Indie

Puszkar. Święte miasto indyjskiego Radżastanu

Prastary ośrodek kultu boga-stworzyciela Brahmy na skraju pustyni Thar to jedno z najświętszych miejsc w Indiach

Czy chcesz jeszcze jakiś alkohol? – pyta Pawan na chwilę przed dotarciem do granic niewielkiego miasta – Gdy wjedziemy do niego, nie znajdziemy nic. Alkohol jest zakazany. Spoglądam na niego z lekką konsternacją i pytam, gdzie po środku tej nicości, w której przez dłuższą chwilę nie zauważyłem nic poza granicą pustyni, chce on znaleźć cokolwiek mocniejszego do picia. Znam pewną dziuplę, nie martw się. Witamy w świętym mieście Puszkar!

Położony zaledwie kilkanaście kilometrów od większego ośrodka miejskiego Puszkar, to kameralna osada opierająca się o skraj pustyni Thar. Jej sercem jest urokliwe jezioro, zaś największym skarbem, jedyna w Indiach świątynia Brahmy. Puszkar jest prastarym i jedynym ośrodkiem Brahmy – pierwszego z bogów hinduistycznych, zasady twórczej, bez której świat by nie istniał. Puszkar w sanskrycie oznacza niebieski lotos.

Radżastan, największa prowincja Indii, jest kopalnią jednych z najpiękniejszych miejsc tego kraju. Po ucieczce z niezwykle trudnej stolicy – Delhi – podróżni przenoszą się w świat Indii zupełnie magicznych. Nie uciekną całkowicie od biedy i brudu, ale też nie poznają ich najgorszych odsłon. Tutaj przeszłość ściera się z teraźniejszością a kolory, kultura, religijność i obyczaje mieszkają się w niezwykle interesującą treść. Jedną z takich wysp na archipelagu Radżastanu jest Puszkar, do którego docieramy pewnego dnia późnym popołudniem. Tuż po zostawieniu rzeczy w hotelu udajemy się do centrum, które przyciąga nas dochodzącą z oddali muzyką.

Trans.

Trans to najczęstszy stan, w którym znajdują się ludzie w mieście Puszkar tuż po zachodzie słońca. Ulice zapełniają się pielgrzymami, którzy ozdabiają drogi kwiatami. Wkrótce przejdzie obok nich barwna i głośna procesja. W stan uniesienia nie wprowadza nikogo alkohol. Ten jest tutaj zakazany, choć na potrzeby turystów i niepraktykujących Hindusów, dostępny poza miastem w ciemnych i szemranych miejscach znanych kierowcom i przewodnikom. Podobnie jest także z mięsem. Puszkar to miasto w pełni wegetariańskie. To, co z kolei dostępne jest w mieście na potęgę, to wszelkiego rodzaju ziółka od marihuany przez haszysz po wszelkie inne mieszanki pozwalające na podróżowanie między równoległymi rzeczywistościami.

Miasto jest celem pielgrzymek wyznawców Hinduizmu, Dźinizmu i Sikhizmu. Z czasem zyskało także popularność wśród… Żydów.

Znaki, nazwy sklepów a nawet menu w restauracjach dostępne w języku hebrajskim, to pierwszy znak, który sugeruje popularność miejsca wśród izraelskich turystów. Sklepikarze często pozdrawiają podróżnych słowami „szalom”, niektórzy zaś biegle mówią po hebrajsku. Bez problemu znajdzie się w mieście pierogi czy hummus, niektóre przybytki przyjmują nawet swojskie nazwy rodem z Ziemi Świętej. Mawiają o tym miejscu „Mały Izrael”.

Kilka lat temu, według statystyk Ministerstwa Turystki, na 47,000 zagranicznych turystów, którzy odwiedzili Puszkar, 64 procent to obywatele Izraela.

Większość z nich przybywa około września i zostaje na miejscu przez kilka miesięcy, z reguły do kwietnia. Wielu z nich przyjeżdża do Puszkaru w poszukiwaniu siebie, ucieka od wspomnień obowiązkowej służby wojskowej lub po prostu, poszukuje doświadczeń świętego miasta pełnego magii i czaru dawnych Indii.

Ich obecność nie pozostaje niezauważona i nie przebiega bez problemów – mówi Pawan – niedawno uchwalono nowe regulacje w regionie zabraniające turystom pobytu w Puszkarze na okres kilku miesięcy.

Choć lokalni przedsiębiorcy cieszą się z wszystkich podróżnych przybywających do miasta, szczególnie zaś tych płacących szeklami, stosunki turystów z mieszkańcami, bywają czasami trudne. Imprezowi ludzie, którzy okazują sobie uczucia na ulicach, doprowadzają wielu do szaleństwa i wszczynają raz po raz dyskusje na temat braku szacunku do lokalnych tradycji i zasad wyznawanych tutaj religii.

