Europa

Czechy | weekend w Pradze

targi świąteczne - łakocie i witaminy

Zupełnie niedawno Amerykańskie CNN stwierdziło że nie ma lepszego miejsca na Święta niż Kraków. Podłapały to polskie media i TVN przypomniał mieszkańcom Krakowa że żyjąc w tym mieście można zapomnieć o tym, jak wspaniałe jest jego dziedzictwo, historia i kultura. Owszem, lubię to miasto bo od urodzenia jestem z nim związany. I obok szczerej do niego miłości jest równie szczera nienawiść- za powietrze zanieczyszczone na niesłychaną w Europie skalę, za natrętnych żuli, za ignorancki stosunek władz miasta  do mieszkańców. Ale nieważne jak bardzo toksyczny bywa ten nasz związek, zawsze będzie to miejsce, które będzie dla mnie ukochanym domem.

Amerykański zachwyt nad Krakowem skonfrontowałem z moim niedawnym zachwytem nad Pragą, do której wybrałem się w weekend przed Świętami Bożego Narodzenia.

Praga, uznawana za jedno z najładniejszych miast Europy Środkowej obok Budapesztu i Krakowa a właściwie przed nimi, w mojej opinii jest tak naprawdę najładniejszym miastem w Europie Środkowej. I zdecydowanie jednym z najładniejszych miast na Starym Kontynencie. Uzasadnienie mojej opinii wkrótce.

Mój krótki wyjazd do Czech był spontaniczną decyzją. To Mauritius mial zakończyć  randez-vous po świecie Anno Domini 2012, jednakże okazało się ze muszę w tym roku użyć moje mile lotnicze, gdyż część z nich traciła ważność. Szkoda marnować coś, co zbierało się przez 2 lata, więc przyszła szybka decyzja i tak padło na Pragę. Teraz wiem, że do tego miasta muszę wrócić. Zdecydowanie wiosną, lub latem, by nie czuć sie skrępowanym zimną i nieprzyjemną pogodą.

Jak to wiec jest, ze po dwóch zaledwie dniach w stolicy Czech, przekazuję Wam peany na jej cześć? Po kolei.

Ceny

Przyzwyczaiłem się do tego, że podróżując po Europie, może z wyjątkiem Ukrainy, wszędzie ceny są wyższe niż w Polsce. W niektórych miejscach dużo wyższe. Przez lata nie zaglądałem do krajów sąsiedzkich, więc chyba zapomniałem, że można się gdzieś wybrać i pozwolić sobie na wiele rzeczy, bo nie jest po prostu tak źle. Praga jest przyjazna cenowo. Nie dobija. Nie znaczy to, że jest tanio, bo ceny porównywalne są do cen w Krakowie, Warszawie czy wielu innych miejscach, ale w ogromie miejsc, które tam są, jest w czym wybierać. Bilet jednodniowy kosztuje 10 złotych. Bez tragedii. A do dyspozycji mamy autobusy, tramwaje i co najważniejsze – metro. Wiem, że Praga to miasto idealne na długie spacery, ale w grudniowej aurze transport publiczny bardzo umila życie. W zasadzie wszystko, począwszy od cen w marketach, kawiarniach, sklepach z pamiątkami, było na znośnym, podobnym do polskiego poziomie. Oczywiście są wyjątki. Taksówki w Pradze to kompletne zdzierstwo a ilość kierowców, którzy pracują dla firm spod ciemnej latarni jest ogromna. Nie próbowaliśmy, jedynie słyszeliśmy. Nam w zupełności wystarczyły tramwaje i metro. Jedno, co na pewno jest dużo tańsze i fajniejsze niż np. w Krakowie to jedzenie w restauracjach. W kilku miejscach, do których się wybraliśmy, zaserwowano nam absolutnie wspaniałe jedzenie w bardzo dobrych cenach, często niższych niż byśmy zapłacili w Krakowie. Cafe Louvre stało się naszym ulubionym miejscem na mapie Pragi. Wrócimy tam zdecydowanie, ale o tym miejscu później.

