Azja Iran

Jadę do Islamskiej Republiki, czyli wiza do Iranu

Tak, jadę do Państwa Islamskiego, bo przecież jest to kraj islamu i jest to teokracja. Nie jest jednak moim celem ani fundamentalistyczny, samozwańczy kalifat Państwa Islamskiego czy też trzeszczący w podstwach Irak. Takie są właśnie skojarzenia, gdy mówię dokąd wybieramy się już za kilka dni. Jedziesz do Państwa Islamskiego? Nie boisz się tych terrorystów? – słyszę na co dzień. Wojażer pisze o podróżach i na tym wycinku rzeczywistości skupiają się treści zamieszczane na tej stronie, są jednak kraje i destynacje, o których trzeba napisać w kontekście politycznym i historycznym, bowiem opowieść o nich pozbawiona tych elementów byłaby niepełna. Takim krajem jest właśnie Iran, o którym większość osób niezainteresowanych tym rejonem świata, jest w stanie powiedzieć tylko tyle, że jest to państwo terrorystyczne, jedno ze słynnej trójki bushowskiej Osi Zła, gdzie nikt nie słyszał o demokracji a kobiety chodzą po ulicach zakryte od głowy po stopy. Nic bardziej mylnego.

Od dziecka kochałem politykę. Z czasów gdy miałem 6 lat nie pamiętam piosenek, które śpiewaliśmy w zerówce przed zjedzeniem śniadania. Pamiętam za to dzień, gdy upadł Związek Radziecki – 26 grudnia 1991 roku. I choć wiele z tego wszystkiego nie rozumiałem, pewne obrazy z wiadomości na Jedynce pozostały w pamięci i dopiero po jakimś czasie układają się w pewną logiczną całość. Pasja do historii, dyplomacji i wielkiej polityki rozwijała się we mnie z każdym kolejnym rokiem życia. Oprócz naszych europejskich dziejów oraz historii dalekich Chin, które poznawałem dogłębnie, zawsze interesowały mnie niezwykle skomplikowane bliskowschodnie układanki. I choć do tej pory nie było mi dane odwiedzić żadnego z tych krajów, okazało się, że właśnie w tym roku przełamię ten impas wyjeżdżając najpierw do Iranu, potem do jego śmiertelnego wroga – Izraela.

Iran to wbrew pozorom potężny kraj z równie potężną historią i kulturą. Jest to obok Chin czy Indii, kraj, który może szczycić się jedną z najdłuższych historii, która sięga tysięcy lat wstecz. To przecież w Mezopotamii tkwią korzenie naszych kultur i wierzeń. Być może pamiętacie z lekcji historii dzieje Persji, bo tak nazywała się ta kraina zanim stała się Iranem. Nie będę tutaj brnąć w meandry niezwykle długiej i pasjonującej historii. Wspomnę jednak o pięciu ważnych momentach irańskiej historii, które w ogromnej mierze wpłynęły na to, czym obecnie jest ten kraj.

Islam. W siódmym i na początku ósmego wieku Kalifat Arabski zaczął swoją religijno-kulturalną ekspansję. Islam rozprzestrzeniał się w kierunki Azji Środkowej i Pakistanu. Persowie, ze swoją starą kulturą i zoroastryjską religią nie poddawali się łatwo. Minęło kilkadziesiąt lat zanim w połowie VIII wieku tysiącletnie imperium perskie padło a dynastia Sasanidów przeszła do historii. Persja stała się krainą islamu podbitą i upokorzoną przez wiecznie znienawidzonych Arabów.

