Felietony Podróże praktycznie

Co zabieram w podróż i czym robię zdjęcia, czyli wojaże(r) praktycznie

Co pakuję i zawsze zabieram ze sobą w podróż? Czym fotografuję. Dziś praktycznie!

Czy zastanawiasz się czasami nad tym, co naprawdę potrzebujesz w podróży? Czy myślisz o tym, co zabierasz ze sobą i czy naprawdę tego potrzebujesz? W przerwie pomiędzy podróżami postanowiłem podzielić się z Tobą krótką historią o tym, co zabieram ze sobą w podróż i dlaczego z czasem mam przy sobie coraz mniej.

Ponad dwanaście lat ciągłego, intensywnego podróżowania, zmieniło mnie jako człowieka. Nie tylko w kwestii tego kim jestem, jak patrzę na świat, jakie mam poglądy czy życiowe priorytety, ale także w tak małych rzeczach jak to, co do życia potrzebuję i co ze sobą zabieram, gdy wyjeżdżam w podróż.

Ci, którzy znają mnie dobrze, wiedzą, że nigdy nie byłem człowiekiem, dla którego wygoda się nie liczy. Zawsze się liczyła i tak, zamiast namiotu, zawsze wybiorę hotel. Przez lata podróżowałem także wszędzie z walizkami – mniejszymi czy większymi. Gdy kilka lat temu wybrałem się do Indii, po raz pierwszy zabrałem ze sobą wielki plecak, którego nigdy de facto nie użyłem tak, jak powinienem, gdyż po kraju podróżowałem samochodem z kierowcą.

Z czasem jednak coraz większe znaczenie zacząłem przywiązywać do redukowania rzeczy, które mnie otaczają – tak w życiu codziennym w domu, jak i w podróży. Minimalizm to szumne słowo, szczególnie w moim przypadku – co zawsze powtarza Magdalena, gdy widzi, że znów przywiozłem coś ze świata – jednak to właśnie w tym kierunku zacząłem powoli i coraz bardziej konsekwentnie podążać.

Wiele z Was podrzucało mi w ostatnim czasie pytania o pewne praktyczne aspekty mojego podróżowania, szczególnie o to, czym i jak robię zdjęcia, dlatego postanowiłem właśnie o tym dziś Wam opowiedzieć prezentując Wam listę kilku rzeczy, które w ostatnim czasie uważam za niezbędne w moim podróżowaniu.

Bagaż

Zacznijmy od bagażu. W przeszłości często wyjeżdżałem w dalekie i długie podróże. To także zmieniło się w ostatnim czasie. Obecnie preferuję dużo wyjazdów krótkich oraz średniej długości, które nie serwują mi zbyt dużej przerwy w pracy. Często także łączę swoją pracę (i podróże służbowe) z prywatnym poznawaniem świata, dlatego też coś takiego jak duży bagaż nagle straciło na znaczeniu. Ważna stała się zaś mobilność i wygoda.

Przez moje ręce przeszła już niemała ilość różnych toreb, plecaków, dziwnych hybryd i tym podobnych. W końcu trafiłem na coś, co wygląda tak, jak chcę, aby wyglądało, jest wygodne, pakowne, lekkie i mieszczące wystarczająco rzeczy na tygodniowy wyjazd – Thule Landmark 40L. Ten plecak przejechał ze mną Maltę, Grenlandię, Skandynawię, Kazachstan i Uzbekistan i po spróbowaniu wielu różnych modeli przed nim mogę zapewnić, że to najlepsza opcja jaką można wybrać.

Co mnie przekonało? Sposób pakowania jak walizka – zamiast wpychania rzeczy od góry i wyciągania wszystkiego, aby znaleźć cokolwiek, wygodne otwieranie całej głównej powierzchni plecaka. Bezpieczna komora na laptopa bezpośrednio przylegająca do pleców i odpowiednio zabezpieczona. Komora górna z pancerzem na wszelkie delikatne rzeczy z masą bezpiecznych schowków. Jeden tajny schowek na dokumenty i gotówkę. Cena tego modelu nie jest najniższą na rynku, ale ta szwedzka robota to inwestycja na wiele lat i porządna, skandynawska jakość.

