Azja Iran

Persepolis. Wśród ruin stolicy antycznej Persji

Antyczna stolica Persji, a właściwie jej ruiny, nadal prezentuje się okazale

oszałamiających, już prawie w ogóle niewiosennych promieniach słońca, wkraczaliśmy do miejsca, które było świadkiem historii największej. Aby do niego dotrzeć, przemierzaliśmy bajkowe krajobrazy wzdłuż drogi łączącej Isfahan z Sziraz, wspinaliśmy się na niezwykłe wysokości raz po raz przekraczając kolejne elementy łańcucha gór Zagros. Na miejscu zupełnie już letnie temperatury spowalniały nas, idących w letargu, dopiero co wyrwanych z wiosennego i chłodnego jeszcze Isfahanu. Dotarliśmy do prawdziwego serca Persji, do miejsca, z którego wywodzi się wszystko, co w tej krainie najważniejsze, łącznie z jej nazwą. Prowincja Pars, niemożliwa do wymówienia przez Arabów nieznających litery ‚p’ i dlatego też nazywana Fars, jest miejscem narodzenia i upadku jednocześnie, krainą pasjonujących dziejów, które definiują tą krainę po dziś dzień.

Równie piękne słońce roztaczało się nad całą prowincją, gdy w połowie października 1971 roku ostatni szach Iranu, Reza Shah Pahlavi, postanowił zwrócić oczy świata na jego kraj, i pokazać wszystkim, tak w domu, jak i poza, że Iran to kraj potężny, ale też bogaty w kulturę i historię. Jak głosi legenda powtarzana przez Irańczyków, amerykańscy pracownicy wielkich firm przebywający na miejscu za czasów szacha, powszechnie żądali dodatków za pracę w „dzikim kraju”, jak zwykli mówić o Iranie. Tak bardzo poirytowało to Rezę Pahlaviego, iż postanowił pokazać całemu światu, że jego kraj daleki jest od dzikości. Pahlavi wiedział, że może sobie pozwolić na każdą formę ekstrawagancji. Petrodolary bez przerwy zasilały budżet kraju, który modernizował się na potęgę. Mimo to w odczuciu jego mieszkańców, nadal nie robiono wystarczająco, by poprawić los zwykłych ludzi. W społeczeństwie narastało niezadowolenie, zaś coraz większe wpływy zaczynali mieć mułłowie, szyiccy duchowni, władcy dusz tych, którym nie było po drodze z ekipą szacha.

***

Przez setki lat miejsce to wegetowało w zapomnieniu, przysypane tonami piachu, już prawie niewidoczne, nie przemawiało do wyobraźni ludu. Wielokrotnie niszczone, prawie nie pamiętało czasów swojej świetności, gdy przez krótki okres czasu panowania dynastii Achemenidów, było stolicą jednego z największych imperiów świata. Jego władcy, założyciel Persepolis – Dariusz I oraz Xerxes, władca, który rozbudował to miejsce i uczynił je wręcz bajeczną oazą dla imperialnej władzy, to nazwiska, które historia wspomina niejednokrotnie. Dariusz, potężny imperator, król królów, szachinszach, był gorliwym wyznawcą jednej z pierwszych religii monoteistycznych – Zaratusztrianizmu, w moich czasach szkolnych zwanego jeszcze Zoroastryzmem. Był też niezwykle sprawnym administratorem i zdolnym dowódcą, który konsekwentnie podbijał narody od Grecji i Egiptu aż po Indie. Xerxes z kolei znacznie rozbudował Persepolis, które było ceremonialną stolicą kraju. Tylko ceremonialną. Zwykli ludzie mieszkali w miejscowościach rozsypanych po całej prowincji Fars, zaś w tym szczególnym, niezwykle bogatym miejscu, mieszkał tylko on – król królów. Czasy świetności nie trwały jednak długo. Po dwustu latach bycia najbogatszym miastem Ziemi, w 330 roku przed Chrystusem, zdobył je młody Macedończyk – Aleksander Wielki. Pomimo niechęci, postanowił zniszczyć Persepolis w akcie zemsty za zniszczenie ateńskiego Kapitolu. Greccy bogowie żądali zemsty, która została dopełniona.