Szyici. Świat islamu jest jeden, zaś wyznawcy Allaha tworzę ummę, wspólnotę wiernych żyjących według zasad Koranu i tradycji Proroka Mahometa. Pierwszy podział zrodził się jednak tuż po śmierci proroka. Część wyznawców uważała, że następca proroka powinien wywodzić się z jego rodziny. Pierwszym miał być Ali, kuzyn i zięć Mahometa. Jego stronnicy, partia Alego, shi’at Ali, dali początek islamowi szyickiemu, który ma opinię odrobinę mniej rygorystycznego. Od islamu sunnickiego różni go także to, iż szyici posiadają zinstytucjonalizowany kler, spośród których najważniejsi są słynni ajatollahowie. Iran uczynił szyizm swoją religią państwową w XVI wieku, gdyż był on bardziej przystający do ich perskich tradycji oraz przywiązania do idei dziedziczenia w rodzinie. Przekładając różnicę między szyitami a sunnitami na czasy współczesne, wielkim skrótem myślowym przedstawię to tak – większość terrorystów to sunnici. Sunnicki jest ISIS, czyli terrorystyczne Państwo Islamskie, sunnitą (wahabitą) był Osama bin Laden. Jeśli ktoś się gdzieś wysadza w powietrze, możecie mieć pewność, że raczej nie jest to Pers-Szyita-Irańczyk, a raczej sunnita z Syrii, Jemenu, Afganistanu czy Pakistanu. Nie znaczy to jednak, że wszyscy sunnici to terroryści, tak nie jest. Faktem jest jednak, że ciągle trwa odwieczna i niezakończona rywalizacja między skrajnie sunnicką Arabią Saudyjską a szyickim Iranem o przewodnictwo w świecie islamu.

Dzień, w którym obalono premiera Mossadeka. W latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku Irańczycy w demokratycznych wyborach obrali na stanowisko premiera człowieka z wielką wizją. Mohammad Mossadek chciał, aby Irańczycy mieli większy udział w podziale bogactw kraju, który przecież stoi na ropie. Ropie, na której niepodzielnie ręce swe przez lata trzymało Imperium Brytyjskie. W 1951 roku znacjonalizowano złoża ropy, które w praktyce należały do brytyjskich firm. To nie spodobało się Brytyjczykom, którzy nadal niepodzielnie rządzili blisko połową świata. Przy udziale CIA i kosztem zaledwie miliona dolarów, obalono rząd Mossadeka. Nowy premier został w praktyce wybrany przez CIA oraz MI6, zaś szah Reza Pahlawi stał się dyktatorem i marionetką w rękach zachodnich rządów. Dumni Persowie nie mogli zapomnieć takiego poniżenia. Przez prawie trzy dekady Iran pozostawał wielkim przyjacielem Stanów Zjednoczonych, szah gościł na waszyngtońskich salonach, zaś kraj westernizował się na potęgę. Gdy jednak w 1978 roku przyszedł kryzys, niezadowoleni wyszli na ulicę.

Rewolucja Islamska. Narastające niezadowolenie społeczne, pamięć o ingerencji zachodnich mocarstw w wewnętrzną politykę Iranu, usługiwanie Zachodowi, wszystko to przyczyniło się do wzrostu popularności ruchu islamskiego. Ajatollah Chomeini stał na czele opozycji islamskiej, która sprzeciwiała się dobrym stosunkom z Izraelem, równym prawom kobiet, i bliskim stosunkom z USA. Jego wydalenie z kraju w 1964 roku wywołało falę protestów. Despotyczny rząd, tłumienie opozycji, spychanie religii do kąta, straszliwe prześladowania SAVAKu, irańskiej bezpieki, przyczyniały się do coraz większego niezadowolenia. We wrześniu 1978 roku na rozkaz szaha wprowadzono stan wojenny. 8 września 1978 roku wojsko stłumiło gigantyczną demonstrację w Teheranie. Kraj opanował chaos. W połowie stycznia 1979 roku szah i cesarzowa uciekli z Teheranu. Powracającego do kraju Ajatollaha Ruhollaha Chomeiniego witały miliony. Po 2500 lat monarchia w Iranie przestała istnieć. Na jej miejsce powstała Islamska Republika Iranu, jedyna na świecie teokracja.

Zajęcie amerykańskiej ambasady w Teheranie. W tym rewolucyjnym zamęcie doszło do wydarzenia, które zaważyło na całej współczesnej historii Iranu. W listopadzie 1979 roku grupa studentów protestujących przeciwko Stanom Zjednoczonym, które zagwarantowały azyl szahowi, zajęła ambasadę USA wraz z 66 pracownikami placówki. Zajęcie ambasady trwało 444 dni. W tym czasie wprowadzono sankcje na ropę, zablokowano aktywa Iranu, zorganizowane nieudane odbicie, które stało się jedną z największych porażek w historii tajnych misji, wybory w Stanach  przegrał Carter, który nie radził sobie z sytuacją. Ostatecznie, dokładnie w dniu zaprzysiężenie następnego prezydenta USA, Ronalda Reagana, uwolniono wszystkich zakładników w wyniku tajnych negocjacji. Irańczycy dostali broń do utrzymania nowego reżimu, Stany zerwały stosunki dyplomatyczne i wpisały Iran na listę największych wrogów.

