Azja Singapur

Singapur. Azja idealna?

Singa pura – z sanskrytu „miasto lwa”, pasjonujące miejsce na ziemi. Dla mnie ciągle powracające wspomnienie kaczki po pekińsku i dźwięk dwóch słów na końcu komunikatów w metrze – „Happy, Happy”

widok na Singapore Skyline z szczytu hotelu Marina Bay Sands
widok na Singapore Skyline z szczytu hotelu Marina Bay Sands

Tak się złożyło, że to najmniejsze azjatyckie państwo-miasto stało się pierwszym i potem ostatnim przystankiem naszej podróży w region Azji Południowo-Wschodniej. Zanim tam dotarliśmy, wiedziałem tylko tyle, że jego mieszkańcy są majętni, a miejsce nie należy do najtańszych na kontynencie. Dopiero z czasem docierało do mnie coraz więcej informacji o tym fascynującym miejscu.

W Singapurze spędziliśmy początek oraz koniec naszej wyprawy. Pół dnia po przylocie, całą dobę następnego dnia, oraz pół dnia po powrocie z Tajlandii. Rzec by można 2 dni. Jedni powiedzą, że zdecydowanie za mało, inni, że zdecydowanie za długo. Jeszcze miesiąc temu uważałem, że 2 dni wystarczą w zupełności. Bo cóż można robić w tym nowoczesnym i drogim mieście? Teraz, po powrocie, wiem, że z chęcią posiedziałbym tam odrobinę dłużej.

Gdy miesiąc temu wsiadaliśmy we Frankfurcie na pokład największego samolotu pasażerskiego świata, Airbusa A380, wiedziałem, że będziemy mieć do czynienia z czymś prestiżowym. Bo przecież te kolosalne maszyny latają tylko do topowych miejsc, w dodatku mających gigantyczne, przystosowane do nich lotniska.

Zanim na dobre przywitało nas na miejscu to gorące powietrze, szliśmy przez kompletnie zmrożone lotnisko Changi i zastanawialiśmy się, czy służby graniczne republiki przetrzepią nas solidnie. Nie, nie przemycaliśmy niczego. Po prostu moja grupa pomagała mi z przewiezienie 4 paczek papierosów. Singapur nie posiada bowiem żadnej minimalnej ilości tytoniu, którego można wwozić na jego terytorium. Jedyne, na co przymyka się oczy to otwarta paczka papierosów z widocznym ich wcześniejszym zużyciem oraz dowodem zakupu w swoim kraju, czyli rachunkiem. Dlatego też każdy członek mojej grupy, wszyscy niepalący, ostro przechodzili z jedną otwartą paczką z rachunkiem wciśniętym do środka. Oprócz restrykcji dotyczących tytoniu, istnieje masa innych zakazów z których słynie to azjatyckie państwo-miasto. Tym zaś, którym choćby przeszło przez myśl wwożenie jakiejkolwiek ilości narkotyków, radziłbym zostać w domu. Za przemyt narkotyków Singapur funduje śmiałkom bezwzględną karę śmierci.

W naszym przypadku nie było żadnych problemów i po chwili gorące powietrze przywitało nas w Azji, w szczycie lata, a dla nas zimy.

Wybierając Singapur jako pierwszy przystanek naszej podróży, wiedziałem, że będzie to Azja kompletnie inna od tej, którą znałem do tej pory. Być może to dobrze – pomyślalem, Ci, którzy na tym kontynencie jeszcze nie byli, nie przestraszą się za nadto. Dla mnie Azja to specyficzny smród, chaos, ciężkie do ogarnięcia zasady lub ich brak. A tu nic z tego. Singapur jest niezwykle bogaty, maksymalnie nowoczesny, niesamowicie dobrze zorganizowany, prawie perfekcyjny i pełen wspomnianych zakazów. Tym, którzy są jego obywatelami, oferuje możliwości zarobku i warunki życia, o których większość mieszkańców Azji i wielu innych państw świata, może tylko pamarzyć.

Na początek wybrałem kilka charakterystycznych przymiotników opisujących to miejsce, które chciałbym użyć, żebyście wiedzieli o czym mowa:

Bezpieczny

Na ulicach w ogóle nie widać policji, a mimo wszystko przez ani sekundę nie czuliśmy się tutaj czymkolwiek zagrożeni. Być może to efekt niezwykle restrykcyjnego prawa, które zawiera także karę śmierci. Tak czy inaczej, dla Europejczyka, który boi się opuścić swoje bezpieczne gniazdko a jednak chce do Azji pojechać, to po prostu ideał! Przestępczość tam praktycznie nie istnieje.

