Azja Chiny

Chiny | jak zostałem nauczycielem w chińskiej szkole

cc959-zdjecca8cie28-10-2007102219

Są wakacje, jest gorąco, skupiam się na biznesie, bo jest sezon na żniwa, a następne zagraniczne podróże dopiero na jesieni. Dlatego też postanowiłem rozpocząć serię postów, które w gruncie rzeczy już od dawna chciałem pisać. Opowiem Wam o czasie, gdy byłem bardzo młody, nieprzeciętnie szalony, niczym nie uwiązany i szczupły. O jednym z najlepszych epizodów mojego życia, czyli o czasie, gdy postanowiłem zostać nauczycielem w Chinach.

z grupą studentów z Lishui College – plakaty słynnego międzynarodowego festiwalu fotografii w Lishui, Zhejiang

Historie te słyszała już większość moich znajomych. W 2007 roku, kiedy się rozpoczynała, nie byłem aż tak multimedialny jak teraz. Nie prowadziłem bloga, facebooka założyłem w 2008 roku mieszkając w Chinach i miałem na nim dwóch znajomych. Nie publikowałem zdjęć na instagramie i nie meldowałem się w każdym odwiedzanym miejscu Państwa Środa. Zresztą teraz zapewne też bym tego nie robił, gdyż większość znanych i używanych przez nas aplikacji czy portali w Chinach nie działa. Wyjechałem więc do tych Chin Ludowych, jedni o tym wiedzieli, inni nie, więc czas najwyższy o tych wspaniałych czasach opowiedzieć.

To był 2007 rok. Ostatni rok moich studiów licencjackich oraz koniec pierwszego roku mojego życia zawodowego, które rozpocząłem odrobinę wcześniej niż wszyscy. Siedziałem pewnego pięknego słonecznego dnia w biurze, spoglądałem w okno i pomyślałem, że coś ze swoim życiem trzeba zrobić. Za wiele możliwości w kraju, gdzie panowało 20% bezrobocia nie widziałem, a widmo wyjazdu na wyspy brytyjskie jakoś do mnie nie docierało. W tym czasie uczyłem się już od paru miesięcy języka chińskiego, zwanego też mandaryńskim i od czasu do czasu, zawodowo, miałem kontakt z przybyszami z Państwa Środka. Jakoś tak po cichu liczyłem, że może pewnego dnia firma wyśle mnie na wyjazd służbowy, na jakieś targi w okolice Kantonu, lecz nic takiego się nie wydarzyło. I tak właśnie pewnego, jak już wspominałem, pięknego dnia, postanowiłem, że wyjadę do Chin. Miałem 22 lata, byłem szalony i nic nie stało mi na przeszkodzie. Przez wiele dni zastanawiałem się, co w tym dalekim kraju będę mógł robić i przekopywałem się przez sterty stron internetowych w poszukiwaniu odpowiedzi na to najważniejsze pytanie. Oczywiście gdybym wpisał w wyszukiwarkę hasło „Chiny praca”, nie odnalazłbym tego, czego szukałem. Od początku należało odpowiedzi szukać po angielsku na stronach przeznaczonych dla ludzi posługujących się tym właśnie językiem. Od razu wszystko stało się jasne i klarowne. Teaching English in China – uczenie angielskiego w Chinach – odnalazłem to, czego było mi trzeba. Mijały kolejne dni, w które przeglądałem setki ofert i dowiadywałem się, czego mogę oczekiwać i jak się zachowywać. Tak doszedłem do kolejnego etapu.