Paradoksalnie ten wieloletni „wróg” USA może niebawem stać się nieocenionym sprzymierzeńcem tak zwanego cywilizowanego świata, który w rozwijającym się Państwie Islamskim na terytorium Syrii i Iraku, widzi główne zagrożenie dla porządku światowego. Polecam artykuł w ostatnim noworocznym wydaniu Polityki. Jeśli ktoś chce bardziej zrozumieć ten kraj, trzy strony artykułu Łukasza Wójcika mogą dać o wiele więcej niż niejeden artykuł na Wikipedii. Słyszeliście o Kasimie Sulejmanim? Nie? No właśnie, trudno słyszeć coś o kimś, kto jest szarą eminencją nie tylko Iranu, ale też całego Bliskiego Wschodu. Mówi się o nim jako panie i władcy Iraku, Libanu, Gazy i Afganistanu. To tam, i nie tylko, sięgają wpływy Iranu. Paradoksalnie, pomimo konfliktu między mocarstwami, Amerykanie zrobili Iranowi wielką przysługę obalając dwie sąsiadujące tyranie – Saddama w Iraku i Talibów w Afganistanie. To właśnie Sulejmani dostarczał amerykańskim wojskom plany rozmieszczenia baz talibów. Teraz, gdy największym zagrożeniem dla regionu jest tak zwane Państwo Islamskie, Iran oraz USA mimowolnie stoją w jednym szeregu. Żadne z nich nie chce rozpadu Iraku i rozrostu terrorystycznego państwa. Na drodze do współpracy stoi jednak ideologia, która każe mówić, że USA to Wielki Szatan, a w przypadku drugich, że Iran to część Osi Zła.

Do takiego właśnie Iranu jadę. Do kraju objętego niezwykle ostrymi sankcjami gospodarczymi mającymi korzenie w rewolucji islamskiej, a także nowszymi, nałożonymi po wielokrotnym zrywaniu rozmów dotyczących irańskiego programu nuklearnego. Przez owe sankcje Iran należy do jednych z bardziej skomplikowanych destynacji podróżniczych. Nie dlatego, że ludzie są tam źli, bo wszyscy mówią, iż są wspaniali. Nie dlatego, że jest tam niebezpiecznie, bo nie jest. Jest to kraj skomplikowany i trudny, gdyż nie można w nim użyć swojej karty kredytowej, gdyż te po prostu tam nie działają. Nie można zarezerwować noclegu przez Booking.com czy Expedią, gdyż portale te nie działają w republice. Nie można kupić lotu krajowego znad swojego biurka w domu, gdyż nie da się za niego zapłacić swoją europejską kartą. Jadąc do Iranu trzeba zabrać ze sobą wystarczająco gotówki i jeszcze trochę zapasu, bo w razie problemu, zorganizowanie przelewu środków do Iranu, graniczy z cudem. Jadąc do Iranu wracamy do czasów post-analogowych a pre-cyfrowych, do tych chwil, gdy hotele rezerwowało się mailami lub telefonicznie a bilety na samolot kupowało się w agencjach. Wszystko ma być inne, a ludzie wspaniali. I na to czekam najbardziej.

Jak to zwykle bywa, gdy decyduję się na wyjazd w nowe miejsce, przeglądam rynek książek i zdobywam pozycje, które zaktualizują moją wiedzę o odwiedzanych miejscach. Polski rynek wydawniczy nie rozpieszcza publikacjami na temat Iranu, jednak udało mi się skompletować kilka pozycji, które warto nabyć przed wyjazdem. Wieczory spędzam teraz na dokształcaniu się i wnikaniu w jądro tego miejsca. Wszystko po to, by na miejscu czuć się lepiej. Szkoda, że nie mogę w miesiąc nauczyć się farsi, to na pewno zrewolucjonizowałoby mój odbiór tego kraju w takim stopniu jak chiński pomógł mi w zaprzyjaźnieniu się z Chinami.