Droższy 

Zawsze, gdy jadę na Wschód, nie ważne, czy bliski, czy daleki, okazuje się, że wszędzie jest raczej tanio. Albo odrobinę taniej. Lub też tak samo jak w Polsce po prostu. Nie tutaj. Tu jest drożej. Naprawdę! Znalaezienie hotelu w dobrej cenie i lokalizacji, wymaga gimnastyki, ale nie jest też niemożliwe. Istnieją także hostele, więc tragedii nie ma, ale tak jak wspominałem – najtaniej nie jest. Alkohol jest niesamowicie drogi, papierosy też, bilety  wstępu czy komunikacji publicznej też nie należą do najtańszych na świecie. To po prostu nie są azjatckie ceny. Choć szczerze mówiąc – da się przeżyć!

Gorący i Zimny

To państwo-miasto ma jedną, i taką samą temperaturę przez cały rok. Około 30 stopni Celsjusza. Zawdzięcza to lokalizacji jakieś 150 kilometrów od równika, czyli dosłownie rzut beretem! A jednocześnie można tutaj solidnie zmarznąć! Praktycznie wszystkie miejsca nie będące przestrzenią otwartą są klimatyzowane. I to w sposób odpowiadający mi najbardziej, czyli na maksa! Osobom wrażliwym na zmiany temperatur zalecam zabranie jakiegoś sweterka.

Pedantyczny

Wszystko zorganizowane jest na tip top. Jest kulturalnie, jest punktualnie i jest mega czysto. Szwajcaria Azji!

Bogaty

Wszędzie wokół widać pieniądze. Dzieci mają iphony, pary ubrane są w ciuchy z najlepszych sklepów, po ulicach jeżdżą najdroższe samochody. Mają kasę, zapracowali na nią! To widać, słychać i czuć!

Tolerancyjny

W tym małym państewku mieszkają obok siebie Chińczycy, Malajowie, Hindusi i Biali. Buddyści, Muzułmanie, Chrześcijanie i Hinduiści. Są obok siebie i pomimo kultywowanie swoich tradycji, przenikają się i żyją ze sobą w pokoju. Coś, czego wiele innych miejsc może pozazdrościć!

Restrykcyjny

Singapur ma niesamowicie restrykcyjne prawo, masę kar i mandatów, o których przeczytać można wszędzie. Przemyt narkotyków – kara śmierci, palenie w niedozwolonym miejscu – 500 dolarów, przechodżenie przez ulicę w innych miejscach niż na pasarch – 1000 dolarów. I tak dalej. Lista rzeczy, których nie miżna robić, nie ma końca! Ale co najważniejsze – do hotelu nie można wnosić duriana! (o durianie będzie wkrótce!)

——-

Gdy rozpakowaliśmy nasze rzeczy, odświeżyliśmy się po długim locie i zebraliśmy na miasto, było już ciemno. Słońce zachodziło po 18:20. Po tak długim czasie w samolocie myśleliśmy tylko o jednym – dobre jedzenie! Singapur słynie z wyśmienitej kuchni, aczkolwiek trzeba uważać, gdzie się ją jada. Restauracje są raczej drogie, więc poszukaliśmy czegoś, gdzie jada praktycznie każdy mieszkaniec Singapuru. Miejsca te zwane są jako hawker. Hawker to po prostu hala, lub jakiekolwiek inne miejsce o większej powierzchni, gdzie skupione są różne mniejsze i większe biznesy kulinarne. I tak na przykład jest ktoś, kto robi kaczkę po pekińsku, obok kupisz chicken masala i tandori, a jeszcze obok zjesz specjały kuchni malajskiej. Mieliśmy szczęście, gdyż dosłownie po drugiej stronie ulicy idąc od naszego hotelu, trafiliśmy na Coffee Express 2000 Foodcourt. Największą ochotę mieliśmy na chińszczyznę i już po chwili wbijaliśmy nasze pałeczki w pyszne i jak zawsze świetnie przyprawione jedzenie.

pierwszy raz w hawkerze
pierwszy raz w hawkerze

Napełniwszy brzuchy mogliśmy ruszać dalej. Wieczorny spacer po mieście rozpoczęliśmy od odnalezienia Merliona, symbolu miasta – pół lwa, pół ryby. Dotarcie piechotą w tamto miejsce wymagało od nas nie lada cierpliwości. Każde oczekiwanie na pasach wydawało się wiecznością, a nikt nie odważył się przejść na czerwonym. W końcu naszym oczom ukazał się widok singapurskich wieżowców, zatoki, oraz słynnego, futurystycznego hotelu Marina Bay Sands. Ten wieczór poświęcony był totalnemu zmęczeniu się, aby zasnąć o normalnej porze i normalnie obudzić się następnego dnia – ot taka recepta na walkę z jetlagiem. Ten na szczęście, w ogóle nas nie dopadł. Przynajmniej w tamtą stronę.

