Norwegia Przewodniki

Tromsø i okolice. Norwegia północna zimą – atrakcje i przewodnik

Tromso i okolice to jedna z najpiękniejszych wycieczek do Norwegii oraz jedna z najwspanialszych wypraw w moim życiu.

Umówmy się – Norwegia nie jest krajem na miejskie przygody. Nie umniejszając jej metropoliom, ani nie słynie z niesamowicie interesujących i pełnych życia miast, ani też z atrakcyjnych, niskich cen. Bardzo łatwo dziś bardzo tanio przylecieć do Skandynawii na weekend i wydać tyle, ile za tygodniowe wakacje w niejednym, południowym kraju. Norwegia to przede wszystkim niesamowite piękno natury i to dla niej do tego skandynawskiego kraju przyjeżdżają tłumy turystów. Północna, polarna odsłona wspomnianego piękna rozpoczyna się od podróży do Tromso, miasta zwanego stolicą Arktyki.

Tak jak od jakiegoś czasu Arktyka, tak i jej brama, stoją dziś otworem jak nigdy przedtem. Tromso, jeden z głównych, lotniczych i morskich punktów przesiadkowych w drodze na arktyczny archipelag Svalbardu, to odległe miasto, do którego dziś łatwo, bo w zaledwie trzy godziny, przylecimy bezpośrednim połączeniem lotniczym z Gdańska. Opcji jest wiele, jednak ta wydaje się być najlepsza. Nie tylko dlatego, że łączy bezpośrednio Polskę z Norwegią, ale także z powodu tego, iż nasi polscy gospodarze na norweskiej ziemi, właśnie pod te loty układają co sezon swój plan turystycznych turnusów.

Aga i Wiktor, para rodaków i podróżników, którzy na jakiś czas zakotwiczyli w Norwegii, co roku tuż po świętach, wyrusza w długą podróż ze swojego domu na południowym krańcu Norwegii, by po kilku dniach dotrzeć do drugiego, urokliwego domu na dalekim, północnym końcu kraju. Za nimi, między styczniem a marcem, podążają znajomi i nieznajomi, którzy decydują się skorzystać z usług ich Nordtrip.pl, poznać Tromso i okolice, ale także, i przede wszystkim upolować to, o czym marzy każdy, kto tutaj dociera – zorzę polarną.

zorza polarna nordtrip pl

Tromso widok na miasto kolejka

Tromso. Zwiedzanie stolicy Arktyki

Tuż po wyjściu z samolotu, zaledwie kilka krótkich minut jazdy samochodem dzieli człowieka od centrum tego niemałego, jak na polarną lokalizację, miasta. Przecinamy jego ulicę z Wiktorem, który odebrał nas z lotniska i dziwimy się, jak rozległa jest ta miejscowość.

Tromsø, stolica regionu Troms, to największe miasto północnej Norwegii i siódme pod względem wielkości miasto kraju, zamieszkałe przez 65 tysięcy osób. Powstało w XIII wieku i liczyło wtedy zaledwie garstkę mieszkańców. Uzyskawszy prawa miejskie w 1794 roku, szybko stało się punktem startowym dla wielu niezwykłych ekspedycji.

I właśnie bardziej spoglądałem na to miasto z perspektywy pewnej ważnej dla Norwegii historii, aniżeli przez pryzmat jakichkolwiek zabytków czy też nowoczesnej architektury, której tutaj jest całkiem sporo. Aby zrozumieć ten kraj odrobinę bardziej, warto stanąć na chwilę przed pomnikiem Roalda Amundsena, który znajduje się w samym centrum Tromso. Poznawszy jego biografię oraz historyczne tło jego życia, łatwiej pojąć pewne aspekty norweskiej historii i kultury.

Dla mnie Tromso to przede wszystkim miejsce, z którego wyruszała niejedna, dzielna czy szalona wyprawa na daleką północ, w kierunki bieguna i Arktyki. Z tego miejsca ku nieznanemu udawali się Roald Amundsena, Umberto Nobile czy Fridtjofa Nansen, przez co sprawiło, że miasto zyskało nazwę –  „Wrota do Arktyki”.