Z książek, które zakupiłem (lub które mi pożyczono), przebrnąłem z większą lub mniejszą przyjemnością przez dwie (nie liczę tych czytanych w ostatnich latach). Pierwszą była Wiza do Iranu Artura Orzecha. Nie umniejszając dokonaniom Pana Artura, tak w dziedzinie radiowej jak i iranistycznej, muszę przyznać, że książka zawiodła mnie bardzo. W ogóle nie mogę pojąć zachwytów nad tą pozycją, które czytałem w przeróżnych recenzjach czy rekomendacjach znajomych. Książka jest wydana na papierze kredowym (pierwszy zły znak), jest w niej za dużo fotografii (kolejny zły znak), czcionka jest duża (jeszcze kolejny), ale przede wszystkim, cała treść jest straszliwie nużąca. Są fragmenty lepsze i gorsze, ale w gruncie rzeczy czytałem ją na siłę, jakby dla usprawiedliwienia wydanych na nią pieniędzy.

Na szczęście podczas kolacji u znajomych, gdy rozmawialiśmy o Bliskim Wschodzie, głównie i Izraelu, do którego też się wybieramy, Jerzy, człowiek, który także podróżował do miejsc niesamowitych, przypomniał sobie o tym, że ma jedną pozycję, którą zaczął czytać, ale przestał gdzieś w połowie. Domyślam się, że z braku czasu, bo książka Hoomana Majda to absolutna perełka. Nie dość, że pisze ją człowiek, który jest dziennikarzem, pisarzem, Amerykaninem irańskiego pochodzenia i synem dyplomatów irańskich z czasów szaha, to jeszcze jest autorem, który językiem posługuje się ponadprzeciętnie. Ajatollah śmie wątpić można dosłownie pochłonąć w jeden wieczór. Z żadnej książki nie dowiedziałem się o kulturze, polityce i obyczajach Iranu więcej niż z tej właśnie!

 

I na koniec rzecz kluczowa – Jak dostać wizę do Iranu? – pytają coraz częściej ludzie.

Iść do agencji. – odpowiadam.

Zanim w ogóle zacząłem na poważnie myśleć o wyjeździe do Iranu, słyszałem historie o odmowach wydania wizy. Dramat z tej procedury czyni też Artur Orzech w swojej książce. Bardzo chciałbym napisać Wam, że aby dostać wizę, trzeba zrobić to, to i to, pojechać do stolicy i pójść tam, tam i tam, albo najlepiej czekać tydzień w magicznym konsulacie w tureckim Trabzonie, ale nie, nie napiszę. Dla mnie branie dwóch dni urlopu i koszty dojazdu do Warszawy, by złożyć i potem odebrać papiery, zdecydowanie uzasadniają koszty dodatkowe związane z pośrednictwem. Wiza do Iranu to i tak droga sprawa, więc trochę więcej nie robi dużej różnicy.

I jeszcze jedno. Za Ahmadineżada z wizami bywało ciężko. Obecnie, za Rouhaniego, chyba zrobiło się trochę łatwiej. I nawet wizy ponoć wyładniały.

66 comments on “Jadę do Islamskiej Republiki, czyli wiza do Iranu

  1. Byłam w 2014 roku – wizę załatwiałam bez problemu na lotnisku, praktycznie od kopa.

    Liked by 1 osoba

  2. Mirrors Of The Unseen ( Journeys in Iran) Jasona Elliota
    Wspanialy jezyk, opowiesc drogi. Polecam jesli jeszcze jest czas Na lekture 🙂

    Liked by 1 osoba

  3. Cześć!
    Nie wiedziałam pod którym postem skomentować, ale stwierdziłam, że napiszę tutaj!

    Bardzo się cieszę, że jesteś osobą, która może pomóc wyjść społeczeństwu polskiemu z ksenofobii, która je coraz to bardziej ostatnio ogarnia.
    Iran, mylony nadal z krajem terrorystycznym i niebezpiecznym, dzięki Tobie jest w końcu przedstawiany w lepszym świetle. Lepszym o tyle, że pokazujesz prawdziwe plusy oraz minusy życia w tym kraju. Poprzez swoją obecność tam dajesz prawdziwe świadectwo czytelnikom, jak wygląda ten odległy kraj, który na mapie wyglądem przypomina kota…:)

    Czytałam też ostatnie relacje o Twojej podróży do Izraela. Artykuł o wizach był dla mnie bardzo przydatny, jako że jestem osobą publiczną związaną z organizacją wydarzeń kulturalnych i niestety nawet błahe rzeczy, jak stempel pewnego państwa w paszporcie, mogą zrujnować plany nawet najlepszego organizatora. Tym bardziej jako żona irańczyka, która organizuje wydarzenia w Iranie.

