Felietony

Walczymy z Parwo. O tym jak wrzesień znów przewraca nam życie

Życie to jedna wielka podróż. Ten wrzesień, podobnie jak miniony, funduje nam jedną z najcięższych podróży przez życie, jakie może wyobrazić sobie miłośnik zwierząt.

Życie, Moi Drodzy, to jedna wielka niewiadoma. Staramy się je zaplanować, nadać mu upragniony bieg. Wierzymy, że wszystko pozostaje w naszych rękach, że jesteśmy panami swego losu i nic, ale to nic, nie powstrzyma nas od realizacji upragnionych celów. Życie to także wielkie piękno, jedyna rzecz, której nigdy już nie odzyskamy i nigdy nie zawrócimy. Dlatego tak bardzo chcemy, aby minęło ono tak pięknie, jak to tylko możliwe.

Jednak życie to nie tylko i wyłącznie piękno i spełnianie marzeń, jak chciałbym wierzyć i w co wierzyłem przez wiele lat swojego życia. To także często momenty bolesne, to walka, to problemy, którym musimy stawiać czoła.

Rok temu, dokładnie we wrześniu, życie uderzyło nasze małżeństwo, naszą świadomość, nasze dusze i serca. Straciliśmy małego członka naszej rodziny, małego psiaka, który dawał nam tyle mocy i radości. Wszystko zdawało się nie mieć wtedy sensu. Przez ostanie miesiące powtarzałem, że cieszę się, że nie przestałem pisać, bo co robiłbym w tych momentach pustki, gdy wracałem do krakowskiego mieszkania, w którym nie było jego i potem, gdy zamieszkaliśmy w domu, w którym miał być on.

Od tego czasu minął rok i gdy dwa tygodnie temu, po długich namysłach, po wielu bataliach z samym sobą, postanowiliśmy adoptować małego pieska z interwencji i podarować mu nowe, lepsze życie, poczuliśmy szczęście, jakiego nie było w nas od kilkunastu miesięcy. Dom nabrał życia a życie nabrało kolorów: rudego, białego i czarnego. Każdy jeden dzień od chwili, gdy Luki trafił do nas sprawiał, że uśmiech nie schodził nam z twarzy. Dzień pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty i szósty. Spełnienie marzeń. Siódmego dnia trafił do szpitala.

Od chwili, gdy do niego trafił minęło osiem ciężkich dni, podczas których życie postanowiło rzucać nam pod nogi kłodę za kłodą. Psuło się wszystko, co mogło się psuć, waliło się wszystko, co mogło się walić a my nadal musieliśmy jakoś żyć, robić swoje, iść do przodu, albo przynajmniej nie upaść, nie odpuścić. W międzyczasie trwała i trwa nadal walka, i o tym, przez co przechodzimy, chciałbym Wam, z szacunku do Was, opowiedzieć. Jako Wasz przyjaciel, jako człowiek, którego czytujecie, chcę się z Wami podzielić tą trudną chwilą.

Odkąd straciliśmy Harveya, rasowego buldoga francuskiego z dobrej hodowli, przeszliśmy małą przemianę i postanowiliśmy adoptować mieszańca, kundelka, szczeniaka, psa uratowanego. Mówili, że takie są silniejsze, że dadzą radę przeciwnościom, że będzie łatwiej. Mówili też, że dobro im podarowane wraca w postaci niesamowitej miłości, którą dają właścicielom, swoim ludzkim przyjaciołom i opiekunom.

Łatwo nie jest tysiącom takich jak Luki. Człowiek potrafi być okrutną kreaturą. Potrafi bić zwięrzęta, porzucać je, gdy się znudzą, wiązać je do drzew lub zostawiać przy drodze. Potrafi robić rzeczy, które nam nie potrafią przejść przez myśl, które trudno nam sobie wyobrazić. Cud wydarza się, gdy ludzie tacy jak my adoptują te biedne maleństwa, dają im dom, opiekę, wspaniałe życie i wiele miłości.

