wypadkowa wielu czynników – od mieszkania na podkrakowskiej wsi, pośród terenów idealnych na spacery, przez nowe pasje odkryte w poprzednich miesiącach aż po fakt, że jestem człowiekiem, który raczej szybko adaptuje się do nowych warunków. Wszystko to pomogło mi przejść przez ten okres dobrze a także, sprawiło, że czuję się lepszym człowiekiem. Owe przebiegunowanie wydarzyło się także we mnie samym i pozwala mi dziś inaczej spojrzeć nie tylko na miniony czas, ale także całe życie.

W zdrowym ciele zdrowy duch

Niby to prawda oczywista, ale jakże przeze mnie niedoceniana. Wszyscy mamy za sobą okresy lepszej lub gorszej sprawności. Sinusoidalne okresy i ciągła zmienność to część naszego życia, ale kto by przypuszczał, że to podczas roku pandemicznego wejdę na szczyty swojej wydolności nie sądząc przy tym, że to już koniec mojej podróży przez świat sportu i aktywności. Mocno wierzę, że to dopiero początek. W życiu zaliczyłem okresy kilkuletniego uprawiania kolarstwa, pływania, chodzenia po górach, ale zawsze konsekwentnie wracałem do mojej bohemy, do krakowskiego życia pełnego dymu, dobrego jedzenia i alkoholu.

Po zaledwie roku co druga napotkana osoba pyta mnie o spacery, o to gdzie tym razem chodzę, ile przeszedłem, co tam słucham będąc w ruchu. Sport stał się integralną częścią mnie i choć nie stałem się jeszcze fanatykiem ukierunkowanym tylko na niego, czuję, że pozostanie ważnym elementem mojego życia. Wszystko zaczynało się niepozornie – od psa wymagającego dużej ilości ruchu. Podczas pierwszego lockdownu zaczęły się spacery po okolicach, które z miesiąca na miesiąc zmieniały się w coraz dalsze peregrynacje. Po jakimś czasie doszły do tego góry a tam, gdy czułem, że nie męczą mnie wielokilometrowe wojaże, aby owo zmęczenie w sobie wygenerować, powoli przyspieszałem tempa aż przyszły chwile, gdy zacząłem od czasu do czasu po prostu biegać.

Dzięki wzmocnieniu organizmu mogę planować zupełnie nowy, podróżniczy rok 2021 – czy w kraju, czy też w regionie, będzie on skoncentrowany na naturze, wzniesieniach, górach, szczytach. W szalonym świecie i szalonej rzeczywistości te miejsca stanowią bowiem prawdziwy balsam dla zmęczonej duszy.

Minimalizm jako odrzucenie współczesnych paradygmatów

Wracam do w owej małej galerii na zakopiańskich Krupówkach, aby opowiedzieć Wam o jednej z najważniejszych zmian w moim życiu. W dniu, w którym zszedłem z tatrzańskich szlaków i wpadłem do jednego z tych miejsc w Zakopanem, które stanowią oazę spokoju i kultury, zobaczyłem rzeźbę, którą bardzo zapragnąłem posiąść. Choć posiadamy z Magdaleną już jedną pracę tego samego autora, w tej było coś wyjątkowego, co sprawiało, że i ona powinna zagościć w naszym domu.

Sztuka jest dla mnie czymś więcej aniżeli tylko ozdobą. Ta, która znajduje miejsce w naszej życiowej przestrzeni, jest opowieścią: o nas samych, o miejscach, które odwiedziliśmy, ludziach, których poznaliśmy, czy emocjach, które nam towarzyszyły. Często jest symbolem roku, który minął lub ważnych zmian w życiu, które nam się przydarzyły. Jak mała rzeźba przywieziona w zeszłym roku z małej galerii na Santorini, która idealnie symbolizowała samotnego, niepewnego człowieka czasów pandemii.

Rzeźba, którą znalazłem w Zakopanem, jest symbolem końca pewnego ważnego dla mnie okresu, podczas którego stopniowo uczyłem się minimalizmu.