    Dziękuję Ci za rzetelność i szczegółowość relacji wszelkich podróży. Takie blogi jak Twój poszerzają naszą wiedzę o świecie, a przy okazji skutecznie kuszą podróżami w nowe miejsca… Będę tu zaglądać częściej! 🙂
    Pozdrawiam!

    Lubię

  4. Pingback: Iran. Praktyczny przewodnik oraz informacje o kraju | WOJAŻER

  5. Małe sprostowanie dotyczące zakupu biletow na loty krajowe w Iranie.Można to zrobić bez problemu przez internet, ale nie przez stronę Iran Air, lecz przez ich przedstawicielstwo np. w Niemczech. Namiary ogólnie dostępne. Płatność karta lub przelewem. Kupilem w ten sposób lot z Teheranu Mehrabad do Bandar Abbas.

    Lubię

  6. Grzegorz

    spróbuj koniecznie irańskich daktyli 🙂 rewelacja.

    Lubię

  7. Pingback: Lwów. Krótka relacja z miasta, gdzie nie ma wojny | WOJAŻER

  8. Mnostwo Polakow – takich podroznikow z prawdziwego zdarzenia podrozowali do Iranu juz 15 lat temu.
    Dzisiejsi „podroznicy” tak sie tym – nomem omen oklepanym od conajmniej 5 lat – ekscytuja jakby na ksiezyc lecieli.

    Lubię

    • Cześć Agata. Dziękuję za komentarz i oczywiście rozumiem i akceptuję pewną uszczypliwość w nim zawartą. W odpowiedzi chciałbym zacząć od sformułowania, który stosujesz – „podróżników z prawdziwego zdarzenia” (pozwalam sobie dodać polskie znaki). Osobiście uważam, że jedną z cech narodowych Polaków jest tendencja do dzielenia i szufladkowania otaczającej nasz rzeczywistości i otaczających nas ludzi. Bo co masz dokładnie na myśli mówiąc o podróżniku z prawdziwego zdarzenia? Dla mnie takim podróżnikiem był Marco Polo, Kolumb też, odkrywali trochę świata, prawda? Albo Tiziano Terzani, który jeszcze zupełnie niedawno pięknie ten świat opisywał. Podróżnikiem był Kapuściński, który wg Hoomana Majda (wstęp do polskiego wydania Demokracji Ajatollahów) najlepiej ze wszystkich opisał Iran. Tak więc wracając do istoty rzeczy – kim jest dla Ciebie podróżnik z prawdziwego zdarzenia? Jaka jest jego definicja? Z chęcią bym się dowiedział, bo spory na ten temat trwają i trwają i jakoś konkluzji nie widać.

      Podobnie nie mam pojęcia czym są „dzisiejsi podróżnicy”. Nie wiem, ponieważ nie uważam się za podróżnika. A nie uważam się za niego, bo nie wiem jaka jest jego współczesna definicja. Czy jest nim ktoś kto jedzie na zerowym budżecie i pokazuje jaki jest super, bo nic nie wydaje i, że każdy da radę? Czy jest tym dzisiejszym podróżnikiem Martyna Wojciechowska z całym wsparciem medialnej machiny?

      Ja jeżdżę jako Wojażer – ktoś, kto jeździ więcej niż przeciętny człowiek. Nie jadę jako turysta, i nie jadę jako podróżnik. A może jadę jako oba? Nie wiem, bo definicje są płynne.

      Wiem za to dlaczego jadę. Bo zawsze chciałem tam pojechać. A przy tym niezwykle się ekscytuję, bo czy normalne byłoby jakbym się nudził perspektywą swojego wyjazdu?