***

Stojąc na szerokim placu, do którego prowadzi długa i ozdobiona drzewami droga, widać ruiny, które nabierają pięknych barw złotej godziny, ulubionego czasu każdego fotografa na chwilę przed zachodem słońca. Wokół tłumy lokalnych turystów. Irańczycy uwielbiają spędzać czas na świeżym powietrzu, a dzień wolny, w dodatku jeden z tych niezwykle przyjemnych po niedawno pożegnanej, raczej chłodnej zimie, przyciągnął do Persepolis wielu. Odrobinę żałowałem, iż nie wybraliśmy innej okazji. Poza piątkiem, dniem w Iranie wolnym, ponoć ruch na miejscu jest niewielki. Są i takie dni, gdy można mieć wrażenie, iż miejsce to zostało zarezerwowane tylko dla nas. Coś zupełnie nie do pomyślenia w miejscach takich jak na przykład Angkor Wat – pomyślałem.

Persepolis znajduje się na swoistym ogromnym tarasie, do którego dotarliśmy wchodząc po ogromnych rozmiarów schodach. Stając na górze, docieramy od razu do jednego z symboli dawnej perskiej stolicy. Brama Wszystkich Narodów robi niesamowite wrażenie, jakie musiała więc robić na ludziach żyjących dwadzieścia pięć wieków temu? Bramy strzegą uskrzydlone byki z ludzkimi, brodatymi głowami, zaś inskrypcje na budowli informowały przybywających, że dzieło to powstało na zlecenie Xerxesa. Poznalibyśmy ich twarze, gdyby nie Arabowie, którzy przyleźli do nas, podbili nas i narzucili nam swoją religię – powiedział wyraźnie nieprzepadający za sunnickimi sąsiadami Ali – Zawsze przeszkadzały im te twarze ludzkie, te obrazki, te rzeźby. Niszczyli, niszczą i niszczyć będą, jak ci szaleńcy z ISIS w Iraku! Dobrze jest być szyitą, przynajmniej nie mamy takiego bzika na tym punkcie! – skwitował żartobliwie. Wciąż imponującą bramą wkraczaliśmy do dawnej stolicy Persji.

Dariusz zbudował swój najwspanialszy budynek na zachodniej stronie tarasu. Pałac Apadana to nie tylko ruiny i pozostałości kolumn czy rzeźb niezwykle kunsztownie wykonanych. To przede wszystkim niezwykłe płaskorzeźby, które opowiadają historię króla królów. Główny hall pałacu służącego formalnym audiencjom ma kształt kwadratu, którego każdy bok ma sześćdziesiąt metrów. Ogromne zadaszenie tego budynku wspierały siedemdziesiąt dwie kolumny, z których do dziś pozostało jedynie trzynaście. Niezwykłe są reliefy okalające pałac. Przedstawiają one ludzi, poddanych, przedstawicieli różnych społeczności, którzy idą złożyć pokłon swojemu władcy. Po twarzach, rodzajach zarostu, włosach, cechach anatomicznych, poznacie, skąd idą Ci ludzie. – mówił Ali – Tutaj widać, że idą Ormianie na przykład. Po czym? – pytam zdziwiony – Nie pytaj, my od razu rozpoznajemy Ormian! – zażartował Ali. Ludzi ludów afrykańskich łatwo rozpoznać, podobnie jak tych pochodzących z Azji Środkowej. Te płaskorzeźby były chyba moimi ulubionymi elementami tego, co pozostało na miejscu, gdyż z niezwykłą precyzją oddawały one wygląd ówczesnych ludzi oraz ich kulturę. Na szczęście Arabom nie chciało się niszczyć wszystkich twarzy – dodał Ali – Zniszczyli te największe i sobie poszli. Lenie! 

