Różne

Czego nauczył i co mi podarował rok 2015

W upływie czasu najpiękniejsze jest to, że przesuwają się priorytety. To, co kiedyś było ważne, zdaje się zupełnie błahe, a to, co było niezauważalne, wraca do nas z jeszcze większą siłą. Przez wiele lat, gdyby się człowiek uparł, można by przemierzać świat i widzieć rzeczy piękne i niezwykłe, fotografować je, opisywać, a następnie puszczać w eter do tych, którzy tam już jadą, lub którzy nigdy tam nie dotrą. Można też o tym pisać, ubierać w słowa przejechane krajobrazy, ludzi napotkanych gdzieś w połowie drogi, ich historie i emocje. Można, czasem nawet trzeba, bo po co miałyby się kurzyć gdzieś na dnie szuflady. Czego nie można, to zapomnieć o świecie, który jest wokół i ludziach, którzy są tu i teraz, blisko, nie gdzieś w oriencie, ale tu, obok ciebie, na wyciągnięcie ręki. Postanowiłem napisać o tym co mija i o tym, co było, uczynić ten wpis ostatnim w tym roku, podsumowującym, zamykającym, opowiadającym o tym, co przeżyłem w sposób inny, niż podsumowania z poprzednich lat. I nieważne, że nie opowiedziałem jeszcze wszystkiego o Jerozolimie, nieważne, że nie skończyłem Islandii, nieważne, że przede mną jeszcze krótka wizyta we Francji i jeszcze krótszy, intensywny, choć nieplanowany, tour po Europie na pięć dni przed Wigilią. Nieważne to, bo czasami należy zauważyć rzeczy ważniejsze, przesunąć priorytety, oddać czas życiu z dala od sieci. Grudzień to czas wyjątkowy. Tak jak w świecie biznesu powoli opadają emocje a transakcje przesuwają się na nowy rok, tak i w życiu wszystko zwalnia, choć z pozoru przyspiesza. Niby ludzie pędzą przed siebie w poszukiwaniu prezentów, w szale zakupów i przygotowywań, a jednak robią to tylko i wyłącznie po to, by przez kilka wyjątkowych dni pod koniec roku, spędzić czas z bliskimi. Nie będę, muszę przyznać szczerze, mieć czasu na twórczość. Podobnie jak ludzie nie będą mieć czasu na czytanie blogów, tak i autorzy odejdą na chwilę i zamiast na święcący ekran, popatrzą w oczy bliskich. Dlatego już teraz, na początku tego miesiąca, postanowiłem się z Wami pożegnać, a żegnając się, opowiedzieć o tym, czego nauczył, i co podarował mi, rok 2015.

Kiedy 5 czerwca trzymałem Magdalenę za dłoń w kościele Franciszkanów na starym mieście w Jerozolimie, nie liczyło się nic innego, tylko ta chwila. Mieliśmy wielkie szczęście, bo każde z nas brało drugi ślub bez wcześniejszego rozwodu, po prostu braliśmy go ponownie ze sobą. Dokładnie dwa i pół roku po naszym cywilnym ślubie na Mauritiusie, zdecydowaliśmy, że przyszedł czas na ceremonię religijną. Osiągnęliśmy szczyty komplikowania sobie życia oraz szczyty realizowania swoich marzeń. Idąc obok siebie wąskimi uliczkami Jerozolimy w promieniach letniego słońca wiedziałem, że nie będzie wspomnienia z tego roku, które przykryje ten dzień i to popołudnie. Nie myliłem się.

Nie myliłem się też w styczniu. Z dala od zimy, zaszyty w trzystuletnim kanaryjskim domu osiemset metrów nad poziomem morza, pomyślałem, że to ludzie a nie miejsca, tworzą najpiękniejszy obraz życia. Magdalena rozmawiała w salonie z Przemkiem, on tworzył swoje szkice. Za kilka godzin na miejscu  miała wylądować Ela. Myśleliśmy o tym, co ugotujemy, jakie wino wypijemy, dokąd się wspólnie wybierzemy. Teneryfa była wspaniałym, bo zupełnie niezobowiązującym rozpoczęciem roku. Skąpani w słońcu za dnia, w nocy schowani pod kołdrą w targanym wiatrem domu, nie odczuwaliśmy żadnego pośpiechu. Podróżniczo chciałem odczarować Teneryfę, opowiedzieć o niej jako czymś więcej niż kurorcie nad plażą, poszukiwałem na tej wyspie historii alternatywnej, a znalazłem piękno ludzkich interakcji, urok niewymuszonych uśmiechów, szczęście niezobowiązujących momentów. Odczarowałem przede wszystkim siebie.

