Felietony

Flygskam. Czy Polak zacznie wstydzić się latania?

Wstyd przed lataniem to niedawne odkrycie Szwedów, które przedostało się do masowej świadomości. Czy stanie się antidotum na bolączki niszczejącego świata?

Flygskam. Szwedzki wstyd przed lataniem samolotem. Nowa akcja ekologów. Renesans podróży koleją. Czy loty szkodzą środowisku? Kult małej Grety – to tylko niektóre z tytułów artykułów na temat czegoś, o czym głośno zrobiło się w ostatnim czasie. W natłoku ważnych dyskusji na temat przyszłości świata i naszej planety, na powierzchnię wypłynął temat częstego podróżowania samolotem i tego, jak wpływa to na nasze środowisko. Czy jest to świetny pomysł na ratowanie planety czy też bezsensowna propaganda i slogan, z którym nagle wszyscy zaczynają podążać? Spróbujmy odpowiedzieć sobie na to pytanie.

Kilka dekad temu latania samolotem było zarezerwowane jedynie dla światowej elity. Stopniowy wzrost dostępności lotów dla przeciętnego człowieka przyczynił się do ogromnej intensyfikacji tej formy podróżowania. Wpłynął oczywiście na dalszy rozwój turystyki oraz zmniejszył globalizujący się świat pozwalając na szybkie przemieszczanie się z miejsca na miejsce.

W jednym z polskich mediów (NOIZZ) czytamy: „Przeciętny Szwed wsiada do samolotu siedem razy częściej niż inni obywatele świata, a ruch lotniczy w tym kraju od 1990 roku wzrósł o 61 proc. Mimo że efektywność energetyczna samolotów uległa znacznej poprawie, to latanie jest wciąż najbardziej szkodliwym dla środowiska sposobem podróżowania. Niemiecki ZEIT, powołując się na meteorologów z Instytutu Maxa Plancka podaje, że każdego roku na skutek emisji CO2 spowodowanej ruchem lotniczym topi się 6 000 kilometrów kwadratowych lodu w Arktyce. Emisja CO2 z ruchu lotniczego wynosi około pięć procent globalnej emisji. To wydaje się niewielką liczbą w porównaniu z 17 proc. wytwarzanymi przez ruch drogowy, jednak warto zwrócić uwagę, że natężenie ruchu lotniczego dynamicznie wzrasta.”

IMG_8653.jpg

Oczywiście wspomniana dostępność lotów dla szerokich mas w przypadku Szwecji miała miejsce dużo wcześniej niż w socjalistycznej, ubogiej Polsce. Nawet piętnaście lat wolności nie sprawiło, że Polacy masowo zaczęli podróżować drogą lotniczą. Tym czymś było wejście do Polski największej taniej linii lotniczej – „Ryanair wchodzi do Polski” – donosiła wyborcza 21 listopada 2004 roku. Kilka miesięcy po wejściu Polski do Unii niemożliwe nagle stało się możliwe – przed głodnym świata narodem otwierały się możliwości taniego i szybkiego przemieszczania się po Europie. Zamiast dwudziestu godzin do Londynu, dwie z hakiem.

W porównaniu ze Szwedami, którzy nie dość, że podróżują siedem razy częściej niż reszta świata, to jeszcze robią to od dłuższego czasu, trudno mówić o jakimkolwiek poczuciu wstydu u Polaków. W Polsce latanie to nadal powód do dumy.

Mija piętnasty rok odkąd Polacy masowo wzbili się w przestworza. Piętnaście lat, które uczyniło nas jednym z najbardziej podróżujących narodów świata. Jak czujemy się z myślą, że emitujemy do atmosfery określone ilości CO2 i czy jest dla nas alternatywą podróżowanie pociągami lub autobusami? Sprawdźmy.

W ciągu 12 lat odkąd podróżuję po świecie, odbyłem 223 loty okrążając świat dziewięć razy jeśli chodzi o przebytą odległość. Mój ślad węglowy to 45.7 ton C02. Ślad węglowy to całkowita suma emisji gazów cieplarnianych wywołanych bezpośrednio lub pośrednio przez jednostkę, organizację, wydarzenie lub produkt.