Książki

Podróż ma być w sporej mierze relaksem, przynajmniej takim mentalnym resetem i odpoczynkiem dla mózgu. Chociaż tyle, bo podczas intensywnego podróżowania często rozciągamy nasze granice fizycznej wytrzymałości zwiedzając na całego od rana do wieczora. Wielogodzinne loty czy w ogóle długie przemieszczanie się miedzy różnymi miejscami to okazja do poznania nowych ludzi, do rozmowy. Nie zawsze jednak możliwa. W takich sytuacjach, szczególnie na lotnisku czy podczas lotu, musi mi towarzyszyć dobra lektura, idealnie na temat miejsca, do którego właśnie się udaję.

Przyznaję – kocham książki i uwielbiam zapach papieru. Jednak papier, jakkolwiek nie byłby romantyczny i jedyny w swoim rodzaju, jest wielce niepraktyczny w podróży. Przekonałem się o tym jadąc ostatnio pociągiem do Gdyni skąd wypływałem na Bornholm. Zabrałem ze sobą książkę na temat życia w Danii i tak bardzo mnie wciągnęła, że przeczytałem ją w sześć godzin pozostając bez niczego do czytania.

Dlatego też, poza tym jednym wspomnianym przypadkiem, zawsze zabieram ze sobą czytnik książek, w moim przypadku Kindle Paperwhite, w nim zaś całą bibliotekę swoich cyfrowych książek. Kindle towarzyszy mi od lat i nie mogę sobie wyobrazic prawdziwej podróży bez tego towarzysza, na którym czytać mogę niezależnie od warunków świetlnych – szybko i przyjemnie.

Zegarek

Powiadają, że szczęśliwi czasu nie liczą, jednak w napiętych nieraz podróżach trzeba trzymać rękę na pulsie. Przez lata posiadałem małą kolekcję zegarków, które sprawiały, że zawsze punktualnie docierałem tam, gdzie miałem dotrzeć. W tym czasie na rynek zaczęły wchodzić różne mniej lub bardziej inteligentne zegarki, spośród nich najpopularniejszy i najmodniejszy – Apple Watch. Jednak to nie on stał się moim towarzyszem podróży. Bateria, która trzyma dzień czy dwa to zdecydowanie nie jest coś, co przekonuje osoby intensywnie podróżujące.

Zakochałem się w czymś zupełnie innym – mała, francuska firma Withings wyprodukowała kiedyś zegarek o nazwie Withings Steel HR (heart rate), który przez pare minionych lat towarzyszył mi podczas każdej podróży. Dopiero w tym roku przeszedłem na wyższą jego wersję Withings Steel HR Sport. Piękny design klasycznego zegarka i malutka tarcza, na której wyświetlają się podstawowe dane – ilość kroków, puls, odległość i tym podobne, przede wszystkim zaś – bateria. Prawie 25 dni na jednym ładowaniu to coś, co wygrywa z wszystkimi innymi modelami na rynku. Dopełnieniem jest świetnie dopracowana aplikacja, która gromadzi dane o zrobionych krokach, jakości snu, pracy serce i tym podobnych.

Odkąd posiadam zegarek Withings, do tej pory przeszedłem ponad 7 milionów kroków – 5800 kilometrów. Codziennie, dzięki zegarkowi i mojemu czworonogowi, upewniam się, że przechodzę dzienną ilość kroków zalecaną przez Światową Organizację Zdrowia – 10,000 kroków, czyli 8 kilometrów.

Dysk do przechowywania danych

Jak widzicie, niektórzy z nas lubią dane. Lubię wiedzieć ile kilometrów przemierzyłem, czy wyrobiłem cel, czy parametry zdrowia są w porządku. To samo podejście do danych dotyczy fotografii, które robię w podróży. Jeśli coś przeraża mnie najbardziej to to, że mógłbym kiedyś stracić te tysiące zdjęć, które są nośnikiem wspomnień z tych wielu niesamowitych dni spędzonych w świecie. Dlatego też opracowałem system przechowywania i kopiowania danych, który ma uchronić mnie przed ich utratą.

