Indie

Tadź Mahal. Miłość do Indii rozpoczyna się tutaj

Taj Mahal. Przewodnik po najwspanialszym klejnocie w koronie Indii, niesamowitym miejscu i wciągającej historii wielkiej miłości pewnego władcy do swojej żony.

Jak wielkie uczucie musi to być, aby ukochanej kobiecie wybudować jeden z najpiękniejszych, architektonicznych cudów świata? Taj Mahal, wspaniały punkt na podróżniczej mapie świata, diament w koronie Indii, było jednym z pierwszych miejsc, do których pragnąłem dotrzeć z Magdaleną podczas naszej podróży do Indii. I właśnie tym zupełnie magicznym miejscem, chciałbym otworzyć opowieść o niesamowicie różnorodnym, fotogenicznym, pasjonującym i trudnym w opisywaniu, kraju. Witajcie w Indiach.

Indie. Subkontynent. Ogromny kraj, którego rozmiaru nie da się pojąć spoglądając na odwzorowanie walcowe równokątne mapy świata. To współcześnie najpopularniejszy sposób ukazywania naszej planety, jednocześnie najbardziej kłamliwy. Gigantyczna Grenlandia w górnym, lewym rogu zakrzywia rzeczywistość. Małe Indie pośrodku mapy nie przygotowują podróżnych do doświadczenia, które będzie ich udziałem, gdy wylądują w tym jednym z najbardziej różnorodnych miejsc Ziemi.

O Indiach opowiadać można na wiele sposobów. Można im poświęcić połowę swojego życia i nadal nie rozumieć, jak funkcjonują i o co w tym całym galimatiasie chodzi. Można także spojrzeć na nie z perspektywy współczesnego turysty, który pragnie dosłownie liznąć ów jeden z najciekawszych smaków podróżniczej kuchni. To też chcieliśmy uczynić wybierając się z Magdaleną w tym kierunku. Nie był to wyjazd bez uprzedzeń i porównań, gdyż ów jeden z najbardziej kontrastowych krajów świata, nie pozwala przejść obok wielu spraw obojętnie. Przyjeżdżając do Indii chwilę po pobycie w Chinach, niezwykle trudno uwolnić się od porównań między największym komunistycznym krajem świata i największą demokracją świata. Gdy jeszcze nałożyć na to europocentryczne spojrzenie, od którego niezwykle trudno się uwolnić, wnioski na temat Indii mogą być płytkie i zupełnie mylące.

Dlatego też tworząc swój plan pierwszej podróży po subkontynencie, przede wszystkim należy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie – jaki wycinek tej pasjonującej rzeczywistości jesteśmy w stanie zobaczyć w czasie, który mamy. Czas w Indiach biegnie bowiem zupełnie innym rytmem aniżeli w zabieganych społeczeństwach Zachodu. Indie wymagają spokoju i cierpliwości oraz porzucenia postawy oceniającej i roszczeniowej. O Indiach, szczególnie będąc autorami blogów, warto pisać niezwykle ostrożnie, gdyż większość publikowanych wniosków daleka jest od jakiejkolwiek poprawności. Opisywanie tego kraju przez kogoś, kto nie poświęcił mu sporej części życia to jak próba wykładania fizyki kwantowej przez rusycystkę z NBP. Warto więc spojrzeć na indyjską przeszłość, na ich baśniowe opowieści, warto obserwować i zapisywać to, co widzimy. Na wyciąganie wniosków przyjdzie kiedyś czas.

Processed with VSCO with a8 preset

Czas. Wiele potrzebował go Szahdżahan, muzułmański władca z dynastii Wielkich Mogołów, aby wybudować dzieło swojego życia, mauzoleum poświęcone przedwcześnie zmarłej, ukochanej żonie Mumtaz Mahal. Jeszcze więcej w tej decyzji musiało być miłości i tęsknoty, która pchała go do wybudowania świątyni miłości dla uczczenia swojej ukochanej.

Szahdżahan znany był z podbojów i rozszerzenia granic królestwa o nowe terytoria. Uwielbiał przy tym monumentalną architekturę. Budowanie meczetów, pałaców czy fortów uważał za priorytet i namacalny dowód swojej potęgi.

Wielcy Mogołowie, władcy, którzy od XVI do XIX wieku rządzili krainą rozciągającą się od wschodniego Afganistanu przez dzisiejszy Pakistan po współczesne, północne Indie, zdefiniowali twarz dzisiejszych, turystycznych szlaków północnych Indii. Ich turecko-mongolskie pochodzenia, wyznawany islam oraz koneksje z pozostałymi królestwami świata islamu, pozostawiły po sobie najwspanialsze perły architektury, które dziś możemy obserwować w tej części świata.