Odczarowywanie zajęło mnie też w marcu. Pojechałem na Ukrainę, skąd wylatywaliśmy do Iranu. Jeszcze przed wylotem na Bliski Wschód napisałem krótki tekst zza bliskiej zagranicy. Na litość – pomyślałem – muszę zrobić przynajmniej tyle, by moi znajomi przyjechali, by wydali swoje ciężko zarobione pieniądze na przyjemności, które nagle stały się nieprzyzwoicie tanie. W kraju ogarniętym konfliktem liczy się każdy turysta, bez turystów zostaje pustka, bieda, złość i zawód. Pojechali. Znajomi i obcy wybierali się na Ukrainę. Nie mówię, że przeze mnie, nie byłem jedynym, który o tym pisał. Zupełnie nie ma to znaczenia. Jechali i wspierali. My tymczasem polecieliśmy do Iranu.

Opowiadanie o świecie zawsze było dla mnie intelektualnym wyzwaniem. Zawsze wierzyłem, że mówienie o świecie i jego mieszkańcach jest czymś innym niż opowiadanie o nowym odcieniu szminki. Jeśli jest coś, co na dobre zmieniło mnie w tym roku, to sposób przygotowania do wyjazdu i późniejsze o nim opowiadanie. Dziesiątki przeczytanych książek, setki artykułów, analizy źródeł, dokładne przygotowanie planu tego, co chcę osiągnąć, kogo spotkać, jak temat opisać i opowiedzieć, to niemała inwestycja, nie tylko pieniędzy, ale przede wszystkim czasu. A czas, to najważniejsza waluta naszych czasów. Najdroższa i najmniej dostępna. To, co podarował mi rok 2015 to świadomość tego, jak chciałbym opowiadać o tym, czego doświadczam, i uwierzcie, jest to rzecz dla mnie niezwykle cenna. Choć raczej unikam wystąpień publicznych, pojechałem kilka dni po powrocie z Jerozolimy, na Wachlarz podróżniczy do Poznania, gdzie opowiedziałem o świecie widzianym subiektywnie, o czasie, którego mamy mało, o sobie i swoim życiu.

Nic autorsko nie ukształtowało mnie tak, jak wiosenny pobyt w Iranie. Kolejne podróżnicze marzenie realizowało się ku mojej uciesze, ale jeszcze bardziej cieszyło mnie to, że poleciałem tam z konkretnym planem – odczarować kraj powszechnie w Polsce znany, jako kraina wojny, terroryzmu i islamskich fundamentalistów. Obserwując na miejscu szczytowy okres rozmów między Iranem a mocarstwami nuklearnymi, widziałem kraj, który nigdy nie przestał być normalny, a który do normalności w naszym zachodnim wydaniu, dąży coraz bardziej, nawet pomimo dobrze trzymającej się władzy ajatollahów. Iran, szczególnie dzięki ostatecznemu porozumieniu o otwarciu na podróżnych, będzie wkrótce, podobnie jak była Gruzja, turystycznie zadeptany przez Polaków. I dobrze, bo rodakom przydałaby się lekcja, że islam nie ma jednej, złej, terrorystycznej twarzy. To nie islam jest problemem, powtarzam wielokrotnie w rozmowach. Problemem jest religia, szczególnie jej fundamentalistyczna wersja – tak islamska jak i żydowska czy chrześcijańska.

Fakt, że doszedłem do takiego pisania, które sprawia mi przyjemność, sprawił zapewne przyjemność innym. Blog, który w roku 2014 wyświetlono 11 razy więcej niż w 2013, w roku 2015 zanotował 3,5 razy więcej ruchu niż, wydawałoby się rekordowy, rok miniony. Ponad 3,700 osób śledzi go na facebooku oraz za pomocą maila. Nie wiem, czy to dużo, ale wiem, że to 10 razy więcej fanów niż na początku minionego roku. Jeśli jest dla kogo pisać, człowiek pisze. Czasami długie i ciężkie polityczno-społeczne, czasami zaś z pozoru proste i śmieszne teksty, zyskują nagle ilość polubień, której sam do końca nierozumiem. Jak najpopularniejszy tekst tego roku o tym, gdy zatrzymano mnie na izraelskiej granicy za wizę irańską. Po krótkim, jak na izraelskie standardy, przesłuchaniu, wpuszczono mnie do kraju, abym mógł się ożenić.

