Azja Iran

Jazd. W rodzinnym mieście prezydentów Iranu i Izraela

Pustynne miasto, które wydało na świat przywódców dwóch wrogich państw

Podróżując po Iranie trudno uniknąć historii politycznych, czemu dałem wyraz w poprzednich postach. Czym byłoby bowiem całe to podróżowanie bez kontekstu i niuansów, które sprawiają, iż odwiedzane miejsca stają się jeszcze bardziej wyjątkowe. Podobnie przyjeżdżając do niepozornego, pustynnego miasta Jazd, nie mogło ujść naszej uwadze to, iż prowincja Jazd  wydała dwóch prezydentów kompletnie wrogich sobie państw, którzy pełnili swoje funkcje w tym samym czasie. To sytuacja bez precedensu, gdyż żadne miasto na świecie nie może pochwalić się dwiema osobami, które władały różnymi krajami jednocześnie. Pokazuje ona jeszcze bardziej, jak bardzo złożonym i niejednoznacznym miejscem jest Iran. Rodzina Mosze Kacawa, prezydenta Izraela, opuściła Jazd w 1951 roku. Z każdym rokiem społeczność żydowska tego miasta kurczyła się coraz bardziej dramatycznie aż do chwili, gdy obecnie wynosi jedynie kilkanaście osób. Kacaw obejmował stanowisko prezydenta Izraela w roku 2000, trzy lata po tym, jak prezydentem Iranu został Mohammad Chatami, jego ziomek z pustynnej prowincji Jazd, która miała niemały wpływ na historię i kulturę Iranu. Chatami i Kacaw, będąc przywódcami wrogich sobie państw, mieli okazję spotkać się raz. 8 kwietnia 2005 roku na Placu św. Piotra w Rzymie zgromadziła się większość przywódców państw świata. W zasadzie łatwiej jest powiedzieć, które przedstawicielstwo nie zjawiło się wtedy w Stolicy Apostolskiej, a było ich jedynie piętnaście, w tym takie kraje jak Chiny, Korea Północna czy Nepal. Obok siebie stali przywódcy tak zwanego wolnego świata, a także wielu dyktatorów, z którymi niekoniecznie chciano się spotykać. Pod koniec pogrzebu Chatami, którego alfabetyczny podział miejsc usadowił niewygodnie blisko przywódcy Izraela, wyciągnął dłoń do Kacawa i pozdrowił go w dobrze znanym sobie z dzieciństwa języku farsi, czemu później, ku uspokojeniu nerwów konserwatywnych Irańczyków, stanowczo zaprzeczał. Syryjski prezydent Baszar al Asad, podobnie jak Kacaw, który opowiadał o tej historii wprost, potwierdził później, iż był świadkiem owego bezprecedensowego uścisku dłoni. Świat zapamiętaj obu przywódców zupełnie inaczej. Kacaw, oskarżony, a następnie skazany, za molestowanie i gwałty poszedł w zapomnienie. Chatami zaś, po dziś dzień,  wspominany jest jako jeden z najbardziej liberalnych i otwartych przywódców Republiki Islamskiej.

Poza tą historią, o której trudno zapomnień, podczas pobytu w Jazd raczej uciekaliśmy od rozmów politycznych, skupiając się na czymś zupełnie przyziemnym – relaksie. Bo miasto to pozwoliło nam naprawdę odpocząć po intensywnych dniach spędzonych w podróży. Po odwiedzeniu niezwykle ciekawych wież lodu i gołębi znajdujących się w okolicach Jazdu, a także po czasie poświęconym zaratusztriańskim wieżom milczenia, gdzie dokonywano powietrznych pogrzebów, mogliśmy po prostu ruszyć w ciasne uliczki miasta, którego główną tkankę nadal tworzą tradycyjne gliniane domy oraz niesamowity system klimatyzacji składający się z setek badgirów – wież, które wtłaczają chłodne powietrze do zabudowań.

Badgiry to jedna z najbardziej charakterystycznych konstrukcji w tej części Iranu, a w szczególności w mieście Jazd. Wchodząc na jakikolwiek dach w mieście zobaczymy je dosłownie wszędzie wokół. Ten perski wynalazek stał się jednym z najważniejszych kompozytów konstrukcji architektonicznych nie tylko w Iranie, ale także w krajach regionu, od Afganistanu i Pakistanu aż po kraje Zatoki Perskiej. Z reguły jest to po prostu wieża, która, potocznie rzecz ujmując, łapie wiatr a następnie wtłacza go do środka zabudowania chłodząc jego wnętrze. Różnią się one tym, iż niektóre z nich są jednokierunkowe, inne dwukierunkowe, pozostałe zaś posiadają otwory ze wszystkich stron. Prostota tej konstrukcji i to, jak ona działa, wydawała się nam jakąś totalną bujdą do momentu, gdy weszliśmy do jednego z pomieszczeń, gdzie docierało naturalnie tłoczone powietrze. Różnica temperatury między upalnym dachem, czy gorącą, wiosenną ulicą,  a dobrze schłodzonym pokojem była naprawdę odczuwalna.

