Różne

Podsumowanie 2014 roku. Czas niesamowitości

Końcówka roku to już nic innego jak czas na wspomnienia. Podobnie jak w ostatnich latach wracam na chwilę do podróżniczych momentów mijającego, 2014 roku. Obrazy zmieniają się jak za oknem pędzącego pociągu, dźwięki jakoś tam jeszcze brzmią gdzieś w głębi ucha, a smaki zjedzonych potraw pozostają już tylko ledwo odczuwalnym wspomnieniem. Nie nudziłem się, zgrzeszyłbym, gdybym tak powiedział. Ten rok nauczył mnie wiele, nie tylko w kwestii organizowania wyjazdów, ale także w sprawach relacji międzyludzkich. Chyba w końcu doszedłem do tego momentu, gdy oprócz uzależniającego wyjeżdżania, taką samą radość czerpię z bycia u siebie, w Krakowie, wśród swoich bliskich i znajomych. Nauczyłem się radości z powrotów w takim samym stopniu jak radości z wyjazdów.

Poza krajem spędziliśmy w tym roku 59 dni, tym samym zaliczając trzeci rok z rzędu, w którym dwa miesiące byliśmy w podróży. Odwiedziliśmy 10 krajów i odbyliśmy 30 lotów. W skrócie wyglądałoby to tak:

**Styczeń – Luty: Singapur – Malezja – Kambodża – Tajlandia**

W styczniu nadal nie było zimy. Gdy opuszczaliśmy Polskę w połowie miesiąca, żegnała nas całkiem przyjemna temperatura i nawet odrobina nieśmiałego słońca. Jeszcze przyjemniejsza temperatura przywitała nas w Singapurze, gdzie rozpoczynaliśmy podróżniczy nowy rok. To był przyjemny lot na pokładzie największego pasażerskiego samolotu świata – Airbusa A380, który zabrał nas z Monachium do Azji, do miejsca, które z Azją znaną mi do tej pory, niewiele miało wspólnego. Kraina wieżowców i zakazów, porządku i harmonii, a także ogromnego bogactwa – tak zapamiętałem to niewielkie miasto-państwo.

Po krótkiej chwili ruszyliśmy dalej. Wylądowaliśmy w stolicy Malezji – Kuala Lumpur, miejscu z goła innym niż Singapur. Ta metropolia dąży do nowoczesności, czego najlepszym przykładem są bliźniacze wieże Petronas. Jednak od razu wiadomo, że w tym miejscu Azję czuć bardziej niż w poprzednim miejscu. Jest więc chaos i hałas, zgiełk i brud, są kontrasty – bieda i bogactwo. Mimo wszystko, będąc po podróżach do Chin i Indii, Kuala Lumpur zdaje się być dobrym miejscem do rozpoczęcia podróży po Azji przez osoby, które nie były tu wcześniej. Bo Malezja to Azja w wersji light. Bardzo szybko zakochiwałem się w tym muzułmańskim kraju. Po kolei odnajdywałem tam ulubione elementy z kultur chińskiej i indyjskiej, jednak pozbawione tego podstawowego problemu wspomnianych państw – przeludnienia. Kto spędził trochę czasu na ulicach Pekinu, Szanghaju, czy New Delhi, wie o co mi chodzi. Tak też zyskiwała moją sympatię ta spokojna Malezja ze swoimi wręcz europejskimi (jak na Azję) porządkami, zorganizowaniem, czy infrastrukturą. Opuszczaliśmy Kuala Lumpur niezwykle ciekawi tego, co będzie dalej. I z każdym dniem odkrywaliśmy różnorodność. Najpierw traciliśmy hektolitry płynów w gąszczach puszczy Taman Negara, by dwa dni później marznąć przy 24 stopniach Celsjusza na szczytach gór Cameron, gdzie wybraliśmy się w poszukiwaniu smaku malezyjskiej herbaty. Im dalej przesuwaliśmy się na północ, tym ciekawsza robiła się mieszanka narodowościowa, którą napotykaliśmy po drodze. Coraz więcej było Chińczyków, co od razu wprawiało mnie w dobry nastrój z racji znajomości podstaw języka. I tak dotarliśmy w końcu do mojego małego raju w Malezji – na wyspę Penang. Zostawiłem tam kawałek swojego serca. Nie tylko stara część Georgetown, niedalekie plaże (raczej kamieniste), czy totalna mieszanka kulturowa, robią wrażenie na przyjezdnych. Największym magnesem okazuje się kuchnia. A ta na Penangu miażdży. Czy zjesz u Hindusa, czy Malaja, czy też może i Chińczyka, zawsze masz gwarancję, że będzie dobrze. I było, nawet więcej niż dobrze. Z Georgetown wyjechaliśmy z pełnymi żołądkami. Po całonocnej podróży na południe dotarliśmy w końcu na lotnisko w Kuala Lumpur, by wyruszyć w dalszą podróż.