Za dwa tygodnie będziemy świętować Nowruz, nowy rok perski – powiedział Ali wskazując na część płaskorzeźby na ścianie pałacu – ta scena jest właśnie przedstawieniem nowego roku. Waleczny byk, który jest symbolem księżyca przegrywa walkę z lwem, symbolem słońca, znakiem, że nadchodzi wiosna, a tym samym nowy rok. Długo spoglądaliśmy jeszcze na kunsztowne płaskorzeźby analizując ich najmniejsze elementy i dyskutując o wspaniałości kultury Perskiej. W głosie Alego czuć było dumę ze swojego kraju. Irańczyk, choćby nie wiem jak był krytyczny w stosunku do władz swojego kraju, nigdy nie powie nic złego o samej ojczyźnie.

***

W październiku 1971 roku oczy świata spoglądały na Iran. Władze wszystkich państw świata miały być świadkami ponownego narodzenia imperium, odrodzenia Persji. Przygotowania do obchodów trwały dekadę, potrzebne były bowiem nowe drogi, lotniska, cała infrastruktura miała być po prostu na najwyższym poziomie. Jednak to, co miało wznieść odradzające się imperium na wyżyny, tak naprawdę przyczyniło się jedynie do jego upadku. Najgłośniej grzmiał Chomeini mówiący o festiwalu diabłów. Inni punktowali marnotrawstwo pieniędzy, opowiadali o luksusowych namiotach będących domem dla prawie sześćdziesięciu monarchów z całego świata, w których łazienki wykonano z marmuru. Wykwintne jedzenie dla gości transportowano zaś z paryskiego Maxims. O ile świat zobaczył wtedy Iran, który rzeczywiście nie jest trzecim światem, w narodzie narastało niezadowolenie. Powoli wzbierało przez lata, aż do chwili, gdy fala rewolucji islamskiej zmiotła Rezę Pahlaviego i jego rządy z powierzchni ziemi. Podobnie marzenia o wiecznym i potężnym imperium perskim zmiótł ponad dwa tysiące lat wcześniej Aleksander Wielki. Płomienie trawiły bajeczny pałac i mimo tego, że zbudowany on został z kamienia, uległ totalnej destrukcji. Głównym powodem były drewniane stropy i wszelkie inne łatwopalne elementy konstrukcji. Ogromna temperatura topiła wszystko, zaś walące się elementy uszkadzały kamienne części konstrukcji, które odpadając, naruszały kolejne, i tak dalej, i tak dalej, klasyczny efekt domina dopełnił zniszczenia. Do historii przechodziła także najpiękniejsza, wzniesiona najwyżej, część kompleksu – Pałac Tachara, którego bramy wciąż prezentują się wspaniale.

Tym, co przyciągnęło mnie do Persepolis najbardziej, była pewna mityczna aura otaczająca to miejsce oraz sposób, w jaki mój umysł łączył słowo Persepolis z dobrze znanymi mi obrazami kultury. O ile prawdziwa antyczna historia, która zapisała się na kamieniach tego kompleksu, który UNESCO wpisało na światową listę dziedzictwa w 1979 roku, jest interesująca sama w sobie, o tyle bardziej interesujące są obrazy medialne. 300 – dobrze znana wszystkim filmowa adaptacja komiksu Franka Millera, to niezwykle plastyczna wizja wojen, które przez wieki toczyli między sobą Grecy i Persowie. O ile Spartanie broniący Grecji pod Termopilami wydawali się niezwykle ludzcy, choć przy tym także niezwykle mocarni, o tyle napierające siły Persji przedstawione zostały jako totalnie magiczna siła napierająca z dalekiego orientu, pełna niezwykłych dywizji walczących na słoniach i niemalże posiadająca boskie moce. Słowo Persja zaczęło drążyć swoje dojścia do mojego umysłu po tym filmie. Jednak jakiś czas później zobaczyłem coś jeszcze bardziej ciekawego – Persepolis – animowany film w reżyserii Vincent’a Paronnauda i Marjane Satrapi oparty na autobiograficznej powieści autorstwa Satrapi. To dzieło opowiada o Iranie w taki sposób, że nawet ktoś niezainteresowany tym regionem, czuje niedosyt i zaczyna drążyć. Zacząłem i ja. Tak rozpoczęło się moje pragnienie odwiedzenia tego miejsca, którego symbolem są gryfy zlokalizowane tuż za Bramą Wszystkich Narodów. To mityczne zwierze o ciele lwa i głowie oraz skrzydłach orła pojawiło się w tym regionie świata już 3000 lat przed Chrystusem i jako wyobrażenie mityczne rozprzestrzeniało się przez Egipt i Grecję aż do całej Europy, gdzie stało się częstym motywem zdobienia architektury.