      Trochę rozmawiałem o Iranie z wieloma osobami w ciągu ostatnich miesięcy i o ile doszliśmy do wniosku, że stał się to kierunek dosyć popularny, chyba nie nazwałbym go oklepanym, szczególnie przed ostatnie 5 lat (bo może w takim razie 10, a może 15?). Jak można nazwać Iran miejscem oklepanym, skoro 99 na 100 osób myśli, że to kraj terrorystów, w którym jest wojna? Jak można mówić o oklepaniu, skoro ludzie mylą Iran z Irakiem?

      Żyjemy w czasach, kiedy wszystko zostało już odkryte i opisane i „prawdziwy podróżnik”, którego przytaczasz, nie ma już czego odkrywać. W tych czasach liczy się subiektywne opisywanie otaczającej nas rzeczywistości. Ludzie w podróżach i relacjach poszukuję osobistych odczuć autora, który w taki, czy inny sposób przybliża im, lub opisuje, otaczającą go rzeczywistość.

      Co do jednego się z Tobą zgadzam. Wielu Polaków jeździ do Iranu. I są to raczej osoby świadome tego, dokąd jadę (bo raczej nie jedzie tam target wybierający na wakację Tunezję), i dobrze, że jeżdżą, bo w powszechnej opinii wielu ludzi (w tym Hoomana Majda), Polacy to naród, który Persję rozumie jak mało kto na globie.

      Pozdrawiam!

      Lubię

    • Agata, tu nie chodzi o to gdzie ktoś już był i czy jest „prawdziwym podróżnikiem”. Każdy inaczej przeżywa swoje podróże – szczególnie te, o których marzył od dawna. Ciężko mi więc zrozumieć, co jest właściwie złego w ekscytacji wyjazdem? Może mnie oświecisz? 🙂

      Lubię

      • Najwidoczniej zła jest jakakolwiek ekscytacja. „Prawdziwy podróżnik” przeżył bowiem już wszystko, więc nie przeżywa ekscytacji, tylko smętnie podchodzi do nowych wyjazdów… 😉

        Lubię

  9. W końcu nie pamiętam, czy Cię pytałam Cię ostatnio (live), czy znasz komiksy „Persepolis” Marjen Satrapi (wyszły też po polsku). Ja jestem nimi zachwycona. 🙂

    Lubię

  10. Pingback: Lecisz z Ukrainy? Przecież tam jest wojna! | WOJAŻER

  11. To zabawne a może w sumie i trochę smutne zarazem, że przeciętna osoba ma zakłamany obraz tego jak wygląda współczesne społeczeństwo Iranu.

    Liked by 1 osoba

    • Widzisz, problem w tym, że przeciętna osoba ma zakłamany obraz o większości społeczeństw różnych krajów 😉 Teraz, dla przykładu, większość ludzi jak słyszy „Ukraina”, to myśli „wojna”. Jak słyszą, że lecę ze Lwowa, to drżą z przerażenia!

      Lubię

  12. Świetny post. Wybieram się do Iranu jesienią. Miałam już jechać w ubiegłym roku, ale musiałam odwołać podróż w ostatniej chwili….nie mogę się już doczekać.

    Lubię

  13. Sama bardzo chciałabympojechać do Iranu. Ale jak sam piszesz to kraj dość skomplikowany politycznie, a z narzeczonym Amerykaninem nie staje się łątwiejszy do podrózy i dostania wizy. Zatem na razie będę śledziła Twoją wyprawę 🙂

    Lubię

  14. Zastanawiam sie czasem ilu ludzi by podrozowalo gdyby nie bylo Expedii, Booking albo TripAdvisor… Niewiarygodne, jak uzalezniaja tego typu portale. Nawet nie chodzi o to, ze ludzi ida na latwizne, ale jesli np prodrozujesz z dziecmi i na krotko, to brak mozliwosci zorganizowania pewnych rzeczy znacznie utrudnia podroz – zapewne wielu tez by zniechecil…

    Lubię

  15. wiola.starczewska

    No niezłe przygotowany jedziesz, no, no. Kiedyś oglądałam taki film, wydaje mi sie że to było o tej rewolucji w Iranie w latach 70 ale nie jestem pewna. To taka kreskówka, opowiadana z perspektywy małej dziewczynki o tym jak nie nosiły chust, a potem trzeba było nosić chusty, były prześladowania. Dziewczyna potem wyjechała do Francji. Ale kurde tytułu nie pamietam…

    Lubię

  16. Hej,

    Bardzo fajny blog. Masz od nas jeden punkcik w konkursie Blog Roku:)
    Zapraszamy również do subskrybowania naszego bloga w celu pozostania stale w kontakcie!