Tym razem naszym celem było jedno miejsce w kraju, którego nazwa zawiera pewien magiczny ładunek. Polecieliśmy do Kambodży, do Siem Reap, a dokładniej rzecz ujmując do Angor Wat, jednego z najwspanialszych kompleksów świątynnych świata. Kambodża z jednej strony zachwyciła nas swoim czarem, z drugiej przeraziła ilością turystów zadeptujących tak Siem Reap, jak i wspomniany Angor. Rozśmieszało nas to, że za praktycznie wszystko można, a właściwie należy, płacić dolarami. Warto było zabrać ze sobą plik jednodolarówek, bowiem za jednego dolara dostaniesz tam praktycznie wszystko – riksza, papierosy, jedzenie, picie, piwo, masaż stóp! Kraina jednego dolara! Także w Kambodży nasi znajomi, którzy wybrali się z nami w podróż do Azji, odkryli ten kontynent takim, jakim go sobie mieszkaniec Zachodu wyobraża, z lekką dozą chaosu i kurzu i niestety także biedą, której w tym doświadczonym przez historię kraju absolutnie nie brakuje.

Kolejnym i prawie ostatnim przystankiem była Tajlandia. Miejsce, do którego zjeżdżają tłumy. Nie tylko po to, by ją zobaczyć, czy wypocząć na tak zwanych rajskich plażach, ale także po to, by tam zamieszkać. Pomimo zawirowań politycznych ostatnich lat, nadal jest to miejsce, w którym osiedlenie się należy do rzeczy raczej łatwych. Nikt z nas nie miał w planach osiadania tam, na dłużej, jednak trochę czasu postanowiliśmy tej krainie poświęcić. Najpierw Bangkok. Trochę nie łapałem o co chodzi z tym zachwytem ludzi, którzy stamtąd wracali, ale gdy już tam dotarłem, wszystko stało się bardziej klarowne. Bo i owszem, w Bangkoku można się zakochać. Zachwyceni stolicą skierowaliśmy się na południe. Wprawdzie rajskich plaż tam nie znalazłem, ale i tak było cudownie. Nie zrozumcie mnie źle – plaże mają ładne, ale po pobycie na Mauritiusie trudno jakiejkolwiek plażowej destynacji pobić to, co tam widziałem. Ta końcówka naszego pobytu spędzona w Ao Nang była czasem relaksu, pełnią lata w środku naszej europejskiej zimy.

O tych miejscach pisałem w następujących historiach opublikowanych na blogu:

**Marzec – Kwiecień:  3 Żywioły**

W marcu, po zimie, której nie widziałem, bo dwutygodniowy śnieżny epizod przytrafił się akurat, gdy byliśmy w Azji, nastała wiosna. W pierwsze dni kalendarzowej wiosny do Krakowa pozjeżdżało się wielu podróżników ze stron bliższych i dalszych. Kolejna edycja festiwalu podróżniczego 3 Żywioły zgromadziła w krakowskim kinie Kijów rzesze ludzi. Było ciekawie, choć najbardziej w pamięć wbiły mi się dwie historie, które sprawiły, że cała reszta zaszufladkowała się gdzieś w otchłaniach mojej niepamięci. Najpierw wspomnę o Meg Szumskiej, która śladami rodzinnej historii wybrała się na Syberię. Opowiadać całości Wam nie będę, możecie ją przeczytać w wydanej niedawno książce – Zielona Sukienka. Druga historia, która bawi mnie do tej pory, to film z wyprawy grupy Czechów, która przemierzyła Afrykę… trabantami! Uwierzcie mi, Czechów nie da się nie kochać. A w tej historii są po prostu mistrzowscy!

