Białoruś Europa

Białoruś | pierwsze wrażenia z socjalistycznego raju

bialorus

Przybyłem do utopii, do kraju idealnego. Do Mińksa, miasta słońca, przedmurza kiedysiejszego jeszcze większego socjalistycznego raju, jakim był ZSRR.

Z tym, że ZSRR już nie ma, a socjalistyczna Białoruś jakoś się trzyma.

Wybierałem się tutaj już raz, w marcu tego roku. Miałem śmiesznie tani bilet kupiony w promocji LOT-u, ale pojawiły się jeszcze śmieszniej tanie bilety do zepsutej Ameryki. Musiałem wybierać. Wybrałem wujka Sama. Jednak, jak to mówią Polacy, co się odwlecze, to nie uciecze.

Do Mińska przyleciałem samolotem. Nie z wygody, a raczej z pasji do latania. Niczym profesor Binienda, lubię obesrwować, jak zachowują się skrzydła, po cichu licząc, że też kiedyś zostanę jakimś ekspertem. Jeśli już ktoś na Baiłoruś się wybiera, z reguły jedzie jakimś rejsowym autokarem, albo najpierw wpada do Brześcia, który w sensie zabytków jest takim białoruskim Lwowem. Jednak dla mnie liczył się Mińsk, socjalistyczny raj, miasto słońca. I znów pojawiły się tanie bilety u naszego narodowego przewoźnika, znów zaryzykowałem, kupiłem, i tym razem się udało. Jestem na Białorusi.

Wypad na Białoruś to nie jest budżetowa wycieczka w rodzaju weekendowego wypadu do Lwowa. W tym przypadku nie jest to takie proste. Przede wszystkim trzeba wyrobić wizę. Niby kosztuje 25 euro, ale to tylko pozory. Bo kto ma czas na jeżdżenie do ambasady Białorusi, załatwianie sobie zaproszeń, Koniec końców najbardziej opłaca się wizę wyrobić przez któreś z biur zajmujących się wyrabianiem wiz. Ja, jako wierny klient, po raz kolejny wybrałem ainatravel. Wiza nie kosztowała 25 Euro, tylko trochę więcej. Oprócz tego należy wykupić obowiązkowe ubezpiecznie medyczne, które posiadać będzie określone białoruskie logo.

To jednak nie jest największym wydatkiem. Zaraz po locie i wizie przychodzi istny horror, jakim jest rezerwacja noclegu. O hotelach możecie zapomnieć. Są horrendalnie drogie. Nieraz droższe niż cztero czy pięciogwiazdkowe hotele na Zachodzie. Hostel z prawdziwego zdarzenia widziałem jeden, ale trochę już wyrosłem z dziesięcioosobowych pokoi.Na szczęście jest alternatywa. Prywatne kwartiry, czy też mówiąc po naszemu, apartamenty na wynajem krótkoterminowy. Dobrze że są, aczkolwiek i one nie należą do szczególnie tanich.

Dobra wiadomość jest taka, że gdy już wymienione powyżej trzy sprawy mamy załatwione i kasę na nie odłożone, życie staje się już o wiele przyjemniejsze. Ale o tym później.

Lot z Warszawy był lekko opóźniony, jednak pilot obiecał, że nadrobią to na trasie. Ze stolicy do Mińska leci się 50 minut. To tlyko pokazuje, jak blisko jest ten kompletnie nieznany nam kraj. Gdy tylko opuszczamy Polskę, nad ziemią pojawiają się chmury, który niestety towarzyszyły mi do końca dnia. Gdy zniżamy się do lądowania moim oczom ukazał się obraz niesamowicie płaskiej krainy, ale przy tym mieniącej się niesamowitą gamą jesiennych barw.

20131011-211151.jpg

Zanim wylądowałem w Mińsku, załoga lotu rozdała pasażerom deklarację wjazdową. Należało wypełnić podstawowe dane i trzymać tę kartę ze sobą. Jeśli ktoś nie wypełnił jej w samolocie, karty te dostępne są na hali przylotów międzynarodowego lotniska Minsk-2. Co ciekawe, jest to karta wjazdowa do Republiki Białorusi oraz do Federacji Rosyjskiej. Wynika to z faktu, iż od kilku lat oba państwa tworzą coś, co w języku polskim ma specyficzne brzmienie – ZBiR – Związek Białorusi i Rosji, specyficzne wschodnie Schengen.

20131011-211429.jpg

Po krótkim locie Emraer 175 wylądował na mińskim lotnisku. Jest to jedyne miedzynarodowe lotnisko i brama do tego ciekawego kraju. Wybudowano je około 40 kilometrów od centrum Mińska po to, by zastąpić małe i pamiętające najlepsze radzieckie czasy, lotnisko MIńsk-1.