    Pozdrawiamy,
    Republika Podróży

    Lubię

  17. Karolina

    Mogłabym się tutaj rozpisać i dodać od siebie, co mnie w Iranie fascynuje od dawna, ale chyba nie trzeba wiele dodawać do tego, co już napisałeś. Niezwykle Ci zazdroszczę i mam nadzieję, że a) napiszesz dużo ciekawych postów z jeszcze większą ilością zdjęć i b) uda mi się także kiedyś do Iranu dotrzeć i oby prędzej niż później, bo mnie nosi tam tak, że długo nie wytrzymam 🙂

    Lubię

  18. marcin, zawstydzasz mnie. po pierwsze dlatego że jestem z wykształcenia historykiem, ale organ nieuzywany zanika i moja wiedza o historii jest teraz słabsza niż u licealisty z mat-fizu. dobrze że chociaż szachinszacha przeczytałam. a po drugie Twój stopień przygotowania wygląda tak, jak ja zawsze sobie obiecuję że się przygotuję. i szacun, bo musi Ci to zajmowac naprawdę dużo czasu. powodzenia w blogu roku 🙂

    Lubię

    • Wcale nie było to moją intencją! 🙂 Co do przygotować, Magdalena mówi o mnie, że mam drugi etat. Jak nie pracuję, to i tak pracuję – siedzę, czytam, piszę, czytam, notuję, planuję, rozpisuję. Ale póki sprawia mi to przyjemność, to jest dobrze! Kluczową rzeczą przed wyjazdem jest czytanie, czytam na potęgę, czuję się przez to bardziej komfortowo. Także życzę powodzenia! 🙂

      Lubię

  19. yallahnatalia

    Dobrym tekstem zacząłeś przygodę z Iranem, więc spodziewam się, że czeka mnie dobry czas przy Twoich relacjach! Swoją drogą, właśnie Iran mi się marzył na ten czas, gdy wybrałam Emiraty i Oman, szybka i spontaniczna decyzja, Iran zatem trochę później:)

    Lubię

  20. Anonim

    Właśnie dziś odkryłam Twój blog poprzez ten wpis, w dniu, kiedy się dowiedziałam, że od jutra będziemy przez jakieś 10 dni gościć Irańczyka 🙂 W zeszłym roku gościliśmy Hindusów, którzy trafili do nas ok. 3 tyg. po tym, jak byli w Iranie, i rozwodzili się nad gościnnością tamtejszych ludzi i pięknem kraju, więc nie mogę się doczekać naszego gościa. A Tobie zazdroszczę i będę od dziś śledzić 🙂

    Lubię

    • Super, bardzo się cieszę! 🙂 To prawda, wszyscy mówią bardzo, ale to bardzo dobrze o Irańczykach. Zatem zapraszam do relacji, które zaczną się za jakieś trzy tygodnie.

      Lubię

  21. No, to pozostaje tylko czekać na wrażenia! Muszę przyznać (nie bez zawstydzenia), że o Iranie wiem dosyć mało, zresztą jak chyba większość (więc sięgnę pewnie po polecaną książkę). Także tego, czekam 😀

    Lubię

  22. Wow! Bardzo ciekawy post. My tez wybieramy sie do Iranu i chyba bedziemy probowac wize zalatwiac w Trabzonie. Na razie same pozytywy slyszelismy o tym konsulacie ale z racji tej ze mamy dosc dluga liste wiz mozliwe ze jednak skusimy sie na agencje! Powodzenia i czekamy na relacje.

    Lubię

  23. Tomasz

    Świetna sprawa! Rzeczywiście Iran ma opinię jakiegoś centrum zła, podczas gdy to normalny, bardzo fajny kraj. Szczególnie ludzie są rewelacyjni! Udanego!

