Felietony

Koronawirus kontra my. Jak zmienia się nasze życie?

W czasie, gdy koronawirus zmienia i przedefiniowuje nasze życia, warto zacząć rozmawiać o rzeczach ważnych.

W przeciwieństwie do większości tekstów opublikowanych na tej stronie, nie będzie tutaj żadnych zdjęć. Nie będziemy bowiem podróżować przez kolejne miejsca, które udało się odkryć czy odwiedzić. Będzie to podróż przez rzeczywistość w czasach zarazy, przez myśli, które nawiedzały mnie w ostatnich dniach. I choć miałem niejedną okazję, aby opublikować coś z tym jakże popularnym słowem, które codziennie wpisują w wyszukiwarkę miliony ludzi na świecie, nie skorzystałem z tej sposobności. Lubię zachowawczość, więc spędziłem minione dni na adaptacji do nowej rzeczywistości. Ponieważ jednak słowo pisane to coś, bez czego życie zdaje się nie być pełne, wracam po przerwie, aby podzielić się z Wami moimi obserwacjami.

Wszyscy obudziliśmy się w nowym świecie. Gdy zdałem sobie z tego sprawę, gdy dotarło do mnie, że tak właśnie jest i że niewiele z tym faktem możemy zrobić, usiadłem w salonie i wróciłem do powieści Alberta Camus. „Dżuma” to tytuł, który od razu przychodzi na myśl, gdy staramy się uporządkować swoje myśli w obecnej rzeczywistości. Opowiada ona o epidemii w algierskim Oranie, ale pośrednio, przekazuje ona o wiele więcej. Mówi ona o szerzeniu się zła, o tym, jak różne postawy przyjmują w tak trudnych czasach ludzie, jak przeżywają rozstania, śmierć, kryzys ekonomiczny. Na jednej ze stron tej książki znajdziecie taki oto fragment:

„Pytanie: co robić, by nie tracić czasu? Odpowiedź: doświadczać go w całej jego rozciągłości. Środki: spędzać dni w przedpokoju u dentysty na niewygodnym krześle; przesiadywać na balkonie w niedzielne popołudnie; słuchać wywiadu w języku, którego się nie rozumie; wybierać najdłuższe i najmniej wygodne marszruty kolejowe i jechać oczywiście na stojąco; stać w kolejce do okienka, gdzie sprzedają bilety do teatru, i nie wykupić biletu itd., itd.”

Nic nie zmieniło się tak bardzo w ostatnich dniach aniżeli to, jak doświadczamy czasu, jak przeżywamy nasze życie, jak obserwujemy to, co nas otacza. Wszystko bowiem wywróciło się do góry nogami.

Niesamowite jest to, jak w minionych latach zbudowaliśmy w sobie przeświadczenie, że wszystko jest możliwe i możemy zrobić absolutnie każdą rzecz, której pragniemy – musimy tylko chcieć. Życie stało się tak piękne, jak tylko pięknym potrafiliśmy je uczynić. Tak było chociażby w naszych podróżach. Jeszcze nie zdążyłem odpocząć po nieziemsko intensywnym roku 2019, gdy na początku 2020 roku zaplanowałem każdy miesiąc do końca roku. Zanim do Europy dotarła zaraz, zdążyłem odwiedzić Turcję, Włochy i Niemcy i już zbierałem się do Moskwy, gdy wszystko runęło jak domek z kart. Nie tylko zwykłe prywatne plany, ale także świat, jaki znamy.

Świat zabarykadował się w swoich narodowych granicach, ruch ludzki – ten biznesowy jak i turystyczny, stanęły w bezruchu, jakiego nasz świat jeszcze nie widział. Samoloty stanęły na płytach lotnisk, giełdy zanurkowały, całe rzecze biznesów zostały zamknięte. Deglobalizacja ruszyła pełną parą i co z tego wyjdzie – nikt jeszcze nie wie.

Po tygodniu w domu zebrałem kilka myśli, które nie opuszczają mnie i które zgłębiam i studiuję teraz codziennie. To ważne tematy, który pomogą nam zrozumieć to, jaki świat wyłoni się z tego szaleństwa. To także tematy, które, każdy z osobna, powinniśmy rozwijać w kolejnych tekstach. Wszystko po to, abyśmy wspólnie zadawali sobie pewne pytania i wspólnie poszukiwali odpowiedzi na nie. Przejdźmy więc do myśli zebranych w tym tygodniu.