20131011-211801.jpg

Z samolotu przechodzimy rękawem do hali przylotów, która myślę, że odzwierciedla ilość operacji lotniczych na terenie Białorusi. Hala bowiem jest klitką, gdzie ledwo mieszczą się pasażerowie dwóch lotów, które przybyły w tym samym czasie – z Istanbułu i z Warszawy. Zanim dochodzi się do kontroli paszportowej, po drodze ci, którzy nie posiadają ubezpieczenia medycznego, mają obowiązek jego zakupienia w stanowiskach znajdujących się bezpośrednio przed halą przylotów. Ponadto na lotnisku z Mińsku jest możliwe uzyskanie „visa on arrival”, jednakże dotyczy to tylko obywateli tych krajów, które nie posiadają na swoim terytorium jednostek konsularnych republiki Białoruś.

Kontrola paszportowa nie robi żadnych problemów. Podczas sprawdzania deklaracji wjazdowej oraz ubezpieczenia ucinamy sobię mini pogawędkę po rosyjsku, po czym mogę powiedzieć, że dotarłem na miejsce. Co ważne, deklaracja wzjadowa jest podpisana razem z wizą w paszporcie i należy ją posiadać przy sobie aż do czasu wyjazdu, kiedy zwraca się ją urzędnikowi. Podobne rozwiązanie stosowała kiedyś Ukraina, jednak przed Euro 2012 ten obowiązek zniesiono.

Po odebraniu bagażu spotykam w hali przylotów mojego taksówkarza – Siegieja – z którym od razu łapiemy domy kontakt. Tak jak wcześniej wspominałem, mińskie lotnisko położone jest dosyć daleko od centrum. Można pojechać autobusem za bardzo małe pieniadze, tylko, że podróż zajmuje wtedy ponad 1,5 godziny. Taksówka kosztuje od 20 do 30 dolarów w zależności jak się dogadasz z kierowcą. Siergiej zabiera mnie do swojego opla, po czym od razu zaczynamy głęboką słowiańską rozmową. Po pierwsze, pyta się mnie, dlaczego nie zabrałem ze sobą żony. No tak, obrączka – pomyślałem. Skąd miał bowiem wiedzieć, że jestem żonaty. Wytłumaczyłem, że miała inne rzeczy na głowie, ale za trzy tygodnie zabieram ją do Włoch. Siergiej, wielki fan Bocellego, od razu się podekscytował. Włączył CD z piosenkami Bocellego, po czym opowiadał o tym, jak bardzo chciałby pojechać do Włoch. Gdy po kilku minutach rozmowy po rosyjsku przyznał się, że zna angielski, mojej radości nie było końca. Nasze słowiańskie, głębokie rozmowy od razu mogły wejść na wyższy poziom wtajemniczenia. Ileż to rzeczy można się dowiedzieć od taskówkarzy… oczywiście pod warunkiem, że akurat jest jakiś jeden język w któtym i taksówkarz, i pasażer, mogą się porozumieć.

Mkniemy pustymi i szerokimi autostradami w stronę miasta. Po drodze mijamy rozwiidlenie – w lewo do Mińska, w prawo do Moskwy. Jest to wrażenie, jakby oba kraje stanowiły jedność. Przy nazwach miejsc nie ma żadnych oznakowań, że Moskwa to jakieś RU (Rosja). Jak jedność to jedność, jak ZBIR to ZBIR. Wiecie, że granicę białorusko – rosyjską można przekroczyć bez kontroli granicznej? Bo takowej po prostu nie ma! Inną sprawą jest, że jakbym to zrobił, byłbym w tarapatach.

20131011-213100.jpg

Podróż przepisowo jadącym samochodem trochę trwa, więc i rozmowy schodzą na tematy, które Słowania lubią najbardziej…

– strasznie tu jest czysto – mówię do Siergieja
– tak. Wszystko jest uporządkowane. W kraju jest ładnie, jest praca, ale…
– Ale?
– nie żyjemy w wolnym kraju. Żyjemy w dyktaturze. – popatrzył przed siebie z zasmuconą miną – ale ciiii!!!! – zakrył usta palcem. Chwilę milczeliśmy, po czym uśmiechnął się szeroko i zapytał – a do klubu nocnego się wybierasz!?
– nie, jestem świeżo po ślubie – odpowiedziałem
– a ja po rozwodzie! Drugim! – roześmiał się na całego.

W końcu dotarłem do centrum Mińska, które od razu przytłoczyło mnie swoją socjalistyczną aurą. Zaparkowaliśmy dokładnie na wprost ponurego budynku – siedziby białoruskiego KGB. Minąłem pomnik Feliksa Dzierżyńskiego, czerwonego kata, twórcy CzeKA, po czym wszedłem do swojego mieszkania na ulicy Marksa.

Komuno, przybyłem Cię poznać!

Minsk pierwsze wrażenia

0 comments on “Białoruś | pierwsze wrażenia z socjalistycznego raju

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s