Kto, jeśli nie zdeterminowani, oswobadzający się spod długiej dominacji sąsiadów, ludzie dalekiej północy, w których żyłach płynie krew Wikingów, mógł być bardziej predestynowany do tego, aby odkryć dla ludzkości te niezbadane i trudne obszary?

Gospodarka dalekiej północy od początków związana była z morzem. To ocean, bogaty w ryby, wykarmiał ludzi zamieszkujących daleką północ. Wyprawy połowowe i wielorybnicze oraz coraz lepsza technologia wytwarzania statków wpływała nie tylko na rozwój coraz dalszych ekspedycji, ale także stała się zaczątkiem dla prac nad pierwszymi poważnymi mapami obszarów polarnych.

Choć Norwegowie na początku XX wieku nie posiadali jeszcze swojego zupełnie niezależnego państwa (byli częścią Królestwa Szwecji), szybko stali się elitą polarników. Ludzie żyjący w pełnej symbiozie z naturą, zahartowani od dziecka, przyzwyczajeni do trudnych warunków klimatycznych oraz życiowych, dla których narty i łodzie to dwie wzajemnie uzupełniające się narzędzia do życia i pracy, szybko stali się bohaterami ostatnich wielkich ekspedycji epoki wypraw odkrywczych. Pasjonaci polarnictwa na pewno przystaną dłużej przy wspomnianym pomniku.

Atrakcje Tromsø

Jak już zauważyliśmy na początku tekstu, Tromsø to nie Rzym i nie musimy rezerwować na niego kilku dni. Tak w mojej opinii, jak i moich znajomych, z którymi podróżowałem, na stolicę Arktyki w zupełności wystarczy kilka godzin. Agnieszka z Wiktorem zwykle zabierają swoich gości na wieczorną wycieczkę po pięknie oświetlonym mieście, co ma sens, gdyż i tak wszystko jest zamknięte po godzinie siedemnastej, zaś dzień warto spędzić polując na niesamowite cuda natury rozsypane w promieniu kilkuset kilometrów. Zdarzyło nam się podczas naszego pobytu zajrzeć do miasta także w ciągu dnia i z ręką na sercu mogę Wam powiedzieć, że jeśli nie spędzicie w nim wiele czasu, dużo nie stracicie.

Tromso Norwegia atrakcje zwiedzanie przewodnik

Co możecie więc zrobić w tym największym mieście Arktyki?

Polarmuseet: muzeum polarne. Dla tych, którzy pragną zgłębić swoją wiedzę na temat odkryć polarnych oraz tego, kim był między innymi Roald Amundsen.

Polaria: położony w unikatowym architektonicznie budynku, kompleks, który jest połączeniem muzeum, akwarium i centrum wiedzy na temat Arktyki. Jedno z najbardziej promowanych miejsc w materiałach turystycznych dla tych, którzy przybywają do miasta.

Arctic Cathedral: krążąc po mieście warto zwrócić uwagę na fascynującą budowlę po drugiej stronie mostu, który łączy centrum z wysokimi wzgórzami po drugiej stronie wody. Ta niesamowita katedra została zaprojektowana w 1965 roku przez Jan Inge Hoviga i przyciąga co roku rzeszę turystów, którzy podziwiają jej wyjątkowy kształt.

Starówka i deptak: warto wybrać się na spacer po pieszym deptaku w centrum miasta, potem zaś skręcić na jego końcu w stronę portu, aby podziwiać piękną, drewnianą zabudowę miasta (w tym stara katedra z XIX wieku) oraz to, jak miesza się ona z nowoczesną architekturą, która ciągle zwiększa swoje wpływy w tym dynamicznie rozwijającym się mieście.

Zdecydowanie największą atrakcją Tromsø jest Fjellheisen, czyli kolejka łącząca dolną część miasta ze wspaniałymi punktami widokowymi na Storsteinen, czyli „Wielkiej Skale” ponad 420 metrów nad poziomem morza.