Transport

Praga to miejsce, gdzie można sprawnie, szybko i tanio przemieszczać się między różnymi punktami a w całym tym wewnętrznym podróżowaniu, wszystko przychodzi dosyć łatwo i intuicyjnie. Lądując na lotnisku Vaclava Havla w Ruzyne, udajemy się do punktu informacji transportu publicznego, gdzie otrzymujemy mapy a miła Pani tłumaczy nam jak dojechać do naszego hotelu: autobus 119 z lotniska na stację metra Devicka a stamtąd metrem linii A dwie stacje do puntu Malostranska, skąd jeden przystanek tramwajem do naszego hotelu. Kupujemy bilet dzienny i ruszamy w drogę.

Autobus linii 119 zawozi nas sprawnie do stacji metra, skąd ruszamy dalej. Metro w Pradze jest czyste, szybkie, przyjazne i ogólnie spełnia wszystkie warunki mojej miłości do tej formy przemieszczania się po miastach.

Głównym środkiem transportu łączącym miejsca, w którym spaliśmy (Mała Strana) ze starym miastem były tramwaje. Większość z nich stara i pozornie rozklekotana, ale w środku zawsze okazywały się czyste, ciepłe i przestronne.

Zwiedzanie miasta

Otaczająca nas tkanka miejska okazała się być żywym, dojrzałym i niezwykle rozbudowanym organizmem, wizytówką bogatego słowiańskiego kraju. Nie do końca jestem pewien, czy Czechy rzeczywiście należą do Europy Środkowej. Dla nas Polaków, pomimo ich epizodu z komuną, zawsze był to kraj Zachodni, uprzemysłowiony, pełen biznesu i bogatych ludzi. Czechy pozostają nadal prymusem naszego regionu jeśli chodzi o dochody per capita i poziom życia. Widać to w tym mieście, gdzie bogactwo i przepych świadczą o jego ciekawych dziejach. Zachwyca ogrom starej zabudowy. W przeciwieństwie do mojego ukochanego Krakowa, nie ogranicza się ona do ścisłego starego miasta i Kazimierza. Tam, ta historyczna, stara, pełna klasy tkanka rozciąga się na ogromnym obszarze, nad którym góruje gigantyczny zamek królewski na Hradczanach.

To, co dla Krakusa robi przygnębiające wrażenie to porównanie obu miast pod względem przedsiębiorczości mieszkańców i takiej swoistej kupieckiej twarzy miasta. Praga wygrywa. Na każdym kroku, na każdym rogu, w każdej witrynie, w każdej bramie, dosłownie wszędzie, kwitnie kapitalizm – sklepy z pamiątkami, księgarnie, kawiarnia, sklepy z pierdołami, małe warsztaty, galerie sztuki, i znów sklepy i znów kawiarnie i restauracje. Miasto żyje handlem a gotówka krąży w żyłach miejskich nadając im sens a jego mieszkańcom jeszcze więcej bogactwa. I tego brakuje mi w centrum Krakowa, gdzie chciwość i głupota właścicieli kamienic sprawia, że biznesy przychodzą i odchodzą, znikają tak szybko jak się pojawiły a najczęściej przyczyną ich upadku są kosmiczne czynsze, które ich wykańczają. W Krakowie, aby się obkupić, trzeba jechać do galerii handlowych. W Pradze na kilku tylko ulicach położonych obok siebie mógłbym spędzić cały dzień przechodząc od sklepu do sklepu z przerwą na kawę i pożywny mięsny obiad.

Targi Świąteczne

W Pradze wylądowaliśmy w sobotę rano, zaś wylecieliśmy z niej w niedzielę wieczorem, by dotrzeć do domu na Wigilię. Głównym tematem naszego wypadku były targi świąteczne (Christmas market). To właśnie urokliwymi kramami w Krakowie między innymi zachwycało się CNN. My bardziej zachwyciliśmy się tymi praskimi, być może dlatego, że te krakowskie mamy co roku a polskie grzane wino (czytaj: najtańsza siara podgrzana do wysokiej temperatury) da się pić jedynie przy -10 stopniach Celsjusza. A że w Polsce mrozów do Święta już dawno nie było, cóż. Wino w Pradze było inne. Białe i jabłkowe, pyszne. I nie musiało być siarczystego mrozu, by smakowało. Było tak dobre, że gdy Madzia wyrzuciła swój kubek w którym było jeszcze trochę tego wino, o mało co nie rzuciłem się na jego ratunek. Poza pysznym winem, Czesi zaskoczyli różnymi słodyczami takimi jak wielki okrągły wafelek, czy drożdżówka – rodzaj słodkiego chleba z orzechami i toffi.