W tym samym czasie musiałem ogarnąć dwie kwestie. Moją nadchodzącą obronę licencjatu oraz przygotowywanie i wysyłanie aplikacji. Przez różne portale dające ogłoszenia o naborze na nauczycieli, wysyłałem swoje CV po angielsku a także zdjęcie, co jest dosyć ważne, lecz o tym opowiem później. Aplikacje poszły do dziesiątej szkół, teraz mogłem się skupić na obronie mojej pracy. W czasie, gdy spokojnie przygotowywałem się do zakończenia studiów, jednocześnie pracując i ogólnie mało sypiając, zaczęły nadchodzić odpowiedzi od szkół zainteresowanych współpracą. Grupę docelową zawęziłem do trzech regionów Chin: tropikalnego południa, totalnej północy przy granicą z Rosją, oraz środkowo-wschodnich Chin, niedaleko Szanghaju. Wiedziałem, iż zbliża się chwila, gdy należy się skupić na odpowiednim sprzedaniu swojej osoby. Potem wszystko nabrało tempa. Obroniłem się na uczelni i powiadomiłem mojego pracodawcę, iż wkrótce odejdę z pracy, gdyż wyjeżdżam do Chin. Nie miałem wyjścia, teraz po prostu musiało się udać. Rozmowy ze szkołami postępowały, ciągle jednak brakowało mi jednej, dosyć ważnej rzeczy – dyplomu uczelni wyższej. Tutaj z pomocą przyszła Pani Grażyna z sekretariatu, której do tej pory jestem niezwykle wdzięczny, gdyż bez dyplomu otrzymanego na czas, nici byłyby ze wszystkiego. A że Uniwersytet Jagielloński potrafi trzymać w oczekiwaniu na dowód wykształcenia wyższego, mogę powiedzieć, że miałem niezwykłe szczęście, gdyż mój dyplom dotarł do mnie tak szybko, jak tylko się dało. Pamiętam, że gdy już byłem w Chinach niektórzy z moich znajomych nadal czekali na swój papier. Miałem już komplet – CV, rekomendacje po angielsku, dyplom wraz z wersją angielską. Należało dobić targu z przyszłym pracodawcą a potem jeszcze papierologia i bilet do Chin. Wszystko na wariackich papierach.

Najważniejsza była decyzja dokąd pojechać, żeby było dobrze i żeby nie trafić na oszustów. Teraz, z perspektywy czasu, mogę powiedzieć, że wyboru dokonałem wyśmienitego, ale zważywszy na fakt, iż wszystko organizowałem sam, mogę mówić o szczęściu. Nikt mnie nie oszukał, nikt nie zostawił na lodzie. A przecież i takie historie mają miejsce. Nadchodziła selekcja miejsca pracy! Na początku odpadł Harbin, czyli wielkie miasto położone na północy Chin, tuż pod Syberią. Odpadł z kilku przyczyn. O klimacie syberyjskim nigdy nie marzyłem, a zima tam jest długo i potwornie mroźna. Ponadto miasto wygląda bardziej jak Nowosybirsk aniżeli kawałek Chin. Kiedyś należało do Imperium Rosyjskiego a w dodatku mieszkało w nim wielu Polaków, którzy brali udział w budowie kolei transsyberyjskiej. Częściej od świątyni Konfucjusza spotkasz tam kościół, który wygląda jak wiele innych w Polsce. Za mało orientu. Odpadło. Drugim miejscem, które odpadło było tropikalne południe Chin – wyspa Hainan. Tropikalna pogoda, plaże pełne palm, region, gdzie mówi się po kantońsku bardziej niż po mandaryńsku – nie byłem zdecydowany. Wahałem się przez długi czas. Jednak przeważyła jedna kwestia formalna. Szkoła, która proponowała pracę, zachęcała do przyjazdu na wizie turystycznej, którą potem na miejscu zamienią na wizę pracowniczą. W 2007 roku nie było takiej możliwości prawnej. Nie podobało mi się to, podziękowałem. Pozostała więc trzecia opcja, którą intensywnie zachwalał mi Chris, Chińczyk z Szanghaju, pośrednik, headhunter. Wszystko związane z tą szkołą, którą ostatecznie wybrałem, wydawało się jasne i klarowne. Otrzymałem ofertę, wzór umowy, konkretny wykaz dokumentów, które muszę dostarczyć. I tak oto przyjąłem ofertę pracy w Chinach. Podpisaliśmy na odległość umowy przedwstępne. Ponadto przeprowadziłem konsultację medyczną z lekarzem wymaganą do dokumentacji, a także przedstawiłem wyniki badań potwierdzające, że nie jestem nosicielem wirusa HIV. Wszystko to wraz z dyplomem oraz innymi kwestionariuszami musiałem przesłać drogą elektroniczną do Chin, by móc otrzymać oficjalne rządowe zaproszenie celem uzyskania wizy pracowniczej w Ambasadzie CHRL w Warszawie. Na wspomniane dokumenty z Chin musiałem cierpliwie czekać. Te bowiem wysłano do Polski kurierem, bo najważniejsze było to, by były one oryginalne i opieczętowane słynnymi czerwonymi pieczątkami. W międzyczasie wybrałem się do Lufthansa Center, które znajdowało się na Małym Rynku w Krakowie, by zakupić bilet z Krakowa do Szanghaju przez Monachium, w niebotycznej jak na tamte czasy i moje możliwości, cenie. Z łezką w oku wspominam te czasy typu offline, gdy nie do końca wiedziałem, jak to się wszystko robi i z pewnością nie zakupiłbym przez internet biletu za ponad 3000 złotych. W Lufthansie uzyskałem wydrukowany bilet. Do tamtej chwili nigdy nie wydałem jednorazowo tylu pieniędzy za coś tak pięknego. Lot na koniec świata i totalna przygoda była przede mną. Podekscytowanie sięgało zenitu.

