Ameryka USA

USA | Hello Ameryko!

Top of the Rock
Marcin Wesolowski
Top of the Rock – ulubione miejsce w Nowym Jorku, marzec 2011

Trzeci raz. Trzeci raz w to samo miejsce. Jak na razie regularnie co dwa lata.

Stany Zjednoczone Ameryki.

Ile jeszcze można wracać? Najwidoczniej można. I zawsze odkryjesz coś nowego.

Najwspanialszy kraj na świecie. Ostoja wolności i demokracji. Naród wolnych ludzi. Dolar – symbol światowej gospodarki. Jasne..

Tak przynajmniej myślą o sobie Amerykanie. Te wyrażenia w tłumaczeniu na język polski nie oddają istoty, esencji, tego podniosłego brzmienia przytoczonych określeń, gdy wypowiada się je po angielsku z tym ich północnym akcentem. W pewien sposób opisują one ten kraj z perspektywy jego mieszkańców. Pomimo wieloletniego kryzysu obywatele USA nadal przekonani są o wyższości ich ojczyzny nad innymi.

Do USA nigdy specjalnie się nie wybierałem. Przynajmniej nie miał ten kraj szczególnego priorytetu w moich raczkujących planach podróżniczych. Wprawdzie studiowałem amerykanistykę, gdzie obroniłem magistra, lecz robiłem to z myślą o powrocie do Chin, o pracy akademickiej w Chińskiej Republice Ludowej. W tym wszystkim miał mi pomóc papier American Studies i moja pisana i broniona po angielsku praca o relacjach chińsko-amerykańskich. A jednak rok po powrocie z chińskiej emigracji wylądowałem w USA.

Mój pierwszy raz w Stanach to okres Bożego Narodzenienia 2009 roku. Wizę wyrobiłem za namową mojej wtedy dziewczyny, a obecnie żony, Magdaleny. Chciała odwiedzić rodziców, i przy okazji zapoznać ich ze swoim chłopakiem. Poszedłem więc do konsulatu USA w Krakowie, złożyłem odpowiednie dokumenty, opłaciłem niemały haracz, a zapytany po co lecę do najwspanialszego kraju na globie, powiedziałem, że chciałbym się oświadczyć mojej dziewczynie, najlepiej na Empire State Building. Amerykanie lubią takie historie – mówiła Madzia. I polubili moją. Wizę dostałem na 10 lat, więc oświadczać się mogę do woli! Jeszcze niespecjalnie uzależniony od podróży i forów podróżniczych, poszedłem po prostu z Magdą do biura LOTu (wyobrażacie sobie? Wesołowski idzie do biura lotu i ktoś mu kupuje bilet – brzmi jak żart, co?) i zakupiliśmy bilety po dosyć regularnej cenie. W kontekście mojej drugiej i obecnej podróży śmiać mi się chce, jak sobie przypomnę, że kiedyś zapłaciłem 2100 zł za bilet do USA. Gwoli ścisłości – za osobę!
I tak Ameryka stała otworem. Najmilszym wspomnieniem z tego wyjazdu był moment, kiedy wchodziliśmy do domu rodziców Magdy w Hartford i po prostu powiedzieliśmy „Cześć. Przyjechaliśmy na Święta!”. Nikt się niczego nie spodziewał, niczego nie domyślał.

Hartofrd, Connecticut, Grudzień 2009
Drugi wyjazd do USA miał miejsce dwa lata później, w marcu/kwietniu 2011 roku. Wracaliśmy do Stanów już jako narzeczeństwo. Dwa miesiące wcześniej zaręczyliśmy się we Włoszech. Tak naprawdę od długiego czasu planowałem, że oświadczę się w swoim ulubionym miejscu w Nowym Jorku – na szczycie Rockefeller Center. Jednak pierścionek już był, dziewczyna ówczesna a szczęśliwie obecna już małżonka, zaczynała się niecierpliwić moim niezdecydowaniem, więc sprawy należało przyspieszyć. Tak padło na Bolonię i Włochy. Całkiem interesujący był ten drugi wyjazd do Stanów – wypady do NYC, Bostonu, czy niezwykle ciepłego Waszyngtonu sprawiły, że sporo się naooglądałem.  Przywiozłem wiele fajnych wspomnień i poznałem ciekawe osoby. A przyszła teściowa nadal robiła świetne brownie! Do USA dolecieliśmy wtedy na jednym z najmilszych biletów które kupiłem. 1250 zł w dwie strony z Warszawy przez Londyn-Heathrow do Nowego Jorku. Wiem, że ostatnio wiele słychać było o lotach za 100 zł Alitalią, ale wtedy tego nie było, a cena którą w 2010 roku zapłaciłem była iście rewelacyjną za ten komfort podróży i tak szybkie i sprawne połączenie z British Airways.