Wszystko zaczyna się od kopiowania zrobionych danego dnia zdjęć na dysk, który podróżuje ze mną. Jest to ultramały, posiadający 1TB miejsca, dysk Sandisk SSD Extreme Portable – odporny na wilgoć, kurz, zabrudzenia i wstrząsy – idealny do podróży. Dowozi on bezpiecznie zawartość mojej podróży, która następnie ląduje na kolejnym dysku (druga kopia), zaś najważniejsza grupa zdjęć kopiowana jest na darmową chmurę Google Photos.

Fotografia

No właśnie – fotografia. Każdy bloger, który uważa, że robi dobre zdjęcia, na jakimś etapie informuje, jakim sprzętem operuje. Jednak wieloletni związek z moją małżonką pokazał mi, że sprzęt to tylko jedna ze składowych – obok dobrego oka i wyuczonej techniki. Często zdarza się, że ktoś, kto pyta czym zrobiłem dane zdjęcie, jest zaskoczony, gdy słyszy, że wykonałem je iPhonem 8 Plus. Tak, telefony mają dziś tak dopracowaną optykę, że czasami nawet nie zabieram ze sobą aparatów.

Gdy je zabieram, posługuję się dwoma modelami – starą lustrzanką Canon EOS D550 z podstawowym obiektywem oraz z chińskim obiektywem 50mm lub kompaktową Leicą.

Pytanie, które jednak pojawia się najczęściej to – kto Ci robi takie fajne zdjęcia?

Gdy podróżujemy z Magdaleną razem, odpowiedź jest oczywista. To ona robi najpiękniejsze zdjęcia a jej osoba otwiera zupełnie obcych ludzi na piękne portrety. Jednak ze względu na nasza życia zawodowe, nie zawsze możemy podróżować razem a w rzeczywistości, w ostatnim czasie, podróżujemy osobno lub ja podróżuję sam.

Każdy z nas, z każdej pięknej podróży, pragnie przywieźć chociażby jedną piękną fotografię, na której jest. Jak to zrobić? Można na przykład poprosić napotkaną osobę, aby zrobiła nam zdjęcie.

Nie zawsze jednak, szczególnie po środku niczego, będziemy mieć taką możliwość. Jeśli jednak będziemy mieć takie szczęście, jednego możecie być pewni – ten ktoś zrobi Wam najbardziej beznadziejne zdjęcie, jakie możecie sobie wyobrazić.

Powiedzmy sobie szczerze – ludzie nie potrafią fotografować, kadrować, ustawiać światło. Nie potrafią nawet zrobić prostego zdjęcia albo wykonać je tak, że nie będziesz potem patrzeć na swoją rozmazaną postać uciętą od klatki piersiowej w górę.

Zrozumiałem to już dawno temu, dlatego nawet mając wokół siebie kilkadziesiąt osób, nigdy nie proszę nikogo o zrobienie zdjęcia. Aby upewnić się, że robię dobrze, kilka dni temu poprosiłem w Uzbekistanie pewnego gościa w moim wieku o zrobienie zdjęcia. Efektu nie chcę tutaj nawet zamieszczać.

Zamiast tego, zawsze zabieram ze sobą osobistego fotografa. Kosztował mnie kilkanaście dolarów i przyjechał do mnie z Chin. Jego prosta konstrukcja składa się z wysięgnika teleskopowego z trzema nóżkami na dole i zatrzaskiem na telefon.

Kluczowym elementem jest także pilot bluetooth, który wykonuje robotę, gdy odpowiednio ustawimy sprzęt i staniemy przed nim. Rzec by można, że to kijek selfie, ale ponieważ selfie naprawdę nie lubię, nazwałbym go bardziej statywem na telefon. Małym i bardzo lekkim w porównaniu do klasycznych statywów na aparaty.