Na koniec wizyty w Persepolis warto wspiąć się na wzgórza, u stóp których położona jest antyczna stolica Persji. Z punktu, w którym znajdują się grobowce królewskie, roztacza się najlepsza panorama na ruiny miasta.

Czytałem gdzieś ostatnio opinię, że jeśli cena za wejście zostanie kiedyś podniesiona do piętnastu dolarów, nie będzie warto tam pojechać. W rzeczywistości ceny za wejścia do różnego typu atrakcji zostały podniesione w Iranie jakieś dwa lata temu i tylko w stosunku do obcokrajowców – przypadek podobny do Indii. Ceny za wejście, które publikuje ostatnia edycja przewodnika LP nijak mają się do rzeczywistości, i wiele miejsc w Iranie jest niewartych pieniędzy, które trzeba wydać na ich odwiedzenie. Nie dotyczy to Persepolis. W mojej opinii naprawdę warto tutaj przyjechać. Dla niektórych będzie to tylko kupa gruzów, niektórzy po prostu nie lubią ruin, dla innych, szczególnie dla tych z wielką wyobraźnią, będzie to niesamowita wyprawa w przeszłość.

O cenach i wejściówkach w Iranie powstanie osobna historia, a tymczasem przed nami miasto, które często jest tylko przystankiem dla odwiedzających Persepolis. Nam zaimponowało jednym bardzo specyficznym meczetem oraz wspaniałymi pamiątkami, które stamtąd przywieźliśmy. Już wkrótce Sziraz, miasto poetów!

41 comments on “Persepolis. Wśród ruin stolicy antycznej Persji

  1. Cudowny post, humor i dystans! Plus ogolnie bardzo fajny blog 🙂 Gratuluje! 🙂

    Lubię

  2. Pingback: Iran. Praktyczny przewodnik oraz informacje o kraju | WOJAŻER

  3. Pingback: Wieże Lodu i Gołębi, czyli perły irańskiej architektury pustynnej | WOJAŻER

  4. Niesamowite miejsce! Ciesze sie, za zajrzalam do Ciebie. Z wyzszymi cenami dla turystow spotkalam sie w Indiach. Mimo, ze moj maz jest z Indii nie chciano mi sprzedac „lokalnych” biletow. Proszono nas o akt slubu.

    Lubię

  5. Pingback: Sziraz. W mieście Hafeza, poezji i udanych zakupów | WOJAŻER

  6. Determinacja ludzi o przywrócenie takich miejsc dla szerokiej publiczności zawsze wzbudza mój wielki podziw. To wyjątkowo żmudna praca wymagająca takiej cierpliwości, na którą mnie nie byłoby stać. A jak to musiało wyglądać w czasach świetności. Cieszę się, że zaglądasz w takie miejsca, że pokazałeś nam Persepolis. Patrząc na Brama Wszystkich Narodów poczułam się jak dzieciak oglądający „Niekończąca się opowieść”, „The NeverEnding Story”. Była taka scena, Atreyu musiał przejść przez pewną Bramę…

    Lubię

    • Pamiętam „Niekończącą się opowieść” – świetna realizacja, oglądałem z otwartą buzią! 🙂 A co do Persepolis, w ruinach najciekawsze jest to, gdy ktoś potrafi sobie wyobrazić, jak wyglądały za czasów świetności. Można się wtedy przenieść do zupełnie bajkowej scenerii! Zresztą jest wiele wizualizacji w sieci, które przywracają wygląd Persepolis, warto zobaczyć przed przyjazdem!