Kapitol, Waszyngton, Kwiecień 2011

Wreszcie przyszedł czas na mój trzeci wyjazd z Magdaleną do USA. Po dwóch latach wracamy tam już jako małżeństwo. I lecimy na najtańszym  i najbardziej pokręconym bilecie jaki udało nam się zakupić. Za przelot Warszawa – Rzym – Mediolan – Nowy Jork – Mediolan – Praga (z Pragi do Krakowa pociągiem) zapłaciłem łącznie 1000 zł za osobę. Co znaczy, że trzeci przelot do i z USA kosztuje mnie 250 zł taniej niż ten sprzed 2 lat i 1100 zł taniej niż ten sprzed lat czterech. Cóż, nic tylko liczyć, że w 2015 roku do Stanów uda nam się dolecieć za złotówkę…
Oczywiście nie wszystko złoto co się świeci. Bilet ten upolowałem w promocji Alitalii, która dawała 20% zniżki do i tak tanich już biletów, których taniość wynikała z faktu, że kupowało się je z innego portu wylotu do innego portu przylotu. Stąd wylot z Mediolanu i powrót do Pragi. W tej samej zniżkowej promocji dokupiłem bilet z Warszawy do Mediolanu. Wszystko to miało miejsce kilka miesięcy temu. Bilety spokojnie leżały sobie na skrzynce a ja odbywałem swoje inne podróże po świecie. Aż tu nagle pewnego pięknego dnia na początku lutego sprawdzałem sobie status lotów i zauważyłem, że:
1) skasowano lot z Warszawy do Mediolanu. Po prostu go już nie ma. I nikt mnie o tym nie powiadomił!

2) zmieniono mi łączony lot z Nowego Jorku do Pragi przez Mediolan w taki sposób, że po wylądowaniu czekałbym na swój łączony lot 2,5 dnia!
Krew szybko poszybowała do mózgu, parę niecenzuralnych słów wyszło z moich ust i zaczęła się zabawa. Jak wiadomo  – do tanga trzeba dwojga, więc przez następne 2 tygodnie wkurzony klient odbywał tańce godowe z biurami Alitalii w USA, Włoszech i Warszawie. Pierwszy sukces przyszedł szybko – dostałem zastępczy lot z Warszawy do Mediolanu przez Rzym. Na drugą kwestię, czyli uniknięcie przymusowych 2 dni w Mediolanie, przyszło mi czekać bardzo długo. W call center dla polskich klientów znali mnie już wszyscy. Nie odpuszczę – powiedziałem. Mogę zostać 2 dni dłużej w USA, ale nie będę urządzać sobie przymusowych dwudniowych wakacji w Mediolanie, w którym hotele drogie są jak diabli a wiecznie odbywające targi sprawiają, że miasto to nie należy do najtańszych. W mojej walce z liniami lotniczymi, które ciągle tylko obiecywały, że coś zrobią, a nie robiły nic, pomogły media społecznościowe. Gdy już poziom mojego wkurzenia osiągnął granice wytrzymałości, napisałem posta recenzującego mój problem na fejsbukowym profilu Alitalii. Poprosiłem znajomych o lajkowanie i gdy Alitalia zauważyła, że sporo osób zainteresowało się problemem zwykłęgo pasażera, znaleźli rozwiązanie w ciągu 2 dni. Tym sposobem zarobiłem 2 ekstra dni w Stanach Zjednoczonych.
I to właśnie o Stanach Zjednoczonych będę dla Was pisać w ciągu następnych tygodni. Bo w Stanach jest wiele rzecz do lubienia i do robienia. Wielu z moich znajomych nie raz było w USA, nie tylko na wschodnim wybrzeżu, gdzie zwykle mnie wywiewa, lecz także na zachodnich krańcach, w Kalifornii a nawet w środkowych stanach. Jeden z moich kolegów spędził nawet trochę czasu na Alasce. Dla mnie Stany to nie tyle kierunek podróżniczy, gdyż na podróże wybrałbym inne miejsce – Amerykę Południową, ukochaną Azję, Afrykę. USA to miejsce takiego przyjemnego odpoczynku w zupełnie innym od naszych realiów świecie. To miejsce, gdzie spacerem idę sobie po paczkę pączków z dziurką w środku, popijam je świetną kawą i robię wszystko, żeby przywiezione z Polski papierosy wystarczyły mi na cały pobyt, bo tamtejsze nie dość że drogie jak diabli to jeszcze nieziemsko paskudne. To miejsce do którego przylatuję z pustą walizką, by wrócić z zapasem niemożliwie tanich rzeczy kupionych na wyprzedażach, o których Polacy mogą sobie tylko pomarzyć. USA to też miejsce o którym wiedzę zdobywałem na studiach, miejsce o którym czytam regularnie wiele publikacji i książek, centrum światowej kultury masowej, którą mimowolnie i czasami dobrowolnie konsumuję.

O wszystkich tym i wielu innych małych sprawach chciałbym odrobinę na blogu napisać.
A oprócz pisania mam po prostu nadzieję na przyjemny odpoczynek (bo jak wiecie dawno już na wakacjach nie byłem), na brownie teściowej, kieliszek z teściem, spotkania ze znajomymi i poznanie nowych miejsc i ludzi. Mam nadzieję znów odkryć coś nowego w Nowym Jorku i pooglądać sobie paradę w dniu św. Patryka.
Za tydzień o tej porze – Hello USA! Again..

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

1 comment on “USA | Hello Ameryko!

  1. Powiem szczerze, że zazdroszczę tych cen biletów. Ja mieszkam w USA na stałe i przylatując do Polski tylko w lecie mogę pomarzyć o czymś takim. Z Europy do USA ciągle są jakieś promocje, natomiast z USA do Polski w dwie strony często te bilety kosztują min. $700-$800.. Najtaniej wychodzi przez Rosję czy Ukrainę, właśnie te $700. Cóż, takie życie. Pozdrawiam!

    Lubię

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s