Pozycja oraz świętość Puszkaru w kulturze i religiach Indii, zagwarantowana została przez wspomnienie miasta w świętych księgach Hinduizmu – Ramajanie i Mahabharacie, jak też w wielu innych ważnych przekazach sięgających pierwszego tysiąclecia.

Według wszelkich standardów subkontynentu, jest to niewielkie miasto, które zamieszkuje lekko ponad dwadzieścia tysięcy ludzi mieszkających w około pięciu tysiącach budynków. 95 procent populacji to wyznawcy Hinduizmy, 4 procent islamu oraz reszta pozostałych wyznań.

Puszkar. Największe atrakcje miasta

Ulica.

Puszkar to miasto, jak na Indie, niezwykle spokojne. Ciasne uliczki nie są wypełnione w każdym calu. Znajdzie się w nich miejsce na mieszkańców, turystów, pielgrzymów, świętych krów i wielbłądów. Główną atrakcją miasta, poza wspominaną już świątynią Brahmy, jest sama aura miejsce i czas w nim spędzony. Po podróżowaniu przez Indie, miejsca jak te, sprawiają, że człowiek chce się w nich zatopić i zostać w miejscu. Miasto słynie oczywiście także ze świątyń. Nie należą one jednak do najstarszych. Prastare zabytki, zniszczone w czasie najazdów muzułmańskich, odbudowane zostały dopiero w osiemnastym wieku. Pierwszą rzeczą, jaką warto zrobić wybierając się na spacer po mieście, jest zarzucenia jakiejkolwiek planistyki i poddanie się rytmowi miasta. Tam, gdzie tętni życie, tam też podążamy my.

Jezioro.

Życie zdecydowanie tętni nad Jeziorem Puszkar, centralnym punktem miasta, wokół którego rozlokowana jest masa ghatów – wchodzących do wody schodów – na których wyznawcy Hinduizmu obmywają się ze złej karmy. Warto jednocześnie zaznaczyć, iż prawo wchodzenia do wody mają jedynie mieszkańcy. Turyści powinni uszanować to święte miejsce i nie wchodzić do wody.

Legenda głosi, że Brahma, stworzyciel wszechświata, upuścił trzymany w dłoni kwiat lotosu, który spadł do doliny. Chwilę później w jej miejscu pojawiło się jezioro. Stworzenie akwenu przez jedno z najważniejszych bóstw Hinduizmu powinno być wystarczającym powodem do tego, aby podróżni zrozumieli, iż nie jest to miejskie miejsce do kąpieli. To, co zdecydowanie możemy robić, to oglądać jak toczy się rytm miasta, jak czczą swoje bóstwa wyznawcy Hinduizmu oraz jak kończy się droga idących do miasta pielgrzymów.

Wielbłąd.

Gdy tylko opuszcza się miasto, już na jego rogatkach, rozlewają się piaski pustyni Thar. Miniemy coraz bardziej zaniedbane domostwa i jeszcze bardziej zabrudzone kurzem dzieci. I szybko zrozumiemy, jak życie toczy się w Puszkarze wokół wielbłąda.

Pomiędzy końcem października a początkiem listopada, miasto ogarnia wielbłądzia gorączka. Wtedy, co roku, rozpoczynają się wielkie targi wielbłądów, które zwykle trwają pięć dni. Wokół miasta przebywa wtedy zwykle pięćdziesiąty tysięcy wielbłądów, które przybywają ze wszystkich północnych regionów kraju. To jedno z największych i najważniejszych wydarzeń w Radżastanie, które do miasta i okolic przyciąga tłumy turystów i handlarzy.

Przemieszczanie się na wielbłądzie to w regionie coś normalnego, dlatego za namowa znajomego, także i my wybraliśmy się w podróż po okolicach miasta. Był to jednak mój jedyny raz na tym pięknym zwierzęciu, gdyż krótko po tym wyjeździe postanowiłem jako turysta całkowicie wyeliminować z moich praktyk podróżniczych cokolwiek, co ma coś wspólnego z wykorzystywaniem zwierząt.

Opowieść.

Przybywając do Puszkaru przenosimy się do pięknych, niezwykle orientalnych Indii. Skaczemy do głębokiej wody indyjskiej kultury, którą, tym niezgłębionym, trudno pojąć. Przesiadując w tym urokliwym zakątku subkontynentu, którego głównym kulturowym punktem jest Brahma, stworzyciel świata, staramy się zrozumieć, kim był i jaka jest jego rola w Hinduizmie.