O kwietniu nie ma co opowiadać. Każdy musi mieć czas dla rodziny, przyjaciół i najbliższych, także ja. I tak minął ten kolejny piękny i wiosenny miesiąc.

**Maj: Łotwa i Arktyka**

Lodowiec Esmark
Lodowiec Esmark

Przyszedł maj, pora roku, która w Polsce potrafi zachwycać. Jak co roku, przyszedł czas na przedłużony weekend. Co znamienne, bilety lotnicze na długi weekend tego roku kupiłem na komórce siedząc w górach u znajomych równo rok wcześniej. Padło na Rygę, stolicę Łotwy. Na chwilę przed wylotem okazało się, że Europę ogarnął jakiś zimny front. Gdy dotarliśmy na miejsce temperatura nie przekraczała 14 stopni przez cały okres naszego pobytu. Postaraliśmy się jednak o to, by pięć dni spędzonych na niedalekiej północy minęło nam miło i ciekawie.

Zaledwie 3 tygodnie później, gdy do Europy, w tym do Polski, dotarły pierwsze fale afrykańskich upałów, Wesołowscy spakowani w ciepłe ubrania i zapas jedzenia, wyruszyli na ostatni tydzień tego miesiąca na naprawdę daleką północ. W poszukiwaniu zimy, za którą chyba trochę się nam stęskniło, wybraliśmy się do Arktyki. Norweski Svalbard to najbardziej na północ zamieszkały region świata. Gdy wylądowaliśmy w Longyearbyen, nieformalnej stolicy Svalbardu, przywitała nas przyjemna temperatura, słupek rtęci wskazywał jedynie -5 stopni. Wokół wciąż zalegał śnieg a miejsce to bardzo szybko trafiło na top listę naszych podróżniczych podbojów. Dzień trwający całą dobę i słońce świecące od rana do rana potęgowały tylko poczucie absolutnej inności tej krainy.

O tych miejscach pisałem w następujących historiach opublikowanych na blogu:

**Czerwiec – Lipec: krakowskie lato**

Hej, to nie może być tak, że jesteśmy w podróży cały czas. Czasami trzeba odpocząć, ba, nawet chce się odpocząć i po prostu posiedzieć na czterech literach. Czerwiec był przełomowy. Po wielu latach w ścisłym centrum grodu Kraka, odbyliśmy podróż pod tytułem „przeprowadzka” do jednej z najbardziej uroczych dzielnic Krakowa – na Salwator. Zaraz po tym nasza „rodzina” powiększyła się o małe stworzonko – Harvey, uroczy buldog francuski, stał się częścią nas na dobre i w znacznej mierze przyczynił się do zmiany naszych nawyków.  Teraz, kupując tanie bilety lotnicze, do ceny owych biletów musimy doliczać koszty opieki nad naszym małym futrzakiem. Za to powroty są teraz o wiele bardziej łatwiejsze i przyjemniejsze!

**Sierpień: Gdańsk i Szwecja, czyli znów na północ**

Północ i południe – dwa kierunki zdecydowanie dominujące w tym roku. Po odwiedzinach w Rydze i na Arktyce, przyszedł czas na kolejną wyprawę na północ. Sentymentalny weekend w Trójmieście połączony z rejsem oraz dniem w Szwecji, okazały się świetnym sposobem na spędzenie długiego, sierpniowego weekendu. Jeszcze lepszym pomysłem było kupienie biletów Ryanair’a już w lutym na nowo otwarte połączenie Kraków – Gdańsk. Dzięki temu można było nareszcie dokonać nieprawdopodobnego – znaleźć się na naszym ukochanym Pomorzu w przeciągu godziny, nie zaś po 10-13 godzinach jazdy.

