Różne

krakowskie spotkania | Ewa Kraskiewicz

0575b-e001

Chciałbym Wam dziś opowiedzieć o kimś wyjątkowym. Kraków to małe miasto. Niby wszyscy znają się ze wszystkimi. Ale pośród tych wszystkich zawsze znajdzie się ktoś, kogo nie znacie, a kto może Wam opowiedzieć Ciekawą historię. Mi zupełnie niedawno  ciekawą historię opowiedziała Pani Ewa Kraskiewicz.

Ciekawe historie opowiadane przez wielkie charaktery takie jak Ryszard Kapuściński, Tiziano Terzani czy Jacek Pałkiewicz są na wskroś wciągające. Ale z drugiej strony są to opowieści kosmicznie nierealne z punktu widzenia początkującego podróżnika-amatora. Są przedmiotem zazdrości, inspiracją, częścią wielkiej historii, której raczej nie będzie mi dane oglądać. Nie będę jak Terzani, świadkiem wejścia Czerwonych Khmerów do Phnom Penh, nie będę też doświadczał tego, co doświadczył Kapuściński. Mierzmy siły na zamiary – myślę sobie. Ciekawe historie opowiadane przez „zwykłych” ludzi mieszkających tuż obok, są jeszcze bardziej interesujące, bo nikt nie spisał ich na papierze, nie opublikował, nie dyskutował na otwartych spotkaniach. Pani Ewa to zwykły-niezwykły człowiek mieszkający tuż obok, który trochę świata zobaczył i postanowił się swoją wiedzą podzielić ze mną i moją małżonką.

Panią Ewę poznałem w kancelarii pani mecenas Stereckiej, gdzie pracuje moja żona oraz bohaterka tej opowieści. Było to przy okazji jakiegoś spotkania, gdy Magdalena wspomniała, iż Pani Ewa także trochę już w życiu podróżowała. Mój sensor ludzi ciekawych od razu się uruchomił i kilka krótkich rozmów ze sobą odbyliśmy, gdy od czasu do czasu wpadałem do kancelarii. Pewnego dnia stwierdziliśmy, że w sumie miło byłoby się spotkać i po prostu porozmawiać o tym i owym przy butelce dobrego wina. Nie bez problemów, udało się nam w końcu dogadać dogodny termin aż w końcu mieliśmy przyjemność gościć w domu Pani Ewy w centrum naszego zaczadzonego miasta. Przed spotkaniem dowiedziałem się, że będziemy mieć z Magdaleną możliwość zobaczenia zdjęć na rzutniku. Pomyślałem – pooglądam ciekawe zdjęcia z różnych zakątków świata. Gdy już siedziałem w mieszkaniu Pani Ewy, otrzymałem zielony notesik i usłyszałem: Proszę sobie wybrać co będziemy oglądać.

Gdy otworzyłem i zobaczyłem zawartość notatnika, czułem jak powoli, sekunda po sekundzie, opada mi szczęka. Pani Ewa podeszła i stwierdziła – Proszę wybrać jeden wyjazd. Na jeden potrzeba tak ze 2 godziny. Miała rację. Potrzebowaliśmy prawie trzy godziny, by obejrzeć i porozmawiać o wyjeździe do Indochin. Wybrałem akurat to, ponieważ wraz ze znajomymi z Warszawy zastanawiamy się właśnie nad wypadem w dolinę Mekongu.