Po pierwsze – da się żyć bez podróży. I wyjaśnię od razu – nikomu nie życzę rzeczywistości, która pozbawiona jest tego pięknego aspektu naszej współczesności. Nie tylko jest podróżowanie moją największą pasją, moją branżą, w której spędziłem pół życia, ale także jest jednym z największych dostarczycieli miejsc pracy na świecie, ogromnym elementem składowym współczesnej, światowej gospodarki, swoistym krwiobiegiem świata. Świat bez podróży byłby zupełnie inny. Jednak bez podróży da się przeżyć. Dlatego, wbrew pytaniom wielu – jak sobie radzisz, jak usiedzisz w domu – o dziwo nie mam najmniejszego problemu z tym, że zostaliśmy wszyscy uziemieni. Dlaczego? To proste – lepiej zatrzymać się na chwilę, odpocząć, zregenerować, niż pędzić przed siebie ku ścianie, z którą zaraz się zderzymy. Owszem, ten bezruch w biznesie zepchnie nie jedną firmą w otchłań, owszem, wszyscy na tym ucierpimy.

Jednak szczerze wierzę, że wkrótce wrócimy na nasze szlaki. Wrócimy nie tylko zdolni do tego, aby bardziej przeżywać te chwile, ale także każdy z owych wyjazdów docenimy po stokroć bardziej.

Po drugie – spędzanie czasu w domu jest jak ten cytat, który przytaczałem wcześniej: „”Pytanie: co robić, by nie tracić czasu? Odpowiedź: doświadczać go w całej jego rozciągłości.”. Nagle spędzaniu czasu w domu stało się dla mnie czymś zupełnie innym aniżeli stratą czasu. Nie muszę pisać tutaj kolejnego przewodnika po siedzeniu w domu, w którym napiszę Wam, że powinniście: czytać książki, sprzątać oglądać Netflix, kochać się więcej i tak dalej. Wszyscy wiemy, co możemy robić w domu.

Jest jednak jeden aspekt owej dobrowolnej kwarantanny – jest to zauważanie czasu. Z dnia na dzień przestałem biec. Zwolniłem. Sypiam znacznie dłużej, sypiam lepiej. Rano wychodzę na ponad godzinny spacer z psem włócząc się po pustych polach, na których mały może się wybiegać. Słucham porannych wiadomości, ciekawych podcastów, nowej muzyki, albo po prostu słucham jak natura budzi się do życia po zimowej przerwie. Po spacerze wracam do domu i siadam do pracy, bo na szczęście nadal ją mam. Już na tym etapie doceniam każdy najmniejszy element otaczającej mnie, życiowej układanki i po prostu – nie narzekam. Absolutnie na nic nie narzekam, nie mam do tego prawa.

Po trzecie – mam jednak prawo do narzekania w imieniu innych. Bo nie wszystkim w tej sytuacji jest łatwo, bo wielu w tych czasach będzie niesamowicie ciężko. I tutaj wkraczam w coś, co pasjonuje mnie równie mocno, jak podróże, ale o czym poza swoim prywatnym kanałem, raczej nie zabieram głosu. To polityka, a szczegółowo rzecz ujmując – myślenie nad nowym porządkiem świata.

Od lat powtarzam, że klasyczny podział świata na ten kapitalistyczny i socjalistyczny, przestaje się sprawdzać. Tak długo, jak mówimy o nadchodzącej i niewidocznej jeszcze automatyzacji, temat pozostaje jedynie jakąś mało znaczącą konwersacją między grupą zapaleńców. Jednak korona wirus staje się katalizatorem zmian i wszystko to, co było przekładane i odkładane, musi dziś być przyspieszone.

Dziś budzimy się w rzeczywistości, gdy potencjalnie miliony ludzi na świecie obudzi się z dnia na dzień bez pracy. Brak pracy to z kolei brak środków do życia. Co wydarzy się na świecie, gdy po miesiącach lub (miejmy nadzieję) kilku tygodniach, rzesza głodnych, pozbawionych środków do życia ludzi, zacznie głośno artykułować swoją złość? Koronawirus to katalizator, który zmusza nas do rozmowy na temat przyszłości wynagrodzeń – chociażby na temat minimalnego przychodu gwarantowanego, a być może do myślenia o zupełnie nowym systemie, o trzeciej drodze, której jeszcze nie znamy.