Nauczyłem się w tym roku żyć wolniej, to z pewnością. Wreszcie zrealizowałem to, o czym marudziłem od lat, wiosną, latem i jesienią pojeździłem po Polsce. Czasami kończyło się to bardzo intymnymi historiami, zupełnym uzewnętrznieniem, które niekoniecznie wszyscy praktykują, ale dla dobra relacji autor-czytelnik, nie ma nic lepszego, jak powiedzieć kim jest człowiek, który dla Was pisze. Czasami były to po prostu lekkie, słoneczne opowieści z różnych południowych zakątków Polski, ale przede wszystkim były to chwile, gdy naprawdę mogłem nacieszyć się obecnością tych, których potrzebuję. Powolne, lokalne podróżowanie; slow, local life, życie na powoli.

Sielanka nie jest jednak moim trwałym i naturalnym środowiskiem, więc poleciałem do Kijowa, by zobaczyć Ukrainę po kolejnym majdanie, miasto bardzo dobrze mi znane, a jednocześnie zupełnie inne od tego, jakie zapamiętałem z czasów, gdy podróżowałem tam regularnie. Mój krótki pobyt na miejscu pozwolił mi ułożyć w głowie pewne sprawy i pomógł zrozumieć, że wolność i pokój raz uzyskane, nie są dane na zawsze.

To był bardzo polityczny rok. Odwiedzając Iran, Izrael, Ukrainę, siedziałem bez ustanku w książkach trudnych, w tekstach pasjonujących, ale nieraz gatunkowo ciężkawych, toteż w oryginalnym planie na ten rok, który nam mija, wymyśliłem Islandię, krainę widoczków i obezwładniającej natury. Czego nie przewidziałem, to fakt, że relacji z tego kraju pojawi się w tym roku wystarczająco wiele, by podejść do tego wyjazdu inaczej. I znów, zamiast planować trekkingi, biwaki, i pływanie w gorących rzekach, usiadłem do książek i dowiedziałem się na temat tego kraju na tyle dużo, by odczuć ochotę zamieszkania w tym spartańskim miejscu, spartańskim przez pół roku przynajmniej. Marzenie o przeniesieniu się na tę atlantycką wyspę minęło tak samo szybko, jak się pojawiło.

Minęło w listopadzie, gdy świętowałem swoje trzydzieste urodziny pod słońcem Toskanii. Siedząc na Piazzale Michelangelo i popijając wino zrozumiałem, że za bardzo kocham swoje życie w Polsce i fakt, że Polska jest tak blisko Włoch. Z ziemi Polskiej do Włoskiej, podróż, którą odbywam co roku, raz lub dwa, jest chyba dla mnie za bardzo cenna, by poświęcić ją dla poniekąd pasjonującej, ale jednak zimnej i odległej, Islandii. Nic w tym roku nie pomogło mi zrozumieć, czego z Magdaleną chcemy, jak nasze florenckie rozmowy. Nie, nie te, które przytoczyłem w tej pijackiej historii na blogu. Pewne rzeczy, nawet w wydaniu takie ekshibicjonisty jak niżej podpisany, powinny pozostać tajemnicą.

W upływie czasu najpiękniejsze jest to, że przesuwają się priorytety. Zostało trzydzieści dni roku 2015. Dwadzieścia cztery dni do Wigilii. Przed nami wszystkimi wiele zajęć, wiele pośpiechu i wiele wszystkiego. A nagrodą będą cztery dni za lekko ponad 3 tygodnie. Pisanie to nie kwadrans, to nie pół godziny. To długie chwile spędzone na przygotowaniu zdjęć, na czytaniu, na edycji. Dlatego od dziś do końca roku nie opublikuję już żadnego tekstu, jednak wierzę, że zostaniecie. Wrócę już niebawem i mam nadzieję, ze wrócę jeszcze lepszy.