Brahma był tym pierwszym, bez niego nie istniałby świat oraz inni bogowie. Jednocześnie jego twory żyją następnie bez niego, nie interweniuje, nie wraca. Jest on niedostępny i niewymierny. W życiu Indii nazywa się go wielkim nieobecnym, o czym świadczy to, że jego świątynia znajduje się tylko w Puszkarze.

brahma.jpg

Jedyna funkcja Brahmy to wyłonienie się raz na bardzo długi czas i stworzenie świata na nowo by potem znów zniknąć na kolejne dwa lub trzy miliardy lat. Zrozumienie, choćby baśniowe, postaci Brahmy, a także przy okazji dwóch innych, ważnych bóstw hinduistycznych – Wisznu i Sziwy – zawsze najbardziej zawdzięczałem Sienkiewiczowi, który tak opowiada o kolejnych etapach tworzenia świata:

❞Były dwie krainy, leżące obok siebie, niby dwie łąki niezmierne, przedzielone tylko jasnym strumieniem. Brzegi tego strumienia rozchylały się w jednem miejscu łagodnie na obie strony, tworząc bród miałki w kształcie jeziorka o wodach cichych i przezroczych. Pod błękitną tonią widać było dno złote, z którego wyrastały łodygi lotosu, rozkwitającego nad wodną szybą kwieciem różowem i białem; tęczowe łątki i motyle wiły się wokół kwiatów, a wśród palm nadbrzeżnych i wyżej, w promiennem powietrzu, dzwoniły, jak srebrne dzwonki ptaki.

I to było przejście z jednej krainy do drugiej. Pierwsza zwała się Łąką Życia, druga Łąką Śmierci.

 Stworzył obie najwyższy i wszechmogący Brahma, który w krainie Życia rozkazał włodarzyć dobremu Wisznu, a w krainie Śmierci mądremu Sziwie. I rzekł:

— Czyńcie, jako rozumiecie najlepiej.

Więc w krainie, należącej do Wisznu, zawrzało Życie. Poczęło wchodzić i zachodzić słońce, nastały dnie i noce, przestworza morskie jęły wzdymać się i opadać; na niebie pokazały się ciężarne dżdżem obłoki, ziemia porosła puszczą, zaroiło się od ludzi, zwierząt i ptaków. By zaś wszystkie twory żyjące mogły rozradzać się i mnożyć, stworzył dobry bóg Miłość, której nakazał, aby zarazem była szczęściem. A wtedy Brahma zawołał go przed swoje oblicze i rzekł:

— Nic doskonalszego nie zdołasz wymyślić na ziemi, że zaś ja uczyniłem niebo już pierwej, przeto odpocznij, i niech te istoty, które nazwałeś ludźmi, snują dalej bez żadnej pomocy nić Życia.

Wisznu usłuchał rozkazu Brahmy, i ludzie poczęli odtąd sami myśleć o sobie. Z ich dobrych pomysłów zrodziła się radość, a ze złych smutki, więc ze zdziwieniem spostrzegli, że Życie nie jest nieustannem weselem, ale że ową jego nić, o której mówił Brahma, przędą jakby dwie prządki, z których jedna ma uśmiech na twarzy, a druga łzy w oczach. Udali się tedy przed tron Wisznu i poczęli się skarżyć:

 — Panie, ciężkie jest Życie w smutku.
A on rzekł:
— Niechaj was pociesza Miłość.

Usłyszawszy to, odeszli uspokojeni, albowiem miłość rozpraszała istotnie ich smutki, które wobec szczęścia, jakie ona daje, wydawały się tak błahe, że nie warto było na nie zważać.

Ale Miłość jest zarazem wielką rodzicielką Życia, więc, jakkolwiek ogromna była ta kraina, w której włodarzył Wisznu, wkrótce dla tłumów ludzkich nie starczyło ni jagód leśnych, ni miodu skalnych pszczół, ni owoców na drzewach. Wówczas ci, którzy byli najrozumniejsi, wzięli się do karczowania lasów, do uprawy pól, do siejby zboża i do zbierania plonów.

 I w ten sposób powstała na ziemi Praca. Wkrótce wszyscy musieli się do niej zabrać, tak, że stała się ona nie tylko podstawą Życia, ale niemal życiem samem. Ale z pracy zrodził się Trud, a z trudu Zmęczenie. Gromady ludzi stanęły znów przed tronem Wisznu.