Trudno w pełni odebrać, poczuć i zrozumieć to miasto bez ciągłego wchodzenia na jakieś dachy. Opcji jest wiele: a to hotel, a to jakaś restauracja, a jeśli nie restauracja to chociaż kawiarnia z panoramą miasta. Życie w starym mieście jest bowiem szczelnie ukryte za murami, za którymi wieki temu chroniono się przed najazdami Arabów. Mury te ciągną się wśród wąskich uliczek, które wtedy nie pozwalały najeźdźcom na sprawne poruszanie się zaprzęgami w czasach najazdów, teraz zaś szczelnie odgradzają codzienność od ciekawskich turystów. Dopiero przekraczając te mury, lub też wspinając się ponad nie, docenić można urok tego niesamowitego pustynnego miasta, które szczerze nas zachwyciło.

Zatrzymaliśmy się w jednym z najbardziej znanych przystani dla podróżników wszelkiego typu – od backpackerów po niemieckich emerytów. Akurat w czasie, gdy tam byliśmy nie było słychać żadnego innego języka, tylko niemiecki. W zasadzie jak Iran długi i szeroki, w marcu, kiedy przemierzaliśmy jego piękne krainy i przypadkiem spotykaliśmy jakiegokolwiek obcokrajowca, nie musieliśmy pytać skąd jest. Zawsze był z Niemiec. Dlatego też powszechne zdziwienie budziła nasza odpowiedź na pytaniem „skąd jesteście?”. Polska!? Silk Road Hotel to miejsce powszechnie znane ludziom przybywającym do Jazd. Słynie z niesamowitej gościnności, normalnych cen, pysznego jedzenie, ale przede wszystkim, wspaniałej lokalizacji w sercu starego miasta. Wychodząc z Silk Road Hotel od razu stawaliśmy przed znanym w całym Iranie meczetem Masjid-e Jame, który znany jest z posiadania najwyższych minaretów w kraju.

Późnym popołudniem w dniu, gdy przyjechaliśmy do miasta, postanowiliśmy wybrać się w kierunku kolejnego niezwykle ważnego miejsca – kompleksu Amir Chakhmaq, który wraz z placem znajdującym się tuż przed nim, stanowi jedno z najbardziej charakterystycznych miejscówek w Jazd. Przez chwile podziwialiśmy powolne, leniwe życie przed cudownie zdobioną fasadą meczetu, obok którego stoi dziwna drewniane konstrukcja. To takije, mająca kształt listka scena służąca do wystawiania przedstawień pasyjnych w każdą rocznicę śmierci Imama Husejna, jednego z najświętszych ludzi w islamie szyickim.

Pomimo niesamowitej architektury, Jazd najbardziej zachwycał nas swoimi niezwykle otwartymi i miłymi mieszkańcami. Tuż obok kompleksu Amir Chakhmakh znajdowało się miejsce, do którego wybraliśmy się z Alim, by podglądać mężczyzn uprawiających tradycyjny irański sport. Do tej pory nie wiem, na czym tak naprawdę polega Zoorkhaneh, jednak oglądanie tego przedziwnego treningu połączonego z religijnym uniesieniem przy akompaniamencie równie religijnej muzyki, było czymś naprawdę interesującym. Zoorkhaneh zostało niedawno uznane przez UNESCO za jeden z najstarszych rodzajów gimnastyki nieprzerwanie uprawianej przez człowieka. Strome schody prowadziły do pomieszczenia znajdującego się poniżej poziomu ulicy. Z daleka czuć było zapach spoconych ciał. Doszliśmy do hali treningowej znajdującej się pod okrągłą kopułą, której część do ćwiczeń znajdowała się w obniżonym okręgu na środku. Wokół panował lekki harmider. Mężczyźni w różnym wieku rozciągali się w oczekiwaniu na muzykę, która rozpoczynała godzinną sesję ćwiczeń. Gdy muzyka zaczęła zapełniać to niezwykle akustyczne pomieszczenie, rozpoczęły się właściwe ruchy. Zoorkhaneh łączy w sobie ćwiczenia siłowe oraz sztukę walki i jest głęboko zakorzenione w tym mieście. Dla człowieka Zachodu jest czymś zarówno ciekawym, jak i kompletnie niezrozumiałym. Przyznam, to był najdziwniejszy fitness jaki w życiu widziałem.