Gdy tylko słońce zachodzi i miasto ogarnia zmrok, zaczyna w nim panować niepokojąca cisza. Coś niezwykle dziwnego dla kogoś, kto przybywa z Krakowa. Gwarno zaś robi się na szczycie góry, gdzie tłumy ludzi, którzy nie wyjechali polować na zorzę za miasto, rozstawiają swoje aparaty ze statywami. W oczekiwaniu na zorzę spoglądają oni na pięknie rozświetlone miasto.

Wyjazd z Tromso otworzył przed nami krajobrazy, jakie trudno znaleźć gdzieś indziej. Norwegia to jeden z najbardziej malowniczych krajów świata i jej piękno znajduje się poza obszarami miejskimi. W naszej podróży z Nordtripami zdecydowaliśmy się na opcję pięciodniowego turnusu, który rozpoczynał się we wtorek i kończył w sobotę.

W cenie całego wyjazdu zapewnione było wszystko od odbioru z lotnisku w Tromso przez transport, wycieczki, wyżywienie, nocleg oraz co najważniejsze – ich towarzystwo oraz wiedzę na temat miejsca, do którego docieramy. Na koniec, co także jest uroczą i przyjemną pamiątką, otrzymuje się paczkę zdjęć wykonywanych podczas pobytu na miejscu.

nordtrip.pl

Przed nami kilka wyjątkowych dni podczas których realizowany jest następujący program:

  • Wypatrywanie zorzy polarnej.
  • Wycieczka krajoznawcza w Alpy Lyngeńskie lub na przepiękną wyspę Senja.
  • Reniferowe safari, czyli wycieczka, której celem jest tropienie reniferów na stepach wyspy Kvaloy.
  • Wycieczki nad fiordy.
  • Krótkie wyprawy trekkingowe.
  • Rejs widokowy na wyspę Vengsoy.

Arktyczna natura – największa atrakcja okolic Tromsø

Lapończycy, zwani inaczej Sámi, to lud zamieszkujący wielkie obszary rozpościerające się na obszarach Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji. To z nimi nierozłącznie związane są renifery, jedne z najbardziej charakterystycznych i urocznych komponentów arktycznego krajobrazu. Choć nigdy nie zostały w pełni udomowione, są wszechstronnie wykorzystywane przez Lapończyków. Te, które spotkacie podczas wycieczki w tę część świata, jedne bardziej skore do kontaktu, inne mniej, zawsze należą do kogoś.

„Polowanie” na renifery jest częścią planu, więc ruszamy w drogę do miejsca, gdzie najczęściej można je spotkać, jednak akurat postanowiły zrobić małą migrację. Pomimo dłuższego oczekiwania, nie zdają się jednak wracać – tak wyglądały nasze początki. Jednak jeszcze tego samego dnia spotkaliśmy pierwszego na drodze, za nim pojawiły się kolejne. Zaparkowaliśmy auto i postanowiliśmy im potowarzyszyć. Trafiliśmy na jedną z najbardziej obytych z ludźmi grup, jakie można spotkać w okolicy Tromso. Od tego czasu wpadaliśmy na siebie regularnie przy okazji różnych spacerów.

Warto pamiętać o tym, iż mięso karibu – tak mówi się w obszarach polarnej Ameryki na renifery, cechuje wyższa zawartość witaminy B12, żelaza, cynku i selenu, niż norweska wołowina, baranina, jagnięcina, wieprzowina i drób, co sprawia, iż nie należy się dziwić, iż zwierze to przez wieki stanowiło pożywienie lokalnych mieszkańców oraz polarników odkrywających arktyczne rubieże świata. Dlatego też w Norwegii nie należy się dziwić, iż poza drogami i łąkami, często spotkamy renifera… na talerzu.

Człowiek na dalekiej północy żyje w symbiozie z naturą, a jaki jest najwierniejszy kompan człowieka, każdy wie. To pies. Często, spacerując po okolicach Tromso, spotkać można lokalnych mieszkańców, którzy z jednym, dwoma lub całym zaprzęgiem psów, przemieszczają się z punktu A do B. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, iż sztuka psich zaprzęgów, doprowadzona do perfekcji przez Innuitów – mieszkańców obszarów Arktycznych – w znacznym stopniu przejęta została przez Norwegów. To właśnie psy stały się kluczem do sukcesu norweskich, polarnych ekspedycji. Wróćmy na chwilę do wspomnianego wcześniej Amundsena:

Prawdziwą obsesją Amundsena było zdobycie Bieguna Północnego, miejsca, do którego powoli przymierzała się już niejedna ekspedycja. Jego plany pokrzyżowały jednak nagłe wiadomości o tym, że biegun został już zdobyty przez Amerykanina, Roberta Perry. Choć wsparcie młodego państwa norweskiego oraz wielu prywatnych sponsorów skierowane było na zdobycie tego właśnie celu, piękno umysłu i osobowości Amundsena polegało na tym, iż, gdy trzeba było, po prostu zmieniał swoje cele.

Nie mogąc być pierwszym, który zdobędzie Biegun Północny, Amundsen zdecydował, że zdobędzie Biegun Południowy. Ostatnie niezdobyte miejsce na ziemi czekało na norweskiego odkrywcę.

Robert Falcon Scott, kolejny dumny i zbyt pewny siebie Brytyjczyk, również planował zdobycie Bieguna Południowego, jednak doświadczony trudnymi ekspedycjami Norweg, miał nad nim znaczną przewagę. Czas spędzony z Innuitami nauczył Amundsena więcej na temat rzeczywistości polarnej, aniżeli wszystko wcześniej. Przede wszystkim zdecydował on, że Biegun zdobywać będzie za pomocą sań ciągniętych przez psy. Był to jeden z kluczy do sukcesu jego ekspedycji.

Każdy z nas może się dziś poczuć jak członek polarnej ekspedycji. Wystarczy wsiąść na zaprzęg i uruchomić wyobraźnię.

Dla pasjonatów kontaktu z naturą, Wiktor i Agnieszka przygotowali całkiem spory pakiet atrakcji dodatkowych, poza standardowym programem, które można dodatkowo wykupić, dla przykładu: przejażdżka psim zaprzęgiem czy rejs whale watching – obserwacja wielorybów i orek, choć okres jest krótki bo tylko w styczniu i czasami na początku lutego. Dla tych, którzy tego wcześniej nie doświadczyli, to prawdziwa gratka.

Spacery po wyspie Kvaløya

Prawdziwą gratką dla mnie są codzienne spacery. Od lat spoglądam na mój zegarek, który liczy wszystkie moje kroki oraz na aplikację, która pilnuje mojego ruchu oraz zdrowia. Dlatego w zaplanowany czy zupełnie spontaniczny sposób, raz po raz urywałem się i ruszałem gdzieś przed siebie – sam czy też z innymi członkami naszej grupy. Pozamiejskie okolice, w których się zatrzymaliśmy, to idealne miejsca do spacerów czy trekkingów.

Szczególnie malownicze okazały się okolice Skulsfjord, które eksplorowaliśmy każdego dnia oraz w różnych kierunkach. Podczas jednego z takich spacerów zapuściliśmy się w zasypaną kilkumetrową warstwą śniegu, ścieżkę prowadzącą ze Skulsfjord do Kvaløyvågen, odkrywając przy tym nieziemsko piękne, puste i czyste krajobrazy jakby schowane przed człowiekiem.

Wycieczka w Alpy Lyngeńskie

Półwysep Lyngen to malowniczy skrawek ziemi w okręgu Troms. Położony pomiędzy dwoma fiordami Ullsfjorden (od zachodu) i Lyngenfjord (od wschodu), z lądem połączony jest jedynie dwukilometrowym Przesmykiem Lyngeńskim. Jego długość wynosi ok. 43 km zaś szerokość ok. 16 km. To na tym półwyspie położone jest pasmo niezwykle pięknych, skalistych i urwistych Alp Lyngeńskich.

Na jednodniową wycieczkę podczas której przemierzyć mieliśmy trzysta kilometrów, wyruszamy z samego rana. Po sprawnym przebiciu się przez Tromsø, wjeżdżamy w górskie rejony oświetlone porannym, plastycznym o tej porze, światłem. Po drodze zatrzymujemy się w najpiękniejszych punktach fiordów, które wbijają się w przemierzane okolice.