— Panie! — wołały, wyciągając ręce — trud osłabił nam ciała, zmęczenie rozsiadło się w naszych kościach, i chcielibyśmy odpocząć, a życie przymusza nas wciąż do pracy!
Na to Wisznu rzekł:
— Wielki Brahma nie zezwolił mi rozwijać dalej Życia, ale wolno mi stworzyć coś takiego, co będzie jego przerwą a przeto i wypoczynkiem. I stworzył Sen.

Ludzie z radością przyjęli ten nowy dar i wkrótce uznali go za jeden z największych, jakie otrzymali z rąk boga. We śnie koiły się troski i zawody, we śnie krzepiły się siły zmęczonych, sen osuszał, jak dobra matka, łzy smutku i otaczał głowy śpiących, jakby cichą mgłą zapomnienia. Więc ludzie wychwalali sen, mówiąc:

— Bądź błogosławion, albowiem lepszyś jest od Życia na jawie.

I jedno tylko mieli mu do zarzucenia, że nie trwa wiecznie, że następuje przebudzenie, a po przebudzeniu praca, — i nowe trudy i zmęczenie. Myśl ta poczęła ich trapić tak ciężko, że po raz trzeci udali się do Wisznu.

— Panie — mówili — dałeś nam dobro wielkie i niewysłowione, ale niezupełne. Spraw, aby sen był wieczny.

Wisznu zaś zmarszczył swoje boskie brwi, jakby zgniewan ich natręctwem, i odpowiedział:
— Tego ja wam już dać nie mogę, ale idźcie do rzecznej przeprawy, a po drugiej jej stronie znajdziecie to, czego szukacie.

Ludzie usłuchali głosu bóstwa, i zastępy ich pociągnęły zaraz nad jeziorko, a stanąwszy nad niem, poczęły spoglądać na drugą stronę. Za cichą i jasną, haftowaną kwieciem tonią, ciągnęła się Łąka Śmierci, czyli kraina Sziwy. Nie wchodziło i nie zachodziło w niej słońce, nie było dnia i nocy, ale całe przestworze nasycała liliowa, jednostajna jasność.
Żaden przedmiot nie rzucał tam cienia, bo owa jasność przenikała wszędy, tak, iż zdawała się tworzyć istotną treść wszechrzeczy. Kraina nie była pustynna: jak okiem sięgnąć, widniały w niej doliny i wzgórza, porosłe ślicznemi kępami drzew, wokół których wiły się pnącze, zwoje bluszczu i winogradu zwieszały się ze skał. Ale i skały, i pnie drzew, i smukłe łodygi roślin były niemal przezrocze, jakby ze zgęszczonego światła uczynione. Liście bluszczu miały leciuchne, różane blaski zorzy porannej, a wszystko było cudne, ukojone jakiemś nieznanem na Łące Życia ukojeniem, przeczyste, niby pogrążone w świetlistej zadumie, niby senne i uśpione snem błogim, nieprzespanym.
W jasnem powietrzu nie było najmniejszego powiewu, nie poruszał się żaden kwiat, nie zadrgał żaden listek.
Ludzie, którzy przyszli na brzeg gwarno i z głośną rozmową, uciszyli się na widok tych liliowych, nieruchomych przestworów i tylko szeptem poczęli powtarzać:
— Jaka tam cisza i jak wszystko spoczywa w świetle!
— O tak, tam spokój i wieczny sen…

Więc niektórzy, najbardziej zmęczeni, rzekli po chwili: Pójdźmy szukać wiecznego snu.
I weszli w wodę. Grająca tęczą toń rozstąpiła się zaraz przed nimi, jakby chcąc im przejście ułatwić. Ci, którzy pozostali na brzegu, chwyceni nagłą tęsknotą, poczęli na nich wołać, — lecz żaden z nich nie odwrócił głowy — i szli dalej lekko i ochoczo, widocznie coraz bardziej urokiem cudnej krainy przyciągani.
Tłum, patrzący z brzegu Życia, zauważył też, że ciała ich, w miarę jak się oddalali, stawały się rozwidnione, przejrzyste, coraz lżejsze, coraz bardziej świetlane, coraz promienniejsze i jakby topniejące w tej powszechnej jasności, która napełniała Łąkę Śmierci.
A gdy przeszli, układali się do spoczynku wśród tamtych kwiatów i drzew, lub u podnóża skał. Oczy ich były zamknięte, ale twarze miały wyraz nie tylko niewysłowionego spokoju, lecz i takiego szczęścia, jakiego na Łące Życia nie dawała nawet Miłość.
Co widząc, pozostali przy Życiu mówili do siebie wzajem:

 — Słodsza i lepsza jest kraina Sziwy…

I poczęli przechodzić coraz liczniej na drugą stronę. Szły, jakby uroczyste korowody starców, i ludzi dojrzałego wieku, i mężów z żonami, i matek, prowadzących za ręce dzieci maleńkie, i młodzieńców, i dziewcząt, a potem tysiące i miliony ludzi jęły się tłoczyć u Cichego Przejścia, aż wreszcie Łąka Życia wyludniła się prawie zupełnie. Wówczas Wisznu, którego zadaniem było strzedz Życia, przeraził się własną, udzieloną w gniewie radą i, nie wiedząc, co począć, udał się do najwyższego Brahmy.