_MG_5876.jpg

Szwedzi, a szczególnie ich młoda gwiazda ekologicznego ruchu – Greta Thunberg – proponują, aby ograniczyć ilość lotów, nie tylko jednostkowo, ale także systemowo. Brzmi to, w realiach globalnego, kapitalistycznego świata tyleż nierealnie, co groteskowo. Aby w pełni odpowiedzieć sobie na pytanie, czy latanie wywoła w nas wstyd, warto przyjrzeć się, jak zawsze zresztą, danym – jak wygląda porównanie możliwości podróżowania z uwzględnieniem emisji gazów na kilku przykładach?

W analizie pomoże nam serwis ecopassenger.org, na którym możemy sprawdzić, jaki środek lokomocji będzie najmniej szkodliwy dla środowiska.

Zacznijmy od Gdańska: jak widać na załączonym obrazku, tak podróżowanie pociągiem jak i samochodem, znacznie obniża emisję gazów do atmosfery. Niecałe sześć godzin podróży pociągiem czy samochodem to realna alternatywa dla zaledwie godzinnego lotu.

IMG_3423.jpgZnacznie ciekawiej robi się jednak, jeśli spojrzymy na przypadek miejsca, które dla mnie, osoby z południa Polski, jest geograficznie (i kulturowo) niezwykle bliskie – Wiednia. Zdecydowanie najlepszym sposobem na dotarcie do niego, myśląc w kategoriach ekologicznych, jest pociąg. Kto jednak spędzi w pociągu z Krakowa 14 godzin, jeśli mógłby samochodem dotrzeć na miejsce w lekko ponad 4 godziny? Dotarcie samolotem  do stolicy  Austrii zajęło mi niedawno zaledwie 50 minut.

IMG_3424.jpgNaprawdę ciekawie robi się z kolei, jeśli weźmiemy na warsztat ot taką podróż do Lizbony, czyli na zachodni kraniec Europy. Zauważmy, że poziom emisji gazów w przypadku pociągu jest już „tylko” połowę niższy niż w przypadku lotu, zaś podróż samochodem podaruje światu znacznie więcej gazów aniżeli wyprawa samolotem.

Co warte jest także odnotowania to fakt, iż lot trwa 4 godziny zaś podróż pociągiem to inwestycja 42 godzin z przesiadkami w Warszawie, Berlinie, Dortmundzie, Kolonii, Brukseli, Paryżu i Hendaye. Mało kogo stać na inwestycję takiej ilości czasu ale także pieniędzy – taka podróż pociągami przez całą Europę to koszt znacznie większy niż bezpośrednie połączenie lotnicze.

IMG_3425.jpg

Historia z życia? Między 2010 a 2012 rokiem często podróżowałem między Krakowem a Warszawą. W czasie trwającego remontu centralnej magistrali kolejowej pociąg PKP Intercity przemierzał niecałe 300 kilometrów w prawie 4,5 godziny i kosztował z reguły 129 złotych w jedną stronę. W tym samym czasie za bilety lotnicze LOT-u płaciłem z reguły od 75 do 129 złotych w jedną stronę zaś na miejsce docierałem w 35 minut (około 2,5 godziny licząc czas na dotarcie na lotnisko, kontrole etc).

Gdy tylko nasze słynne Pendolino wjechało na tory i przejazd między centrum Krakowa a centrum Warszawy zajmuje 2 godziny, całkowicie przestałem przemieszczać się na tej trasie samolotem.

Otóż kluczem do walki o lepszy świat i dobro naszej planety jest ciągłe rozwijanie nowych technologii, szczególnie w transporcie – jego ciągłe doskonalenie i opracowywanie strategii szybkiej kolei. Problem w tym, że szybkie koleje to wycinki naszej polskiej, ale także europejskiej rzeczywistości.

Pociąg z Krakowa do Szczecina przemierza nasz kraj w ciągu 9 – 13 godzin. Dlatego też wybrałem się do tego miasta samolotem, który na miejsce dotarł w 45 minut. Ba – wracając do Krakowa przejechałem autokarem z centrum Szczecina na berlińskie lotnisko Tegel, z którego doleciałem do Krakowa. Dlaczego? Bo oszczędziło mi to 20 godzin podróży.