Taką perłą jest Tadź Mahal, diament porzucony po środku chaosu Agry. Aby go odkryć, zobaczyć i podziwiać, musimy przemierzyć dwieście kilometrów dzielących Nowe Delhi od wspomnianego, milionowego miasta, w którym znajduje się kompleks. Położona nad rzeką Jamuna w stanie Uttar Pradesh, Agra, to jedna z esencji indyjskiego chaosu i kontrastu, z którymi zmierzają się turyści.

Co zobaczyć w Agrze zanim wejdziemy do Tadź Mahal

Agra to skomplikowane miasto, które nie pozostawia wielu pozytywnych myśli. Hałas, brud i chaos metropolii niesamowicie kontrastują z ciszą, spokojem i uporządkowaniem  jej największych atrakcji. Główny cel odwiedzin w owym mieście jest dobrze znany, jednak warto, przy okazji odwiedzin w tym miejscu, zwrócić uwagę na dwa miejsca tuż przed lub po odwiedzinach w słynnym mauzoleum. W drodze do Agry warto zatrzymać się w kompleksie Itmad-Ud-Daulah. Ten grobowiec perskiego wezyra Ghijas-bega, pochodzący z okolic 1628 roku był bowiem wzorem dla późniejszego mauzoleum Tadź Mahal. Powolne spacery po nieobleganym przez odwiedzających terenie pozwalają na spotkania z Hindusami, przyjacielskie rozmowy bez pośpiechu oraz wspólne zdjęcia. To miły wstęp przed tłumnie odwiedzaną, największą atrakcją regionu.

Warto także odwiedzić górujący nad miastem Czerwony Fort, który swego czasu był ośrodkiem władzy Wielkich Mogołów, którzy od czasów Akbara zarządzali stąd rozległymi terenami królestwa. Do środka wprowadzi nas monumentalna brama Amar Singh. Po chwili znajdziemy się w ogromnym kompleksie otoczonym przez masywne, podwójne mury oraz fosą. Najważniejszy punkt kompleksu to wielka Sala Audiencji Prywatnych, w której znajdował się słynny Pawi Tron, ukradziony w późniejszych czasach podczas najazdu Persów. Z górnych części fortu rozciąga się z kolei wspaniały widok na miejsce, które sprawi, że przywitanie z Indiami na zawsze zapisze się w naszej pamięci.

W końcu nadchodzi długo wyczekiwana chwila. Czas odwiedzić wielki pomnik miłości.

Taj Mahal. Przewodnik po krainie miłości

Miłość to słowo kluczowe w opowieści o tym jednym z najpiękniejszych miejsc na Ziemi. Przenika ono teraźniejszość opowiadając o przeszłości i definiuje przyszłość tych, którzy tutaj przybyli. Stąpając po marmurowych podłogach mauzoleum nie mogliśmy nawet podejrzewać, że zaledwie dwa miesiąca później podejmiemy decyzję o naszym pierwszym, afrykańskim ślubie, zaś dziewięć miesięcy później powiemy sobie tak na rajskiej wyspie, jaką jest Mauritius. To w tym miejscu rozpoczęła się historia cementowania naszego trwającego już kilka lat związku.

Przenosząc się w przeszłość, do chwili, która sprawiła, iż miejsce to powstało, poznajemy jednak historię na wskroś bolesną. Oto prawie czterysta lat temu, w 1631 roku, po okolicy rozeszła się straszna wieść. Cesarz Szahdżahan stracił żonę.

Mumtaz Mahal wyszła za mąż w wieku dwudziestu lat. Szahdżahan już za młodu zakochał się w córce ministra jest ojca. Miłość pozostawała niespełniona, gdyż ojciec dokonał już wyboru jest małżonki, którą została perska księżniczka. Aranżowane małżeństwa były częścią politycznych umów między władcami i z reguły cementowały określone sojusze. Gdy tylko Szahdżahan objął tron, zgodnie z tradycją islamu, mógł posiadać cztery żony i niezliczony harem konkubin. Ożenił się więc ze swoją wybranką z czasów młodości i nadał jej imię – Mumtaz Mahal – Wybranka Pałacu. W przeciągu osiemnastu lat małżeństwa wydała na świat trzynastu potomków, potencjalnych następców tronu Wielkich Mogołów.

Niestety, podczas podróży z mężem, przy narodzinach czternastego, w wyniku komplikacji,  zmarła w obecności swojego męża. O ile dar narodzin to rzecz wspaniała, o tyle utrata ukochanej to ból, którego nie da się zaleczyć. Mumtaz, zanim odeszła z tego świata, poprosiła męża, aby należycie zajął się dziećmi, aby więcej się nie żenił i aby postawił budynek, który ją upamiętni.

Władca nie czekał i co obiecał, zaczął czynić.