18 stycznia obudziliśmy się wcześnie i od razu wyskoczyliśmy na śniadanie do hawkera, którego odnaleźliśmy w poprzedni wieczór. Przed nami pierwszy, cały dzień poświęcony na zwiedzanie miasta. Naszym pierwszym punktem była stacja Bugis, do której doszliśmy wzdłuż Victoria Street, na której znajdował się nasz hotel. Tam też zakupiliśmy Singapore 1-Day Pass. Ta turystyczna karta pozwala na przemieszczanie się wszystkimi środkami transportu za 10 dolarów singapurskich , czyli 24 złote. Kolejne 10 $ należy zostawić jako depozyt, który zostaje zwrócony, jeśli Singapore 1-Day Pass oddamy w ciągu 5 dni od jej zakupu.

Singapore Tourist Pass
Singapore Tourist Pass

Idąc kawałek dalej wzdłuż Victoria Street, trafiliśmy do pierwszego religijnego świata Singapuru, wprawdzie nie dominującego, ale będącego częścią tej kultury – na Arab Street. Tam interesował nas piękny meczet – Masjid Sultan, oraz okalające go uliczki pełne bliskowschodniego w swoim odczuciu handlu.

Dopiero po odwiedzeniu tego miejsca, udaliśmy się w rejon, który w Singapurze jest najciekawszy, czyli do Chinatown. Trochę już odwiedziłem tych Chinatown w miastach takich jak Nowy Jork, Waszyngton, Boston, czy nawet w Antwerpii. To było inne. Po pierwsze dlatego, iż trudno mówić o tym miejscu jako o wysepce Chińczyków pośród innych. Społeczeństwo Singapuru tworzą bowiem głównie ludzie pochodzenia chińskiego. Miejsce to było zupełnie inne od tych, które wcześniej odwiedzałem, ponieważ było… czyste. Jeszcze nie widziałem Chinatown, które byłoby tak uporządkowane, czyste i spokojna, a w dodatku nie śmierdziało niczym szczególnym.

Naszym celem nie było zobaczenie absolutnie wszystkich świątyń, gdyż tych przed nami było jeszcze wiele, jednak wybraliśmy dwa miejsca, które koniecznie chcieliśmy odwiedzić będąc w tej części Singapuru. O dziwo, pierwszą świątynią odwiedzoną w Chinatown, była najstarsza hinduska świątynia w mieście – Sri Mariamman Temple. Miejsce warte odwiedzenia głównie ze względu na niesamowicie rzeźbioną wieżę/bramę. Jest to ciągle funkcjonująca świątynia, więc przed wejściem należy ściągnąć obuwie.

Gdy nacieszyliśmy się chwilą w indyjskiej przestrzeni kulturalnej, ponownie wróciliśmy do Chinatown i przeszliśmy kilka kroków (a właściwie kilka sklepów) dalej, by dotrzeć do niezwykle ważnej dla chińskiej społeczności świątyni – Buddha Tooth Relic Temple – świątyni, której największym skarbem jest własnie ząb Buddy, który można zobaczyć na czwartej kondygnacji świątyni. Na dachu zaś znajduje się tybetańska pagoda z tybetańskim, sporej wielkości, wałkiem wotywnym, który obraca się podczas modlitw.

świątynia zęba Buddy
świątynia zęba Buddy

Zmęczeni zwiedzaniem i wysoką temperaturą, do której dopiero się przyzwyczajaliśmy, postanowiliśmy coś zjeść. Dokładnie na wprost świątyni Zęba Buddy znajdował się idealny hawker, w którym spędziliśmy chwilę czasu próbując różnych pyszności. Oczywiście nie mogło się obyć bez mojej ulubionej kaczki po pekińsku, smażonego makaronu, czy też Madzi smażonego banana. Wszystko to podane z piwem Tiger, sprawiło, że zregenerowaliśmy się do dalszego spacerowania po mieście. Zanim wyjechaliśmy z Chinatown zdołałem jeszcze wypić świeży sok z kokosa oraz zjeść kilka grillowanych krewetek ze street food’u.