Bardzo łatwo jest rozmawiać i fantazjować na temat rzeczy takich jak flygskam, znacznie trudniej jest zacząć tworzyć prawdziwą sieć świetnych połączeń komunikacyjnych, które rzeczywiście sprawią, że na odcinkach 400-500 kilometrów poruszanie się samolotem będzie całkowicie pozbawione sensu.

459D8F49-B12D-42AB-8EAC-88C8BBC6724C.jpg

Dlatego też przy całej mojej ogromnej sympatii dla coraz bardziej ekologicznego stylu życia oraz przy całym moim wsparciu dla ruchów, które walczą o przyszłość naszej planety, nie mogę uwolnić się od całkowicie pragmatycznego podejścia do Flygskam, które mówi mi, że w teorii zawsze jesteśmy świetni i w towarzystwie każdy z nas pochwali się znajomością nowego, szwedzkiego słowa, po czym każde z nas, mając do wyboru 13 godzin w pociągu lub 45 minut w samolocie, wybierze to drugie. Szczególnie biorąc pod uwagę niskie ceny lotów w ostatnich latach.

Polak zacznie wstydzić się latania, kiedy podobnie jak Szwed zwiedzi większość świata i zacznie na nowo odkrywać swój świat, w nim planując swojego wakacje, a do tego zapewnioną będzie mieć jakość przemieszczania się po swoim kraju w takim komforcie, jaki mają Niemcy, Szwajcarzy czy Skandynawowie.

Póki co, jako Małopolanin, mieszkaniec krainy, która w promieniu 500 kilometrów sąsiaduje z jednymi z najwspanialszych miast Europy, do których w teorii powinniśmy docierać wszystkim, tylko nie samolotem, mam do czynienia z dziwną sytuacją. Spójrzmy na średnie czasy przejazdów: Berlin, Budapeszt, Praga, Lwów – 8 godzin autobusem. Pociągiem 12 jeśli w ogóle połączenie kolejowe istnieje. Samolotem? Godzina. Tak oto teoria rozbija się o praktykę.

samolot.JPG

Elementem krajobrazu rozwiniętych, zachodnich gospodarek jest bowiem to, że do prawie każdego zaułka kraju, można dotrzeć świetnie zorganizowaną siecią kolejową. W Polsce jedna część kraju śmiga drogim, szybkim i komfortowym Pendolino, gdy reszta kraju albo tłucze się godzinami w starych składach, albo w ogóle nie posiada jakiegokolwiek transportu publicznego i zmuszona jest do poruszania się, równie nieczystymi dla środowiska, samochodami.

Nie ma się jednak co załamywać!

Pomimo tego, że branża lotnicza przyczynia się do zmiany klimatu, odpowiada ona jedynie za około 2 procent wytwarzanego przez człowieka CO2. Od od 1990 r. wpływ pojedynczego pasażera na środowiskowo  został zredukowany o połowę. Stało się to możliwe, gdyż przez lata branża lotnicza ciągle inwestowała w trzy rzeczy: technologie, poprawę operacyjności oraz poprawę infrastruktury. Współczesne samoloty, napędzające je silniki oraz nowe paliwo, które zaczyna się stosować w branży, pozwalają znacznie ograniczyć poziom emisji gazów.

Czy Flygskam – wstyd spowodowany lataniem –  zmieni świat?

Na dalszy rozwój technologii oraz na ciągłe badania nad tym, co stosuje się w lotnictwie, powinniśmy liczyć szczególnie, gdyż na świecie pełno jest nacji, które w przewidywalnym czasie raczej nie ograniczą latania do minimum – bogacące się Chiny oraz Indie to nowe setki tysięcy podróżujących oraz pasażerów linii lotniczych.

Zupełnie cynicznie spoglądać na temat, z całym szacunkiem do dziesięciu milionów Szwedów, którzy wstydzą się latania, zdaje się, że flygskam to nic więcej aniżeli „buzzword” – chwytliwe hasło – roku 2019.

