Armenia Azja

Armenia | jezioro Sevan

Po pobycie w Erywaniu, przyszedł czas, by ruszyć poza stolicę, do miejsc, z których Armenia słynie najbardziej. Bo kraj to jest krajobrazów, nieraz zupełnie marsjańskich. Gdy ktoś przybywa do tego kraju z sąsiadującej na północy Gruzji, doznaje zapewne szoku, gdyż kraina ta nie ma wiele wspólnego z zielonymi połaciami północnego sąsiada. Jest taka przypowieść, którą zasłyszałem na miejscu od mojej armeńskiej przewodniczki:

Kiedy Bóg już stworzył świat i rozdzielił wszystkie krainy miedzy narody, osiadł zadowolony w swoim niebiańskim tronie. Natenczas przyszli do niego Gruzini i mówią: Panie, a my? Nie dostaliśmy żadnej ziemi! Pan na to zatroskany spojrzał na nich i mówi: Jedyne co mi pozostało to ten piękny, idealny kawałek przestrzeni, który zostawiłem dla samego siebie. Weźcie go proszę i zaludnijcie. I tak Gruzini otrzymali od Boga raj na ziemi, zasiedlili go i zaczęli żyć pośród stworzonego wokół piękna. Zadowolony Bóg usiadł i począł odpoczywać, gdy nagle zjawili się Ormianie. Panie, jeszcze my, nie otrzymaliśmy ziemi – powiedzieli. Pan Bóg zatroskał się i mówi do nich: Jedyne co mi pozostało to absolutnie nienadający się do zamieszkania kawałek ziemi, same góry i kamienie. Jak chcecie, weźcie to sobie. I tak Ormianie wzięli ten mały i nieprzyjazny kawal ziemi i powoli, małymi krokami uczynili w nim gaje, zaludnili, wyhodowali zwierzynę i zaczęli uprawiać winne grona. Tak powstała Armenia.

W istocie, gdy człowiek wyjeżdża poza granice Erywania, może odnieść wrażenie, że wylądował w jakiejś ludzkiej kolonii na obcej planecie. Pełne kamieni wzgórza i wysokie góry dominują w tym krajobrazie. Jednocześnie na terenach tych na przestrzeni wieków kultura ludzka rozwijała się w pełni, stworzyła swój język i alfabet, architekturę i miasta, a jego mieszkańcy należą do jednych z najbardziej pracowitych narodów rozrzuconych po świecie. To Armenia była pierwszym krajem w historii, który przyjął chrzest i stał się oficjalnie chrześcijańską krainą. To stamtąd przyszedł model kościołów, które od wczesnych wieków zaczęły powstawać w Europie.

Pierwszego dnia poza stolicą mój plan nie jest specjalnie napięty. Kieruję się samochodem na północ, w kierunku armeńskiego morza – jeziora Sevan i położonego przy nim zespołu klasztornego.

Monastyr Sevanavank

Oczywiście Armenia dostępu do morza nie posiada, ale zapewne z tego właśnie powodu mieszkańcy tej krainy tak właśnie nazywają największy naturalny zbiornik wodny w swoim kraju. Jezioro Sevan jest nie tylko największym zbiornikiem Armenii, ale także całego Kaukazu. Ponadto zalicza się do jednych z najwyżej położonych jezior na świecie, położony jest na wysokości 1900 metrów nad poziomem morza. Historia tego miejsca jest niezwykle pasjonująca. Basen jeziora to obszar około 5000 kilometrów kwadratowych, zaś samo jezioro zajmuje 940 kilometrów kwadratowych. Pierwszym miejscem, które przychodzi mi odwiedzić w tym rejonie jest wspomniany prastary zespół klasztorny Sevanavank. W czasach obecnych są to małe kościółki położone są na wzgórzach tuż przy brzegu jeziora. Kiedy powstały, oraz przez większość swojej historii, były one jednak zlokalizowane na… wyspach. Czy oznacza to, że ktoś przeniósł te kamienne konstrukcje z wysp na wzgórza? Nie, historia ma na to inną odpowiedź. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu tafla jeziora Sevan była położone dwadzieścia metrów wyżej niż dziś.

Dwadzieścia metrów wyżej – to tu kiedyś zlokalizowana była tafla jeziora Sevan

Odpowiedzi na pytanie, dlaczego jezioro jest płytsze o dwadzieścia metrów nie należy szukać w analizach zmian klimatycznych. Do, przepraszam za język, spieprzenia tego pięknego zbiornika wodnego, rękę przyłożył nie kto inny niż wujek Józek, dobrze nam wszystkim znany jako Stalin. Komuna psuła wszystko nie tylko u nas w Polsce, ale na gigantycznym obszarze sięgającym od Berlina po Władywostok i od Murmańska po Afrykę i Azję. Wszędzie, gdzie docierała, niszczyła ludzkie umysły, kultury, a nawet przyrodę. Wszystko w imię szalonej inżynierii, która miała zbudować nowy, lepszy świat. Wyobraźnia Stalina, który chciał nawodnić tereny przy granicy tureckiej, a przy okazji zbudować hydroelektrownię, o mało co nie doprowadziła do powtórzenia historii morza Aralskiego, na którego wyschniętym dnie straszą teraz zardzewiałe trupy statków. Lustro wody stopniowo opadało, co sprawiło, że wyspy na których położone były budynki klasztorne, stały się półwyspem. Na szczęście Stalin w pewnym momencie pożegnał się z życiem a radzieccy inżynierowie pożegnali wielki projekt, który mógł doprowadzić do zniszczenia tego miejsca. Rozpoczął się gigantyczny proces rewitalizacji jeziora, w ramach którego do jeziora skierowano dodatkowe źródła wody, które rok po roku przez następne dziesięciolecia, będą podnosić poziom wody do stanu sprzed dziesięcioleci.