Długi weekend zaliczam do wyśmienitych. Po raz pierwszy spaliśmy w Gdyni zamiast w Gdańsku. Po raz pierwszy olaliśmy Sopot, i po raz pierwszy mieliśmy okazję odwiedzić Jarmark św. Dominika. Po raz pierwszy także płynęliśmy wielkim statkiem przez wielkie morze i zrozumieliśmy co to znaczy wielki sztorm. I na koniec – po raz pierwszy zawitaliśmy do Szwecji, do państwa, gdzie mieliśmy już kilka biletów, których nigdy nie wykorzystaliśmy. Karlskrona to urocze miejsce, spokojne, nudne na swój sposób, a zarazem interesujące.

O tych wypadach pisałem w następujących postach:

**Wrzesień – Październik: Stany Zjednoczone**

Czwarty raz w Stanach okazał się przełomowy. Tak samo jak podczas poprzednich trzech wizyt, odwiedziliśmy Nowy Jork. Pojechaliśmy także z Magdaleną oraz z mamą na weekend do Waszyngtonu. W pierwszym miejscu nastąpił krach. Okazało się, że Nowy Jork, stolica świata, może się znudzić. Tym razem niestety nie poczułem ekscytacji, fascynacji, ani radości, która towarzyszyła mi podczas ostatnich wizyt. Było za to zmęczenie tłumem i pędem, brudem i hałasem. Wszystko to, czego nie mogłem się spodziewać po wizycie w tak, wydawałoby się, pasjonującym mieście.

Waszyngton był na szczęście o wiele spokojniejszy i uratował nasz wyjazdowy weekend. Jednak nie mogę powiedzieć, że wrócę tam po raz trzeci. Dwa razy w zupełności wystarczą. Wydaje mi się, że przy okazji następnych wizyt w USA, obierzemy zupełnie nowe kierunki. Być może czas na naturę, na wielkie amerykańskie przestrzenie, na inne miasta, być może na zachodnim wybrzeżu.

Na szczęście reszta pobytu w Stanach minęła nam rodzinnie, a przy tym niezwykle przyjemnie. Długie rozmowy, wiele żartów i śmiechu, oraz wypad na ryby z teściem wspominać będę jeszcze długo. Bo USA to dla nas przede wszystkim destynacja rodzinna. Niczym wypad PKS-em do Lublina.

Jest jeszcze jeden aspekt latania do Stanów: zakupy! Przez ostatnie lata rozpuściłem i rozwinąłem wśród swoich znajomych mit o tym, jak tanio jest robić zakupy w USA. Było tanio. Nie znaczy, że nagle zrobiło się drogo, ale z pewnością coś się podziało. Być może ma to związek z tym, że nie przyjechaliśmy w czasie wielkich przecen, ale dało się wyczuć to, że ceny chyba odrobinę idą w górę. Nadal uważam, że w Stanach warto robić zakupy, z tą tylko różnicą, że trzeba robić to bardziej świadomie, tzn. skupiać się na rzeczach, które w Polsce naprawdę są dużo droższe.

O Stanach pisałem w następujących historiach na blogu:

**Listopad: Włochy, Włochy i jeszcze raz Włochy**

Nie mogło się w także obejść bez Włoch, bo to przecież już tradycja, że przynajmniej raz w roku lecimy do naszego ulubionego europejskiego kraju. Tym razem udało się polecieć razy dwa. Na weekend Wszystkich Świętych wybraliśmy się na 24 godziny do Bergamo, zaś dwa tygodnie później, także na 24 godziny, do Florencji. Pierwszy wypad do miejsca, w którym już wcześniej byliśmy, to pełen luz i wciąż piękna, ciepła, jesienna pogoda. Kilkanaście dni później pogoda we Florencji już nas tak nie rozpieszczała, jednak bardzo szybko stwierdziliśmy, że to miejsce jest genialne, i musimy do niego jeszcze kiedyś wrócić.