  

Jedzenie i Palenie

Poza głównym celem wyjazdu, jakim było odwiedzenie targów świątecznych, jednym z ważnych bodźców do odwiedzin tego zachwycającego miasta była kulinarna przygoda z czeską kuchnią. A czeska kuchnia, pełna mięsa, piwa i wspaniałych słodkości, kusiła mnie od dawna. Bardzo miło wspominam restaurację Pilsnera, w której wchłonąłem prawie kilogram mięsa w pysznym sosie grzybowym z dodatkiem knedlików i popiłem to litrem piwa. Ale najmilej wspominamy śniadania i słodkości w Cafe Louvre, które okazało się naszym ulubionym miejscem. Kawiarnia ta zlokalizowana była na ul Narodni po drugiej stronie rzeki jadąc od miejsca, w którym zlokalizowany był nasz hotel. Zaraz po wejściu witał nas kierownik sali, który prowadził nas do stolika. Obsługa, wszyscy ubrani niczym w dwudziestoleciu międzywojennym, za każdym razem powalała nas swoim stylem obsługi. Karta zależała od godziny, kiedy się przychodziło. Na śniadanie inna, na lunch inna, na obiad czy kolację inna. Ceny przystępne nawet dla Krakusa, ba, ceny cholernia przystępne! Jednak to, co dla mnie przynajmniej, było niezwykłe to fakt, że Czechy daleko są jeszcze od Europejko-Atlantyckiego standardu zakazu palenia w miejscach publicznych. Dlatego też, połowa lokalu należała do palących. Jakaż to była wycieczka w przeszłość i wspomnień czar, gdy zasiedliśmy do stolika, odpaliliśmy papierosy a kelner podawał nam do stolika czystą popielniczkę za każdym razem, gdy odpalaliśmy kolejne. Nie to że jestem jakimś wrogiem obowiązujących w Europie zakazów palenia, nie jestem. Jednak przyznam, że była to miała odskocznia i komfortowa chwila upojenia tytoniowego w przerwie kulinarnych uniesień.

Podczas tego krótkiego pobytu w stolicy Czech, nie miałem zbyt wiele czasu na wizyty w muzeach, galeriach sztuki i tym podobnych. Pozostawiłem to sobie na przyszłość. Jednakże jedno miejsce, o którym to i owo słyszałem, postanowiłem odwiedzić. Artbanka – muzeum młodej sztuki nowoczesnej, które zlokalizowane jest tuż przy wejściu na most Karola, okazała się miejscem nurtującym, choć zawsze sztuka nowoczesna w odbiorze okazuje się dosyć trudna.
Do Pragi planuję ponownie zawitać w maju lub czerwcu. Nie polecę tam, jak w tym przypadku, samolotem, gdyż połączenie z Krakowa (przez Warszawę) jest drogie, a mil już nie mam. Dla mieszkańców Krakowa nie jest to jednak wyprawa daleka i kłopotliwa. Są trzy sposoby aby z Krakowa dotrzeć do Pragi:

  • Bezpośredni nocny pociąg z Krakowa do Pragi
  • Polskibus.com z Katowic
  • Własny samochód

Gdy dotrę tam na dłużej, spędzę tam kilka dni, pojeżdżę po mieści na rowerze i wypiję tam ze znajomymi hektolitry piwa, z pewnością opowiem Wam o tym mieście więcej.

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

2 comments on “Czechy | weekend w Pradze

  1. Pingback: Kambodża – w krainie 1 dolara | marcin wesołowski

  2. Pingback: Lizbona – miłość na krańcu Europy | marcin wesołowski

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s