Kiedyś, przez wiele lat mojego życia, byłem po prostu zbieraczem. Wszystko, co weszło w moje posiadania, lądowało w kątach, pudłach, na szafkach, w walizkach. Zbierałem i gromadziłem książki, ubrania, bibeloty, rzeczy niepotrzebne, sprzęty, których nie używam, bilety z podróży, karteczki, mapki, informatory, rzeczy, których nawet nie potrafię nazwać. I tak przewoziłem to z jednego miejsca do drugiego aż przywlokłem to do domu, w którym zamieszkaliśmy i przeraziłem się skalą zagracenia. Nie dość, że nie wiedziałem, gdzie co jest, nie do końca wiedziałem nawet po co to wszystko mam.

I tak, na chwilę przed pandemią zacząłem powoli i stopniowo, pozbywać się z życia tego, co nie jest ważne. I jak często bywa w przypadku przechrztów na nową wiarę, podszedłem do tematu z fanatyczną pasją. Na początku rozdałem to, co chciałem rozdać. Następnie sprzedałem to, na czym można było zarobić. W końcu wymieniłem całą swoją szafę pozbywając się ton ubrań i zastępując je niewielką ilością wysokiej jakości odzieży. To temat na osobną historię, uwierzcie, niewiele historii tak bardzo odświeżyło mi umysł i duszę.

Wracając do rzeźby. Obiecałem sobie, że będziemy ją mieć i powiedziałem o tym właścicielom galerii. Zaproponowali, że przytrzymają ją dla nas do kwietnia. Gdy wróciłem do domu, wywaliłem na podłogę zawartość jednych z ostatnich pudeł, otworzyłem ostatnie walizki z niepotrzebnymi ubraniami i zadałem sobie proste pytanie – co z tych wszystkich rzeczy naprawdę potrzebuję. Wszystko inne wylądowało na portalach sprzedażowych i szybko znalazło nowych właścicieli.

W ciągu niecałych dwóch tygodni zapracowałem na tę wymarzoną rzeźbę i zaplanowałem, że po kolejnym, sobotnim zejściu z Tatr, wpadnę ponownie do wspomnianej galerii po to, aby przywieźć symbol tego roku – roku, w którym człowiek pozbywa się niepotrzebnych materialnych ciężarów i wprowadza w swoim życiu maksymalną prostotę. Prostota ta, w temacie posiadania, sprowadza się w moim przypadku do tego: książki, rośliny, sztuka.

Książki jako alternatywa dla mediów

Książki. Niby statystyczny Polak czyta jedną na rok. Z drugiej strony większość moich znajomych czyta ich przynajmniej kilkanaście. Ja rocznie czytam kilkadziesiąt. W temacie tym Magdalena opowiedziała mi kiedyś pewną mądrą historię – dlaczego Polak czyta jedną książkę na rok? Nie zakładaj, że dlatego, iż jest głupi. Często nie ma jak zdobyć tej książki a jeśli ją zdobędzie – kupi lub wypożyczy – nie ma po prostu siły jej przeczytać: bo jest matką latającą ciągle wokół dzieci, bo pracuje od rana do wieczora, bo kryzys kopie go/ją po tyłku. Ta prosta historia oduczyła mnie kolejnego oceniania. Bo czytanie książek to przywilej – jak mawia Magdalena – tych co mają czas albo tych, którzy umiejętnie go znajdują.

Nie o tym jednak chciałem tutaj opowiedzieć. Książki są kolejnym istotnym elementem mojej przemiany w minionych miesiącach, gdyż uczyniłem z nich alternatywę dla codziennego śledzenie mediów, czytania prasy, portali, śledzenia informacji. Bez telewizji żyję od czternastu lat i nic nie przekonałoby mnie to zainstalowania tego szatańskiego pudła w domu. Jednak zamiast niego w życiu przez długi czas dominowało: czytanie portali informacyjnych, śledzenie portali społecznościowych, ciągle konsumowanie informacji. Co gorsza, informacji o coraz niższym poziomie.