Paradoks życia polega jednak na tym, że możesz być najbardziej kochającym człowiekiem na świecie, a życie i tak potrafi walnąć Cię z całej siły i pokazać Ci, jak mało liczysz się w tej całej, wielkiej układance. Nie wiadomo dlaczego to robi, wiadomo jednak, czego można się w tym wszystkim nauczyć.

Zaledwie kilka dni po tym, jak Luki trafił do naszego domu, musieliśmy go z niego wywieźć i szybko popędzić do kliniki, w której rok temu pożegnaliśmy się z Harveyem. Luki miał po prostu gorszy dzień, jednak gdy po paru godzinach zauważyliśmy w kale krew, dziesięć minut później pędziliśmy do lecznicy. Wejście do tego miejsca było trudne. Tak trudne, że po chwili musiałem z niego wyjść. Doświadczony właściciel ze współpracą z doświadczonym lekarzem szybko dojdą do wniosku, że należy przeprowadzić w takiej sytuacji test na parwowirozę. Szczeniaki, szczególnie te z ratunku czy adopcji, nigdy nie szczepione, są szczególnie wrażliwe na ten wirus, na wirus, który jest dosłownie wszędzie. Nieszczepiony pies jest wyjątkowo zagrożony przez to cholerstwo, z którym przez minione dni walczyliśmy.

Pozytywny wynik brzmiał jak wyrok. Parwo to parszywa choroba, istna rosyjska ruletka, której nie da się wyleczyć w domu, którą trudno czasami wyleczyć nawet w najlepszych klinikach. Walkę rozpoczęliśmy od pierwszej chwili.

Czym jest parwowiroza?

Przeczytacie w skrócie tutaj.

Gdy ją zakończymy, opublikuję dokładny tekst dla tych wszystkich, którzy zmagają się lub będą się zmagać z tym draństwem. W polskim internecie jest o tym naprawdę mało. Dopiero lektura setek stron i raportów z anglojęzycznej sieci daje wyobrażenie na temat tego, jaką trudną batalią jest wyleczenie tego. Bazując na tym oraz na naszych codziennych doświadczeniach, po zakończonej walce opiszę to jak najlepiej, aby pomóc innym.

W czwartek i piątek Luki był trzema łapami za tęczowym mostkiem. Dziś wrócił do żywych, ale o niczym to nie świadczy i nic nie gwarantuje. Parwo, zdradzieckie ścierwo, może uderzyć w każdej chwili, niespodziewanie i zdradziecko.

Teraz kończę Moi Drodzy, gdyż wybieramy się po raz kolejny do kliniki, dziękujemy wszystkim za dotychczasowe wsparcie ❤️ i liczymy oraz wierzymy w to, że za jakiś czas dzielić się będziemy z Wami dobrymi wieściami!

M&M.

Rocznik 1985. Hybryda czasów analogowych i cyfrowych, człowiek, który pamięta jak było przez internetem a w internecie czuje się jak ryba w wodzie. Urodzony w Krakowie, w nim wykształcony i z nim zawodowo związany. Po krótkim okresie życia w Chinach, na dobre zajął się normalnym życiem i intensywnym podróżowaniem. Zawodowo specjalista branży podróżniczej, hotelarskiej i rezerwacyjnej.

3 komentarze dotyczące “Walczymy z Parwo. O tym jak wrzesień znów przewraca nam życie

  1. Witaj. Wiem, co przezywasz. Moje dwa psiaki przeszly przez Parwo. Straszna choroba. Obecny, owczarek niemiecki, przybyl do nas juz chory (o czym w momencie odbierania psiaka nie wiedzielismy). Na szczescie wszystko skonczylo sie pozytywnie i piesek jest z nami juz 9 rok.
    Trzymam kciuki i czekam na informacje co slychac u Lukiego.

    Polubienie

  2. Strasznie mi przykro ale miejmy nadzieje,że tym razem będzie dobrze.

    Polubienie

  3. Miss-Gaijin.pl

    Trzymajcie się i walczcie! Oby udało Wam się pokonać to paskudztwo, a Luki nigdy Wam tego nie zapomni i będzie najwierniejszym stworzeniem na ziemi!

    Polubienie

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.