Zdjęcia z rzutnika i wino Palava tworzą idealną kombinację

Ilość zgromadzonych magazynków do rzutnika robiła wrażenie. To, co Pani Ewa postawiła na stole, a co dotyczyło jedynie Indochin, stanowiło zaledwie mały procent jej kolekcji zdjęć. Zapytałem jakim aparatem robiła swoje zdjęcia w ciągu tych wszystkich lat. Był to Canon AE1, który trzymała w wyniszczonym już przez różne klimaty etui. We współczesnych czasach, gdy na wyjazdy zabiera się lustrzanki cyfrowe mogące robić tysiące zdjęć, spośród których po powrocie z wyjazdu, wybieramy kilkaset najlepszych, trudno jest pamiętać, jak bardzo inne podejście do fotografii podróżniczej panowało jeszcze dwie dekady temu. Gdy spytałem ile klisz Pani Ewa zabierała ze sobą w większą podróż, usłyszałem że z reguły 10. Razem jest to 360 zdjęć. Z wyjazdu do Chin w 2011 roku przywiozłem 6000 zdjęć. Inną sprawą jest to, ile czasu potem spędziłem i nadal spędzam na selekcji i pozostawianiu najlepszych.

Canon AE1 w poniszczonym od ciągłych podróży etui

Gdy rozmowa rozwijała się coraz bardziej i gdy już blisko byliśmy rozpoczęcia projekcji zdjęć z Indochin, poprosiłem Panią Ewę, czy mógłbym, jako pasjonat wszelkich wiz, pieczątek etc, zobaczyć jej paszporty. Mówię w liczbie mnogiej, gdyż wiem, iż Pani Ewa podróżowała od lat siedemdziesiątych. Dopiero gdy dostałem do ręki jej paszporty, poczułem wszechogarniający podziw połączony z lekką dozą zazdrości.

Bez wgłębiania się w daty, i przy założeniu, że nie zapisałem wszystkiego, Pani Ewa odwiedziła następujące kraje:

Norwegia, Ukraina, Niemcy, USA (w tym Hawaje), Indie, Tajlandia, Kambodża, Birma, Wietnam, Laos, Chiny, Włochy, Meksyk, Syria, Jordania, Turcja, RPA, Peru, Boliwia, Ekwador, Wenezuela, Kenia, Tanzania, Etiopia, Zanzibar, Swaziland, Liban, Malezja, Indonezja, Brunei, Grecja, Egipt, Maroko, Armenia, Azerbejdżan, Gruzja, Iran, kraje bałkańskie, Turcja, Rumunia, Nowa Zelandia.

Jestem pewien, że coś pominąłem. Poniżej prezentuję kilka pięknych pamiątek paszportowych. Pomijam kilka pięknych wiz typu Indonezja czy Iran z racji widniejących danych osobowych.

Po dogłębnym przejrzeniu wszystkich stron paszportowych przechodzimy do opowieści na temat wyjazdu do Indochin w 1994 roku. Pani Ewa posiłkowała się swoim notatnikiem. Zawsze w podróży na bieżąco zapisuje odwiedzane rzeczy, aby potem nie zapomnieć co jest czym. Słuchamy więc o tym, co sami chcemy powtórzyć 20 lat później, gdyż o Indochinach myślimy w perspektywie stycznia 2014.

Przede mną wiele czasu na planowanie i sprawdzanie tego, o czym opowiadała Pani Ewa. Przed nami, mam nadzieję, wiele spotkań i opowieści o pięknym świecie i pięknych czasach. O Pani Ewie zapewne wspomnę jeszcze na tym blogu.

Notatnik z podróży
Wsłuchani z historie
Moja ukochana żona

Poniżej moje ulubione dwa zdjęcia z podróży Pani Ewy do Indochin:

Kambodżańskie dziecko złapało sobie szczura…
Zdjęcie za paczkę papierosów na terenach nadal zajmowanych przez Czerwonych Khmerów, Kambodża.

Z tego miejsca chciałbym podziękować Pani Ewie za niezwykle interesujące spotkanie i wiele inspiracji.

 

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

2 comments on “krakowskie spotkania | Ewa Kraskiewicz

  1. Pingback: Seks, oszustwa i turystyczne pułapki, czyli Bangkok inaczej | na etacie przez świat

  2. Pingback: Kambodża – w krainie 1 dolara | marcin wesołowski

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s