— Stworzycielu — rzekł — ratuj Życie! Oto dziedzinę śmierci uczyniłeś tak jasną, tak piękną i szczęsną, że wszyscy opuszczają moje królestwo.
— Żali nie pozostał ci nikt? — zapytał Brahma.
— Jeden tylko młodzieniec i jedna dziewczyna, panie, którzy, kochając się niezmiernie, woleli wyrzec się wiecznego ukojenia, niż zamknąć oczy i nie patrzyć na siebie więcej.
— Czego więc żądasz?
— Uczyń krainę śmierci mniej piękną i szczęśliwą, bo inaczej i tych dwoje opuści mnie za innymi, gdy minie wiosna ich miłości.

Na to Brahma zamyślił się przez chwilę, poczem rzekł:
— Nie! Nie ujmę piękności i szczęścia krainie śmierci, ale uczynię co innego, by ratować Życie. Odtąd ludzie muszą przechodzić na drugą stronę, ale nie będą już przechodzili chętnie.
To rzekłszy, utkał z ciemności grubą, nieprzeniknioną zasłonę, a potem stworzył dwie straszne istoty, z których jedna zwała się Boleść, a druga Trwoga, i kazał im tę zasłonę zawiesić u przejścia.

I od tej chwili Łąka Wisznu zaroiła się znowu Życiem, bo, jakkolwiek kraina Śmierci pozostała tak samo jasna, cicha i szczęśliwa, jak poprzednio, ludzie bali się Przejścia.❝

⎯ Henryk Sienkiewicz, Dwie Łąki, legenda indyjska, 1912 rok

I tak, będąc w Puszkarze, zanurzyłem się w kolejną historię stworzenia świata i jego dzisiejszej kontynuacji. Równie piękną jak wszystkie te, które opowiadają sobie najróżniejsze kultury naszej wspaniałej Ziemi.

Wybierzcie się w dalszą podróż do Puszkaru oglądając film 👇

 

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

8 komentarzy dotyczących “Puszkar. Święte miasto indyjskiego Radżastanu

  1. Pingback: Jaipur. Przewodnik po stolicy indyjskiego Radżastanu – Wojażer

  2. ailnicka

    Nigdy nie ciągnęło mnie w stronę Indii – przerażają mnie zatłoczone i chaotyczne miejsca (chociaż może ten chaos u nich jest tylko na pierwszy rzut oka). Jednak miejsce, które opisałeś, mogłoby mi się spodobać. Przekonałeś mnie, że jak na Indie nie jest aż takie zaludnione. Dodatkowo ciekawą sprawą jest jezioro, że wejść do niego mogą tylko mieszkańcy. Nie słyszałam nigdy o czymś podobnym i mam nadzieje, że osoby przyjezdne szanują to prawo.

  3. Panie Marcinie, przez pana zaczynam marzyć… może kiedyś uda mi się tam pojechać 🙂

  4. Bardzo ładna fotorelacja. Pozdrawiamy!

  5. Piękne, kolorowe miasto 🙂 zdjęcia zachęcają żeby tam się wybrać

  6. Ciekawe miejsce, takie, które najbardziej chyba do mnie przemawia, takie w którym można się trochę wyciszyć. Ciekawa również „przypowieść” Sienkiewiczowska, nie znałem.

  7. Najważniejsze zdanie dla mnie w Twoim tekście było to, że Puszkar to miasto w pełni wegetariańskie. Nie często można o takich miejscach usłyszeć/przeczytać.

  8. Jestem tak jak Ty za nie wykorzystywaniem zwierząt przez turystów. Wszyscy jesteśmy świadomi tego co się dzieje ze słońcami i tygrysami w Tajlandii, delfinami na Karaibach itp. A jak jest z wielbłądami w takich miejscach. Są miejsca takie jak argipt czy Maroko gdzie są one nadużywane. A jak tam w Indiach? Bo piszesz ze ludzie na nich podróżują. W jakim stopniu wiec jest to nadużywanie a w jakim tylko do codziennego transportu?

Odpowiedz na „Renata WinczewskaAnuluj pisanie odpowiedzi

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.