      Lubię

  7. Cóż, nie jestem fanką takich surowych krajobrazów, pozbawionych zieleni. Jednak po obejrzeniu Twoich zdjęć stwierdzam, że mogłabym Persepolis zobaczyć na żywo i na pewno bym nie żałowała. Dziękuję za tę wirtualną, pełną szczegółów wycieczkę! 🙂

    Lubię

  8. Mityczna aura na temat jakiegoś miejsca zwabia chyba najbardziej, trzeba przekonać się na własnej skórze jak tam jest, poznać tajemniczość od środka. A potem oglądając filmy, z satysfakcją można stwierdzić „widziałem to”, mieć swoje wspomnienia. A Iran jest pełen niespodzianek. Jeszcze nie byłam, wiem jednak, że to nie tylko pustynne krajobrazy, ale także zielona, intrygująca przestrzeń. Zdjęcia super, pozdrawiam 😉

    Lubię

  9. Do Twoich wpisów zasiadam tylko z kawą, a muszę przyznać, że wypijam tylko jedną na dzień. Kolejna osoba, która obala mity, pokazuje ten piękny kraj. Takim jaki jest. Jestem w stanie sobie wyobrazić Twoją minę przy pytaniu: „czy w Iranie jest bezpiecznie?”…pozdrawiam.

    Lubię

    • To dla mnie wielki komplement a przy okazji motywacja, by tworzyć i pisać, dzięki wielkie! Wiesz… ja mam ogromną cierpliwość do tłumaczenia ludziom tego, czym jest Iran. Niewiedza, a właściwie błędna wiedza, jest tak ogromna, że biorę to za misję społeczną 😉 Ale owszem, czasami pewnie mam specyficzną minę 😉 Pozdrawiam!

      Lubię

  10. Świetny wpis a zdjęcia robią wrażenie. Nie zdawałam sobie sprawy, że jeszcze nie widziałam tylu wyjątkowych i pięknych miejsc.

    Lubię

  11. Dzięki, piękny wpis. Widać, że (jak zawsze) byłeś porządnie przygotowany. Być w Persepolis to jakby dotknąć historii, czegoś, co przeminęło bezpowrotnie, a jednak jakaś mała cząstka tego została i świadczy właśnie o potędze poprzednich wieków.
    Trochę mi przykro, że pewnie nigdy go nie zobaczę, choć… kto wie, układy polityczne zmieniają się szybko. Postaram się nie tracić nadziei 🙂

    Lubię

    • Dzięki 🙂 Ja bym nie zakładał, że nigdy go nie zobaczysz. Wręcz przeciwnie, jest spora nadzieja, że zobaczysz. Iran będzie raczej się otwierał na świat niż zamykał, takie mam przynajmniej przeczucie. Co do pisania, wiesz jak to jest, żeby coś czytelnikom zakomunikować ciekawie, trzeba samemu nabrać ciekawości miejsca. A jak się jest ciekawy, to się czyta i przygotowuje. Wszystko jest ze sobą połączone, a Wasza satysfakcja jest dla mnie najlepszą nagrodą! Dzięki!

      Liked by 1 osoba

  12. W Angkor Wat byłam w świątyni tylko ja, mój chłopak, pan strażnik i kierowca naszego tuk-tuka, także też znajdą się tam miejsca kompletnie bez turystów, z pięknymi widokami 😉 Martwi mnie, że napisałeś, że w Iranie też ceny są kilkukrotnie wyższe dla nas, białych niż dla lokalnych turystów. Jeszcze jak różnica jest dajmy na to dwukrotna to mogę to zrozumieć, ale np. w Indonezji my musieliśmy płacić za wstęp do Borobudur 15$ (studenci, dorości 25$…), a lokalni studenci czy uczniowie 1$… To już jest trochę przesada według mnie. A Twoje zdjęcia piękne, czekam na informacje praktyczne.

    Lubię

    • A to bardzo zazdroszczę! A w jakim miesiącu to było? Marzę o spacerze po Angorze bez tłumów ludzi… Co do cen wejść, niestety nie jest to 2 razy więcej, ale około 10 razy więcej. Nie chcę mieszać relacji-opowieści pisanych teraz z informacjami praktycznymi, ale praktyczny przewodnik (szczególnie po cenach) pojawi się po głównych historiach z podróży. Pozdrawiam!

