Azja Turcja

Turcja | majówka w Stambule

3cf27-_dsc0819

Powracam do moich czytelników z kiścią nowych wspomnień, z workiem ochów i achów, ze wspomnieniami z miejsca, które uważam za jedno z naj. A miejsce to położone jest na styku dwóch wspaniałości – Europy i Azji. Europa to moja miłość z urodzenia – ius sanguinis ma zastosowanie, bo z niej pochodzę i uważam siebie za, w drugiej kolejności, Europejczyka. Azja to moja miłość z wyboru, tu się ponownie narodziłem więc zastosować należy ius soli. Wspomnienia o mieście, o którym Wam opowiem powróciły właśnie teraz z dwóch powodów. Po pierwsze, byłem tam rok temu, podczas długiego weekendu majowego. Po drugie, wkrótce ponownie wybieram się do Azji – najpierw tej bliskiej na styku Kaukazu, potem tej dalekiej – południowo wschodniej, o której tak intensywnie ostatnio marzyłem.

Dziś pierwsza część opowieści o Stambule, dawnej stolicy imperium, jednym z największych i najciekawszych miast świata, a jednocześnie jednym z tych, do których z chęcią bym jeszcze powrócił. A głównym motywem dzisiejszej opowieści będzie woda, bo z nią mam najwięcej miłych wspomnień z tego pasjonującego miejsca.

Do Stambułu poleciałem 3 maja zeszłego roku. W Polsce zapanowały poważne upały. Gdy wczesnym porankiem siedziałem w Warszawie na kawie, było mi duszno. Dzień był bezchmurny a wszyscy szykowali się do celebrowania naszego święta narodowego. Chwilę później siedziałem na pokładzie samolotu LOT, który za lekko ponad 300 złotych zabierał mnie do najbardziej znanego miasta Turcji. Promocję upolowałem zimą podczas środowej obniżki cen i nie ukrywam, niezwykle cieszyła mnie ta niska cena i wygodne połączenie ze stolicy, do której doleciałem LOT-em z Krakowa za dodatkowe osiemdziesiąt kilka złotych. Tak, zeszły rok był ostatnim rokiem szalenie niskich cen na połączenia krajowe, których obecnie próżno szukać. Wszystko wydawało się idealne. Po niedługim locie wylądowałem na lotnisku Ataturka w Stambule i jakże mocno się zdziwiłem. W Stambule było 11 stopni mniej niż w Warszawie, więc dreszczyk obiegł moje ciało, wyjątkowo jakoś nieprzygotowane do chłodu, czyli temperatury poniżej 20 stopni. Następne dni na szczęście okazały się być bardzo ciepłe. Stambuł obsługiwany jest przez dwa porty lotnicze – lotnisko Ataturka oraz położone dalej lotnisko Sabiha Gokcen. Przy wybieraniu lotów warto zwrócić uwagę, na które z nich się wybieramy. Jak zawsze w przypadku lotnisk, opcji dojazdu do miasta jest wiele – taksówki, autobusy, busy. Wybrałem to, co według mnie było najbardziej optymalne, czyli bus współdzielony przez innych podróżnych. Wygodna opcja polegająca na tym, iż zbiera ona określoną ilość osób i rozwozi do różnych hoteli. Kosztuje dużo mniej niż taxi, i odrobinę więcej niż tłuczenie się komunikacją miejską. Jadąc tym busem w stronę centrum Stambułu, przejeżdżaliśmy drogą ekspresową imienia Kennediego, która ciągnie się wzdłuż wybrzeża. Patrząc przez okno bez przerwy rzucały mi się w oczy łodzie, statki, luksusowe jachty, nadbrzeżne parki pełne ludzi, oraz woda o idealnej, błękitnej barwie. Bardzo szybko dotarło do mnie, że miasto to żyje wokół wody, na wodzie, że woda ma tu znaczenie niemałe. I choć przez następne dni zapuszczałem się w tkankę miejską, błądziłem w wąskich ulicach, zaglądałem do bazarów i meczetów, zawsze chętnie wracałem nad wodę i właśnie wspomnienia miasta znad wody są tymi najmilszymi, bo jakże miłe było uciekanie od duchoty miejskiej nad orzeźwiające bryzą nadbrzeże.

Stambuł skyline – uwielbiam ten widok meczetów i minaretów

Magia Stambułu polega na fakcie, iż jest to jedyne miasto leżące na dwóch kontynentach. Nie tylko geograficznie, ale także kulturowo. Widać tam świat zachodu oraz bliski wschód, Europę i Azję, niezwykła mieszanka sprawia, iż jest to miasto niezwykle ciekawe. Przez wieki stolica cesarstwa wschodniego, w 1453 podbita i na zawsze odebrana światu zachodniemu przez muzułmanów, obecnie jest miejscem w Turcji, które można uznać za najbardziej otwarte na świat. Miesza się tutaj laicka tradycja z czasów Ataturka z rosnącymi wpływami islamistów. Widać Turków nowoczesnych i zupełnie tradycyjnych, szczególnie różnice te zauważyć można w przypadku kobiet.