O Włoszech pisałem w następujących postach:

**Grudzień: Malta – piękna wyspa na krańcu Europy**

Chyba największym zaskoczeniem roku okazała się Malta, miejsce, w którym postanowiliśmy świętować naszą drugą rocznicę ślubu. Nie miałem wielkich oczekiwań, miało to być po prostu kolejne miejsce, do którego docieramy. A tu proszę, jakie wielkie zaskoczenie. Od pierwszych chwil na miejscu czuliśmy, że jest to miejsce, do którego warto było przyjechać. Ogromne nagromadzenie starej architektury, śródziemnomorski klimat i wbrew obiegowej opinii, naprawdę dobre jedzenie, sprawiły, że zakończenie roku podróżniczego zaliczamy do bardzo udanych.

I Malcie pisałem w następujących postach:

Gdy spoglądam za siebie, po raz kolejny dociera do mnie, jak czas niesamowicie pędzi, jak wszystkie te momenty są ulotne, i jak ważne jest, by pisać o nich, aby to, co najpiękniejsze, na zawsze pozostało w naszej pamięci. To był piękny rok!

A Wam jak minął rok 2014? 

46 comments on “Podsumowanie 2014 roku. Czas niesamowitości

  1. Robi wrażenie! Mega rożnorodność w jednym roku, super sprawa 🙂 I świetny blog, dodaję do zakładek 🙂
    Ja juz nie mogę się doczekać kiedy sama będę mogła napisać podróżnicze podsumowanie roku (tylko w ubiegłym odwiedziłam 17 krajów), ale mój blog dopiero raczkuje, więc poczekam z takimi rewelacjami, tymczasem zapraszam: http://www.aywander.wordpress.com

    BTW Na tego bloga trafiłam poprzez wpis o najprzystojniejszych podróżujących mężczyznach ;p

    Lubię

  2. Pingback: FILM: Jedna Sekunda z każdego dnia 2014 roku | WOJAŻER

  3. Widzę, że 2014 rok był pełen fantastycznych podróży.
    Życzę, aby 2015 był równie fajny albo jeszcze fajniejszy.

    Liked by 1 osoba

  4. Widzę, że 2014 rok był pełen fantastycznych podróży. Życzę, aby 2015 był równie fajny albo jeszcze fajniejszy.

    Lubię

  5. No niech Nowy 2015 będzie jeszcze lepszy !!!
    Wszystkiego dobrego!!!

    Lubię

  6. No nieźle. Tak bardzo efektywnie przez duże E. Aczkolwiek doskonale to rozumiem. Jakąś chyba bratnią dusząś imienniku 😉

    Liked by 1 osoba

  7. a mnie ta Twoja arktyka tak drąży i drąży. ciepłe miesiące już mamy w miąrę poplanowane, ale zobaczymy co się urodzi, a moze i nam się uda zjeść arktyczne tapas w wesołym autobusie! póki wiemy, że wracamy na islandię, z namiotem. Ty też lecisz, dobrze pamiętam?

    Lubię

    • Dobrze pamiętasz! 🙂 Kiedy lecicie? My we wrześniu. Ale do września jeszcze bardzo daleko i po drodze bardzo dużo innych miejsc, więc jakoś jeszcze nie jestem na etapie mega planowania Islandii, choć czekam na nią z lekką niecierpliwością 🙂

      Lubię

  8. Wow! Na dniach moje zestawienie roku 😀

    Liked by 1 osoba

  9. Imponujący zestaw! Ilość podróży dla mnie starczyłaby na kilka lat 😉 Ale chociaż mam o czym u Ciebie czytać. Trzymam więc kciuki, by kolejny rok też obfitował w podróże.

    P.S. Ja w tym roku 20 dni w podróży w trzy miejsca 😉

    Lubię

  10. Super podsumowanie. Widać, że miałeś (a w sumie to mieliście) naprawdę udany rok. Ja postanowiłam tego roku nie podsumowywać, bo jego przełom będę spędzać w podróży i jak dla mnie jest to najlepsza forma podsumowania jaka może być. A że następny rok będzie dla mnie czasem ogromnych zmian oraz realizowania pewnego marzenia z dzieciństwa, to wtedy będę miała o czym pisać pod jego koniec 😉

    Lubię

  11. Jestem pod ogromnym wrażeniem i czuję że powinnam się schować bo byłam tylko w Kanadzie. Ale zwalę na wiek 🙂 pozdrawiam!