      Lubię

  13. Zawsze się waham czy odwiedzić takie miejsca. Mam wrażenie, że do ich zwiedzania trzeba być niesamowicie przygotowanym – poczytać jego historię, zaznajomić się z architekturą, mitami, obyczajowością. Tutaj mamy jeszcze nie tylko barierę czasową (jak np w przypadku starożytnych miast greckich i rzymskich), ale też kulturową. Ostatnio w Vollubilis czułam się tak niesamowicie głupia – chodziłam tam, chodziłam i nic nie wiedziałam.

    2 godziny zwiedzania ma sens jeśli przez dwa dni bym się do nich przygotowywała.

    Lubię

    • Przyznam, ja też się czułem w Vollubilis dosyć głupio 😉 Ale na Persepolis przygotowałem się bardzo dobrze, więc podziwianie tego wszystkiego miało jakiś sens. Do tego Ali i jego historie oraz anegdoty, naprawdę fajnie zapamiętałem do miejsce!

      Lubię

  14. Nie lubię, kiedy ktoś mówi, że nie warto gdzieś jechać (na przykład jak ci przytaczani przez Ciebie, którzy twierdzą, że do Persepolis nie warto będzie jeśli wstęp ma kosztować 15 USD). Przecież każdy powinien wyrobić sobie własne zdanie! Ja na przykład mogłabym wydac te 15 dolarów i chętnie zobaczyłabym te stare kamienie, bo to jest kawał historii, a nie zwykłe kamulce…

    Liked by 1 osoba

    • Przytaczana przeze mnie opinia jest autorstwa jedynego polskiego przewodnika po Iranie. Z autorem się kompletnie nie zgadzam, tak jak mówisz – trzeba sobie wyrobić sobie zdanie. Na szczęście jak na razie wstęp kosztuje 150,000 INR, czyli jakieś 4-5 Euro.

      Lubię

  15. A propos tych reliefów to pamiętam jak przewodnik mi mówił, że Arabowie są przedostatni w tym rzędzie nacji składających dary i mówił, że to chyba błąd, bo powinni być ostatni 😉 Nie wiem, czy pamiętasz może, kim była ta ostatnia nacja? Bo zapomniałem, a nie zapisałem tego :/

    Lubię

    • Wygląda na to, że przed przed przed ostatni. Za nimi jest jeden naród, który nie wiem jak się po polsku nazywa, po nich Libijczycy a na końcu Nubijczycy. Ale fakt, Arabowie powinni być ostatni 🙂

      Liked by 1 osoba

      • Chociaż z tego co widzę, jest wiele kontrowersji w tym temacie. Ponoć po Arabach są jacyś ciemnoskórzy ludzie z kręconymi włosami i niektórzy naukowcy twierdzą, że nie są ta oni Libijczycy, ani Nubijczycy. Tak więc nie jestem w stanie odpowiedzieć 🙂

        Lubię

  16. Normalnie jakbym tam ponownie był, zatem dzieki za odświeżenie pamięci. Absolutnie zgadzam się, że to miejsce jest warte niemalże każdych pieniędzy, ja w każdym razie nie żałowałem na bilet.
    Jest tam jakiś klimat, jest coś, co sprawia, że to miejsce wciąga, staje się intrygować i opowiadać swoją historię. To jedno z tych miejsc, do ktorych chętnie bym wrócił. Np. po to by następnie w Shiraz pójśc do różowej świątyni 🙂 Mam zdecydowany niedosyt.
    Fajnie jest przeczytać relację z wrażeniami z miejsc, w których się było i przeczytać podobne wrażenie. To samo tylko innymi wyrazami :

    Liked by 1 osoba

    • Odwiedziliśmy masę miejsc w Iranie, które kompletnie nie były warte tych 150,000 INR, Persepolis należy akurat do miejsc, gdzie spokojnie można zapłacić tą kwotę a nawet więcej. Co do Sziraz, właśnie piszę wpis o tym mieście, i zdecydowanie, różowy meczet, to miejsce, które najlepiej pamiętam z tego miejsca. Pozdrawiam!