Tak się akurat złożyło, że wracając z Tajlandii, mieliśmy jeszcze możliwość wpaść do Singapuru ponownie. I to właśnie ta dzielnica była naszym celem podczas ostatniego dnia naszej podróży. Wtedy, oprócz jedzenia oczywiście, zafundowaliśmy sobie ostatnie zakupy podczas których Magdalena zakochała się w lomografii, a ja nabyłem kolejny antyk w chińskim sklepie niedaleko świątyni Zęba Buddy.

Kolejnym punktem, który zdecydowanie chcieliśmy zobaczyć zanim wylecimy do Malezji, była nowoczesna część miasta, czyli okolice Singapore Skyline oraz miejsca zlokalizowane przy Marina Bay. Okolica ta jest dosyć futurystyczna i stanowi zdecydowanie jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy miasta. W tej części zaplanowaliśmy dwa miejsca – ogrody, czyli Gardens by the Bay oraz punkt widokowy na szczycie hotelu Marina Bay Sands. 

Ogrody, zwane Gardens by the Bay, zajmuję powierzchnię 100 hektarów wyrwanych z morza. Jest to proces, który w Singapurze ciągle trwa, gdyż to małe państwo już odczuwa notoryczny brak przestrzeni, więc inwestuje ciągle w proces pozyskiwania ziemi z morza. Projekt ten jest częścią strategii władz, które chcą uczynić z „ogrodu w mieście” „miasto w ogrodzie”. Najbardziej charakterystycznym miejscem ogrodów jest Supertrees Grove, czyli gaj gigantycznych drzew, sztucznych formacji porośniętych roślinnością, które mierzą od 25 do 50 metrów wysokości. Za pięć dolarów singapurskich można się między nimi przejść po zawieszonej w powietrzu ścieżce. „Drzewa” te nie są jedynie jakimiś pomnikami czy zwykłymi wysokościowcami. Przede wszystkim są szczytem technologii, który korzysta z energii słonecznej i wykonuje prace biologiczne imitujące zachowania prawdziwych drzew, które wspierają otaczające je ekosystem. Na terenie ogrodów znajdują się także futurystyczne konserwatoria, gdzie podziwiać można najróżniejsze rodzaje roślinności.

Po zachwycie ogrodami, przyszedł czas na widok miasta z góry. Przeszliśmy krótkim spacerem dystans między ogrodami a hotelem Marina Bay Sands, w końcu znaleźliśmy porządnie ukryte miejsce z biletami wstępu i za 20 dolarów singapurskich za osobę mogliśmy wjechać na taras widokowy udostępniany turystom przez wspomniany hotel. Z jednego roku tarasu mogliśmy zaś obserwować tych szczęśliwców, których stać na zatrzymanie się właśnie w tym miejscu i skorzystanie z najcudowniejszego basenu, jaki w życiu widziałem. Basen hotelu znajduje się na jego szczycie i jest basen odkrytym, połączonym ze znajdującym się na dachu ogrodem.

Na tym w zasadzie kończyło się nasze zwiedzanie miejsc, które uznaliśmy za te, które które koniecznie zobaczyć musimy. Przed nami był wieczór jedzenia, chodzenia po sklepikach i odpoczynku. Część grupy wybrała się na pokaz laserowy nad zatokę, my zaś z Magdaleną odwiedziliśmy sklepiki na Bugis, po czym poszliśmy spać. Następnego dnia, z samego rana, czekał nas lot do Kuala Lumpur.

Gdy myślę o Singapurze, bez przerwy zadaję sobie pytanie – czy jest to Azja idealna? Czy Azja byłaby nadal taka pasjonująca i urocza, gdyby cały kontynent uporządkował się tak jak Singapur. I gdy już dochodzę do wniosku, że przecież przyjemnie byłoby mieszkać w takim miejscu, od razu przypominam sobie czasu, kiedy w Azji mieszkałem, i jak bardzo kochałem tą chaotyczną i czasami bardzo niezorganizowaną przestrzeń życiową. Dlatego też uważam, że Singapur jest Azją idealną dla tych, którzy swoją przygodę z tym kontynentem rozpoczynają, i obawiają się, że raczej jej dalej nie pociągną. Ja już trochę widziałem, i jednak wersje light na mnie nie działają tak samo. Nie zmienia to jednak mojej oceny Singapuru jako miejsca, które zdecydowanie warto odwiedzić jeśli jest się w regionie!