A tymczasem wybieram się na spotkanie. Nadrobię obiecaną butelkę wina. W piątek polecimy do Francji, do wuja, z którym zjemy ser i wypijemy wino. Gdy wrócę, będę spacerować po targach świątecznych w poszukiwaniu prezentów, potem przywitam w Krakowie znajomych blogerów z Trójmiasta. Potem polecę jeszcze na chwilę do Londynu, by załatwić sprawę osobistą, a gdy wrócę, spotkam siostrę, którą wraca do Polski na dosłownie chwilę z dalekiego Oregonu. Zrobimy chinkali ze Zviadem, który niebawem otworzy swojego food trucka, spędzę wigilię z najbliższymi a potem jak co roku, pójdziemy na pasterkę i będziemy kolędować. Tak, w upływie czasu najpiękniejsze jest to, że przesuwają się priorytety. 

 

Reklamy

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

44 comments on “Czego nauczył i co mi podarował rok 2015

  1. Świetne podsumowanie roku. Ten rok był też dobry dla mnie i trochę się do tego przyczyniłeś. Twój i kilka podobnych blogów utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie warto odkładać w czasie realizacji marzeń. I tak oto spełniam swoje marzenia w Indonezji i wiedz, że także Twoja w tym zasługa 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Ooo, miło mi to słyszeć! Nie wiem, jaka w tym moja zasługa, ale bardzo się cieszę Dawid, że spełniasz swoje marzenia! I pobytu w Indonezji odrobinę zazdroszczę! 🙂 Pozdrawiam!

      Lubię to

  2. Marcin, jak nie cierpię podsumowań, tak powiem jedno o 2015 roku – cieszę się, że Cię poznałam w samolocie na Teneryfę 😉
    To był dla mnie niezwykle zaskakujący zbieg okoliczności. Wniosek jest jeden – świat mały! 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    • Iza, ale mam refleks w odpowiadaniu, trzy miesiące później, ale mogę powiedzieć to samo – fajnie, że wtedy się spotkaliśmy! Szkoda tylko, że nie mieliście możliwości wpaść wtedy do nas do domu na wino! 😉 Świat jest mały i mam nadzieję, że jeśli nie jest na tyle mały, że spotkamy się w Japonii, będzie na tyle mały, że spotkamy się gdzieś w Polsce! Pozdrawiam! 🙂

      Lubię to

  3. Pingback: FILM: Jedna Sekunda z każdego dnia 2015 roku | Wojażer | relacje i reportaże ze świata

  4. Myślę, że Iran jest kolejnym miejscem na mapie, które już wkrótce zmieni się nie do poznania, warto więc wybrać się tam jak najszybciej! Zresztą, chyba w tym przypadku wyjdzie to nam wszystkim na dobre, chyba lepiej czerpać wiedzę o kulturze islamu poprzez bezpośrednie obcowanie, niż poprzez atakujący zewsząd medialny bełkot. Dzięki za bardzo ciekawy tekst, super się czyta i zmusza do refleksji.

    Polubione przez 1 osoba

  5. A w tej Francji to gdzie dokładniej? Może na Lazurowe Wybrzeże? 😉

    Polubione przez 1 osoba

    • Jak do tej pory byłem tylko w Szampanii i tam też planuję powrót ze względu na rodzinne powiązania, ale Lazurowego Wybrzeża nie wykluczam, choć mam obawę, że akurat w tej części Francji, mógłbym czuć się jak kloszard 🙂

      Lubię to

  6. Najbardziej zazdroszczę Iranu. Jeszcze miesiąc temu miałam w planach, że w kwietniu też tam będę, ale niestety plany muszę zmienić.

    Polubione przez 1 osoba

  7. Witaj Marcinie 🙂 Bardzo ciekawe podsumowanie. Życzę Wam, by kolejny rok był równie inspirujący, jak ten mijający. Przy okazji też przyznam, że z każdym wpisem pniesz się w górę na liście moich ulubionych „podróżniczych” blogerów. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  8. myślę sobie, może ja też powinnam napisać takie podsumowanie? w końcu mój rok też nie był najgorszy, a mogłabym nawet powiedzieć – przełomowy. ale chyba sobie odpuszczę, bo też zwyczajnie wolę spędzić ten pierwszy od wielu miesięcy czas z rodziną.