      Lubię

  17. Kiedy wspomniałeś o Zaratusztrianizmie to pomyślałem, że mam wykładowcę – ogromnego fana tej religii;-)
    Wpis bardzo opiniotwórczy, zalatuje tutaj z każdym tekstem coraz lepsze dziennikarstwo:-)
    A Persepolis, czy w każdym razie irańskie miasta, chyba widziałem jakiś czas temu w Paryżu. Ale chyba najlepiej się prezentuje ta sztuka „in situ” 🙂

    Lubię

    • W obecnej Polsce niektóre środowiska określiłyby tego wykładowcę jako „sekciarza” 😉 Bardzo dziękuje za komentarz – nie ukrywam, że staram się, by każdy wpis prezentował coraz wyższy poziom, mam nadzieję, że utrzymam trend i zapraszam do nadchodzących wpisów! Ja żałuję, że podczas wizyty w Berlinie nie odwiedziłem Muzeum Pergamon z całymi zbiorami. Moja siostra właśnie donosi, że jest ono zamknięte na remont do 2019 roku! Trzeba więc poczekać!

      Lubię

      • Jak to ktoś mądry i wielki powiedział: „jest tyle religii, ilu ludzi na świecie” 😉 A Muzeum Pergamońskie robi wrażenie. Widać osiągnięcia niemieckiej archeologii. Podczas zwiedzania myślałem tylko o jednym: „jak oni to wszystko w całości przenieśli z Bliskiego Wschodu do jednego budynku w Berlinie?!”. Remont do 2019? Oby nie przedłużył im się bardziej niż remont Muzeum Czartoryskich w Krakowie;-)

        Lubię

  18. Jak zawsze wspaniała relacja, z wielką ciekawością przeczytałam tekst o Persepolis, mam tutaj w UK znajomych pochodzących z Iranu to mądrzy i dobrze wykształceni ludzie, zawsze z wielkim szacunkiem mówią o historii swojego narodu. Dziękuję tez za piękne zdjęcia, prawdziwy dziennik z podróży.

    Lubię

  19. Dziś nadrobiłam zaległości i przeczytałam wszystkie teksty z cyklu o Iranie. Interesujące miejsce, jakże inne od tych, które miałam okazję widzieć. Jednak jakoś mnie nie ciągnie, by je odwiedzić. Co innego poczytać o nim, czy obejrzeć zdjęcia. A Ty jak zawsze piszesz bardzo ciekawie, przedstawiasz nie tylko opis miejsc, ale też ich historię i kontekst polityczny. A zdjęcia dopełniają całości. Trzymaj tak dalej! Pozdrawiam 🙂

    Lubię

    • Cieszę się, że znalazłaś czas na wszystkie teksty, szczególnie, że do tej pory nie opanowałem sztuki pisania krótkich postów 😉 Wiesz, jak dla mnie kontekst historyczny, kulturowy i polityczny, są bardzo ważne. Bez tego te miejsca byłyby dla mnie tylko widoczkami z pocztówki. Pozdrawiam!

      Lubię

  20. Wygląda na niesamowite miejsce. Z pewnością kiedyś zobaczę. Też intryguje mnie to co związane z historią, to co owiane tajemnicą. Często takie antyczne budowle przynoszą rozczarowania, ponieważ zabite są ludźmi, a obok niejednokrotnie stoją przysłowiowe budki z lodami. Ale mimo to uważam, że zawsze warto sprawdzić czy dane miejsce jest warte odwiedzenia. I wyrobić sobie własne zdanie.

    Lubię

    • Każdy człowiek musi dokonać własnego rachunku. Ja na przykład zdecydowałem się nie wybierać do Koloseum, czego nie żałuję. Persepolis było akurat niezwykle ciekawe, nie nudziłem się ani trochę. Pozdrawiam!

      Lubię

  21. Jak tak patrzę na Twoje zdjęcia, to… chociaż nie lubię większości tego typu miejsc (przykładowo Koloseum czy Panteon), to do Persepolis warto przyjechać, tylko trochę szkoda, że to jest tak głęboko w Iranie 😉

    Lubię

    • Do Koloseum też nie wchodziłem, ogólnie to raczej krótko jestem w tego typu miejscach, ale akurat w Persepolis mi się w ogóle nie spieszyło. W sumie to nie jest tak daleko, zależy skąd jedziesz. Pozdrawiam!

      Lubię

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s