12 comments on “Singapur. Azja idealna?

  1. Hinduizm ma ogromny zbiór świętych pism. Dzieli się je na śruti – literaturę wedyjską – Wedy oraz smryti – literaturę początkowo niekanoniczną, w skład której wchodzą eposy: Ramajana i Mahabharata (w tym na szczególną uwagę zasługuje jedna z jej ksiąg – Bhagawadgita), Purany oraz Manusmryti. Istnieją również inne księgi uznawane za święte tylko przez niektóre hinduistyczne odłamy bądź ruchy religijne – więcej na wiki https://pl.wikipedia.org/wiki/Hinduizm.Trzeba także rozważyc genezę powstania http://bit.ly/1QmzF9R abu w pełni zrozumieć charakterystykę hinduizmu. Dla części hinduistów kanon świętych ksiąg jest w dalszym ciągu otwarty, a nawet w niektórych nurtach za święte uznawane są święte teksty innych wyznań. Dawniej hinduizm badano głównie jako strukturę opozycyjną do uniwersalistycznych religii Indii (buddyzmu czy islamu), zwracając uwagę głównie na to, że nie ma on jednolitej struktury organizacyjnej, formy kultu i doktryna są zmienne i płynne, nie ma rozbudowanych, uniwersalnych instytucji. Z reguły za symbol religii hinduistycznej uważa się znak: „OM”. Czasami też symbolem hinduizmu jest swastyka hinduistyczna. Z hinduizmu (i poprzedzającego go braminizmu) wywodzi się wiele innych religii, m.in. buddyzm, dźinizm, sikhizm, adźiwikowie (pośrednio). Obecnie zwraca się jednak uwagę na to, że obraz akcentujący wyłącznie te czynniki nie jest pełny i w dużej mierze wywodzi się ze światopoglądu angielskich kolonizatorów, którzy uważali, że umysłowość indyjska nie jest zdolna do tworzenia jakiejś własnej, osobnej i trwałej organizacji społecznej. Skutkiem tego stanu rzeczy jest także to, że niewspółmiernie rozwinięte są badania nad tradycją aryjską i bramińską (w tym tradycją wedyjską, bramińsko-teologiczną i filozoficzna) w dziejach hinduizmu, podczas gdy badania nad elementami tubylczymi i współczesnymi ciągle pozostają w pewnej mierze zaniedbane. Istnieją wciąż także duże luki w badaniach nad hinduizmem na południu Indii.

    Lubię

  2. Pingback: 2014. Rok niesamowitości | WOJAŻER

  3. Pingback: W kierunku Arktyki | na etacie przez świat

  4. Pingback: sztuka podpisywania się | na etacie przez świat

  5. Pingback: Co się robi w Raju? czyli Tajlandia Południowa | na etacie przez świat

  6. Pingback: Seks, oszustwa i turystyczne pułapki, czyli Bangkok inaczej | na etacie przez świat

  7. Staromodny Podróżnik

    Singapur to próba realizacji w praktyce konfucjańskiego ideału państwa. Plan Niebios przeniesiony na Ziemię. Tu każdy zna swoje miejsce, jednostka podporządkowana jest dobru ogółu i panuje pełna harmonia od góry do dołu i w poprzek. Ma to wielkie zalety, ale też aspekty irytujące. Pierwszym z brzegu są horrendalne ceny alkoholu. Rząd dba, żebyś pił mniej. W wielu dziedzinach życia jest mnóstwo szczegółowych restrykcji i regulacji. Chcesz wziąć pieska ze schroniska? Nie tak łatwo. Trzeba wykupić od rządu odpowiednią licencję ważną rok: za psa lub sukę wysterylizowaną 14 dolarów, za sukę niewysterylizowaną 70 dolarów. W domu można mieć tylko 3 psy. Na więcej potrzeba zgody władz weterynaryjnych. Chcesz kupić auto? Najpierw musisz na aukcji wykupić od rządu licencję na posiadanie auta (liczba ograniczona) ważną 10 lat. Po dziesięciu latach musisz znów wylicytować licencję, żeby móc jeździć swoim ulubionym starym autem itd. itp. Te przepisy w większości są mądre i przemyślane, ale nie każdy dobrze się czuje w takiej klatce.