W czasie pandemii uderzyłem w mur. I tak mocno w niego walnąłem, że zrozumiałem, iż muszę wyciąć media z życia do maksimum. Dlaczego?

Współczesne portale, niezależnie od strony politycznej, ukierunkowane są na polaryzację, na sensację, na grzanie tematów i prezentowanie nam treści, które nikt do niczego nie potrzebuję. Pierwsze, co zrobiłem, to ograniczyłem o jakieś 75 procent ilość czasu przeznaczanego na śledzenie bieżących informacji. Jeśli chodzi o media społecznościowe, doszedłem do punktu, w którym spokojnie mogę powiedzieć, że są one jedynie dodatkiem. Najczęściej do siedzenia w toalecie – wybaczcie szczerość, ale to jedyne miejsce, w którym nie żal mi czasu, sił i energii, na tak zwane „media społecznościowe”. Ani to bowiem nie są media, ani nie są społecznościowe. Ba, w swojej istocie są one wysoce antyspołeczne i ukierunkowane na uzależnienie jednostki od niczego innego aniżeli przewijania treści. To też jednak temat na zupełnie osobną historię.

Książki stały się więc moim głównym oknem na świat. Czytam nie tylko dobre reportaże, pozycje popularno-naukowe, ale także pozycje opisujące bieżącą rzeczywistość i minione miesiące. To tak jakby ktoś wziął tę całą medialną masę i skondensował ją w 300-400 stron interesującej opowieści. Czytam minimum jedną pozycję tygodniowo, czasami więcej. Dla czytania wyznaczam specjalne chwile – gdy przemieszczam się komunikacją lub gdy zasiadam w domu w fotelu lub na sofie.

Fotel i sofa, jeśli o nich już mowa, to miejsca, w których mogę tylko czytać. Jeśli chcę zatopić się w filmach i serialach, muszę wejść na bieżnię. Przyjemność patrzenia w ekran opłacam ruchem. Tak łącze przyjemne z pożytecznym.

Roślinna pasja to coś więcej aniżeli moda

Ci, którzy śledzili moje poczynania w ostatnich miesiącach, wiedzą, że rośliny stały się istotnym elementem mojego życia. W 2020 roku zgromadziłem ich w domu ponad 100. Zimę przeżyło prawie osiemdziesiąt i to one stanowić będą trzon naszej dżungli.

Przez ten czas studiowałem, czytałem, przesądzałem, grzebałem w ziemi, woziłem, ratowałem, wymieniałem. Na swój sposób dokształciłem się w temacie na tyle mocno, że znajomi traktują mnie jako eksperta w temacie.

Nasz dom jest dziś niczym wielka oranżeria lub dżungla, zwał jak zwał. Rośliny podarowały nam nie tylko estetyczne piękno zmieniając wygląda naszej domowej przestrzeni, ale, co niezwykle ważne dla każdego, kto mieszka w Małopolsce, podarowały nam (wraz z oczyszczaczem powietrza) niewiarygodne warunki do życia – przemieniły wnętrze naszego domu w oazę klinicznie czystego powietrza w krainie, w której oddychanie grozi śmiercią.

Rośliny to wspaniały filtr, ale to także niesamowici nauczyciele. Uczą umiejętności obserwacji, wyciągania wniosków, pchają do eksperymentów, ale przede wszystkim uczą cierpliwości i dają spokój, który w zagonionym świecie, jest wartością, której ciągle poszukujemy.

Taki oto Wojażer przychodzi do Was w nowym roku – zdrowy, silny, spokojny, skromniejszy, bardziej zbalansowany, opanowany i akceptujący świat takim, jakim jest. Jest Wojażer, który w każdej wolnej chwili podróżuje (nie ważne czy bliżej niż dalej), jest Wojażer, który ceni zwykłe spacery z psem i który po powrocie do domu podlewa rośliny, studiuję biotechnologie, składy gleby i nawozów, by po tym, jak się ubrudzi, pokontemplować sztukę, wypić kieliszek wina i pomyśleć, czy w najbliższych dniach uda się gdzieś wyskoczyć i jakie będą przed nami ograniczenia.