„Ludzkość stoi obecnie w obliczu globalnego kryzysu. Być może to największy kryzys naszego pokolenia. Decyzje podejmowane przez ludzi i rządy w ciągu najbliższych kilku tygodni prawdopodobnie ukształtują świat na długie lata” – pisze Yuval Noah Harari w magazynie Financial Times. I tak, w najbliższych miesiącach, będziemy świadkami dwóch możliwych scenariuszy: izolacją nacjonalistyczną lub globalną solidarnością. Którąkolwiek drogą podążymy, będzie ona przedefiniowywać sposób, w jaki żyjemy oraz sposób, w jaki podróżujemy.

I tak – po czwarte – przedefiniowuje się w tej chwili nasze podejście do konsumpcji. Cała nasza światowa gospodarka opiera się na konsumpcji właśnie. Na niej siłę zbudowała w ostatnich latach polska gospodarka, na niej od dekad leci USA, na niej wybiły się w ostatnich latach Chiny. Bez niej świat nie będzie już taki sam. Obecna epidemia a także konkretne kroki podjęte przez rządy, jak na przykład zamknięcie galerii handlowych, owszem, uderza w gospodarkę i cała masę biznesów, ale jednocześnie pokazuje nam jaki ogrom pieniędzy wydajemy na rzeczy, co do których ważności, możemy mieć dziś wiele wątpliwości.

Spojrzałem z ciekawości na wyciągi bankowe z lutego i porównałem je z marcem. Z dnia na dzień okazało się, że wiele zakupów, które dokonujemy niejako z nudów, z przyzwyczajenia, zupełnie nie są nam do niczego potrzebne. Naturalnym zachowaniem w takich czasach jest wstrzemięźliwość konsumpcyjna – wiąże się ona ze strachem o jutro, z zaburzeniem płynności finansowej, z poczuciem niepewności. Ludzie przestają wydawać pieniądze na rzeczy inne niż te pierwszej potrzeby. Jednocześnie zaczynają wydawać więcej i szybciej na różne serwisy, które pozwalają nam miło spędzić czas w domu. Podczas gdy jedni tracą, inni zyskują. To koszt nieuchronnej zmiany, która jest przed nami.

Albowiem po piąte – zmiana stanie się naszą codziennością – aż do chwili, gdy zobaczymy nowy świat. Bo kto z Was przypuszczałby jeszcze dwa miesiące temu, że Ministerstwo Edukacji Narodowej zmusi szkoły do e-learningu, do edukacji wirtualnej. Świat online będzie tym obszarem naszego życia, gdzie bariery będą znikać nawet, gdy na granicach pojawią się fizyczne mury. W każdym obszarze naszego życia, gdzie będzie to możliwe, przeniesiemy się do sieci: edukacja, porady lekarskie, konferencje, szkolenia czy w końcu – praca.

Praca dziś doświadcza ogromnej zmiany. O ile nie wszystko da się przenieść w obszar pracy zdalnej, o tyle to, co się da, właśnie przenosi się do tego obszaru. W Stanach Zjednoczonych – czy to ktoś lubi czy nie – praca w domu staje się doświadczeniem coraz większej ilości osób. W Polsce, gdzie panował do nie dawna lekki brak zaufania do tej formy pracy, właśnie następuje jej wymuszony renesans. Dla firm to czas próby, podczas którego zobaczą, jak wygląda produktywność i zaangażowanie pracowników. Gdy wyniki wypadną dobrze, wiele firm zdecyduje się na kontynuowanie takiej formy pracy a co za tym idzie zacznie się czas oszczędności – dla pracownika oszczędności czasu spędzanego na dojazdach, dla firmy zaś – kosztów utrzymywania dużych biur.

I tak – po szóste – skoro tak wiele aspektów życia przenosi się, w sposób szybki, bo też wymuszony – do sieci, zasadne zdaje się pytanie o to, czy przeniesie się do niej także polityka. Dziś powszechne oburzenie budzi uparcie polskiego rządu, aby przeprowadzić wybory prezydenckie w maju, gdy prawdopodobnie przechodzić będziemy przez szczyt epidemii. Zupełnie niezrozumiały dla wielu upór jest zapewne zwykłą polityczną kalkulacją, jednak rozwiązanie jest zupełnie proste. Skoro od nas – społeczeństwa – oczekuje się zostania w domach i pracy zdalnej, my społeczeństwo, powinniśmy oczekiwać od naszej władzy – od tych, których wybieramy i których opłacamy, podarowania nam narzędzi do utrzymania wolnych i demokratycznych wyborów.