Pierwszym miejscem nad wodą, do którego dotarłem spacerem z dzielnicy Sultanahmet, w której się zatrzymywałem, była przystań przy moście Galata. Z tego miejsca rozpościerał się jeden z moich ulubionych widoków na Stambuł – napakowana architektura tkanka miejska z ogromną ilością budynków leżących nad wodą oraz tymi innymi, które będąc od wody bardziej oddalonymi, wspinały się coraz bardziej w górę, na której szczycie stoi wieża Galata. Ten jeden z najbardziej charakterystycznych budynków Stambułu zbudowany został jeszcze w czasach, gdy miast zwane było Konstantynopolem. Aż do lat sześćdziesiątych służył do wypatrywania pożarów, by z czasem zacząć służyć turystom.

Most Galata, którym przechadzałem się na drugą stronę napakowany jest kawiarniami i  sklepami, które mieszczą się pod powierzchnią drogi, zaś po obu stronach mostu stoją wędkarze, którzy z pasją łowią ryby w zatoce.

wieża Galata
przebywanie w okolicach wody to świetny sposób na radzenie sobie z gorącem
wędkowanie na moście Galata

Do miejsca tego docierałem wiele razy podczas swojego pobytu w Stambule. Dlaczego? Otóż Stambuł posiada świetną sieć komunikacji miejskiej – tramwaje, autobusy, metro, taksówki. Wszystko pozwala łatwo przemieszczać się po mieście. Jednak moim ulubionym sposobem przemieszczania się między różnymi częściami miasta były statki, które regularnie kursują po Bosforze i zapewniają bardzo sprawne połączenia, jednocześnie połączenia o niebo przyjemniejsze niż zatłoczony i duszny tramwaj. Siedząc na promie czy statku można było zapalić, nacieszyć się lekkimi powiewami wiatru, wypić słynną słodką i mocną herbatę. Po prostu ideał. A ponieważ moja polsko-amerykańska znajoma, która wtedy mieszkała w Stambule, zamieszkiwała dzielnicę miasta położoną w Azji, musiałem jakoś sprawnie dostawać się w jej okolice z Europy. Przyznam, jest to jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że pokochałem to miasto. Śniadanie w Europie, spacer i zwiedzanie, lunch w Azji, spacer i zwiedzanie, herbata w Azji i powrót na kolację do Europy. Ten styk Europy i Azji rozdzielony jest cieśniną Bosfor. Ciągnie się ona przez 30 kilometrów i łączy morze Czarne z morzem Marmara. Pływanie po cieśninie, czy to wycieczkowcami, czy takimi promami miejskimi, jest czymś, co zdecydowanie polecam. Miasto znikąd nie wygląda tak niesamowicie jak właśnie z wód cieśniny.

Są dwie główne trasy łączące część europejską z azjatycką:

– Eminonu – Uskudar, odpływa się z miejsca, gdzie zaczyna się most Galata

– Kabatas – Uskudar, odpływa się z okolic pałacu Dolmabahce

Aby przepłynąć pierwszą trasę wystarczą żetony kupione w specjalnych automatach. By przepłynąć drugą trasę potrzebna jest elektroniczna karta z załadowanymi środkami. Karta ta przydaje się także w autobusach komunikacji miejskiej. Zasada jest prosta – kupuje się kawałek plastiku w etui, ładuje się pewną kwotę a następnie używa się tego do płacenia za przejazd w prostym systemie zbliżeniowym. Jest to o tyle ważne, iż nie ma tam biletów ani płacenia gotówka za przejazd. Trzeba mieć kartę lub żetony. W przeciwnym razie nie wejdzie się na przystanek a tym samym nie wsiądzie do żadnego pojazdu.

Wybierając się na przeprawę promem, można z dalszej perspektywy podziwiać to, czego w pełnej krasie z bliska nie zobaczymy:

  • ogromną ilość meczetów i minaretów dominujących nad miastem
  • pałac Topkapi
  • pałac Dolmabahce
  • ciekawą zabudową mieszkalną rozciągającą się od dzielnicy Galata do Kabatas

Ponadto płynąć między Europą a Azją spotkać można niezwykle piękne mewy, które mam wrażenie wręcz nauczyły się pozować do zdjęć a w dodatku mistrzowsko łapią w locie jedzenie, które podróżni podrzucają im w czasie rejsu.

prom z Eminonu do Uskudar, najszybsze połączenie na linii Europa – Azja
promy kursują z ogromną intensywnością i przewożą tysiące ludzi
kolor wody w cieśninie Bosfor to istna bajka
widok z promu na Hagia Sofia
widok z promu na pałac Topkapi oraz minarety Błękitnego Meczetu i Hagia Sofia
ogromne liniowce zaparkowane w okolicach dzielnicy Galata
Most Bosforski – jeden z dwóch łączących Europę z Azją
Wieża Leandra – latarnia broniąca morskiego wejścia do Stambułu
Wieża Leandra
Pałac Dolmabahce
prawdziwy łowca
szukaniu celu, czyli kto co rzuci w powietrze
polowanie na lecący kawałek chleba
pracownik obsługi promów – bardzo mili ludzie!
widok na Stambuł z ostatniego nocnego promu

W następnym poście ze Stambułu zabiorę Was w miasto i opowiem o miejscach, które warto odwiedzić i rzeczach, które warto robić. Tymczasem nacieszmy się wszyscy wodą, bo co lepiej relaksuje w ciepłe dni aniżeli woda!

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

0 comments on “Turcja | majówka w Stambule

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s