Posiadając elementarną wiedzę na temat kadrowania możemy osiągnąć cuda. Zobaczcie na kilka przykładów poniżej:

Karta Revolut

Jedna mała rzecz, która sprawia, że skończyłem z jeżdżeniem z gotówką. Revolut to nie miejsce do trzymania środków pieniężnych – powiedzmy to sobie od razu. To narzędzie, które idealnie sprawdza się w podróży. Dla przykładu – w większości krajów mam dostęp do internetu. Wiem, że wydam np. 200 złotych w danym dniu. Przesuwam więc na kartę revolut 200 złotych dosłownie jednym kliknięciem w aplikacji i używam karty – cy to do wypłat w bankomacie, czy do płatności. I nie martwi mnie to, czy ktoś kartę użyje, skopiuje, czy w jakikolwiek sposób naruszy moje konto. Ta karta nie jest bowiem podłączona do żadnego konta bankowego, które posiadam. To jedynie miejsce, do którego przesuwam określone środki na dany dzień. W razie zgubienia czy kradzieży tracę co najwyżej kilkadziesiąt złotych, które akurat się tam ostało.

Cała reszta

Oprócz powyższych, bardzo ważnych dla mnie w podróży, elementów mojego bagażu, zabieram często ze sobą laptopa, szczególnie wtedy, gdy wiem, że muszę popracować. Oprócz niego w torbie lądują przeróżne kable, i powerbank. Cała reszta – kosmetyki, małe przekąski, słuchawki, czy w końcu ubrania, to już jedynie dodatkowe, oczywiste elementy tej podróżniczej układanki.

i pamiętajcie – najważniejsze to zabrać ze sobą masę dobrego humory oraz ciekawość świata!

A jak jest u Ciebie? Co zawsze zabierasz ze sobą? Czym fotografujesz? Masz coś, co specjalnie polecasz? Gadżety, pomysły?

👇Podziel się poniżej w komentarzu 👇

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

7 komentarzy dotyczących “Co zabieram w podróż i czym robię zdjęcia, czyli wojaże(r) praktycznie

  1. Drogi Marcinie, uwielbiam twoje teksty, bardzo cenię twój profesjonalizm i wiedzę. Dzieli nas różnica pokolenia i może dlatego nie zawsze zgadzam się do końca z twoimi refleksjami. Tak więc, może trochę z przekory, może z wrodzonego poczucia humoru, postanowiłam opowiedzieć jak z mojej strony wyglądają „podróże praktycznie” .
    https://mariatomas.pl/2019/09/20/w-podroz-bez-zegarka-i-krokomierza/
    Jeśli nie życzysz sobie tutaj linku, to nie ma sprawy, nie zamieszczaj mojego komentarza. Z pozdrowieniami

    • Bardzo dobry tekst i zupełnie inna perspektywa, tak więc dziękuje za głos w debacie 🙂 I podoba mi się humorystyczne podejście poprzez odniesienie się do mojego krokomierza 😉
      W gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do tego, że każdy i każda z nas ma swój styl podróżowania, i co najważniejsze, żaden nie jest jedynym prawdziwym i najlepszym, wszystkie są na swój sposób dobre!

  2. Po ostatnich wyjazdach nie mogę sobie już wyobrazić podróżowania bez karty Revolut. Także Kindle na stałe zagości w moim plecaku (160 gramów szczęścia :)). Mimo głosu rozsądku nie potrafię zostawić w domu ciężkiej lustrzanki i posługiwać się wyłącznie komórką. Twój Canon wygląda za to na bardzo zgrabny i niezbyt ciężki model 🙂 Czy tak jest faktycznie?

  3. Bardzo lubię czytać takie wpisy, zwłaszcza gdy blogerzy ujawniają swoją flotę aparatów fotograficznych. A czy mógłbyś zdradzić, przy pomocy jakich programów / narzędzi edytujesz zdjęcia?
    P.S. Wreszcie ktoś miał odwagę powiedzieć otwarcie, że absolutna większość ludzi totalnie nie umie robić zdjęć, przy czym rozumiem przez to, że nie potrafi nawet ocenić estetyki kadru i nie ma elementarnego pojęcia o kompozycji.

  4. Dzięki, fajny zegarek. A co to za chiński obiektyw?

    • Też jestem ciekaw tego chińczyka 🙂
      Sam artykuł bardzo wciągający, ale do tego standardu już się na Twoim blogu przyzwyczaiłem.
      Dobry pomysł z kartą, czegoś takiego mi było trzeba.

  5. dobry!!!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.