    Lubię

    • Z tego co wiem rząd reguluje także wielkość pieska! Jak masz małe mieszkanie, pozwolą Ci na jakiegoś pekińczyka, jak masz duży dom, możesz pomyśleć o owczarku. Cóż, domyślam się, że ograniczona przestrzeń tego państwa oraz jego majętność wymuszają taką ilość regulacji.

      Lubię

  8. Pingback: malezyjskie góry Cameron Highlands | marcin wesołowski

  9. wkolorzenieba

    Singapur (Miasto Lwa, Xinjiabo) darzę platoniczną miłością już jakiś czas i z ciekawością przeczytałam tą relację. Bazując na mojej wiedzy „z drugiej ręki” (niestety jeszcze nie miałam okazji być w Singapurze), przymiotniki „restrykcyjny” i „bezpieczny” postawiłabym na pierwszym miejscu. Zakazów jest całe mnóstwo, ale wydaje mi się, że większość to bardzo praktyczne rozwiązania. Zakaz żucia gumy wprowadzono ze względu na duże koszta oczyszczania z niej ulic i chodników, natomiast zakaz używania podstawek do doniczek ze względu na badania, z których wynikało, że są one jednym z głównych miejsc namnażania komarów (które w tym klimacie są nosicielami wielu chorób). Co zaś się tyczy przestępczości, jest znikoma. To niesamowite, prawda? Mimo to rząd singapurski co jakiś czas przypomina obywatelom w różnych kampaniach, że „Low crime doesn’t mean no crime”. Z tego co mi wiadomo, przeciętny Singapurczyk jest bogaty i nie-bogaty jednocześnie. Bogaty, bo stać go na dużo (markowe ubrania, super gadżety itp.) i nie-bogaty, ponieważ koszta życia szybko doganiają wypłatę – ale tak jest chyba w większości państw świata. Ceny mieszkań (szczególnie tych niedotowanych przez rząd) są kosmiczna, ale to zupełnie inna kwestia. W Singapurze szczególnie podoba mi się wspomniana tolerancja wyznaniowa/etniczna społeczeństwa i niesamowicie różnorodna kuchnia – dzięki street food’om i hawker center dostępna za nieduże pieniądze (wiedzieliście, że Singapurczycy do tego stopnia lubią jeść na mieście, że w większości mieszkań (szczególnie HDB) w kuchni jest tylko zimna woda w kranie, a gaz do kuchenki pochodzi z butli a nie z instalacji?). Mimo że tyle kontrastowych opinii poznałam o Mieście Lwa, to nadal potrafi czymś mnie zaskoczyć. Po przeczytaniu wpisu wiem już jak w chwili obecnej wygląda i ile kosztuje Singapore Tourist Pass. A właśnie takie drobne rzeczy składają się na mój pełen obraz Singapuru.
    Pozdrawiam serdecznie!

    PS: Proszę mi wybaczyć tasiemce, ale jeszcze nie posiadłam zdolności pisania zwięźle i na temat. ; )

    Lubię

    • Hej! nie ma sprawy, wybaczam długą wypowiedź, szczerze, wolę długie wypowiedzi wymagające jakiejś reakcji z mojej strony 🙂

      Wiesz, nie brnąłem w za dużo szczegółów dotyczących polityki i prawa, choć pewnie na jakimś etapie to uczynię, ale w rozmowach ze znajomymi wielokrotnie podkreślałem, że w Singapurze ma miejsce specyficzny kompromis. W zamian za autorytaryzm i ostre prawo, obywatele tego państwa mają szczęście być jednymi z najlepiej zarabiających na świecie.

      Co do hawkerów i jedzenia na mieście, zdecydowanie mnie to nie dziwi! Jako mieszkaniec centrum Krakowa, praktycznie nie gotuję na co dzień, bo po co, skoro mam tyle opcji wokół siebie. A jeśli miasto zna się dobrze, to wiadomo, gdzie można zjeść tanio i smacznie. Tak samo zapewne myślą mieszkańcy SIN!

      Życzę Ci, abyś w końcu miała okazję pojechać do swojego wymarzonego miasta!

      PS: mają świetne sklepy z antykami. Trzeba się targować, ale przynajmniej nie ma tak wielkiego problemu z podróbkami jak w innych krajach regionu.

      Pozdrawiam!

      Lubię

  10. Pingback: Dzień w stolicy Malezji – Kuala Lumpur | marcin wesołowski

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s