    Lubię

  24. czekam z niecierpliwością na relację! Iran to jeden z tych krajów, do którego chcę się wybrać jak najszybciej, tyle, że mam pewne obawy czy to na pewno najlepsze miejsce, by jechać solo 🙂 owocnej wyprawy!

    Lubię

    • Myślę, że wiele osób, w tym kobiet, podróżowało tam solo, więc i Ty dasz radę! Coś mi się o uszy obiło, że ponoć samotnie podróżującym kobietom utrudniają otrzymanie wizy, ale równie dobrze mogę to być jedynie legendy. Pozdrawiam!

      Lubię

  25. Bardzo się cieszę, że właśnie Ty pojedziesz do Iranu i potem przeczytam na Twoim blogu relację z tej wyprawy 🙂 Na pewno nie będzie to taka zwyczajna relacja, bo znając Twoje teksty będzie po prostu lepsza :). Kiedy tam jedziesz i czy przy okazji inne kraje też zobaczycie?

    Lubię

    • Dziękuję, bardzo miło mi to słyszeć! Wyjeżdżamy już za lekko ponad 3 tygodnie, ale nie, nie robimy innych krajów, choć chciałem bardzo pojechać do afgańskiego Heratu. Inne kraje dopiero po Iranie – w czerwcu, wrześniu i listopadzie!

      Lubię

      • Mimo wszystko będę zaglądać w oczekiwaniu na zdjęcia, opisy i wrażenia. Która pora roku jest najlepsza na ten kraj? żeby nie było zbyt ciepło, bo gdzieś czytałąm że wtedy tam w ciągu dnia się nie wychodzi, dopiero wieczorami jak jest odrobinę chłodniej.

        Lubię

  26. jaaak ja czekam na ten Twój Iran! I aż westchnęłam, bo parę lat temu dostałam się na arabistykę i miałam się uczyć tego pięknego języka (idealnego dla mnie, bo jestem leworęczna ;)) i zrezygnowałam.. 🙂

    Lubię

  27. Bliski Wschód jest mi stosunkowo bliski w związku z moimi zainteresowaniami naukowymi i nie tylko. Fajnie, że tam jedziesz. Będziesz mógł na własne oczy zobaczyć jak tam jest, poznać w jakiejś części kulturę. Czytałem „Wizę do Iranu” – mam podobne odczucia. No wszystko fajnie, ale momentami przynudza i po prostu jakoś to nie to. Ale przeczytać było warto. Na koniec, wkurza mnie trochę stereotypowe podejście do świata islamu, ale cóż… . 🙂

    Lubię

    • Stereotypowe podejście do islamu, owszem, jest totalnie powszechne. Podobnie jak to robiłem ostatnio z Teneryfą, jadąc do Iranu chcę się rozprawić ze stereotypami. Wiesz, podróżnicy i ludzie piszący / blogujący o podróżach, wiedzą co to Iran i że jest to kraj fajny i przyjazny. Ale większość ludzi niestety opiera się na prostej kalkulacji: Iran = Terroryzm.

      Lubię

  28. Zazdroszczę tego Iranu okrutnie. Będę z niecierpliwością czekać na relację z podróży. Powodzenia

    Lubię

  29. Widzę identyczny dobór lektur! Orzecha książka była momentami spoko, ale na większości przysypiałam niestety. Za to „Ajatollah śmie wątpić” mistrzostwo! a przypadkiem w ręce mi wpadła 🙂
    już się cieszę na Twoje irańskie wojaże i wpisy!

    Lubię

    • Jakby na polskim rynku wydawniczym było sporo publikacji o Iranie to mógłby się ten dobór różnić, ale jak wiadomo, dużo nie ma. Wygląda na to, że to jednak dobry zestaw na początek. Muszę jeszcze zamówić „Demokrację Ajatollahów” Hoomana Majda. Pewnie równie dobrze napisana!

      Przyznaję… nie mogę się doczekać! 🙂

      Lubię

      • o to jak znajdziesz to od Ciebie kiedyś pożyczę! a przy okazji, sporo fajnych książek, m.in. „Ajatollah śmie wątpić” w Cieszynie kupiłam – całkiem cudowną księgarnię Krytyki Politycznej na granicy mają!

        Liked by 1 osoba

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s