Różne

2012 | podsumowanie

Mauritius

Rok 2012 czas kończyć.

Koniec roku to czas rozrachunku, wspomnień, bilansów i planów na nowy, nadchodzący rok. Miniony, który właśnie żegnamy, okazał się dla mnie niezwykle łaskawy. Czas więc na podróżnicze podsumowanie.

W 2012 roku:

  • Założyłem bloga, by opowiedzieć o swoich podróżach, które odbywam od 2007 roku
  • Zaliczyłem 11 wyjazdów zagranicznych
  • Odbyłem 26 lotów samolotem
  • Przejechałem 3000 km na rowerze
  • Odwiedziłem 10 krajów: Belgię, Węgry, Indie, Turcję, Ukrainę, Niemcy, Włochy, Norwegię, Mauritius i Czechy.
  • Nie odbyłem jednej zaplanowanej podróży – do Iranu.
  • i co najważniejsze – Ożeniłem się! Zresztą też na wyjeździe.

Pierwszą podróżą odbytą w tym kończącym się roku była Belgia – polecieliśmy tam z Magdaleną w połowie stycznia. Lądowaliśmy de facto w Holandii, skąd samochodem dojechaliśmy do Antwerpii. Z Belgii przywiozłem miłość do ichniejszego piwa. Trudno mi teraz powiedzieć, że Żywiec czy Tyskie to piwa dobre. Nie są dobre.

Belgia

 

 

 

W lutym zaszyłem się między pracą a domem, bo temperatury jak dobrze pamiętacie t oscylowały wokół -25 stopni. To nigdy nie jest dobry miesiąc na jakiekolwiek podróże.

Wraz z nadejściem wiosny, w marcu, wpadłem na jedną noc do Budapesztu, by tydzień później ruszyć w prawdziwą i fascynującą podróż do gorących i fascynujących Indii. Z Indii przywiozłem piękne wspomnienia egzotycznego kraju i wschodu słońca w Taj Mahal.

Indie

 

 

W kwietniu świętowałem w dużym gronie przyjaciół urodziny mojej małżonki i starałem się nigdzie nie jechać, by móc nacieszyć się krakowską wiosną i słońcem, którego w tym mieście nie było widać przez kilka dobrych tygodni.

W długi weekend majowy uciekłem z Polski, choć nigdy nie miałem w zwyczaju podróżować w te dni, gdy podróżują tłumy. Pognało mnie do niezwykle pociągającego miasta w Turcji. Istambuł zachwycił mnie porankami pełnymi śpiewów muezinów i smakiem czaju, który pijałem w okolicach Hagia Sofia i Błękitnego Meczetu. Pod koniec tego jakże przyjemnego miesiąca zapadła decyzja o ślubie na Mauritiusie.

Stambuł

 

 

W czerwcu zajęty byłem kibicowaniem naszej drużynie podczas Euro 2012, jednak już w lipcu pognało mnie ponownie na Ukrainę, by świętować swój pierwszy wyjazdowy wieczór kawalerski. Lwów, w którym byłem wielokrotnie, nadaje się na to wprost idealnie. Z Ukrainy, jak zawsze, przywiozłem pełny brzuch i zdecydowanie za dużo procentów we krwi.

Lwów

W sierpniu postanowiłem odwiedzić siostrę, więc na kilka dni udałem się do północnych Niemiec. Rostock okazał się chyba najbardziej odległym (psychologicznie) miastem u naszych sąsiadów. Z niemieckiego Przedmorza przywiozłem dużo słodyczy i zachwyt nad lokalną naturą.
Rostock

We wrześniu codziennie siadałem na swoją kolarkę, którą którą od trzech miesięcy podbijałem Małopolskę, ale już w październiku nie mogłem za bardzo usiedzieć  w Krakowie. Na początku miesiąca wybrałem się więc do Rzymu, by świętować z moją rodzicielką jej okrągłe urodziny. Rzym, zachwycił mnie jak wszystko we Włoszech, ale było w tym mieście coś wyjątkowego, coś co sprawiało, że chciało się wrócić. I wróciłem, w listopadzie, na kolejny z serii wyjazdowych wieczorów kawalerskich. Z Rzymu przywiozłem miłość do Rzymskiej pizzy na cienkim cieście i tęsknotę za Barem Farnese przy Campo de’ Fiori.

Rzym

W październiku, pomimo problemów z mgłami na lotniskach, udało mi się odwiedzić Oslo, które okazało się chyba najdroższym miastem, w którym przyszło mi być do tej pory. Nie zmienia to faktu, że wypad ze znajomymi z pracy należał do jak najbardziej udanych. Z Norwegii nie przywiozłem nic. Było za drogo.

Oslo

W grudniu miał zaś miejsce najważniejszy wyjazd w tym roku, bo wyjazd ślubny. Ożeniłem się na pięknym afrykańskim skrawku ziemi a Mauritius na zawsze pozostanie w moim sercu jako miejsce wyjątkowo mi bliskie, choć tak dalekie. Z Mauritiusa przywiozłem żonę i złoty GPS na palcu.

Mauritius

Mauritius miał być ostatnim akcentem wyjazdowym 2012 roku, jednakże nagle i niespodziewanie okazało się, że musiałem użyć swoje mile lotnicze. Dlatego też, w weekend przed Świętami Bożego Narodzenia, wybraliśmy się na świąteczne targi do czeskiej Pragi, która to stała się ostatnim przystankiem naszych tegorocznych podróży. Praga zachwyciła mnie swoim starym miastem, pysznym grzanym, białym winem i jedzeniem pełnym mięsa i knedlików. Z miasta tego przywiozłem chęć powrotu w tamte strony, na dłużej i w zdecydowanie w cieplejszym miesiącu.

Praga - zamek na Hradczanach

Na nadchodzący 2012 rok życzę Wam wielu udanych podróży, wspaniałych kulinarnych doznań, soczystych zdjęć z odbytych wojaży i wielu poznanych ludzi, którzy opowiedzą Wam najciekawsze historie swojego życia.

Szczęśliwego nowego 2013 roku i do usłyszenia w następnych postach!

Wierzę, że dla poznania świata równie ważne są historie, nie tylko przewodniki. Wierzę, że świat interesujących tekstów jest równie ciekawy, jak świat oglądany z bliska, na miejscu. Pochodzę z Krakowa, który jest dla mnie miejscem o niesamowitej energii. Lubię do niego wracać, nie tylko po to, by napisać historie z podróży, ale także po to, by docenić zwykłe życie pośród znajomych i przyjaciół.

2 comments on “2012 | podsumowanie

  1. „złoty GPS na palcu” bardzo dobry tekst:D

    Lubię

Podobał Ci się artykuł? Chcesz coś dodać? A może się nie zgadzasz? Zostaw komentarz, doceń pracę autora.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s