Powinniśmy oczekiwać wzmożonych prac nad głosowaniem w sieci. Coś, co Szwajcarzy robią od dawna, co Estończycy robią od dawna, nie jest żadną sztuką, jest koniecznością. Forsowanie fizycznych wyborów w tym czasie jest po pierwsze ideą szaleńczą, po drugie, odbiera nam nasze wolne i demokratyczne wybory. Nie będą one bowiem wolne, gdy większość ze strachu pozostanie w domu. Nie będą też demokratyczne, gdy fanatyczna mniejszość nieprzejmująca się zagrożeniem, dokona wyboru za większość. Jeśli rządzący chcą utrzymać termin, niech zaczną pilne prace nad głosowaniem online, tak samo jak nas wzywają do pilnej zmiany naszego stylu życia.

Po siódme – i najważniejsze – w całej tej historii i zmienionej rzeczywistości jest człowiek. Człowiek staje w środku tej burzy i na każdego spoglądamy, w końcu, jak na jednostkę wartą naszej uwagi, wartą naszego czasu. I tak widzimy bohaterów, którzy walczą z epidemią: lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych. Podziwiamy ich. Widzimy szaleńców, którzy za nic mają zalecenia, by zostać w domu, by nie kontaktować się z innymi, by przyłożyć się do walki o spowolnienie epidemii. Patrzymy na nich ze złością. Widzimy polityków, którzy zamiast stawać się Churchillami, sieją propagandę, której nikt już nie kupuje. Ich kiedyś rozliczymy. Widzimy w końcu naszych bliskich, zauważamy ich bardziej aniżeli kiedyś indziej. Ich kochamy. I rozumiemy, że to się liczy przede wszystkim.

I wiecie – włóżmy sobie opowieści o tym, jak to wspaniali staniemy się z dnia na dzień – między bajki. Ja nie stałem się lepszym mężem z dnia na dzień. Moja żona nie zapałała do mnie większą miłością i nadal krzyczy na mnie, że rzucam ubrania gdzie popadnie. A jednak – i tutaj wrócę do cytatu, który dewa razy już przytoczyłem – „”Pytanie: co robić, by nie tracić czasu? Odpowiedź: doświadczać go w całej jego rozciągłości.”

Doświadczając czas w całej jego rozciągłości, zmieniło się to, że gdy spoglądam na tych, których kocham, przeraża mnie myśl o tym, że mógłbym ich stracić. Myśl o utracie stylu życia, jaki sobie stworzyłem, jest niczym w porównaniu do myśli, że pewnego dnia mógłbym się obudzić i nie spojrzeć na tych, których kocham najbardziej.

Dlatego, po tygodniu w domu na dobrowolnej kwarantannie, apeluję do Was, tych którzy mogą, po raz kolejny – zostańcie w domu. Tak długo jak trzeba. A tym, którzy mają to gdzieś i bagatelizują to, co dzieje się wokół, powiedzcie, żeby wyobrazili sobie poranek bez tych, których kochają. Ta porażająca myśl pomaga w rezygnacji z wielu przyjemności naszego życia.

Dlatego dziś i jutro i za tydzień, tak długo jak to potrzebne, zostańmy w domu i nauczymy się przeżywać na nowo czas. I szczerze wierzmy, że pewnego dnia wszystko po prostu wróci do jakiejś normy.

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

3 komentarze dotyczące “Koronawirus kontra my. Jak zmienia się nasze życie?

  1. Mądre, wyważone i przede wszystkim nie katastroficzne spojrzenie.
    Wszyscy wiedzieliśmy, ze dalej to nie mogło trwać. Pytanie:
    Kto pierwszy wyjdzie z nowym planem, nowym pomysłem, może nie nowym ale dobrym…

  2. Myślę, że zmiany będą bardzo głębokie w każdej sferze życia. Jeszcze nie zdajemy sobie z tego sprawy, zaledwie je przeczuwamy. Tak, jesteśmy w takim miejscu historii tego pokolenia, w którym decyduje się całokształt przyszłości. To moment krytyczny, w którym trzeba odpowiedzieć na pytanie, co jest rzeczywiście ważne, a co tylko złudzeniem ważności.

  3. Nic nie trzeba więcej dodać, bo wszystko pięknie ująłeś w tych słowach powyżej. Czas trudny, ale czas dzięki, któremu możemy się na chwilę zatrzymać i przemyśleć swoje życie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.