    Polubione przez 1 osoba

  9. Zaskoczyłeś mnie tym, że jednak zostajesz w Polsce! Marzenia są od tego, by je realizować, a priorytety od tego, by je zmieniać. Nawet ściany i budynki można przesuwać. Pięknego grudnia życzę i do zobaczenia w nowym roku!

    Polubione przez 1 osoba

    • Sporo było tego gadania i biadolenia, że wyjadę, ale… to długa historia. Z jednej strony wyjechałbym, bo przecież wyjeżdżać lubię, ale trochę inaczej się wyjeżdżało te prawie dziesięć lat temu. Mając swoje życie w Krakowie, swoich znajomych, swoich bliskich, trudno podejmować takie decyzje. Łatwiej, gdy jest źle, trudnie, gdy jest dobrze, bo po co wyjeżdżać, skoro nie jest źle? Zostałem więc i obserwuję co się wokół dzieje. Pozdrawiam serdecznie i także wspaniałej końcówki roku życzę! 🙂

      Lubię to

  10. Wesołych świąt Marcinie, uwielbiam cię czytać, potrafisz wzruszać i otwierać oczy, za to dziękuje. Miłych kolejnych podróży i czekam na relacje w nowym roku! Poczekam oczywiście

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję i Wesołych Świąt o wesołego grudnia, to też całkiem przyjemny miesiąc! 🙂 Jest mi bardzo miło czytać to, co piszesz, jeśli udaje się wzruszyć człowieka swoimi słowami, to znaczy, że potrafię przekazywać emocje, a one są dla mnie równie ważne jak fakty! Pozdrawiam i wszystkiego dobrego! 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  11. Poczekam. A skoro się już pożegnałeś, to życzę Ci, by 2016 był jeszcze bogatszy w doświadczenia, te pozytywne, niż 2015 🙂 chociaż nie wiem, co mogłoby przebić drugi ślub z ukochaną osobą. Chyba tylko trzeci… w Kenii, gdzie teraz jestem, są śluby cywilne, kościelne i plemienne. To może teraz plemienny? 😉

    Polubione przez 1 osoba

  12. Każdy powinien zrobić sobie takie refleksyjne podsumowanie roku, bo wiele wspaniałych chwil jest wciąć wokół nas, a tak rzadko się przy nich zatrzymujemy. Piękny rok za Wami i życzymy, by kolejny był także niezwykły i pełen wyjątkowych spotkań!
    Poza tym fajnie poczytać o tym winie, gdy wszyscy wszędzie tylko to piwo i piwo, a ja tak lubię lampkę, czy dwie…:D

    Polubione przez 1 osoba

    • Na szczęście muszę przyznać, że wino się w tym kraju przebija i jest coraz popularniejsze. W zasadzie większość moich znajomych pija raczej wina, aniżeli inne alkohole! Pozdrawiam serdecznie! 🙂

      Lubię to

  13. Stwierdzenie „To był bardzo polityczny rok” jest chyba proroctwem dla zbliżającego się 2016.

    Polubione przez 2 ludzi

    • 2015 był polityczny, 2016 będzie jeszcze bardziej. Dlatego „odpiąłem” twittera od Social Media Wojażera i zmieniłem go na Marcin Wesołowski. Nie chcę czytelników treści podróżniczych męczyć swoim politykowaniem 🙂

      Polubione przez 1 osoba

      • Mnie to tak wkurza, ze próbuje jeszcze nie konfrontować sie z nawiedzonymi. Obserwuje i załamuje mnie słabość merytoryczna przekazu, brak logiki wywodów oraz skala nieuzasadnionej nienawisci.

        Polubione przez 1 osoba

        • Słabość merytoryczna to jedno, ale mnie najbardziej denerwuje to, że przynajmniej jedna ze stron konfliktu, nie przyjmuje absolutnie żadnych argumentów. Mają klapki na oczach jak konie na Rynku w Krakowie. Ale to temat na innego, osobnego bloga 🙂 Albo twittera 🙂

          Lubię to

      • Wydaje mi się, że dobrze syntetyzować. Czyta się nie tylko dla historii,ale dla osobowości autora. Na Twoim blogu są artykuły o różnym charakterze. I przygody z drogi i analizy i osobiste przemyślenia. I to stanowi jego esencję i wartość. Więc nie wiem, czy warto odpinać…choć rzeczywiście w Polsce łatwo skonfliktować ludzi treściami politycznymi, co w konsekwencji może się przekładać na odpływ czytelników.