Alpy Lyngeńskie znajdują się w północnej Norwegii, na wschód od Tromsø, za kołem polarnym. Są to jedne z najbardziej dzikich i niezbadanych gór w Europie.

Długość tego pasma górskiego wynosi 90 kilometrów, zaś ich szerokość – od 15 do 20 kilometrów. Pierwszym człowiekiem, który wspiął się na wiele ze szczytów był Brytyjczyk William Cecil Slingsby. Najwyższy szczyt pasma ma 1833 metry nad poziomem morza.

Tradycyjne domki rybackie

Dominującymi gałęziami gospodarki regionu jest rybołóstwo oraz rolnictwo, które skoncentrowane są wokół mniejszych ośrodków wzdłuż wybrzeża. Przemieszczając się po drogach północnej Norwegii, które wiją się wzdłuż pięknych fiordów, raz po raz trafia się na mniejsze i większe porty, w których zacumowane są jednostki różnych rozmiarów.

Jak wspomniałem wcześniej, morze zawsze było życiodajną siłą w tej części świata. To dzięki niemu miejsce to zawsze było bogate w pożywienie, co pozwalało na przestrzeni wieków przeżyć kulturze ludzkiej na dalekiej północy. Podróżując przez Alpy Lyngeńskie warto zatrzymać się w tradycyjnej wiosce rybackiej, aby zobaczyć jak to wszystko wyglądało zanim Norwegia stała się świadoma swoich złóż gazu i ropy.

Fiordy i morze

Fiord to rodzaj głębokiej zatoki, mocno wcinającej się w głąb lądu, często rozgałęzionej, z charakterystycznymi stromymi brzegami. Powstawały one przez zalanie żłobów i dolin polodowcowych i dziś stanowią element krajobrazu wielu północnych krajów. Przemieszczając się po okolicach Tromsø, zauważymy, że jeździmy głównie wzdłuż linii brzegowej fiordów, co sprawia, że odległości na mapie, w linii prostej całkiem nieduże, rozwlekają się i sprawiają, że podróż z punktu a do b zajmuje więcej niż można było się spodziewać. Dlatego też raz po raz warto skrócić drogę wsiadając na pokład jednego z wielu promów, które łączą różne miejscowości dalekiej północy. Każda z takich przepraw, czasami trwająca dwadzieścia minut, czasami ponad czterdzieści, staje się rejsem widokowym, który serwuje podróżnym niesamowite widoku na fiordy, góry oraz piękne, kolorowe domki rozsypane na wybrzeżach.

Polsko-norweski dom z zorzą w tle

Najprzyjemniejszą atrakcją każdego wieczoru, gdy wracaliśmy z wycieczek czy spacerów, był dom. Dlaczego polsko-norweski? Norweski w swoim stylu, w tym ciepłym schronieniu, które oferował w trudnych, północnych warunkach. Norweski w swoich aromatach, gdy Agnieszka z Wiktorem serwowali swoje pyszne obiady i kolacje przygotowane z różnych, często norweskich przysmaków. Polski zaś w swojej otwartości, bo to nas różni w znacznej mierze od Norwegów, szczególnie tych północnych, zamkniętych w sobie, trudno dostępnych, pełnych dystansu.

Para podróżników stworzyła w Norwegii oazę polskiej gościnności, w której pełno jest wieczornych rozmów na temat świata i miejsc, które wszyscy kiedyś odwiedziliśmy.

Wieczory w domu to także lekkie napięcie w oczekiwaniu na jedno z najpiękniejszych zjawisk, jakie widziałem w życiu – zorzę polarną. Każda noc wyróżniała się swoistym systemem wart, gdy najedzeni i nagrzani ciepłem domu, raz po raz wychodziliśmy na zewnątrz, aby zobaczyć, czy już się zaczęło. Natura podarowała nam niesamowity spektakl, który rozgrywał się nad naszymi głowami co wieczór. Więcej o tym niesamowitym zjawisku przeczytacie w jednym z moich ostatnich tekstów tutaj.