    Lubię

  12. Sporo tego. Interesująco i imponująco. Mnie obecny rok pod względem podróży źle nie minął. Nie narzekam. Jednak minął mi ten rok b. szybko. Chciałbym, żeby 2015 nie był gorszy pod względem wojaży 🙂

    Lubię

    • Zgadzam się z tym, że czas mija zdecydowanie za szybko! Mi się wydaje, że w Indochinach byłem niedawno, a to przecież 11 miesięcy temu było! 😉

      Życzę w takim razie równie wspaniałego roku 2015! 🙂

      Lubię

  13. Widzę, że działo się! Ja nigdy nie robiłam takich podsumowań, ale przyznaję, że ten rok był dla mnie rokiem spełniania marzeń. Spełniłam aż 6 ze swojej listy (a plan był minimum jedno rocznie, więc wyrobiłam sześciolatkę 🙂 ) – znalazłam bursztyn na polskiej plaży, pojechałam do Wenecji w czasie karnawału, zanurzyłam stopę w Morzu Martwym, pospacerowałam po Wiedniu, odwiedziłam Gruzję i zobaczyłam dwie z Wysp Kanaryjskich. Z innych ciekawostek – ukazał się przewodnik po Kenii mojego autorstwa, pojechałam tam po raz kolejny, nie zostałam wpuszczona do Izraela i po jakichś dziesięciu latach znowu odwiedziłam Ateny. Tak, to był zdecydowanie bardzo dobry rok 🙂

    Lubię

    • Ewa, wow, muszę przyznać, robi wrażenie! Szczególnie wydanie przewodnika, gratuluję! Wszystkie inne rzeczy, które udało Ci się zrobić, także wspaniałe, super widzieć, jak ludzie spełniają marzenia! A powiedz mi, z ciekawości zapytam, gdyż wybieram się do Izraela w czerwcu (3 msce po wizycie w Iranie) – dlaczego Cię nie wpuścili?! Oraz, co może się także mi przydać, co się robi, gdy następuje odmowa wjazdu? Bo rozumiem, że nie czekałaś na lotnisku przez kilka/kilkanaście dni do lotu powrotnego 😉 trzeba sobie kupić bilet i na własny koszt wrócić? Pozdrawiam!

      Lubię

    • Doczytałem u Ciebie na blogu! 🙂 ale nadal zastanawiam się, co się robi, jak Cię cofają na lotnisku 😉

      Lubię

  14. W ubiegłym roku byliśmy w takim razie dwa razy na tych samych kontynentach co Ty 🙂 Styczeń i luty spędziliśmy w Laosie i Kambodży, a wrzesień w Kanadzie 🙂

    Fajne podsumowanie roku 🙂 A jakie masz plany na 2015?

    Lubię

    • Laos i Kanada – pięknie, też bym odwiedził! Co do 2015 roku, za 3 tygodnie zaczynam delikatnie, od tygodnia na Teneryfie (tradycyjna styczniowa ucieczka), potem w marcu Iran, w czerwcu Izrael, we wrześniu Islandia, zaś w listopadzie, z okazji nadchodzących okrągłych urodzin, Toskania na trochę dłużej 🙂

      Lubię

  15. Super! U mnie co prawda było mniej krajów, ale w sumie aż 4, w których wcześniej nie byłam. 🙂 Mimo to ten rok był u mnie mega udany i chociaż druga połowa była mniej ekscytująca od tej pierwszej, to jestem baaaardzo szczęśliwa. I mam nadzieję, że 2015 będzie jeszcze lepszy. 🙂

    Lubię

  16. Wow! Jedyne co mogę napisac to ZAZDROSZCZĘ! Ja z moimi 21-dniami urlopu moge co najwyżej pomarzyć o tak długim czasie spędzonym poza Polską…

    Lubię

  17. Rzeczywiście piękny rok 🙂 Oby 2015 był jeszcze piękniejszy!
    U nas też intensywnie podróżniczo było. Niedługo zrobię podsumowanie 🙂

    Lubię

  18. Maj! Jeden miesiąc i moje dwa marzenia podróżnicze (powrót do Rygi i Svalbard)! To musiał być niesamowicie wspaniały rok, życzę kolejnego równie (a może nawet bardziej, chociaż nie wiem, czy się da :)) pasjonującego!