Gdy wyszliśmy stamtąd już po zmroku, naszym oczom ukazał się piękny widok nocnego Jazdu, który o zmroku zaczynam niejako budzić się do życia. Na ulice wylegały tysiące osób, zaś miejsca, które za dnia wydawały się być pustką wciśniętą w ścianę, okazywały się być sklepem, zakładem, kawiarnią, fryzjerem, wszystkim dosłownie.

Jeśli zaś mowa o nocnych eskapadach, Jazd okazał się relaksacyjnym rajem. W marcowe wieczory temperatura nie spadała poniżej 19 stopniu, po mieście spacerowało się wprost idealnie. Chyba po raz pierwszy zaczęła mnie za bardzo ogrzewać moja gęsto zapuszczona broda, którą hodowałem specjalnie na ten wyjazd. Gdzie znalazłbym lepsze miejsce na jej strzyżenie jak nie w kraju, gdzie miliony mężczyzn noszą brodę? Tak trafiłem do najlepszego golibrody, którego spotkałem w swoim dotychczasowym życiu.

Zapuszczając się dalej w wieczorną atmosferę miasta trafiliśmy z Magdaleną do optyka, który przypadkiem trzymał u siebie na wystawie okulary najróżniejszych zachodnich marek pochodzące z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, w każdym razie, niezwykle stare modele, które w Europie osiągałyby zapewne niemałe ceny. Żaden Irańczyk nawet nie spojrzy na tę półkę – powiedział sprzedawca. Najwidoczniej nie wiedzą co dobre w tym swoim pędzie i tęsknocie za Zachodem – pomyślałem, po czym sprawiłem sobie parę pięćdziesięcioletnich okularów wykonanych w Niemczech Zachodnich. Wraz z najlepszymi szkłami kosztowały mnie, bagatela, osiemdziesiąt złotych! Nie musiałem długo namawiać Alego, żeby i on zainwestował i zakupił sobie jakże modne w tych czasach, staromodne okulary. I tak, zupełnie zadowoleni, wyszliśmy z zakładu Fahrad Optic i ruszyliśmy dalej do sklepu z najlepszymi w Iranie pistacjami.

W końcu musieliśmy także poświęcić dłuższą chwilę na podziwiania perskich dywanów. U zaprzyjaźnionego z Alim,  zaratusztriańskiego handlarza dywanami spędziliśmy szmat czasu popijając herbatę i oglądając niesamowite dzieła sztuki, bo trudno inaczej nazwać niektóre dywany, które posiadał na stanie. Wiele z nich miało czasami siedemdziesiąt lat i w tym też czasie przechodziły z ręki do ręki, od handlarza do handlarza. Gdy czasami rozmawiam z moją siostrą, która mieszka w Niemczech i ma dobry kontakt z irańskimi imigrantami, dowiaduję się, jak zawrotne kwoty osiągają niektóre sztuki u naszych zachodnich sąsiadów. Faktem jest, iż kupno prawdziwego perskiego dywanu to nie tylko zakup ozdoby do domu, ale także inwestycja. Niektóre sztuki osiągają bowiem zawrotne ceny, zaś z czasem ich wartość wzrasta. Im starsze, tym lepsze i ciekawsze. Jeden z dywanów, który zwrócił naszą uwagę i od którego nie mogliśmy oderwać oczu miał już kilkadziesiąt lat i był cały wykonany z jedwabiu. Cena przed rozpoczęciem negocjacji? 9000 dolarów. Pomimo bardzo miłych chwil spędzonych na oglądaniu dywanów, nie zdecydowaliśmy się na zakup żadnego. Z prostej przyczyny – na te, które nam się naprawdę podobały, po prostu nie było nas stać!

Ponieważ Jazd jest jednym z największych skupisk wyznawców Zaratusztrianizmu, warto koniecznie odwiedzić znajdującą się po drodze do wież milczenia, o których pisałem wcześniej, świątyni ognia. W tym niepozornym budynku wyznawcy Zaratusztrianizmy podtrzymują święty ogień palący się nieprzerwanie od ponad tysiąca czterystu lat. Wyjeżdżając z Jazd, koniecznie należy odwiedzić znajdujące się na obrzeżach miasta wieże milczenia, by poznać i zrozumieć, na czym polegał tak zwany powietrzny pogrzeb. 