Piękno norweskich, kolorowych domów

Te urokliwe, drewniane domy, które rozsypane są po bajecznych krajobrazach, stanowią coś, co zachwyca większość przyjeżdżających tutaj Polaków. Ze znajomymi, z którymi odwiedzałem okolice Tromsø prowadziliśmy zażarte dyskusje o tym, jak domy na północy różnią się od tych na południu. Tam, w ciepłym krańcu Norwegii, domy na prowincji pełnią rolę letniej chaty – hytte – do którego mieszkańcy wielkich miast wybierają się w wolnym czasie. Na dłużej zasiedlają je w okresie długich, letnich wakacji. Tutaj na północy, owe czasem nawet bardzo wyizolowane domki, pełne są życia na co dzień. Paradoksalnie bowiem arktyczna Norwegia Północna to tereny, które zamieszkuje kilkaset tysięcy ludzi, a tym samym obecność człowieka jest tam zauważalna.

W okolicy Tromsø, oprócz domów stale zamieszkanych, nadal znaleźć można także sporo sezonowych hytte.

Stare chatki w górach, które kiedyś służyły za schronienie dla pasterzy stają się dziś miejscami ucieczki i wyciszenia. Opuszczone kiedyś domki rybackie, dziś goszczą turystów z AirBnB. Transformacja prowincji odbywająca się na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat odmieniła krajobraz kraju, ale także przyczyniła się do zmiany sentymentów wśród samych mieszkańców Norwegii.

Od początku nowego tysiąclecia rokrocznie budowano w Norwegii cztery do pięciu tysięcy nowych, drugich domów, nie wspominając o zaadaptowanych, starych budynkach. To ogromna ilość w kraju, w którym mieszka lekko ponad pięć milionów ludzi. Współcześnie prawie jedna czwarta populacji Norwegii jest w posiadaniu drugiego domu, zaś połowa populacji ma do takiego czegoś dostęp. Choć niektórzy socjologowie zajmujący się tematyką uważają, że idea ta jest częścią norweskiej kultury od dawna, nie da się ukryć, iż jej współczesny rozwój związany jest w prostej linii ze wzbogaceniem społeczeństwa dzięki wspomnianym surowcom, w tym zaś regionie, z rozwojem turystyki polarnej.

Norwegowie zawsze kochali spędzać czas blisko natury. Tak, jak w przeszłości pasterze wypasający swoje owce, czy rybacy łowiący ryby, ludzie niejako z nadania, żyli blisko tego, co w Norwegii najpiękniejsze. Wraz z rozwojem, rozwinęła się wśród Norwegów tradycja spędzania czasu z dala od miejsca, w którym się pracuje, niezależnie od tego, czy swój zawód wykonuje się w mieście, czy też małej, trudno dostępnej wsi.

Spacerując po okolicy, co chwilę zastanawialiśmy się, jakbyśmy grali w jakąś grę – czy to dom, czy może hytta?

To były piękne dni spędzone na dalekiej północy, które spędziłem w towarzystwie przyjaciół – tak gospodarzy, jak i tych, z którymi przybywałem do tego skrawka ziemi. Serdecznie polecam Wam zebranie paczki znajomych i wyjazd do Agnieszki i Wiktora. Kontakt do nich znajdziecie pod tym adresem: link.

W dniu, w którym wylatywaliśmy z Tromsø, do naszych gospodarzy przylecieli Marcin i Ania z bloga Gdziewyjechac.pl, dobrzy znajomi z polskiej blogosfery podróżniczej oraz jedni z najbardziej znanych autorów naszego podróżniczego internetu. Pomachaliśmy sobie na terminalu i gdy wracałem do Polski wiedziałem, że Marcin wkrótce opublikuje coś naprawdę ciekawego. Dlatego chciałbym zachęcić Was do zobaczenia ich filmu, który powstał właśnie w miejscach, o których dziś opowiadam. Znajdziecie go poniżej 👇