Około dwóch dekad trwało spełnienie jednego z życzeń Mumtaz. Spełniało je około dwudziestu pięciu tysięcy robotników, którzy tworzyli niezwykłe dzieło z marmuru przywożonego z kamieniołomu odległego o trzysta pięćdziesiąt kilometrów od Agry. Przez długi czas trwały dyskusje na temat architektów odpowiedzialnych za projekt. Według jednych przekazów, sam władca stworzył wizję mauzoleum. Jeszcze inne opowiadają o udziale dwóch Europejczyków. Wiele przekazów wspomina, iż byli to lokalni architekci, których po wykonaniu zgładzono, aby nigdy więcej nie powstała tak wspaniała budowla. Legendy mówią także o tym, że budowniczy i artyści, którzy kończyli pracę przy tym projekcie, słono płacili za swój udział w tworzeniu jednej z najwspanialszych budowli świata. Według przekazów odcinano im kciuki lub całe dłonie, aby już nigdy nie powtórzyli swojego dzieła w żadnym innym miejscu.

Tadź Mahal to mauzoleum naprawdę wyjątkowe. Po bokach głównego budynku powstały cztery minarety o wysokości czterdziestu dwóch metrów. Nawet niewprawiony laik zauważy, iż są one nieco odchylone. Wszystko po to, aby na wypadek trzęsienia ziemi nie runęły na budynek, tylko w drugą stronę. Na lewo od budynku mieści się meczet z czerwonego piaskowca, zaś z prawej, dla zachowania idealnej symetrii, taki sam budynek, który nigdy nie pełnił funkcji meczetu. Wszystko dla zachowania idealnych proporcji. Wejście do kompleksu z tarasem budowli łączy z kolei basen, w którym odbija się cały wizerunek Tadź Mahal. Wszystko to otoczone siedemnastoma hektarami wspaniałych ogrodów z roślinnością sprowadzoną z najdalszych zakątków świata.

Coś, co z oddali zdaje się być krystalicznie białe, niestety z czasem nabiera koloru. Marmur wraz z upływem czasu ciemnieje, co jest naturalnym procesem, jednak nie jest większym problemem, jeśliby wrócić wspomnieniami do naprawdę trudnych chwil w jego historii i jeśli spojrzeć na problem, z którym dziś mierzą się lokalne władze.

Dwieście lat po powstaniu, Tadź Mahal stał na skraju zagłady. Podczas brytyjskiej okupacji Indii, w latach trzydziestych dziewiętnastego wieku, pojawił się plan, aby popadającą w ruinę budowlę rozebrać, przewieźć do Wielkiej Brytanii i sprzedać. Nie doszło to do skutku, zaś na szczęście dla ludzkości, siedemdziesiąt lat później, na początku dwudziestego wieku, przystąpiono do procesu odnowienia mauzoleum. Mimo to, nad Tadź Mahal, ponownie wisi widmo zagłady. Płynąca obok i coraz szybciej wysychająca rzeka Jamuna, stanowi coraz większe zagrożenie dla istnienia tego miejsca. Przez wieki, wody Jamuny utrzymywały w odpowiednim stanie drewniane podstawy, na których wybudowano między innymi minarety mauzoleum. Stopniowe wysychanie drewna, któremu brakuje odpowiedniej ilości wody, grozi zawaleniem minaretów, które uszkodziłyby budowlę.

W 1983 roku najpiękniejsze mauzoleum świata wpisane zostało na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury i Natury UNESCO zaś 7 lipca 2007 roku Taj Mahal ogłoszono jednym z nowych cudów świata. Miejsce to ze swoją niezwykłą historią, w zasłużony sposób trafiło do niewielkiej grupy szczególnie ważnych miejsc dla ludzkości.

W historii tego miejsca miłość i pasja przeplatają się z tragedią i szaleństwem. Budowa Tadź Mahal była procesem długotrwałym i niezwykle kosztownym. Władca przeznaczał tak ogromne kwoty na realizację projektu, iż zaczęło to budzić powszechną nerwowość dworu. Zresztą nie była to jedynie kwestia mauzoleum. Budowa wielu monumentalnych budowli na terenie imperium pochłaniała taką wielką część budżetu, iż kraj zaczął powoli chylić się ku upadkowi.

Historia głosi, iż władca pragnął wybudować po drugiej stronie rzeki Jamuny jeszcze jeden, identyczny Tadź dla siebie, jednak w wyniku przewrotu zorganizowanego przez własnego syna, Szahdżahana pozbawiono władzy i osadzono w Czerwonym Forcie. Do końca swojego życia obserwował on swoje dzieło i zarazem grób swojej ukochanej, z okien luksusowego więzienia domowego. Dopiero po śmierci okazano mu litość i pochowano go obok swojej ukochanej w mauzoleum, które dla niej wybudował.