Dla wielu osób Jazd jest miastem niejednoznacznym, poniekąd dziwnym. Słyszałem opinie, iż podobał się średnio, jednak w moim mniemaniu wszystko sprowadza się do subiektywnych odczuć, do charakterystyki chwili, w której akurat dane było nam tam przebywać. W czasie, gdy tam dotarliśmy, wszystko było idealne. Począwszy od pogody, przez spotykanych ludzi, zasłyszane historie, czy w końcu spróbowane potrawy. Z chęcią bym wrócił. Wspomnieniami wracam często!

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

33 comments on “Jazd. W rodzinnym mieście prezydentów Iranu i Izraela

  1. Pingback: Dawniej brody wyrażały światopogląd, dziś brak żyletek. Nie w Iranie | Wojażer. Blog podróżniczy i życiowy

  2. Pingback: Chwila samotności w Iranie – czy to jest możliwe? Zapiski z Jazd - Złap Trop

  3. Hej, mozesz dac jakies wskazówki jak znalesc tego optyk ?

    Lubię

    • Cześć Wojtek,

      Gdy stoisz na Imam Street i patrzysz na Takyeh Amir Chakhmagh, musisz się obrócić w prawo i iść dalej ulicą Imama chodnikiem po lewej stronie. Mniej więcej w połowie drogi do Shahid Beheshti będzie uliczka pełna optyków, skręcasz w nią w lewo i jest tam ten sklep. Stare okulary o których pisałem są na wystawie i w środku na pierwszych gablotach. Pozdrawiam!

      Lubię

  4. Pingback: Iran. Praktyczny przewodnik oraz informacje o kraju | WOJAŻER

  5. isawpictures

    Z Twoich zdjęć bije pustynia, czytając tekst też wręcz odczułam upał i czar tego miasta. Bardzo lubię czytać takie teksty, kiedy historia miejsca łączy się z subiektywnymi odczuciami. Iran to musi być magiczne miejsce!

    Lubię

  6. Przepadłam, czytając Twój wpis! Rety, Marcin… wow! Zdjęcia. Architektura. No i te hipsterskie bryle 😉

    Lubię

  7. Meczet Masjid-e Jame wygląda niesamowicie! Trzeba było kupić wszystkie okulary i sprzedać. Coś czuje że sporo wyjazdu by się zwróciło :p

    Lubię

  8. Jest duże prawdopodobieństwo, że uda mi się w tym roku odwiedzić Iran, co niezwykle mnie cieszy! Dlatego z przyjemnością czytam wpisy i zapisuje wszystkie godne uwagi 🙂
    Jazd już jest na mojej liście, dzięki! 🙂

    Lubię

  9. Miasto bajeczne, az chce sie tam jechac!
    Wydaje mi sie, ze nie ma kraju, gdzie sie nie narzeka na polityke. Jest to problem wrecz globalny 🙂 W Indiach ludzie narzekaja non stop, w Nepalu tylko czasami (ale i tak czesto).

    Lubię

  10. Yazd… uwielbiam 🙂
    Mam bardzo miłe wspomnienia z tego miasta, chociaż, niestety, mam tez jedno bardzo niemiłe.
    A meczet Piątkowy, to chyba mój najbardziej ukochany meczet w całym Iranie 🙂

    Lubię

  11. Te historyczne smaczki są niesamowite. Fajnie, że nam je opisujesz 🙂

    Lubię

  12. Bardzo mi się podoba architektura miasta, taki surowy pustynny krajobraz. Raj dla fotografa 🙂 A jak smakują pistacje w Iranie? lepsze niż biedronce?

    Lubię

  13. To ciekawe, że tylu Niemców jeździ do Iranu. W życiu bym nie powiedziała, że to kierunek dla nich. Szczególnie dla emerytów, bo oni lądują w 99% na Majorce! 😀

    Lubię

    • Też się tego kompletnie nie spodziewałem, a tu proszę! 🙂 A propos Majorki, wydaje mi się, że dokładnie ten typ, który nie lata na Majorkę, lata do Iranu, a ten typ, który lata na Majorkę, nie poleciałby do Iranu 🙂

      Lubię

  14. Irański fitness mnie rozbawił 😉

    Lubię

  15. Hipsterskie okularki i broda 😉
    Bardzo podobają mi się kolory Jazd na Twoich zdjęciach, połączenie jasnego niebieskiego z beżem jest przyjemne dla oka.

    Lubię

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s