Jestem ciekaw jaką przemianę przeszliście Wy i co nowego odkryliście na przestrzeni minionego roku?

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

3 komentarze dotyczące “Przebiegunowanie. Czym się zajmujesz, gdy nie podróżujesz?

  1. Weszłam przeczytać zdanie, może dwa aby zorientować się ile czasu przeznaczyć kolejnym razem na przeczytanie całego wpisu – i nim się zorientowałam dotarłam do końca 😉 🙂

    Odnosząc się do Twojego wpisu w kilku miejscach jestem o parę kroków przed Tobą a w innych Cię gonię. Minimalizm kocham od zawsze. Średnio raz na miesiąc robię porządki w każdej półce, szafce i pozbywam się tego co nagromadziło się przez nieuwagę, roztargnienie czy nieprzemyślane zakupy. Nienawidzę wręcz otaczać się rzeczami, czuję ciężar, duszę się. Nawet książki, które kocham – ograniczam do minimum, już wiele lat temu swoje oddałam do Caritasu a ja wyrobiłam dla siebie kartę do biblioteki. A odnośnie książek, to tak, Magdalena ma rację. Jeszcze te 2 lata temu, kiedy dziecko było w przedszkolu, mogłam pozwolić sobie na czas z książką, teraz mi go po prostu brakuje albo gdy już jest, to pragnę po prostu usiąść w fotelu w ciszy i tak posiedzieć chwilę, nic więcej. A książki kocham i tęsknię za nimi.. Kwiaty? Wzbogaciłam się o jednego:) i to aspekt w którym Cię gonię, jadę nawet dzisiaj po kolejnego 🙂
    Media społecznościowe? Mam, ale wiem, że tam nie pasuję, ta cała gonitwa za lajkami, obserwującymi, to błaganie się innych aby nas obserwowali – to nie dla mnie. Lubię popatrzeć na ładne zdjęcia, ale od kiedy kilku moich znajomych jest „fotografiami” i widzę jak zniekształcają rzeczywistość którą uchwycili na zdjęciu w coś wręcz nierealistycznego podczas obróbki, przestałam wierzyć w to co widzę.. Rzeczywistość nie jest już rzeczywistością a wyidealizowanym procesem obróbki.. Więc wpadam raz na jakiś czas, na chwilę dwie i to tyle mnie w mediach społecznościowych. I chyba jestem w tej mniejszości, która nie czyta książek, gazet i nie korzysta z telefonu w toalecie 🙂
    Fajny wpis, naprawdę zainspirowałeś mnie, aby podzielić się swoimi krokami podczas pandemii. Mam nadzieję, że mogę „skraść ” pomysł ?
    Pozdrawiam.

  2. Bardzo dobry tekst!
    Czuję się podobnie do Ciebie… Przez ostatni rok przeszłam przez szok i natłok informacji, skłoniło mnie to do ograniczenia używania internetu,z mediów społecznościowych nadal lubię przewijać Instagram, ale zrobiłam tam porządek i śledzę treści, które naprawdę mnie interesują. Zrobiłam porządek w szafie i pożegnałam się z mnóstwem durnostojek i dziwnymi rzeczami trzymanymi z sentymentu. Daleko mi do minimalizmu, ale czuję się bardziej wolna z mniejszą ilością rzeczy. Poza tym chyba ondalalzlam siebie, a przynajmniej czuję, że jestem na dobrej drodze 😉 podsumowując, początkowo byłam załamana, że koniec podróży instant, a teraz myślę, że przerwa i zwolnienie było mi potrzebne od dawna.
    Pozdrawiam Cie serdecznie i życzę, aby ten rok był dla Ciebie spełniony 😊

  3. Bardzo się cieszę z tego, że znów sięgnąłeś po pióro. Tekst bardzo mi się podoba – z dystansu, przemyślany, w swoim rytmie. I jak zwykle inspirujący.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.