Aby doświadczyć tego miejsca w pełni, wstaliśmy, gdy za oknem było jeszcze ciemno. W powszechnej opinii lokalnych przewodników warto zwlec się z łóżka naprawdę wcześnie, aby w kompleksie być już o wschodzie słońca. To wtedy wygląda on najpiękniej. O ile rację mają ci, którzy mówią o pięknych barwach, którymi mieni się marmur budowli w pierwszych godzinach dnia, o tyle nieprawdziwe są sugestie, że w porannych godzinach uniknie się długich kolejek. Porady o feeriach barw docierają bowiem do prawie każdego turysty odwiedzającego Agrę. Butelka wody i ochraniacze na buty – to wszystko, co oprócz aparatu, wnosi się do środka.

Po przekroczeniu bramy człowiek czuje się, jak gdyby wyszedł właśnie z hałaśliwego, zadymionego piekła, do prawdziwych ogrodów Edenu. Tadź jest cichy, nawet pomimo tłumów odwiedzających jego wnętrza. Cichy, spokojny i zielony. Idealna dla zakochanych lub tych, którzy poszukują miłosnych historii sprzed kilku wieków.

Przyjemne, poranne bryzy szybko znikają z każdą chwilą, gdy coraz bardziej zbliżamy się do kunsztownych detali zdobiących budynek. Słońce bardzo szybko wspina się i po chwili, sprawia, że upał zaczyna wszystkich dokuczać.

Po całodniowym pobycie w kompleksie warto wybrać się na piknik na łąki po drugiej stronie rzeki, gdzie z kolei podziwiać można feerię barw zachodzącego słońca.

Tak rozpoczyna się nasza opowieść o Indiach, o których nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się pisać. O tej podróży chciałbym opowiedzieć w kolejnych tekstach, które pojawiać się będą w najbliższych tygodniach.

Byliście w Indiach? Jakie jest Wasze ulubione miejsce w kraju? Podzielcie się w komentarzach! 

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przed internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

11 komentarzy dotyczących “Tadź Mahal. Miłość do Indii rozpoczyna się tutaj

  1. Pingback: New Delhi. Perły pośród oceanu chaosu – Wojażer

  2. Pingback: Jaipur. Przewodnik po stolicy indyjskiego Radżastanu – Wojażer

  3. Marcin, jak zawsze wciągająca opowieść 🙂 Indie może nie są wysoko na liście moich podróżniczych marzeń ale wiem, że kiedyś tam pojedziemy 🙂

  4. Ja slyszalam ze do Indii trzeba sie psychicznie nastawic – z reszta jak do calej w sumie Azji 😉 w Indiach jeszcze mnie nie bylo ale mysle ze jakbym sie juz tam znalazla to skupilabym sie na gorkach na polnocy kraju

  5. Zawsze dobrze się czyta Twoje relacje z podróży, tym razem też się nie zawiodłam.

  6. Indie mnie nie ciągną, choć może kiedyś.. Niemniej jednak wciągnął mnie Twój wpis jako że naszpikowany jest ciekawostkami o tym kultowym budynku. Pomimo piękna architektury rozumiem jednak rozwścieczony na wydatki dwór 🙂

  7. Moje ulubione miejsca to Orccha i Khajuraho. A co do samego Tadż Mahalu to mam ogromny sentyment do tego miejsca. Dostałam pocztówkę z jego widokiem będąc małym szkrabem, kiedy Indie wydawały się tak odległe, że myslałam, że w życiu tam nie dotrę. A Potem w 2008 stanęłam naprzeciwko mauzoleum i nie mogłam uwierzyć, że naprawdę tam jestem…

  8. Pingback: Udajpur. Przewodnik po najpiękniejszym mieście Indii – Wojażer

  9. Indie mnie jakoś kompletnie nie kuszą. W sumie nie wiem czemu. A Taj Mahal kojarzy mi się z moim małżonkiem, który jako trzyletnie dziecko polecał do Indii do swojej babci, która w tym czasie pracowała na placówce dyplomatycznej. I ma zdjęcie pod Taj Mahalem. Ale oczywiście nic z tego nie pamięta. Nawet lotu samolotem 😉

  10. Widzę, że mamy ten sam problem z mapami Merkatora 🙂 co do Indii, to Twój opis wydaje się zachęcający, ale jeszcze nie czuję się na nie gotowy.

  11. Odpowiadając na pytanie na końcu wpisu. Dla mnie najciekawsze okazało się Waranasi. Morze ludzi na ulicach, które miejscami wyglądają jak lata temu (szczególnie w okolicy stosów). Ceremonia nad Gangesem podczas zachodu słońca, przy jednym z ghatów. Spięcie całości wizytą w Parku Jelenii. Byłem w kilku miastach, ale to tutaj poczułem pewien specyficzny mistycyzm i historię. Jestem ciekawy twojego opisu jeżeli tam będziesz.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.