Aby ratować ziemię poprzez ograniczenia lotnictwa, należałoby przekonać do podobnego wstydu nawet nie Polaków, ale przede wszystkim od dziesięcioleci latających po świecie Amerykanów oraz wschodzące gwiazdy globalnej ekonomii – potężne Chiny z szybko bogacącym się, gigantycznym społeczeństwem oraz Indie ze swoją ogromną populacją. A o ile znam Amerykanów oraz Chińczyków, raczej nie liczyłbym na rychłe pojawienie się owego wstydu u ludzi, którzy stanowią prawie jedną piątą populacji świata.

Jak więc realnie możemy wpłynąć na ratowanie naszej planety? Oto trzym punkty, które uważam za kluczowe:

➡️ Wymusić na polskich politykach rezygnację z węgla i przejścia na czystą energię, co przy okazji podaruje nam powietrze wolne od smogu.

➡️ Trzymać kciuki za ogromną przemianę w Chinach, które za kilka dekad będą największym pionierem czystej energii oraz ekologicznych rozwiązań. Paradoks, prawda?

➡️ Wierzyć w niemożliwe, czyli to, że USA zacznie kiedykolwiek honorować jakiekolwiek porozumienia klimatyczne.

Co zaś możemy zrobić ze swojej strony?

Ludzie, którzy kochają podróże, ale jednocześnie wiedzą, że zmiany klimatyczne są swojego rodzaju wyrokiem śmierci dla większości świata, mają kilka wyborów: Możemy ufać producentom samolotów oraz rządom, którzy mówią o ulepszaniu technologii i stanowienia nowego prawa. Możemy kupując bilet płacić dodatkowo za zrównoważenie emisji poprzez inwestowanie w farmy wiatrowe lub inne projekty dotyczące energii odnawialnej; albo możemy po prostu latać mniej lub precyzyjniej mówiąc – wybierać się na jedne wakacje zamiast kilku.

Jakkolwiek może nam się wydawać, że jako jednostka jesteśmy w stanie coś zmienić, nasz świat nie pójdzie w dobrym kierunku bez diametralnych zmian w USA oraz w Chinach. Każda i każdy z nas, kto decyduje się na owe małe kroki w swoim życiu, musi liczyć na to, że wspomniane dwie potęgi wejdą do gry i zagrają o najwyższą stawkę – uratowanie naszej planety.

Biorąc pod uwagę, że współczesna turystyka generuje 7,6 tryliona dolarów na całym świecie, czyli 10,2% światowego PKB oraz ponad 250 milionów miejsc pracy, żaden rząd nie dotknie tematu strukturalnego zmniejszenia operacji lotniczych. Zamiast tego potrzebne jest o wiele większe zrozumienie zmian klimatycznych oraz roli turystyki w całej tej globalnej układance.

Populacja świata zbliża się do ośmiu miliardów ludzi. Należy pamiętać, że 80 procent ludności świata nigdy nie leciała jeszcze samolotem. Emisja dwutlenku fundowana jest światu przez regularnie i często podróżujące 20 procent ludności, czyli jakieś 1.5 miliarda ludzi choć de facto liczba podróżujących jest mniejsza, gdyż wiele osób podróżuje w roku znacznie więcej aniżeli jeden raz.

Choć mój stosunek do Flygskam zdaje się być negatywny, w rzeczywistości zawsze pochwalę wybór pociągu nad samolotem, zawsze ucieszę się, gdy usłyszę, że ktoś potrafi spędzać piękne wakacje u siebie w kraju zamiast podróżować kilkanaście godzin w powietrzu do Azji. To wszystko świadczy tylko o tym, jak zróżnicowani jesteśmy.

Jedyne, co sprawia, że z lekką dozą alergii odnoszę się do takich rzeczy jak flygskam to fakt, że od czasu do czasu pojawia się jakieś słówko, które media i ludzie podchwytują i wydaje im się, że znaleziono właśnie receptę na ratunek świata. Ot, wystarczy przestać latać! Temat podupadającej Ziemi to jednak coś znacznie bardziej złożonego i nie wygramy tej batalii jedynie „małymi kroczkami” a tym bardziej nie wygramy jej przestając latać. Bo na naszej miejsce zawsze  przyjdzie ktoś, kto zacznie.