Wracając do klasztoru. W chwili obecnej ma około 1200 lat. Kiedy powstał, był miejscem zesłania dla grzesznych mnichów z Eczmiadzyna, stolicy kościoła ormiańskiego, swoistego  kaukaskiego Watykanu. Mnisi CI, ulokowani na trudno dostępnych wyspach, mieli stronić od mięsa, alkoholu i kobiet. Obecnie, położone na wzniesieniach kościoły przyciągają przybyszów odwiedzających stolicę Armenii. Aby dojechać na miejsce dosyć sprawnie, zbudowano autostradę prowadzącą z Erywania prosto do tego regionu. Powstały tam także ośrodki wypoczynkowe a w bliskiej odległości od kościołów, swoją siedzibę ma letnia rezydencja prezydenta Armenii.

To właśnie na tym terenie miałem pierwszy kontakt z Chaczkarami. Te kamienne dzieła sztuki rozrzucone są w całym kraju i stanowią jeden z najbardziej rozpoznawalnych przykładów kultury armeńskiej. Chaczkary to kamienne płyty wotywne, które stawia się ku upamiętnieniu ważnych wydarzeń lub ku czci ważnych osób – żywych lub umarłych. Stawia się je przy świątyniach, grobach, rozstajach dróg.

Chaczkar nad jeziorem Sevan
Stare chaczkary przy klasztorze Sevanavank

Kilkanaście minut od zespołu klasztornego nad jeziorem Sevan, w wiosce Noratus, znajduje się cmentarz z największą kolekcją chaczkarów, które przetrwały zniszczenie. Największa liczba chaczkarów stała jeszcze w latach 90. na terenie miejscowości Julfa w Azerbejdżanie, jednakże ówczesnej władze rozpoczęły systematyczną kampanię ich niszczenia. Tak jak wspominałem w poprzednim poście, Armenia z dwóch stron otoczona jest przez wrogie narody – Turków i Azerów. Wyniszczająca wojna z Azerbejdżanem, która miała miejsce pod koniec poprzedniego wieku, wpłynęła na ogrom strat i zniszczeń tych dzieł kultury. Nigdy nie zapomnę słów swojej przewodniczki z tego dnia – With Georgians we like each other. With Azeri, we kill each other (z Gruzinami się lubimy, z Azerami się zabijamy). O tych tragicznych historiach opowiem jednak w osobnym poście.

Noratus to piękne miejsce. Jego cisza i dziesiątki otaczających mnie kamiennych chaczkarów, sprawiają, że czas zwalnia. Nieopodal lekko porusza się tafla jeziora Sevan, zaś z cmentarza widać wiecznie białe szczyty wysokich, armeńskich gór.

Cmentarz Noratus
Jeden z najstarszych chaczkarów ze sceną przedstawiającą biesiadę ślubną
W tle zaśnieżone góry

Na cmentarzu znajduje się około tysiąca chaczkarów, z czego najstarsze mają tysiąc lat.  Każdy kamień ozdobiony jest w różny sposób, ozdoby nie są powtarzane. Niektóre, najstarsze z nich, przedstawiają na przykład sceny ze ślubu, podczas którego nastąpiła zbiorowa rzeź, gdy najechano i zaatakowano wioskę. W czasie spaceru po tym terenie zasłyszałem także opowiadaną od wieków historię o tym, jak podczas inwazji Tamerlana, wszystkie kamienie ubrano w hełmy i postawiono przy nich miecze. Wojska najeźdźcy, myśląc, że to ogromna ilość niebojących się niczego, gotowych do walki żołnierzy, wycofały się.

Dzień był jeszcze młody i po wizycie nad jeziorem, rozpoczynaliśmy podróż powrotną z północnych regionów na południe, najpierw w kierunku stolicy, by następnego dnia kierować się na południe kraju. Powoli rozpoczynała się podróż po różnych świątyniach rozrzuconych w malowniczych zakątkach kraju, ukrytych między górami lub na ich szczytach. O tej drodze i krajobrazach mijanych codziennie podczas pobytu w tym kraju opowiem wkrótce.

Droga między górami

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

2 comments on “Armenia | jezioro Sevan

  1. Piekny kraj, goscinni ludzie. Byłam tam dawno temu. Chodziłam po skalistej plazy Sevanu. Uroczy Erewań
    witał nas polską muzyka przy grającej fontannie. Warto tam pojechać i zobaczyć jakze odmienny krajobraz od naszego.Ala

    Lubię

Masz pytania? Chcesz coś dodać? Skomentuj poniżej

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s