Norwegia to niesamowity kraj, w którym bardzo łatwo się zakochać, jednak trochę trudniej do niego regularnie wracać. Często ze względu na niemałe koszty podróżowania po tym kraju. Mój pierwszy norweski kierunek – arktyczny archipelag Svalbardu, był wyprawą, do której należało się prawdziwie przygotować. Logistyka, planowanie przed, zakupy prowiantu, rozpisywanie budżetu, konsumowały niemało czasu. Planowanie to także piękna część podróżowania i poznawania świata. Czasami jednak, gdy nasze życia stają się coraz bardziej intensywne, pełne nie tylko wyjazdów, ale i pracy oraz prywatnego życia, marzymy o tym, aby oddać komuś organizację i cieszyć się tym, co zastane na miejscu. Aga i Wiktor to pierwszy, choć niestandardowy, bo nie z biurem podróży, przypadek, gdy oddawałem komuś organizacje swojego pobytu z pełnym zaufaniem. Jedyne, co robiłem ze swojej strony, to zgłębianie się w lektury na temat miejsca, do którego właśnie się wybieram. I to Wam dziś polecam. Od czasu do czasu można oddać kontrolę komuś innemu i cieszyć się chwilą.

Arktyczną chwilą nacieszyłem się na tyle, iż jakoś wytrzymam dwa miesiące, które pozostały nam do kolejnej polarnej przygody. Pod koniec maja zabiorę Was bowiem na Grenlandię!

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

8 komentarzy dotyczących “Tromsø i okolice. Norwegia północna zimą – atrakcje i przewodnik

  1. Myślę, że zrobiłabym podobnie jak radzisz – na pewno nie ominęłabym Tromso, ale spędziłabym tam maksymalnie kilka godzin (na pewno zahaczając o Muzeum Polarne), a następnie ruszyłabym w naturę. Na pewno jest tam mnóstwo miejsc do spacerowania i zatracania się w pięknych krajobrazach.

  2. Nie, nie, nie, czemu mi to robisz?! Torturujesz mnie takim wpisem! Mam ochotę ubrać się i od razu tam pojechać, tak nie wolno! 😉 delikatnie to ujmę – zbieram szczękę z podłogi 😀 Przepiękna wyprawa, nie da się o tym zapomnieć. No jak mawiają- co się widziało to się już nie odwidzi. Podoba mi się, że była zima. Nadaje ona temu wszystkiemu bardzo fajny klimat, cudo. Te renifery i wieloryby… spać nie będę mogła przez ten wpis!

  3. Znajome widoki. Byłem tam zaledwie 4 miesiące temu 🙂

  4. Wspaniale to wszystko wygląda i przeogromnie marzy mi się zobaczenie na żywo zorzy polarnej! ALE od wielu lat nie zebrałam się na zimowy wypad na północ i zawsze mam wrażenie, że zamarzłabym tam na… no generalnie, że nie wróciłabym już do domu. 😉 Nie wiem czy i jak kiedykolwiek się przełamię, ale jeśli, to okolice Tromsø wyglądają bajecznie! Zwłaszcza, że z Gdańska nie jest trudno o tani lot w te rejony…;)

  5. Nie powinnam czytać takich wpisów w poniedziałek rano! Zamiast myśleć o pracy, mam raczej ochotę spakować walizkę i wyruszyć w drogę… 😉 Przepiękne to Tromso i jego okolice! Najbardziej urzekły mnie Arktyczna Katedra, renifery, te drewniane chatki no i przede wszystkim zorza. Coś niesamowitego! Fajnie, że jest połączenie z Gdańska. Może i my wybierzemy się do Tromso za jakiś czas! 🙂

  6. Tym wpisem utwierdziłeś nas jedynie w przekonaniu, że koniecznie musimy wybrać się w te rejony. W końcu i nam marzy się polowanie na zorzę oraz poznawanie dzikiego oblicza Skandynawii.

  7. Fantastyczna podróż!!! Uchwyciliście cudowną zimową Norwegię, o której mi się długo marzy. Przekonałam się już, że Norwegia do tanich nie należy ale na takie cuda natury warto się szarpnąć. Uwielbiam takie klimaty, cudowne krajobrazy, a te renifery są po prostu bajeczne! Delikatnie ujmując opadła mi koparka.

  8. Joanna Lisowska

    Na polskich blogach zima ostatnio króluje. U CurCie jest mocno kolorowa i zróżnicowana:) udało się Wam wsztwszy o czym bym marzyła myśląc o zimie. Chodzi głównie o bliskość z naturą, głównie zwierzeca:) zazdroszczę!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.