A jakie jest Twoje zdanie❓ Czy wstydzisz się już latania❓

Processed with VSCO with a8 preset

 

 

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

6 komentarzy dotyczących “Flygskam. Czy Polak zacznie wstydzić się latania?

  1. Pisałem już o tym na fb – nie wstydzę się latania. Właśnie m.in. z powodów, które opisałeś. Wyjazd do Berlina? 8/9 godzin w autobusie albo pociągu (z przesiadką) vs. 45 minut w samolocie. Z czysto praktycznych powodów – lot wygrywa. I tak, też uważam #flygskam za medialny hashtag obecnego roku. Można znacznie bardziej pomóc planecie, niż poprzez nielatanie.

  2. Jeśli mówimy o dużych odległościach, to jednak wybieram samolot, pociąg jest wygodniejszy, ale i sporo wolniejszy. Jazda samochodem, to rozwiązanie, które wybieram poznając region lub kraj, bo daje wygodę. Myślę, że nie ma co się zamykać w jakiś sztywnych zasadach, tylko po prostu zdroworozsądkowo myśleć

  3. Jak pisałem już na fb, ja się nie wstydzę. Wydaje mi się, że troche to przesadzone jest z tą ekologią w kontekście samolotów. To tak jak wszyscy cisną na auta elektryczne, bo ekologiczne. Ale tak naprawdę baterie trzeba zasilić, a prąd sam sie nie wyprodukuje. Nawet, jeśli prąd wyprodukujemy ze źródeł odnawialnych, to po zużyciu akumulatory trzeba przechowywać lub jakoś przetworzyć, a to dopiero ta część jest mega nieekologiczna 🙂
    Oczywiście należy robić wszystko, żeby być eko, ale nie można się dać zwariować 🙂

  4. Temat dość ciekawy i w sumie też trudny. Świadome podróżowanie jest super ważne ale też o ile można zrezygnować z plastikowych sztućców czy butelek o tyle samolot ciężko zastąpić, szczególnie na długich dystansach.

  5. Jako osoba, która boi się latać, nie miałabym nic przeciwko sieci szybkich kolei w Europie. Choć na tą chwilę to mrzonka.

  6. Martyna || Life in 20 kg

    Odpowiedziałam już wcześniej na to pytanie. Ale przyszła mi inna myśl do głowy, która chce się podzielić. Trudno sobie wyobrazić życie bez latania, szczególnie jeśli wymaga tego praca lub po prostu realia. Nie wyobrażam sobie ze miałabym płynąc do Australii promem. Ile to czasu by zajęło? Tak jak mówisz alternatywa może być zmiana źródeł energii. Podobnie jest z plastikiem. O ile ruch zero waste jest bardzo ważny i ja sama walczę z plastikiem jak mogę, to życie na małej malediwskiej wyspie pokazało mi jak trudno jest unikać plastiku. Kanonie sobie wodę w bidonie, mam swój kubek termiczny i sztućce. Idę do restauracji i dostaje powiedzmy spaghetti carbonara. Restauracje zamawiają w ilościach hurtowych ale i tak to wszystko pakowane jest w plastik: opakowanie od makaronu, śmietana, boczek. A wszystkie sosy (np. Sos sojowy itp) dodawane do dań w azjatyckiej kuchni tez jest z plastikowych opakowań. A pudła ze styropianu w których transportowane jest jedzenie. Niestety nie da się usunąć plastiku z naszego życia. Nie cofniemy się do epoki jaskiniowców. O ile drobne wyrzeczenia są realne o tyle te wielkie już ciężko spełnić. Trudno mi uwierzyć ze teraz nagle cały świat przestanie używać plastiku albo jak ty piszesz latać. Ale można zacząć wytwarzać biodegradowalny plastik. Jest kilka filmów poświęconych tej tematyce.
    Inwestycja w nowe technologie i energię jest wg mnie właściwym kierunkiem.
    Fajny post. Napisany z rozsądkiem a nie ślepo podążając chwilowym teoriom

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.