    Lubię

    • Tak, maj był po prostu szalony 😉 Wiem, że powtarzam to non stop, ale Svalbard mocno wbija się w człowieka. Ponoć zaraża jakąś dziwną chorobą, bo nie da się o nim zapomnieć i ciągle myśli się o tym, kiedy tam wrócić.
      Owszem, to był niesamowity rok, totalnie wspaniały, ale chyba najbardziej szalonym rokiem była końcówka 2011 i cały 2012 – Chiny, Belgia, Indie, Turcja, ślub w Afryce, ech, wtedy to dopiero nie ogarniałem rzeczywistości 😉 Zresztą, nie ma co porównywać, każdy rok ma w sobie coś innego, myślę, że także 2015 przyniesie wiele zaskakujących momentów!
      Pozdrawiam!

      Lubię

      • no tak, z pewnością ślub w Afryce musi być szczególnym przeżyciem 😉 cała Północ chyba tak zaraża, nawet ta zdecydowanie bliższa, Islandia – którą widziałam w Waszych planach – jest kosmiczna, ale nawet bardziej północna część płw Skandynawskiego – ja pod wpływem podróży tamże zaczęłam się uczyć fińskiego, to chyba najlepszy dowód, że jest jak narkotyk 😀

        Lubię

  19. Aż strach myśleć, co na 2015 rok zaplanowane, lub w sferze marzeń:-D
    Cóż, wygrywasz ze mną, który poza Berlinem, Budapesztem, Słowenią i Paryżem więcej nie widział w tym roku zagranicą 😛

    Lubię

    • A ja bym w ogóle nie myślał w kwestiach kto co wygrywa, bo przecież nie o to w naszym świecie podróżniczym chodzi, prawda? 🙂 Ja nadrabiam 23 lata życia, kiedy w ogóle nie podróżowałem, tak się składa, że nie mogę bez tego teraz żyć i życie podporządkowuję podróżom. Czasami po prostu łapię zadyszkę, bo podróżowanie, organizowanie tego i potem pisanie o tym, to jak drugi etat. Przed zbliżającym się 2015 rokiem nie wiem do czego ręce włożyć, czasami nie ogarniam, ale w sumie, przecież lubię to! 🙂

      Widzisz, jak już wspominasz swoje miejsca, to powiem Ci tak – w Budapeszcie byłem jedynie 8 godzin, Słowenii nigdy nie widziałem, i uwaga, Paryża też 🙂 Ten ostatni chodzi za mną, ale zawsze coś ważniejszego wypada!

      O tym, co już zaplanowane na 2015 rok opowiem w pewnej krótkiej historii już na początku roku! 🙂

      Lubię

      • Wiadomo, z przękąsem nawiązałem do tego, kto wygrywa, a kto nie. Czasem człowiekowi przeleci przez chwilę myśl w głowie, że ten więcej zjeździł, a ten mniej, a ile ja sam spędziłem czasu w ciągu roku na zobaczenie fajnych miejsc 🙂 Dla mnie ten rok był wyjątkowo podróżniczy i przełomowy, dzięki czemu sam rzuciłem się w odmęty dzielenia się tym na forum publicznym. Co podobnie jak Ty, traktuje jak drugi etat, po studiach. Z niecierpliwością czekam na Twoje ujawnienie planów. 🙂

        Lubię

  20. Świetne podsumowanie! Nic tylko pozazdrościć tych 59 dni w podróży 🙂

    Lubię

  21. yallanatalia

    Imponujące te wyprawy! Ze względów historycznych bardzo ciągnie mnie do Kambodży, natomiast wiem już, gdzie będę szukała informacji o Arktyce, gdzie to też się wybieram!

    Lubię

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s