Po prawie dwóch miesiącach załatwiania wszystkiego, nareszcie dotarł kurier. Przez wiele lat trzymałem tą niebieską kopertę China Post, w której znajdowały się dokumenty niezbędne do otrzymania wizy Z – pracowniczej. Gdy ją otworzyłem, zobaczyłem pełno znaczków, nie do końca dla mnie zrozumiałych, a pośród nich moje nazwisko. Było to rządowe zaproszenie, niezbędne do zawarcia mojego kontraktu oraz uzyskania wizy. Zabrałem paszport, wszystkie dokumenty, zdjęcia, pieniądze i pojechałem do Warszawy. Koło południa w bardzo przyjemny dzień, stałem już w kolejce w Ambasadzie CHRL. Przede mną wiele osób, w większości aplikujących o wizy biznesowe, wyjeżdżających na targi, lub robiących biznesy z CHRL. Kilka osób starających się o wizy turystyczne zwróciło uwagę na to, iż posiadam inny formularza. Powiedziałem, że występuję o wizę pracowniczą i okazało się, że tego dnia byłem jedynym z tego typu wnioskiem. Młoda Chinka przy okienku petenta poprosiła o podejście kierownika, który zajął się moją aplikację. Teraz coraz więcej osób wyjeżdża do Chin do pracy czy tak po prostu, ale te kilka lat temu, wyjechać do CHRL w celach zarobkowych to było jednak coś totalnie innego. Kilka dni później odebrałem w Warszawie mój paszport wraz z wizą uprawniającą mnie do wjazdu do Chin celem podjęcia pracy.

Zaproszenie rządowe

Tak rozpoczynała się moja przygoda z Państwem Środka. O moim pobycie w Chinach, o moim mieście – Lishui, oraz wielu innych miejscach i historiach, opowiadać będę w następnych historiach.

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

2 comments on “Chiny | jak zostałem nauczycielem w chińskiej szkole

  1. Renata

    Fajnie mi się czytało.. Zwłaszcza, że też przez rok byłam nauczycielem w Chinach. 🙂

    Lubię

  2. bardzo interesujące. dzieki.
    oferty pracy dla nauczycieli chińskiego w Warszawie http://preply.com/pl/warszawa/oferty-pracy-dla-nauczycieli-języka-chińskiego

    Lubię

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s