        Polubione przez 1 osoba

        • Hej! Widzę, że ktoś jednak zauważył małe polityczne przemycenie w komentarzach. Szczerze, musiałem odpiąć twittera, gdyż czasami po prostu nie mogę się powstrzymać i walnę te 160 znaków, które niekoniecznie muszą widzieć ci, którzy przychodzą na tą stronę. Póki co, strona podróżnicza jest wolna od politycznych poglądów autora i chyba powinienem trzymać się tej zasady, gdyż, jak zostało to zauważone, ich wyartykułowanie może przełożyć się na odpływ czytelników, a przecież dla nich to powstaje! Pozdrawiam!

          Lubię to

  14. Piękne i wyważone oraz mądre podsumowanie. Mieliście oboje z Magdaleną piękny rok. Cieszę się, że mogłam Cię też poznać osobiście, podczas poznańskiego Wachlarza, na którym zostałeś okrzyknięty „Specjalistą od Ślubów”. W sumie mogę Tobie, a zasadniczo Wam, żeby kolejny rok był jeszcze ciekawszy i jeszcze bardziej obfitował w inspirujące wydarzenia, które będą inspirowały Was, jak i Waszych czytelników.

    Polubione przez 2 ludzi

    • Dziękuję Ci bardzo i mi także było niezmiernie miło poznać Cię osobiście w Poznaniu! Muszę przyznać, coś z tym „specjalistą od ślubów jest” 😉 W sumie czuję się takim trochę, może to dobry pomysł na biznes! 😀 Uszczęśliwiać ludzi za pieniądze, to by było coś! Wszystkiego dobrego życzę i serdecznie pozdrawiam!

      Lubię to

  15. No dobra – patrz sobie w te oczy bliskich, patrz. Ale wracaj od razu drugiego stycznia
    PS. Jasne że czytamy. Ale o tym – mam nadzieję – nie muszę Ci mówić.

    Polubione przez 2 ludzi

  16. Dzięki! Poczytałam sobie na uspokojenie przed snem…

    Polubione przez 1 osoba

  17. Marcinie, a ja po lekturze Twojego tekstu:
    * cieszę się, że każdym kolejnym tekstem potwierdzasz tylko, że niezmiennie warto tu być!
    * mam ochotę rzucić blogowanie na miesiąc i zrobić to samo 🙂

    Na pewno zrobię sobie taki tydzień.
    Pozdrawiam Was gorąco!

    Polubione przez 1 osoba

  18. Poczekamy, z niecierpliwością czekając na ciąg dalszy 🙂 Świetny tekst, bardzo refleksyjny i do tego też zmuszający. Piękny rok mieliście i doskonale się czytało te wszystkie teksty, o których wspominałeś i o których nie pisałeś. Dzięki wielu z tych postów zaczęłam się zastanawiać na rożne tematy, którymi nie zajmowałam się wcześniej, nie wspominając już o zdobytej wiedzy. Twoje wystąpienie na Wachlarzu obejrzałam kilka razy, podesłałam je też kilku znajomym. Dzięki!

    Polubione przez 1 osoba

    • Cześć Zuza! Dzięki wielkie, bardzo miło mi to słyszeć. Wielką przyjemność sprawia mi też takie normalne dowiedzenie się, że ktoś ma czas, nie tylko na przeczytanie tych często długich tekstów, ale także na jakąś refleksję po nich, bardzo mnie to buduje i jeszcze bardziej motywuje! Dziękuję i do usłyszenia! 🙂

      Lubię to

  19. Juventino

    Świetnie się czyta Twojego bloga i trochę żal, że tak długo nie będzie nowego tekstu. Pozdrawiam mojego ulubionego blogera!

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję bardzo! 🙂 Każdy potrzebuje przerwy, szczególnie w czasie, gdy nie ma po prostu czasu na nic, a bardzo chciałoby się ten czas mieć! 🙂 Ale wrócę już 31.12 lub 1.01 tu na stronie, zaś na FB od czasu do czasu, coś się pewnie pojawi, ale nie będzie to nowy tekst. Pozdrawiam serdecznie! 🙂

      Lubię to

  20. No jasne, że poczekamy! 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s